Home Film Wszyscy jesteśmy Spartakusem czyli jak pokazać solidarność

Wszyscy jesteśmy Spartakusem czyli jak pokazać solidarność

autor Zwierz
Wszyscy jesteśmy Spartakusem czyli jak pokazać solidarność

Dziś mam dla was wpis, który chodz­ił mi po głowie już od daw­na. I w sum­ie cieszę się, że mam blo­ga na którym mogę pisać nie o filmie, czy seri­alu ale o jed­nej sce­nie. Ale sce­nie ważnej, i z punk­tu widzenia kul­tu­ry i tego jak pokazu­je­my sobie pewne rzeczy – całkiem istot­nej. Dziś będę mówić o tym, że wszyscy jesteśmy Spar­takusa­mi. Jeśli z jakiegoś powodu nie wiecie jak skończył Spar­takus albo jak prze­b­ie­gała jego his­to­ria to tak w tym tekś­cie są spoil­ery.

W filmie „Spar­takus” w reży­serii Stan­leya Kubric­ka, z 1960 roku, pod koniec zna­jdziemy jed­ną z najważniejszych i najbardziej porusza­ją­cych scen w his­torii Hol­ly­wood. Oto niewiel­ki rzym­s­ki odd­zi­ał sta­je naprze­ci­wko zbun­towanych ale poko­nanych niewol­ników. Jest już po bitwie, pow­stanie zostało stłu­mione. Jed­nak zebrani i sku­ci kaj­dana­mi niewol­ni­cy mają szan­sę zachować życie. Wystar­czy że wskażą ciało, lub jeszcze żywego Spar­takusa. To cena za ocale­nie życia. Kiedy bohater grany przez Kir­ka Douglsa ma już pow­stać i powiedzieć, że oto on jest Spar­takusem, po kolei zaczy­na­ją wstawać inni  niewol­ni­cy, z których każdy deklaru­je „I am Spar­ta­cus”. Rzym­s­ki gen­er­ał, grany przez Oliviera spoglą­da na to z prz­er­aże­niem. Po policzku Spar­takusa spły­wa poje­dyncza łza – jego pow­stanie jed­nak odniosło jak­iś sukces. Jed­nak nie ma miejs­ca na hap­py end, bo rzymi­an­ie są bezwzględ­ni – wszyscy niewol­ni­cy którzy zde­cy­dowali się na gest sol­i­darnoś­ci zostaną ukrzyżowani.

Sama sce­na jest fas­cynu­ją­ca z wielu powodów. Po pier­wsze należy zaz­naczyć, że nie mamy podań by kiedykol­wiek zdarzyła się w his­torii, zresztą film jest bardziej adap­tacją książ­ki niż his­to­rycznych zdarzeń. Jed­nak ta konkret­na sce­na ma głęb­szy wymi­ar. A to wszys­tko ze wzglę­du na osobę sce­narzysty. Pisałam wam już kiedyś o Dal­tonie Trum­bo – amerykańskim sce­narzyś­cie, który w cza­sach w których w Stanach szukano wszędzie komu­nistów, odmówił staw­ienia się przed rzą­dową komisją, zez­nawa­nia i wyrzeczenia się komu­niz­mu. Przy czym, żeby było jas­no Trum­bo był członkiem amerykańskiej par­tii komu­nisty­cznej, ale jego poglądy – przy­na­jm­niej te którym dawał wyraz w swoich sce­nar­iuszach dalekie były od wspiera­nia Związku Radzieck­iego czy Stali­na. Trum­bo stał się częś­cią grupy nazwanej Hol­ly­wood Ten – to pra­cown­i­cy prze­mysłu fil­mowego, którzy trafili na czarną listę – nie mogli pra­cow­ać w Hol­ly­wood, nich ich nie mógł zatrud­nić, zwłaszcza pod ich włas­nym nazwiskiem. Trum­bo znalazł lukę w tym przepisie, pisząc sce­nar­iusze pod pseudon­imem. Trum­bo pisał bard­zo słabe sce­nar­iusze do bard­zo niskobudże­towych filmów. Kiedy jed­nak pojaw­iała się szansa na napisanie poważniejszego sce­nar­iusza odnosił sukcesy. Jak wtedy kiedy dostał Oscara za film  The Brave One, ale nie mógł go ode­brać ponieważ ofic­jal­nie nie on go napisał. Co ciekawe dopiero w lat­ach dwu­tysięcznych Akademia ofic­jal­nie uznała jego Oscara.

 

Kirk Dou­glas i Stan­ley Kubrick na planie Spar­takusa
Źródło”: Wiki Com­mons

Jed­nak w okoli­cach lat sześćdziesią­tych napię­cia wokół lęku przed komu­nista­mi znacznie opadły. Nie zmieni­ało to jed­nak fak­tu, że aby Trum­bo mógł wró­cić do nor­mal­nej pra­cy potrze­bował wspar­cia. Wspar­cia udzielił mu Kirk Dou­glas. Podob­no zde­cy­dował się na to kiedy na spotka­niu na którym Edward Lewis i Stan­ley Kubrick roz­maw­iali, kogo pod­pisać jako sce­narzys­tę fil­mu. Ponoć ocho­ta z jaką każdy z panów, a zwłaszcza Kubrick był gotowy przy­właszczyć sobie osiąg­nię­cia Trum­bo przekon­ały akto­ra że nazwisko prawdzi­wego sce­narzysty musi się pokazać w napisach koń­cowych. Dou­glas wyko­rzys­tał swo­ją pozy­cję – był gwiazdą fil­mu, bez niego raczej nie udało­by się nakrę­cić Spar­takusa. Ponoć dla Trum­bo niesamowicie wzrusza­ją­cy był fakt, kiedy Dou­glas korzys­ta­jąc z włas­nego nazwiska kazał pozostaw­ić dla niego prze­pustkę przy wjeździe do stu­dio fil­mowego. Sce­narzys­ta po dziesię­ciu lat­ach po raz pier­wszy wracał do miejs­ca z którego wyszedł (przy­pom­ni­jmy jeszcze, że był autorem np. sce­nar­iusza do Rzym­s­kich Wakacji). Uważa się, że gest Dou­glasa i uznanie nazwiska Trum­bo w napisach koń­cowych zakończyło realne funkcjonowanie czarnej listy. Na pewno pomogło, że obe­jrzeć Spar­takusa poszedł obe­jrzeć Kennedy i go nie potępił.

 

Dal­ton Trum­bo był wybit­nym sce­narzys­tą. To nie pozostaw­ia wąt­pli­woś­ci. Napisał min. Rzym­skie Wakac­je
Źródło:Huntington The­atre Com­pa­ny

Biorąc to pod uwagę, sce­na „I am Spar­ta­cus” ma co najm­niej kil­ka wymi­arów. Po pier­wsze – należy pamię­tać że pisał ją człowiek o poglą­dach bard­zo lewicowych – bunt niewol­ników i ich sol­i­darność w obliczu władzy – trud­no o lep­szy film do napisa­nia przez człowieka tak postrze­ga­jącego świat. Sol­i­darność niewol­ników moż­na ponown­ie odczy­ty­wać na dwa sposo­by. Z jed­nej strony – to typowe pokazanie siły i znaczenia sol­i­darnoś­ci – w tym przy­pad­ku może­my pode­jrze­wać, jest w tym trochę marzenia o wielkiej „zawodowej” sol­i­darnoś­ci, która być może nie kończy się zawsze tri­um­fem nad władzą ale przy­na­jm­niej daje poczu­cie celu. Z drugiej – to sce­na która wskazu­je, że przy dzi­ała­niu grupowym każdy jest bohaterem. Spar­takus nie jest tylko jed­ną osobą, jest ideą, w tym przy­pad­ku ideą wol­noś­ci, z którą może się iden­ty­fikować każdy z bohaterów – deklarac­ja nie tylko broni tu poj­manego niewol­ni­ka ale pokazu­je jak bard­zo pozostali utożsami­a­ją się ze sprawą. Ostate­cznie może­my wskazać że tak jak bohater stał się ofi­arą niespraw­iedli­woś­ci i prześlad­owa­nia tak każdy poj­many może się utożsami­ać z takim trak­towaniem. Wszyscy jesteśmy Spar­takusem więc wszyscy jesteśmy skrzy­wdzeni. Jeśli przyłożymy do tego biografię sce­narzysty i jego doświad­czenia – dostaniemy bard­zo wieloz­naczną scenę. Może ona zarówno sym­bol­i­zować marze­nie o tym co by się stało gdy­by wszyscy stanęli murem wobec oskarżeń, pochwałę tych którzy trzy­mali się swoich ideałów, jak i wskazanie jak wal­czyć w sytu­acji gdy władza wycią­ga jed­nos­tkę z tłu­mu by wymierzyć jej „spraw­iedli­wość”.  Jest w tym też jakieś marze­nie o sol­i­darnoś­ci, która jest staw­iana pon­ad jed­nos­tkowe cele, nawet ten najważniejszy – by przeżyć. Co biorąc pod uwagę jak tyrańskie władze, spraw­ia­ją, że człowiek sku­pia się na zachowa­niu włas­nego bez­pieczeńst­wa, jest marze­niem wielkim choć nie zawsze do zre­al­i­zowa­nia.

 

Dlaczego opowiadam wam tą długą his­torię jed­nej sce­ny? Ponieważ ta bard­zo specy­ficz­na sce­na, w filmie o skom­p­likowanej his­torii (zarówno przed jak i za kamerą) stała się punk­tem odniesienia dla hol­ly­woodzkiego sposobu pokazy­wa­nia sol­i­darnoś­ci. Co więcej, dziś 59 lat później  niewiele osób które oglą­da­ją seri­alowe czy kinowe przetworzenia tej sce­ny zda­ją sobie sprawę, nie tylko z tego w jakim kon­tekś­cie pow­stała ale w ogóle z tego, że jest to fil­mowy cytat. Nie obrażam niko­go stwierdza­jąc, że praw­dopodob­nie Spar­ta­cus Kubric­ka nie jest wysoko na liś­cie filmów do obe­jrzenia współczes­nej młodzieży. Co nie zmienia fak­tu, że kiedy twór­cy Sex Ed postanow­ili pokazać rzad­ki rodzaj szkol­nej sol­i­darnoś­ci – wybrali niemalże ide­alne przepisanie sce­ny ze Spar­takusa. Co praw­da tu pow­sta­ją kole­jni uczniowie deklaru­jąc, że rozesłane po szkole intymne zdję­cie przed­staw­ia ich (co ważne, choć zdję­cie sugeru­je, że przed­staw­ia ono dziew­czynę, w tłu­mie wsta­ją wszyscy – łącznie z chłopaka­mi) – stwierdze­nie „To moja wag­i­na” sta­je się tu utożsamie­niem z poczu­ciem, że młody człowiek ma pra­wo do swo­jej sek­su­al­noś­ci i do popeł­ni­a­nia błędów. Przed kim bun­tu­ją się młodzi ludzie – przed najbardziej tyrańską władzą jaką zna­ją – dyrek­torem szkoły. Ponown­ie – jest to marze­nie o sol­i­darnoś­ci która dzi­ała pon­ad podzi­ała­mi – w tym przy­pad­ku na szkolne koterie i grupy przy­jaciół.

Nie jest to pier­wszy raz kiedy ten schemat wyko­rzys­tano w opowieś­ci która dzieje się w szkole. W filmie „Przo­dem do tył” bohater odkry­wa, że jest homosek­su­al­istą, z tego powodu dyrek­tor szkoły decy­du­je się nie przyz­nać mu nagrody dla ulu­bionego nauczy­ciela roku, co budzi oburze­nie uczniów. Po kolei zaczy­na­ją wstawać i deklarować, że są homosek­su­al­is­ta­mi. Przyłącza­ją się do tego zgro­madzeni na szkol­nej sali mieszkań­cy miastecz­ka. Ponown­ie – łącznie z tymi którzy żyją w het­erosek­su­al­nych związkach.  Stwierdze­nie „ I’am gay” jest tu nie tyle utożsamie­niem się z postawą bohat­era co raczej sprze­ci­wie­niu się przesą­dom i lękom – sko­ro wszyscy jesteśmy z mar­gin­al­i­zowanej grupy to niko­go z nas nie może­cie zmar­gin­al­i­zować. A poza tym nie ma znaczenia ori­en­tac­ja sek­su­al­na. Choć nie ma raczej wąt­pli­woś­ci że twór­cy cytu­ją Kubric­ka z pełną świado­moś­cią do czego naw­iązu­ją, to jed­nocześnie ta sce­na dobrze pokazu­je jak sam ten zapisany w sce­nie akt może różnie zagrać. Tu mamy spór nie tyle z władzą ale przede wszys­tkim z igno­rancją i przesą­dem, które zachowanie mieszkańców miastecz­ka ośmiesza.

 

Ponieważ sce­na ze Spar­takusa jest tak dobrze znanym punk­tem odniesienia częs­to jest par­o­di­owana – w mniej lub bardziej bezpośred­ni sposób. W jed­nym z odcinków Com­mu­ni­ty kiedy bohaterowie po kolei zaczy­na­ją się przyz­nawać do tego kto puś­cił gazy, Jeff przyz­na­jąc się mówi, że to naprawdę była jego wina, a niekoniecznie naśladu­je scenę ze Spar­ta­cusa. Ciekawe naw­iązanie do sce­ny zna­jdziemy w moim ukochanym seri­alu Younger. Na spotka­niu autorskim pis­arz (wzorowany na Mar­tinie) decy­du­je się wyz­nać, że to on jest autorem niesamowicie pop­u­larnej eroty­cznej serii książek dla kobi­et (wzorowanej na Pięćdziesię­ciu Twarzach Greya). Kiedy pub­licznie krzy­czy że to on jest autorką, bohater­ka seri­alu aby ratować sytu­ację oświad­cza, że nie to ona jest autorką. Jej myśl przech­wytu­ją inni pra­cown­i­cy wydawnict­wa i po chwili cała sala przyz­na­je się do autorstwa. Co ciekawe – choć jest to par­o­dia to dość dobrze odd­a­je pewną myśl ory­gi­nal­nej sce­ny – każdy może się utożsamić z pewną ideą i osobą która ją reprezen­tu­je. W tym przy­pad­ku, każdy z zebranych może się potenc­jal­nie utożsamić z autorką eroty­cznej książ­ki i nie ma ochoty za to przepraszać. Sce­na wyko­rzys­tu­je trop kome­diowo ale zachowu­je jego prze­wod­nią myśl.

 

Nie sposób tu nie wspom­nieć o bard­zo świadomym, ponown­ie kome­diowym naw­iąza­niu, w Żywocie Bri­ana. Tam z kolei rzym­scy legion­iś­ci przy­chodzą do ukrzyżowanych już skaza­ńców pyta­jąc który z nich jest Bri­anem bo tego kto jest Bri­anem uwol­nią. Oczy­wiś­cie naty­ch­mi­ast wszyscy ukrzyżowani zaczy­na­ją deklarować że to oni są Bri­anem (i ich żona też). Żołnierze uwal­ni­a­ją pier­wszego ze skaza­ńców który przyz­nał się do bycia Bri­anem, który w tym momen­cie zaczy­na ich przekony­wać, że tylko żar­tował. Nie ma wąt­pli­woś­ci że bry­tyjs­cy komi­cy naw­iązy­wali bezpośred­nio do Spar­takusa. Co ciekawe udało im się nie tylko wyśmi­ać scenę ale dobrze pokazać jak taka powszech­na deklarac­ja może dzi­ałać zupełnie odwrot­nie kiedy przyz­na­jąc się do nie swo­jej tożsamoś­ci moż­na coś zyskać, a nie stracić.

Oczy­wiś­cie przetworzenia sce­ny ze Spar­takusa nie są jedyny­mi sposoba­mi pokazy­wa­nia sol­i­darnoś­ci. Ale te inne, niekoniecznie pada­ją daleko od fil­mu z lat 60. Ot np. sce­na w Sto­warzysze­niu Umarłych Poet­ów, gdzie młodzi uczniowie rele­gowanego nauczy­ciela wchodzą na krzesła mówiąc „Cap­tain, my cap­tain”. Choć nie ma tu  tak jed­noz­nacznego utożsamienia się z odchodzą­cym nauczy­cielem, to uczniowie pokazu­ją sol­i­darność a jed­nocześnie wskazu­ją, że utożsami­a­ją się z jego nauczaniem. Jest to też bunt prze­ci­wko panu­ją­cym w szkole zasadom – pomi­ja­jąc wchodze­nie na stoły, uczniowie nie powin­ni tak pub­licznie i razem prze­ci­w­staw­iać się auto­ry­te­towi dyrek­to­ra. Oczy­wiś­cie – nie jest to dokładne przetworze­nie sce­ny ze Spar­takusa.

 

Dlaczego w ogóle ten wpis pow­stał? Być może dlat­ego, że naw­iązanie do tej sce­ny ze Spar­takusa wyskoczyło mi w kilku pro­dukc­jach które oglą­dałam w ciągu ostat­niego roku, dwóch i przyszło mi do głowy, jak bard­zo Kubrick i Trum­bo ustalili kanon pokazy­wa­nia sol­i­darnoś­ci na ekranie. To niesamowite jak wiele scen w fil­mach jest tak naprawdę naw­iąza­ni­a­mi, prz­eróbka­mi, trans­for­ma­c­ja­mi ist­nieją­cych już wcześniej tropów fil­mowych. Między inny­mi dlat­ego oglą­danie starszych pro­dukcji (zakładam że dla wielu film z 1960 roku jest starszą pro­dukcją) daje takie fory kiedy się pisze o kinie. Bo widz­imy nie tylko prz­erób­ki ale też źródła. Ale nie tylko o to chodzi. Biorąc pod uwagę his­torię pow­sta­nia sce­nar­iusza i samego fil­mu to trochę pokazu­je, jak cza­sem naj­moc­niejsze sce­ny w kinie są takie a nie inne bo kore­spon­du­ją z czymś prawdzi­wym. Co resztą przy­pom­i­na, że tak naprawdę nigdy nie opowiadamy sobie po pros­tu his­torii o rzym­s­kich niewol­nikach, zawsze opowiadamy sobie o nas samych. O tym kim jesteśmy, kim boimy się być albo kim być prag­niemy. Przyz­nam szcz­erze, że to skła­nia do myśle­nia – ile jeszcze jest takich scen w kine­matografii – tak moc­nych, prawdzi­wych czy po pros­tu – prze­maw­ia­ją­cych do naszej wyobraźni, że wystar­czy do niej naw­iązać – nawet kome­diowo, by przy­wołać ten zestaw emocji i poczu­cia, że widz­imy coś prawdzi­wego. Być może dlat­ego, że w ostate­cznym rozra­chunku – wszyscy jesteśmy Spar­takusa­mi.

Ps: Kochani kil­ka ogłoszeń parafi­al­nych. Tak więc 14.02 będzie moje spotkanie autorskie w Empiku w Arkadii. Jeśli nie dacie rady to 21.02 będzie moje spotkanie autorskie w Młod­szej Siostrze, też w Warsza­w­ie, na Pow­iślu. 22.02 będę w Bib­liotece z Pasją w Gdyni prowadząc szkole­nia „Jak być przyz­woitym w Internecie”. Jeśli jed­nak wpad­niecie wiec­zorem to może­cie przynieść książkę – chęt­nie ją pod­piszę po warsz­tat­ach. 24.02 będą Oscary. Dostałam zaprosze­nie by znów być wśród komen­tu­ją­cych, ale jak zawsze zapraszam was na mojego twit­era i na hash­tag #oscaryzeZwierzem. Poza tym 16.02 będą miały pre­miery Aktu­al­noś­ci Fil­mowe o Oscarach w których wys­tępowałam. A w ogóle w 24.02 w Radiu Dla Ciebie będzie moż­na posłuchać roz­mowy ze mną – o Oscarach. A to dopiero początek (ok nie praw­da – środek pro­mocji)

0 komentarz
0

Powiązane wpisy