Home Film Niezależnie, demokratycznie i w streamingu czyli Zwierz o Filmocracy

Niezależnie, demokratycznie i w streamingu czyli Zwierz o Filmocracy

autor Zwierz
Niezależnie, demokratycznie i w streamingu czyli Zwierz o Filmocracy

Czy moż­na mieć abona­ment Net­flixa, Ama­zona, HBO i wciąż narzekać, że nie ma się nic do oglą­da­nia? Paradok­sal­nie, odpowiedź całkiem częs­to brz­mi… tak. Jeśli lubi­cie kino nieza­leżne, twor­zone przez młodych twór­ców, jeśli jesteś­cie ciekawi co dzieje się na fes­ti­walach fil­mowych, to częs­to może się okazać, że pop­u­larne plat­formy streamin­gowe nie mają wam zbyt wiele do zaofer­owa­nia. I jeśli zas­tanaw­ia­cie się czy tak musi być odpowiedź brz­mi – niekoniecznie, co więcej – sami może­cie to zmienić. Wystar­czy, że uwierzy­cie w Filmoc­ra­cy.

Filmoc­ra­cy to pow­sta­ją­ca właśnie (zwierz miał okazję testować wer­sję beta) nowa plat­for­ma streamin­gowa. Pomysł? Z tysię­cy filmów pro­dukowanych na co dzień na całym świecie tylko ułamek zdobędzie dys­try­b­u­torów. Czy będą to filmy zawsze gorsze? Niekoniecznie, wiele zależy od zna­jo­moś­ci, układów i szczęś­cia. Do tego trze­ba pamię­tać, że duże plat­formy streamin­gowe jak Net­flix, coraz rzadziej wykupu­ją prawa do dys­try­bucji filmów np. pokazy­wanych na fes­ti­walu w Sun­dance. Gdzie lądu­ją te wszys­tkie filmy które nie zna­jdą dys­try­b­u­to­ra? Zwyk­le po tym jak odbędą swo­ją podróż po fes­ti­walach, i pojaw­ią się na krótko w Internecie popada­ją w zapom­nie­nie, cza­sem nie docier­a­jąc do ludzi, którzy chęt­nie zapła­cili­by za możli­wość zobaczenia czegoś nowego. Ile razy śledząc kari­ery aktorów czy reży­serów zdawal­iśmy sobie sprawę, że ich wczesne – nieza­leżne pro­dukc­je są nie do dostanie i nie do obe­jrzenia. Bo nie ma dla nich miejs­ca w Internecie.

 

 

 

 

Filmoc­ra­cy to jed­nak nie tylko plat­for­ma streamin­gowa, jej twór­cy zda­jąc sobie sprawę, że kieru­ją swój pro­dukt do specy­ficznej – zaan­gażowanej społecznoś­ci, postanow­ili to zaan­gażowanie wyko­rzys­tać. Dlat­ego w Filmoc­ra­cy nie tylko opła­ca się oglą­dać filmy ale także je oce­ni­ać. Po obe­jrze­niu każdego fil­mu dosta­je­my for­mu­la­rz – może­my ocenić film w kilku kat­e­go­ri­ach – od real­iza­cji do kwestii fab­u­larnych. Im bliżej nasza opinia będzie „mądroś­ci tłu­mu” czyli śred­nim ocenom które inni wid­zowie wys­taw­ili fil­mowi tym więcej dostaniemy obow­iązu­jącej na por­talu walu­ty – pop­cor­nu.  . Pop­corn przy­da się wam do tworzenia sper­son­al­i­zowanego awatara. A Awatary na plat­formie mają być nie tylko dodatkiem, ale też, jed­ną z głównych atrakcji. W planach są współprace z różny­mi artys­ta­mi, którzy będą przy­go­towywać unikalne serie obrazków. Jeśli zde­cy­du­je­cie się wesprzeć plat­for­mę na Kick­starterze dostaniecie, już na samym wstępie awatary stwor­zone właśnie dla mece­nasów pro­jek­tu. Ale pop­corn to nie wszys­tko – oprócz tego plat­for­ma planu­je ofer­ować swoim akty­wnym uczest­nikom zupełnie realne nagrody – bony do sklepów z elek­tron­iką, fil­mowe mem­o­ra­bil­ia, wszys­tko z kat­e­gorii – czego może prag­nąć kino­man.  Oce­ni­an­ie to jed­nak nie wszys­tko – może­my też brać udzi­ał w wyzwa­ni­ach np. obe­jrzenia dwudzi­es­tu filmów kome­diowych, sen­sacyjnych, czy doku­men­tal­nych, co pozwala nam dodać pewien ele­ment gdy do naszego oglą­da­nia. Im więcej zadań wypełn­imy tym wyższa jest nasza pozy­c­ja w ser­wisie. Ostate­cznie może się okazać, że zostaniemy dopuszczeni nawet do wąskiego eli­tarnego grona osób które poma­ga­ją wybrać filmy, które zna­ją się na plat­formie.

 

 

 

Jeśli zas­tanaw­ia­cie się czy taki sys­tem nagradza­nia za recen­z­je nie doprowadzi do wysy­pu seryjnych recen­zen­tów którzy nawet nie widzieli fil­mu, czy do ataku botów, to uspoka­jam was – twór­cy Filmoc­ra­cy o tym pomyśleli. Z nieucz­ci­wy­mi recen­z­ja­mi chcą sobie radz­ić tak jak robią to duże strony oparte na recen­zowa­niu pro­duk­tów i usług jak np. Yelp. Jed­nocześnie – możli­wość głosowa­nia pojawi się dopiero pod koniec fil­mu. Zniknie nam więc prob­lem z którym bory­ka się od lat Rot­ten Toma­tores, gdzie oce­na wid­owni w tym momen­cie właś­ci­wie nic nie znaczy, bo nie sposób zwery­fikować czy wid­zowie którzy gło­su­ją widzieli film, o którym mają złe zdanie czy po pros­tu biorą udzi­ał w jakiejś nie mającej wiele wspól­nego z samą pro­dukcją troller­skiej akcji. Tak więc ci wszyscy którzy boją się powtór­ki z rozry­w­ki mogą odetch­nąć z ulgą, nie tylko wy zas­tanaw­ia­cie się jak połączyć ocenę widzów z pewnoś­cią że wypowiada­ją się oso­by które film widzi­ały.

 

A to nie wszys­tko w planach twór­ców Filmoc­ra­cy jest przeła­manie jeszcze jed­nej bari­ery – pomiędzy twór­ca­mi a widza­mi. W przyszłoś­ci wid­zowie będą mogli sko­rzys­tać ze swo­jej pozy­cji i zebranej w ramach plat­formy walu­ty, do wspiera­nia pro­dukcji fil­mowych, ich ulu­bionych nieza­leżnych twór­ców. Dzię­ki temu zaan­gażowani, doświad­czeni kino­mani będą mogli naresz­cie wspier­ać tych twór­ców których najbardziej lubią i być może – poz­wolą trochę ominąć ist­niejące kanały zbiera­nia pieniędzy na film. To oczy­wiś­cie kwes­t­ia przyszłoś­ci ale pokazu­je jak twór­cy plat­formy myślą o relac­jach widzów i twór­ców – prag­nąć jed­nych i drugich do siebie zbliżyć, dając im szan­sę na stworze­nie czegoś czego w kinie jeszcze nie było.

 

 

 

Brz­mi super? Przyz­nam szcz­erze – dla mnie to świet­ny pomysł i dlat­ego kiedy ludzie z Filmoc­ra­cy napisali do mnie ( dokład­niej, jed­na z założy­cielek – Pol­ka i czytel­nicz­ka Zwierza) :) czy nie chci­ałabym was zachę­cić do wspar­cia plat­formy na Kick­Starterze nie zas­tanaw­iałam się dłu­go. Zwłaszcza, że okaza­ło się, że dla pol­s­kich mece­nasów mają wyjątkową propozy­cję. Ponieważ wyję­cie z kieszeni dziesię­ciu dolarów w Polsce i w stanach to dwie różne rzeczy, zapro­ponowano mi coś fenom­e­nal­nego. Otóż dar­czyń­cy z Pol­s­ki dostaną za wpła­cone pieniądze nagrodę z wyższego progu. Co to znaczy? Jeśli oso­ba z USA wpłaci na Filmoc­ra­cy 10 dolarów to dostanie w nagrodę video z podz­iękowa­ni­a­mi od twór­ców, którzy wyrażą swo­ją wdz­ięczność stara­jąc się coś powiedzieć z usta­mi pełny­mi pianek śla­zowych. Jeśli jed­nak wy wpłaci­cie 10 dolarów to dostaniecie nagrodę z kole­jnego progu – a to już 3 miesiące korzys­ta­nia z plat­formy za dar­mo, plus 250 pop­cornów – walu­ty obow­iązu­jącej na plat­formie, by móc od początku korzys­tać z dodatkowych opcji. Jeśli zde­cy­du­je­cie się wpłacić 15 dolarów to wpada­cie już w kole­jny próg a to znaczy, że dosta­je­cie 4 miesiące korzys­ta­nia z plat­formy i 500 pop­cornów.

 

Oczy­wiś­cie jeśli macie więcej pieniędzy, albo naprawdę wierzy­cie w ten pro­jekt to może­cie zain­west­ować jeszcze więcej – oso­biś­cie wyda­je mi się, że dla oso­by która nie chce inwest­ować tysię­cy zło­tych (ej jak tyle macie i wierzy­cie w film, to zawsze może­cie!) naj­ciekawsza propozy­c­ja to zain­west­owanie 50 – 100 dolarów. Dlaczego? Bo wtedy nie tylko dostaniecie dostęp na cały rok do plat­formy ale też może­cie się znaleźć wśród kura­torów Filmoc­ra­cy a to znaczy  decy­dowanie o tym jakie filmy zna­jdą się na plat­formie. Brz­mi ekscy­tu­ją­co, ale też pozwala na poczu­cie się kimś więcej niż tylko widzem – raczej zaan­gażowanym członkiem między­nar­o­dowej społecznoś­ci miłośników fil­mu. Oczy­wiś­cie – to nie są grosze które wyj­mu­je się z kieszeni bez zas­tanowienia, ale z drugiej strony – jeśli plat­for­ma rozwinie skrzy­dła, to może być początek wielkiej życiowej przy­gody. Takiej która może odmienić życie. A na pewno życie fil­mowe.

 

W pro­jek­cie Filmoc­ra­cy cieszy mnie doce­nie­nie społecznoś­ci – cza­sem mam wraże­nie, że współczesne plat­formy streamin­gowe zupełnie ignoru­ją coś co same stworzyły – wielką społecznoś­ci ludzi która oglą­da i oce­nia ich filmy niemal w tym samym cza­sie. Czy nie było­by dobrze w końcu zostać za nasze przy­wiązanie, oglą­danie i oce­ni­an­ie nagrod­zonym, a przy­na­jm­niej dostrzeżonym. Jed­nak w samym Filmoc­ra­cy najbardziej ujęło mnie skon­cen­trowanie się na fil­mach nieza­leżnych. Z tych które mogłam obe­jrzeć (filmy są na „kanałach” podzielonych nie tylko tem­aty­cznie ale też pro­du­cen­ta­mi czy np. fes­ti­wala­mi fil­mowy­mi na których dana pro­dukc­ja znalazła się w selekcji) kil­ka zro­biło na mnie naprawdę dobre wraże­nie. Zdałam sobie sprawę, że wiele z nich spoko­jnie mogło­by wylą­dować w kinach gdy­by tylko znalazły dys­try­b­u­torów. Co więcej kil­ka z nich przy­pom­ni­ało mi to uczu­cie, które zna się z fes­ti­wali kina nieza­leżnego, kiedy nie zna się nazwisk aktorów, nie czy­tało się recen­zji, nic się nie wie o reży­serze, i każdy oglą­dany film sta­je się nie tylko ciekawym sensem ale też jakąś fil­mową przy­godą. I tak dużo dziś o przy­go­dach ale może tym jest kino, kiedy oglą­damy nie tylko to co już znamy. Wielką przy­godą.

Ps: Wpis pow­stał we współpra­cy z Filmoc­ra­cy.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy