Home Ogólnie Iluzje małe i duże czyli Allen czeka na wysokiego bruneta

Iluzje małe i duże czyli Allen czeka na wysokiego bruneta

autor Zwierz

Hej

   Zwierz wyko­rzys­tał niedzielne przed­połud­nie na wycieczkę do Lon­dynu w towarzys­t­wie Wood­ego Allena. Tak zwierz znalazł w końcu czas by obe­jrzeć ” Poz­nasz przys­to­jnego brune­ta” film który dostawał w ostat­nich tygod­ni­ach naj­ciekawsze recen­z­je jakie zwierz widzi­ał. Były to bowiem recen­z­je przy­pom­i­na­jące wzrusze­nie ramion kiedy ktoś nas pyta o zdanie — co jest jasne bo rzeczy­wiś­cie strasznie trud­no mieć jed­noz­naczną opinię na tem­at tego fil­mu.
         Jed­ni stwierdzą że to jed­no z tych nieu­danych dzieł Allena które mu wybacza­my bo wciąż jeszcze mamy nadzieje że nakrę­ci znien­ac­ka coś takiego jak “Annie Hall” czy ” Wszys­tko Gra”. Zwierz z całą pewnoś­cią może się z nimi zgodz­ić w stwierdze­niu że nie jest to arcy­dzieło. Z drugiej strony oglą­da­jąc film zwierz odniósł wraże­nie że tym razem Allen nawet nie starał się nakrę­cić się arcy­dzieła. Zwierz zgodzi się też że fil­mowi zasad­nic­zo braku­je puen­ty i struk­tu­ry co jed­nak nie powin­no dzi­wić bo prze­cież w pier­wszych słowach fil­mu w cyta­cie zacz­erp­nię­tym z Mak­be­ta zapowia­da że całość więk­szego sen­su nie będzie miało. Tylko czy moż­na uznać takie tłu­macze­nie reży­sera za wystar­cza­jące? A może to zwykłe uspraw­iedli­wie­nie przyszłej poraż­ki?
    Zwierz nie zal­iczy się do grupy osób kry­tyku­jącej nowy film Allena. Nie dlat­ego że jest gotowy zawsze bronić Allena bo ma dla niego spec­jalne miejsce w swoim ser­cu kino­mana. Chodzi raczej o nastaw­ie­nie z jakim zwierz pod­chodzi do oglą­da­nia filmów tego reży­sera. Zwierz za każdym razem jeszcze przed rozpoczę­ciem sean­su zas­tanaw­ia się o czym tym razem będzie chci­ał mu opowiedzieć reżyser. I potem oglą­da film nie sku­pi­a­jąc się na konkret­nych wydarzeni­ach ale na tym na jaki tem­at rozważa­nia ilus­tru­ją. Bo ” Poz­nasz przys­to­jnego brune­ta” to zbiór obrazków luźno ze sobą pow­iązanych które właśnie przez swo­ją bła­hość zmusza­ją do myśle­nia.
       Zdaniem zwierza moty­wem prze­wod­nim tego zesatwienia mogły­by być oszt­wa i iluz­je w jakich żyje­my. Nie mogą­cy napisać kole­jnek książ­ki autor okła­mu­je siebie i innych w spraw­ie najnowsz­je pub­likacji, jego żona jest przeko­nana że między nią a jej sze­fem rodzi się uczu­cie, jej ojciec przeko­nany że w małżeńst­wie z prosty­tutką zna­jdzie szanse na nowe życie, jego była żona która co raz bardziej zaczy­na wierzyć w to co opowia­da jej wróż­ka. Ten krąg kłamstw i iluzji zaciska się aż do momen­tu kiedy widz­imy że prak­ty­cznie niko­mu nie wyjdzie to na dobre.        
       Allen nie był­by sobą gdy­by jed­nak w tej gorzkiej opowieś­ci nie pozostaw­ił furt­ki dla nadzieji — może­my się nawet przekon­ać że jeśli odopowied­nio dobierze­my naszą iluzję i będziemy w niej szcz­erzy może­my znaleźć szczęś­cie. Ów przys­to­jny brunet z samo­speł­ni­a­jącej się przepowied­ni to ta postać którą wszyscy spotkamy pod koniec naszej dro­gi i z którym radośnie pójdziemy dalej — kto wie może ku następ­nym żywotom w których nie będziemy musieli się oszuki­wać.
       Fil­mowo i fab­u­larnie moż­na Allenowi zarzu­cić że w jego filmie aż za bard­zo nic się nie dzieje. Ale są w tym filmie malutkie pereł­ki przy­pom­i­na­jące że Allen jest naprawdę świet­nym reży­serem. Jak sce­na  w której mężczyz­na podglą­da­ją­cy przez okno piękną sąsi­ad­kę z naprze­ci­wka zna­j­du­je się w końcu w jej mieszka­niu i przez otwarte okno widzi swo­ją żonę w swoim mieszka­niu — w tej jed­nej sce­nie pojaw­ia się prob­lem z jakim wszyscy borykamy się w życiu — kiedy chce­my czegoś innego zawsze to co pozostal­iśmy nagle wyda­je się atrak­cyjniejsze. 

      Szko­da że tym razem Allen nie zde­cy­dował się na ostrze­jszą puen­tę — może za bard­zo pol­u­bił swoich bohaterów by dop­uś­cić do tego co pod koniec fil­mu sta­je się nieuchronne total­nej klęs­ki. Kiedy w “Vicky Christ­na Barcelona” film właś­ci­wie się nie kończył zwierz uważał to za jedyne możli­we zakończe­nie tu jed­nak moż­na było by zde­cy­dować się na kil­ka dodatkowych scen zwłaszcza że Allen nie wyko­rzys­tu­je swo­jej wspani­ałej obsady — Ban­deras, Brolin czy Hop­kins nie mają tu zasad­nic­zo nic do gra­nia co dobrze udowad­nia że o ile Allen ma świetne oko do aktorek to nigdy nie nauczył się dobrze wyko­rzysty­wać aktorów.

    ” Poz­nasz przys­to­jnego brune­ta” to z całą pewnoś­cią jeden z tych filmów który — gdy­by był to ktokol­wiek inny niż Allen kazano by zde­cy­dowanie popraw­ić i dopisać kil­ka scen. Ale to Allen który w ostat­nich lat­ach z kpi­arza zamienił się w wyrozu­mi­ałego moral­istę. Zwierz więc cieszy się że ten film jest już nakrę­cony — ter­az czeka na następ­ny. I ma nadzieje że tym razem dostanie kole­jne ” Wszys­tko Gra” albo cho­ci­aż ” Man­hat­tan”.

Ps : A jutro w prezen­cie dla Pan­ny Bloom ( bez okazyjnym) rank­ing dziesię­ciu najlep­szych zdaniem zwierza filmów Dis­neya.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy