Home Ogólnie W pewnym wieku zawsze jest się Don Kiszotem czyli o 5 sezonie Grace i Frankie

W pewnym wieku zawsze jest się Don Kiszotem czyli o 5 sezonie Grace i Frankie

autor Zwierz
W pewnym wieku zawsze jest się Don Kiszotem czyli o 5 sezonie Grace i Frankie

Przyz­nam szcz­erze, że niewiele jest seri­ali do których tak zmieniłam pode­jś­cie jak do „Grace i Frankie”. Kiedy oglą­dałam pier­wsze sezony, miałam poczu­cie, że to pro­dukc­ja dobrze zre­al­i­zowana ale niekoniecznie mają­ca jeszcze swój jas­ny rytm i pomysł. Ostat­nie dwa sezony przekon­ały mnie jed­nak, że twór­cy tego kome­diowego seri­alu o dwóch starszych pani­ach zro­bili nie tylko jeden z lep­szych tworów kul­tu­ry o staroś­ci ale ogól­nie o kondy­cji ludzkiej i o trud­noś­ci życia na włas­nych warunk­ach (w tekś­cie spoil­ery ale min­i­malne jak nie widzieliś­cie poprzed­nich sezonów to duże).

Najnowszy sezon Grace i Frankie łączy to co niesły­chanie zabawne i kome­diowe, z jak najbardziej poważny­mi kwes­t­i­a­mi doty­czą­cy­mi życia i ambicji bohaterów. W poprzed­nim sezonie bohater­ki wal­czyły o swo­ją samodziel­ność, stara­jąc się wywal­czyć dla siebie jeszcze kil­ka lat samodziel­nego rados­nego życia, bez dzieci pil­nu­ją­cych ich dzi­ałań na każdym kroku. Ich des­per­ac­ka uciecz­ka z domu spoko­jnej staroś­ci była takim brawurowym zer­waniem się ku życiu, którego z dnia na dzień jest coraz mniej.

 

Ali Gold­stein / Net­flix

Kole­jny sezon zas­ta­je nasze bohater­ki dzień później, kiedy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie – cóż począć z kon­sek­wenc­ja­mi tak nagle odzyskanej wol­noś­ci. Jaką postawę wzglę­dem życia moż­na przyjąć kiedy odrzu­ciło się wiz­ję spoko­jnego osunię­cia się w ramiona słod­kiej emery­tu­ry. Bohater­ki decy­du­ją się kon­tyn­uować swo­ją bun­town­iczą postawę. „Fuck it” to hasło tego sezonu. Cokol­wiek pow­strzy­mu­je człowieka młodego, niekoniecznie musi pow­strzymy­wać człowieka w podeszłym wieku. W końcu jeśli nie ter­az to kiedy, się­gać po nisko ros­nące owoce drze­wa życia. Prob­lem w tym, że im bardziej człowiek chce mieć wszys­tko gdzieś i żyć z dnia na dzień tym więcej prob­lemów pojaw­ia się na drodze. Jeśli chce się ego­isty­cznie zrezyg­nować ze wszys­t­kich ograniczeń może się okazać że wylą­du­je się z niekoniecznie najbardziej satys­fakcjonu­ją­cym rozwiązaniem.

 

Ali Gold­stein / Net­flix

Twór­cy po raz kole­jny wraca­ją tu do tego co jest sercem seri­alu, czyli relacji Grace i Frankie. Po sezonach kiedy uczyły się przy­jaźni, docier­ały się, czy w końcu zostawały swoi­mi najważniejszy­mi „drugi­mi” osoba­mi, pojaw­ia się pytanie – a co jeśli to wszys­tko miało być tylko na chwilę. Co jeśli Grace i Frankie potrze­bowały się wza­jem­nie tak dłu­go jak dłu­go musi­ały sobie poradz­ić z bólem po stra­cie dawnego życia. Ter­az kiedy życie toczy się dalej może się okazać że ta więź niekoniecznie przetr­wa wszys­tkie zmi­any. I to chy­ba jest najbardziej emocjon­al­na część seri­alu. Nieza­leżnie od tego jak bard­zo kibicu­je­my Grace by pogodz­iła się z Nick­iem – wiecznie zakochanym w niej mil­ion­erze, czy jak bard­zo podo­ba się nam Frankie szuka­ją­ca swo­jej hip­pisowskiej aut­en­ty­cznoś­ci w ramionach akty­wisty mieszka­jącego w jur­cie, nie chce­my by bohater­ki się w jakikol­wiek sposób rozeszły. Ser­i­al jas­no mówi, że nie ma alter­naty­wy dla Grace bez Frankie i Frankie bez Grace. Zwłaszcza, że cza­sem może się prze­cież okazać że najwięk­szą miłoś­cią naszego życia, nie jest mąż czy zamożny kochanek ale sza­lona przy­jaciół­ka która postaw­iła nasze życie do góry noga­mi.

Ali Gold­stein / Net­flix

 

Choć ten sezon nieco mniej kon­cen­tru­je się na fizy­cznym wymi­arze upły­wu cza­su (wątek licznych kon­tuzji bohaterek pojaw­iał się sezon wcześniej) to wciąż przy­pom­i­na o pewnej niewidocznoś­ci osób starszych, o tym, że ich ist­nie­nie w społeczeńst­wie zbyt częs­to jest pom­niejsze, ograniczane, a oni sami w pewnym momen­cie przes­ta­ją być trak­towani jak nieza­leżne jed­nos­t­ki a zamieni­a­ją się w oczach rozmów­ców w grzeczne starusz­ki czy staruszków, którym moż­na zapro­ponować dodatkową poduszkę ale niekoniecznie usłyszy się ich propozy­c­je biz­ne­sowe. Zro­bi się dla nich otwarty bufet ale niekoniecznie wyliczy światła tak by zdołali prze­jść do niego przez ulicę. Pod tym wzglę­dem doskonale wpisu­je się wątek Rober­ta który marzy o zagra­niu roli Don Kiszo­ta w pro­dukcji lokalnego teatru. Nie żeby odśpiewać cały musi­cal tylko żeby zaśpiewać jeden utwór głównego bohat­era, w którym deklaru­je on że musi stanąć oko w oko z tym co niemożli­we, i cały czas dążyć do tego czego osiągnąć się nie da. Ta jed­na piosen­ka odpowied­nio wpisana w sce­ny seri­alu, przy­pom­i­na, że ambic­ja i prag­nie­nie nie opuszcza­ją człowieka nigdy, i zawsze chce czegoś więcej, nawet jeśli wie, że tego nie osiąg­nie. I to nie w każdym zgaśnie tylko z racji wieku.

 

Ali Gold­stein / Net­flix

Bohaterowie seri­alu są więc taki­mi Don Kiszo­ta­mi wal­czą­cy­mi z wia­traka­mi staroś­ci i codzi­en­noś­ci, prag­ną­cy­mi uszczknąć coś jeszcze dla siebie. Cza­sem wychodzi im lep­iej, cza­sem na haju ofer­u­ją kilkudziesię­ciu tysią­com osób dar­mowe wibra­to­ry i pącz­ki. Ale ser­i­al pod­chodzi do tego z łagod­noś­cią. Może w pewnym momen­cie należy rzu­cić wszys­tko i sięgnąć po to co dalej nam los. Może kon­sek­wenc­je nie będą takie straszne. Może należy się przyz­nać, że ma się te osiemdziesiąt lat i żyć jak­by się miało o połowę mniej. Co naj­gorszego może się stać, kiedy już się jest na fin­iszu? Prze­cież najwyżej się umrze. To nic niespodziewanego ani nowego. Może w pewnym momen­cie trze­ba być dobrym już nie dla innych ale dla siebie i kazać się pieprzyć wszys­tkim którzy staną nam na drodze do tego ostat­niego szczęś­cia jakie przed nami. Prob­lem jed­nak w tym, że z życiem nie zawsze da się wygrać i ostate­cznie wal­ka o to by móc robić wszys­tko nie oglą­da­jąc się na kon­sek­wenc­je jest z natu­ry skazana na porażkę. Ale to nie znaczy, że nie moż­na próbować.

 

Ali Gold­stein / Net­flix

W tym sezonie Zwierz miał wraże­nie, że nieco więcej aktors­kich wyzwań staw­ia on przed Jane Fondą. W tym sezonie miałam wraże­nie, że dużo więcej jest scen w których musi pokazać nowe bardziej zatroskane oblicze Grace, która zda­je sobie sprawę ile by straciła gdy­by w jej życiu nie było Frankie. Ale trze­ba przyz­nać, że zarówno jej jak i Lily Tom­lin należy się worek nagród za to jak gra­ją. Głównie dlat­ego, że potrafią w niewiel­kich sce­nach – gdzieś pomiędzy kole­jny­mi kome­diowy­mi przy­pad­ka­mi, zawrzeć całą roz­pacz jaką pod­szy­ta jest starość kiedy wszys­tko zaj­mu­je coraz więcej cza­su a na wszys­tko ma się cza­su coraz mniej. Jed­nocześnie są momen­ty które są po pros­tu abso­lut­nie fenom­e­nalne i dają radość każde­mu kto je oglą­da – jak sce­na w której Grace prze­chodzi powoli przez prze­jś­cie dla pieszych – tyle satys­fakcji z oglą­da­nia sce­ny dawno nie miałam. Albo cud­ow­na sce­na w prze­dostat­nim odcinku w którym Michael Sheen śpiewa piosenkę Don Kiszo­ta – i doda­je do słów utworu zupełnie nowe, dużo głęb­sze znacze­nie niż moglibyśmy się spodziewać. Tak to już jest w tym seri­alu, że tu nie ma żad­nej słabej roli, choć nie ukry­wam – wciąż mam prob­lem z wątka­mi dzieci bohaterów – konieczny­mi ale nud­ny­mi w porów­na­niu z his­torią ich rodz­iców. Ta cała niezbyt przys­tosowana czwór­ka jest w tym momen­cie już trochę męczą­ca. Nawet jeśli Bri­an­na ma abso­lut­nie prze­cu­d­owny charak­ter.

 

Ali Gold­stein / Net­flix

Net­flix potwierdz­ił już, że dostaniemy kole­jny sezon seri­alu. Z jed­nej strony bard­zo mnie to cieszy, bo od daw­na nie widzi­ałam pro­dukcji która tak pięknie by się rozwi­jała,  z drugiej strasznie się boję, że które­goś dnia będzie trze­ba stanąć oko w oko ze śmiertel­noś­cią naszych bohaterów i nie ukry­wam – nie wiem jak to przeżyję bo jakoś nie jestem w stanie myśleć o tym że musielibyśmy się pożeg­nać z posta­ci­a­mi, które dopiero poczuły się naprawdę sobą i zaczęły swo­je życie. Nawet nie chcę o tym myśleć. Nato­mi­ast chcę ich wszys­t­kich zobaczyć jak najszy­b­ciej. Patrząc na nich mam jakieś poczu­cie, że warto się z tymi wia­traka­mi mocow­ać przez długie dekady. I nie tracić nadziei że się kiedyś wygra.

Ps: po obe­jrze­niu na raz całego sezonu strasznie brakowało mi czegoś co poz­woliło­by nie przenosić się jeszcze w okrut­ny świat real­ny. Dlat­ego obe­jrza­łam Jane Fon­da w pię­ciu odsłonach – film doku­men­tal­ny o życiu Jane Fondy. Pro­dukc­ja HBO jest dostęp­na na HBO GO i bard­zo ją wszys­tkim pole­cam. To film doku­men­tal­ny o ciekawej, spójnej struk­turze, który stara się opowiedzieć  his­torię aktor­ki głównie przez pryz­mat mężczyzn którzy decy­dowali o jej życiu. To bard­zo dobrze nakrę­cony, w dużym stop­niu smut­ny film, nie tylko o samej Fondzie ale o życiu każdej kobi­ety która szuka­jąc siebie potrze­bu­je bard­zo wielu lat by znaleźć sens inny niż ten nadawany jej przez ojca, męża czy part­nera. Bard­zo dobry film o szuka­niu tego momen­tu nieza­leżnoś­ci. Plus jak się oglą­da doku­ment to cza­sem widać jak moż­na być z kimś w bard­zo miłym związku i to nie będzie dobre rozwiązanie. Ostat­nie małżeńst­wo Fondy to dość smut­na – niemalże nada­ją­ca się na film – his­to­ria o tym jak dwie oso­by mogą się rzeczy­wiś­cie kochać ale chcą od związku zupełnie czego innego. We mnie ten film obudz­ił całkiem sporo reflek­sji. Bard­zo pole­cam, nie tylko dla wiel­bi­cieli aktor­ki.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy