Home Ogólnie Getting older is not for sissies czyli kobiety które starzeją się inaczej

Getting older is not for sissies czyli kobiety które starzeją się inaczej

autor Zwierz
Getting older is not for sissies czyli kobiety które starzeją się inaczej

Zwierz ostat­nio oglą­da chy­ba więcej filmów doku­men­tal­nych niż tych fab­u­larnych. Miłość zwierza do doku­men­tów jest dość stara i opiera się na przeko­na­niu, że są one równie nie prawdzi­we co fabuły z tą różnicą że życie pisze takie sce­nar­iusze których żaden sce­narzys­ta nie odważył­by się prze­nieść na papi­er – głównie dlat­ego, że oskarżono by go o niere­al­isty­czne pode­jś­cie do fabuły i postaci. Ostat­nie trzy doku­men­ty jakie zwierz obe­jrzał miały podob­ny motyw prze­wod­ni. Starsze panie które nie mają ochoty odpuś­cić. I nie odpuszcza­ją

4e37cfaa-3606-11e5-_949112b

Iris to fas­cynu­ją­cy film o kobiecie która przeży­wa swo­je pięć min­ut w chwili kiedy więk­szość osób już się “zbiera”

Zwierz zaczął swój mały mara­ton od Iris. Iris Apfel to nowo­jors­ka ikona sty­lu. Przez lata zaj­mowała się deko­racją wnętrz i prowadz­iła wraz z mężem fir­mę która zaj­mowała się pro­dukowaniem drogich tapet – częs­to odt­warza­ją­cych zapom­ni­ane już wzo­ry (min. byli przez pewien czas odpowiedzial­ni za tapety w Białym Domu). Jed­nak sława Iris nie wyni­ka z jej biz­ne­su ale sty­lu. Przez lata podróżowa­nia po świecie udało się jej zgro­madz­ić być może najwięk­szy pry­wat­ny zbiór stro­jów i ubrań – zarówno tych od pro­jek­tan­tów jak i np. będą­cych lokalny­mi wyroba­mi, stro­ja­mi rytu­al­ny­mi czy to tam jeszcze dusza zamarzy. Jej kolekc­ja jest do tego stop­nia niezwykła i intrygu­ją­ca, że Met­ro­pol­i­tan Muse­um of Arts poświę­ciła jej wys­tawę. Jed­nak nie to najbardziej intrygu­je w bohater­ce doku­men­tu – kolekcjon­erów jest wielu – tym co jest zde­cy­dowanie ciekawsze to fakt, że przez lata nauczyła się te stro­je nosić w abso­lut­nie niesamow­ity sposób. Co ciekawe, sława – wychodząc poza Nowy Jork – przyszła do niej dość późno. Zwierz pode­jrze­wa, że mnóst­wo osób dowiedzi­ało się o niej właśnie z tego fil­mu doku­men­tal­nego. Jed­nak w ciągu ostat­nich kilku lat jej życie i kari­era nabrało tem­pa. Od  sesji zdję­ciowych w mag­a­zy­nach poświę­conych modzie, przez wykłady dla młodych pro­jek­tan­tów po włas­ną lin­ię ubrań czy biżu­terii sprzedawaną w sklepach.

iris_courtesy of Advanced Style

Sekretem sty­lu Iris jest to, że ubiera sie w rzeczy które nie powin­ni do siebie i do niej pasować. A pasu­ją. Magia

W sum­ie to jest naj­ciekawszy aspekt fil­mu – przyglą­danie się później kari­erze – częs­to obciąża­jącej dla młodej oso­by a co dopiero dla pani dobrze po osiemdziesiątce.  Z drugiej jed­nak strony – jeśli przyjrzeć się temu bliżej, widać osobę która uwiel­bia to co robi, i jej niechęć do odmaw­ia­nia kole­jnym propozy­cjom wyni­ka zarówno z chę­ci zaro­bi­enia (bohater­ka doku­men­tu się z tym nie kry­je) ale też z czys­tej fra­jdy dzie­le­nia się swo­ją pasją z inny­mi. Przy czym nigdzie his­to­ria nie sta­je się tak ckli­wą opowieś­cią o starszej niedostrze­ganej przez świat eks­cen­trycznej pani którą naresz­cie odkry­to. Wręcz prze­ci­wnie im więcej wiemy o Iris Apfel tym jej styl wyda­je się bardziej oczy­wisty. Skończyła his­torię sztu­ki, całe życie zaj­mowała się deko­rowaniem wnętrz (w taki czy inny sposób), otacza­ła się ład­ny­mi czy pasu­ją­cy­mi do niej przed­mio­ta­mi. To raczej wiek spraw­ił, że wszys­tkie obec­ne wcześniej cechy charak­teru wydały się nagle intere­su­jące. Jed­nocześnie his­to­ria Iris to swoisty prze­wod­nik dla wszys­t­kich kobi­et (ale i mężczyzn) którzy nie czu­ją się piękni. Bohater­ka doku­men­tu nie lubi tak stan­dar­d­owo odbier­anej urody, czy „ład­noś­ci”. Jak słusznie zauważa – ład­ni ludzie zbyt częs­to pole­ga­ją na swoim wyglądzie zapom­i­na­jąc stworzyć czegoś włas­nego. Brzy­d­kie dziew­czyny muszą być intere­su­jące. Choć może to swoiste uproszcze­nie to jed­nak te słowa wypowiedziane w kon­trze do pop­u­larnego przeko­na­nia, że moda jest tylko dla ład­nych i młodych dają dość dobrą puen­tę. Okazu­je się że najlep­szą życiową inwest­y­cją jest włas­ny charak­ter.

image-219238-full

Nie chodzi tylko o bycie eksc­tryczką — chodzi o bycie sobą

Ciekawym uzu­pełnie­niem fil­mu o Iris jest doku­ment poświę­cony grupie starszych pań (też z Nowego Jorku) które stały się bohaterka­mi blo­ga Advanced Style. Jeśli nie zna­cie blo­ga Advanced Style koniecznie powin­niś­cie na niego zajrzeć. Autor blo­ga chodzi po mieś­cie i fotogra­fu­je kobi­ety (w założe­niu po 50 roku życia) które mają niezwykły  i ory­gi­nal­ny styl ubiera­nia się. Wiele z nich ubiera się w rzeczy które więk­szość osób ominęła­by łukiem jako zbyt młodzieżowe czy eks­cen­tryczne. Advanced Style przyglą­da się z bliska kilku takim nien­agan­nie ubranym kobi­etom – niek­tóre z nich mają różowe włosy, inne nigdy nie ruszą się z domu bez odpowied­nio zaw­iązanego sznu­ra pereł. Styl jest różny podob­nie jak pode­jś­cie do życia. Niek­tóre z nich przyj­mu­ją starze­nie się jako wyz­wole­nie – naresz­cie moż­na robić co się chce i nie prze­j­mować się kon­sek­wenc­ja­mi, z kolei inne prag­ną z życia zła­pać jak najwięcej. Łączy je to, że ich eks­cen­tryczność czy niezwykłość wyni­ka przede wszys­tkim z fak­tu, że nigdy nie przes­tały być tymi samy­mi kobi­eta­mi który­mi były za mło­du. Jed­na z bohaterek fil­mu – była tancer­ka, gwiaz­da Apol­lo The­atre, może być tracąc wzrok panią koło 80 ale kiedy roz­maw­ia z młodą dzi­en­nikarką, to jest dokład­nie tą samą divą którą była w młodoś­ci. Więcej ma nawet tą samą postawę i spo­jrze­nie. Z kolei była redak­tor­ka Cos­mopoli­tan która młodość spędz­iła studi­u­jąc w Medi­olanie ma  w sobie zarówno prze­bo­jowość nowoczes­nej kobi­ety jak i właśnie tą odpowied­nią ilość spoko­jnego sty­lu zamożnych włoszek sprzed pół wieku. Naj­ciekawsza jest chy­ba niesły­chanie gadatli­wa właś­ci­ciel­ka sklepu z ubra­ni­a­mi (głównie dość eks­cen­tryczny­mi), która ma w sobie taką energię eks­cen­trycznej skle­powej, która zawsze lep­iej od klien­ta wie co mu sprzedać.

03-1024x576

Nie trze­ba kochać bohaterek fil­mu ale warto się im przyjrzeć bo istot­nie spoko­jnie mogą stanow­ić wzór

Twór­cy fil­mu nie boją się pokazać też momen­tów mniej przy­jem­nych – jak konieczność wiz­y­ty w szpi­talu czy ograniczeń wynika­ją­cych z wieku. Ale jed­nocześnie im dłużej przyglą­damy się bohaterkom tym bardziej dopa­da nas paradoks ich sytu­acji. Naresz­cie są w wieku kiedy już się tak bard­zo nie prze­j­mu­ją co pomyślą ludzie, zaczy­na szwankować ciało, pojaw­ia­ją się prob­le­my zdrowotne i jest więcej możli­woś­ci niż siły. Przy czym co ciekawe – więk­szość z bohaterek pracu­je – lubi swo­ją pracę i jak zwierz rozu­mie bez niej ich życie straciło­by sporo sen­su. No właśnie, to jest jeden z tych prob­lemów o którym nie mówi więk­szość osób rozważa­ją­cych kwest­ię pra­cy – dla bard­zo wielu kocha­ją­cych swój zawód ludzi konieczność zaprzes­ta­nia pra­cy jest dra­matem, a nie wyczeki­wanym momentem. W doku­men­cie zna­jdzie się jeden dra­maty­czny moment – jed­na z bohaterek umiera. Umiera w wieku 95 lat po zasłab­nię­ciu w pier­wszym rzędzie na pokazie mody w cza­sie Nowo­jorskiego tygod­nia mody. Choć wśród jej zna­jomych i twór­ców fil­mu pojaw­ia się smutek (oczy­wiś­cie niewspółmierny do smutku który czuć musi­ała rodz­i­na) pojaw­ia się też reflek­s­ja, że być może – dla wiel­bi­ciel­ki i ikony sty­lu umrzeć koło set­ki i to jeszcze na pokazie mody, to nie jest naj­gorszy sposób by ode­jść. Co też jest w fil­mach ciekawe – śmierć, o której młodzi ludzie mówią z prz­er­aże­niem, tu jest z jed­nej strony czymś strasznym ale z drugiej, tak powszech­nym w kręgu zna­jomych że zde­cy­dowanie bardziej oswo­jonym. W sposób który chy­ba młode­mu wid­zowi się nie śni.

lanvin-advert_336589b

Powoli też mar­ketingow­cy zaczy­na­ją dostrze­gać szykowne starsze panie. Fran­cus­ka fir­ma Lavine wyko­rzys­tała niek­tóre bohater­ki blo­ga w swoich rekla­mach

Ostat­ni film opowia­da o już nie żyjącej Elaine Stritch – doku­men­tu­je dokład­nie jej 86 rok życia, kiedy aktor­ka i gwiaz­da Broad­wayu jed­nocześnie pojaw­iała się w seri­alu 30 Rock i podróżowała po kra­ju ze swoim małym pro­gramem w którym śpiewała piosen­ki Sond­heima. Obser­wowanie starze­jącej się, cier­piącej na ostrą cukrzy­cę aktor­ki jest fas­cynu­jące z jed­nego powodu – niesamowicie widać, jak bohater­ka roz­pa­da się na dwa zupełnie osob­ne byty. Jed­na Elaine to eks­cen­trycz­na starsza pani, która pod koniec życia zaczy­na zas­tanaw­iać się czy może już nie dość tej trzeź­woś­ci – trwa­jącej od dwudzi­es­tu paru lat – od kiedy udało się jej wyjść z alko­holiz­mu. Moż­na ją lubić lub nie ale ma w sobie cechy wielu eks­cen­trycznych starszych pań – sporo mówi, przek­li­na i jest w stanie zmusić abso­lut­nie wszys­t­kich by zro­bili coś za nią. Jed­nocześnie pamięć już nie ta, więc w cza­sie prób obser­wu­je­my dość dra­maty­czne momen­ty w których – aktor­ka i piosenkar­ka nie jest w stanie przy­pom­nieć sobie słów piosenek które prze­cież doskonale zna. Te momen­ty są ciężkie do oglą­da­nia, zwłaszcza, że utra­ta włas­nych możli­woś­ci a zwłaszcza tal­en­tów zda­je się być jed­nym z najokrut­niejszych efek­tów ubocznych staroś­ci. Był­by to więc film bard­zo smut­ny gdy­by nie obec­ność w nim drugiej Elaine. Dru­ga Elaine pojaw­ia się na sce­nie. Nosi długą białą koszulę i chodzi bez spod­ni (aktor­ka miała doskon­ałe nogi przez całe życie). Jeśli zapom­ni słów – umie z tego zażar­tować z akom­pa­ni­a­torem czy tak włączyć do pro­gra­mu wiec­zoru że wid­zowie muszą być pewni że to wcześniej napisany dow­cip. Jej głos nie jest tak wiel­ki jak kiedyś ale łamie się dokład­nie tam gdzie powinien i się­ga wyżyn dokład­nie tam gdzie aktor­ka tego wyma­ga. Ta sama kobi­eta która potrze­bu­je asysty by wejść na scenę, gdy już na niej jest tańczy, kok­i­etu­je i zdoby­wa wid­own­ie. Jed­na Elaine mod­li się przed wejś­ciem na scenę, dru­ga spraw­ia wraże­nie, jak­by mogła z miejs­ca odśpiewać cały musi­cal sto­jąc. Podob­nie na planie seri­alu. Na zapleczu starsza pani która opowia­da nieco za długą aneg­dotkę i nie koniecznie słyszy wszys­t­kich rozmów­ców. Przed kamerą – wred­na mat­ka jed­nego z głównych bohaterów – krad­ną­ca każdą scenę w której się zna­jdzie. Jed­nocześnie  widać że cały dra­mat pole­ga na tym, że jed­na Elaine nie może funkcjonować bez drugiej, ale ta zwykła z zaplecza sta­je się co raz bardziej zmęc­zona graniem. Ale kiedy przy­chodzą recen­z­je, kiedy zna­jo­mi znów dzwonią z grat­u­lac­ja­mi co raz trud­niej pogodz­ić się z tym, że może trze­ba będzie wyjechać z Nowego Jorku – mias­ta sym­bol­izu­jącego kari­erę i sukces. Ten doku­ment jest trochę z innej becz­ki niż dwa poprzed­nie ale pojaw­ia­ją się w nim podob­ne wąt­ki – głównie chęć pozosta­nia sobą jak najdłużej (podob­ny wydźwięk miał doku­ment o Joan Rivers – A piece of Work)

stritch-performs

Bycie artys­tą wyda­je się cięzkie, bycie starze­jącą się artys­tką — jeszcze bardziej skom­p­likowane

Ciekawym moty­wem przewi­ja­ją­cym się przez wszys­tkie filmy jest fakt, ze wiele z ich bohaterek urodz­iło się w cza­sie Wielkiego Kryzy­su. We wspom­nieni­ach te trudne cza­sy jaw­ią się jako moment w którym uksz­tał­tował się charak­ter bohaterek. Dla nich źle już było i ter­az wszys­tko co przed nimi – nawet jeśli związane ze staroś­cią jest nowe i ekscy­tu­jące. Więk­szość z nich mogła się też pochwal­ić męża­mi, którzy dali im – dużo wcześniej niż wielu innym kobi­etom – szan­sę na rozwi­janie swoich pasji. Zresztą nawet te nie zamężne musi­ały mieć w sobie wystar­cza­ją­co dużo samoza­parcia i pewnoś­ci siebie by zacząć pra­cow­ać (i stu­diować) w cza­sach kiedy wciąż – zwłaszcza w Stanach nie było to tak oczy­wiste. Być może dlat­ego wszys­tkie nasze bohater­ki pokazane są na tle Nowego Jorku – mias­ta bard­zo nie amerykańskiego, gdzie jed­nak panu­ją nieco inne oby­cza­je.  Jed­nocześnie tym co łączy bohater­ki – o czym zwierz już wspom­ni­ał – jest zawodowa satys­fakc­ja, która spraw­ia, że ich życie nie jest wypełnione oczeki­waniem na emery­turę. A nawet jeśli na nią przeszły to są dumne z tego co robiły w przeszłoś­ci. Co każe się – przy­na­jm­niej z per­spek­ty­wy młodej oso­by, poważnie zas­tanow­ić czy najbardziej niebez­pieczne w życiu nie jest przy­pad­kiem utknąć w pra­cy która nie daje nam nic poza kasą. Być może to jest właśnie jed­na z tych najbardziej skra­ca­ją­cych życie decyzji. Oczy­wiś­cie kusi szukanie innych porów­nań – więk­szość z przed­staw­ionych w filmie kobi­et nie tylko miesz­ka w Nowym Jorku ale też jest żydowskiego pochodzenia. Trud­no powiedzieć skąd wyni­ka ta korelac­ja, czy chodzi o pieniądze (nie są to ubo­gie kobi­ety), czy o mod­el wychowa­nia (w sum­ie w żydows­kich rodz­i­nach bard­zo częs­to kobi­ety pra­cow­ały) czy to przy­padek. Nie mniej jest to co najm­niej intrygu­jące. Warto tu jeszcze dodać, że wszys­tkie filmy odnoszą się do swoich bohaterek z sza­cunkiem ale (w więk­szoś­ci przy­pad­ków) nie wpada­ją w ton „Spójrz­cie po 80 i jeszcze myśli”. Wiecie taki zach­wyt człowiekiem, że jest taki dziel­ny bo odd­y­cha. Zresztą mimo, że bohater­ki dają się lubić to nie są krysz­tałowe – sporo w nich prob­lemów – alko­holizm, śred­ni charak­ter, cza­sem są iry­tu­jące, wyniosłe, niekiedy wychodzi z nich wiek. Ale to zde­cy­dowanie lep­sze pode­jś­cie niż ciągły zach­wyt.

Stritch_Curlers

Cud­owne jest to, że bohater­ki nie są urocze. Bywa­ją trudne. Bywa­ją złośli­we. Ale zawsze są sobą

Jed­nocześnie kiedy autorzy filmów – z całym zain­tere­sowaniem ale i pewną – jak moż­na przy­puszczać nai­wnoś­cią, próbu­ją wydobyć od starszych pań jakieś prawdy życiowe. Co ciekawe te które uda­je się znaleźć są właś­ci­wie bard­zo banalne. Nie należy się bać, być sobą, pra­cow­ać i nie prze­j­mować się opinią innych. Wszys­tko brz­mi bard­zo prawdzi­wie choć chci­ało by się jęknąć że łat­wo mówić jak się ma osiemdziesiąt lat – jak jest się młod­szym te wszys­tkie kwest­ie wyda­ją się takie ważne i skom­p­likowane. Zwierz musi jed­nak przyz­nać, że oglą­da­jąc kole­jne filmy doku­men­talne doszedł do wniosku, że powoli zarówno doku­ment (jak i fabuła) zaczy­na odkry­wać że to co kiedyś wydawało się niesły­chanie rzad­kie czy wręcz niemożli­we – akty­wni ludzie koło osiemdziesiąt­ki, sta­je się jed­nak czymś co raz bardziej pop­u­larnym. Odkry­wanie tego kim właś­ci­wie się sta­je­my w siód­mej czy ósmej dekadzie życia jest fas­cynu­jące. Zwłaszcza kiedy uda się dotrzeć do tej naprawdę intrygu­jącej prawdy, że jed­nak to wciąż są ci sami ludzie którzy mieli lat 20 czy 30. Tylko star­si.

Ps: Filmy o których zwierz tu pisze to : Iris (reży­se­ria: Albert Maysles), Advanced Style (reż. Lina Plio­plyte), Elaine Stritch: Shoot Me (Chie­mi Kara­sawa)

Ps2: Zwierz mówi wam — oglą­da­j­cie filmy doku­men­talne. To jest naprawdę doskon­ały tem­at do prze­myśleń i człowiek sta­je się bardziej łagod­ny dla sce­narzys­tów fabuł — nie da się dobrze odd­ać życia. Takich rzeczy jak naprawdę się zdarza­ją nikt nie wymyśli

10 komentarzy
0

Powiązane wpisy