Home Ogólnie Porzućcie wszelką nadzieję czyli małe piekło oglądania Inferno

Porzućcie wszelką nadzieję czyli małe piekło oglądania Inferno

autor Zwierz
Porzućcie wszelką nadzieję czyli  małe piekło oglądania Inferno

No więc zwierz wybrał się do kina na Infer­no. W sum­ie trud­no powiedzieć dlaczego bo Kod Da Vin­ci znudz­ił go śmiertel­nie a Anioły i Demo­ny oglą­dał tylko dlat­ego, że był tam Evan McGre­gor w sutan­nie. Szkot w sutan­nie zawsze na prop­sie. A tu proszę ani szko­ta, ani nic szczegól­nie ciekawego, cóż cza­sem nawet zwierz pode­j­mu­je nieprze­myślane decyz­je. Przy­na­jm­niej może recen­z­je napisać. Ze spoil­era­mi. A co mi tam.

Naszym bohaterem jest Tom Han­ks. To znaczy jego bohater ma imię i nazwisko i nawet zawód wykonu­je ale to Tom Han­ks. Wszyscy którzy oglą­da­ją filmy z Tomem Han­ksem wiedzą że jego pro­dukc­je dzielą się na dwa typy. Te których Tom Han­ks gra Toma Han­ksa i te drugie. Tych drugich jest naprawdę mało. Dobra wróćmy do fil­mu. W filmie na pod­staw­ie powieś­ci Dana Brow­na jest Tom Han­ks i młod­sza od niego brunet­ka która dziel­nie bie­ga za nim w obcasach. Teo­re­ty­cznie to są różne aktor­ki ale tak naprawdę to jest cią­gle ta sama bohater­ka. Koniecznie inteligent­na, odpowied­nio wyk­sz­tał­cona ale młod­sza. Młod­sza na tyle, że wiemy, że bohater nie będzie miał z nią roman­su. Gdy­by to był jakikol­wiek inny bohater romans by wisi­ał w powi­etrzu ale to jest Tom Han­ks. A on nie ma roman­sów.

"Zobacz moja droga tu jest wyraźnie napisane że nie będziemy mieli romansu, ponieważ jestem jedynym aktorem w Hollywood którego na ekranie paruje się z kobietami w jego wieku"

Zobacz moja dro­ga tu jest wyraźnie napisane że nie będziemy mieli roman­su, ponieważ jestem jedynym aktorem w Hol­ly­wood którego na ekranie paru­je się z kobi­eta­mi w jego wieku”

 

Potem tenże Tom bie­ga po mias­tach świa­ta. Mias­ta świa­ta są właś­ci­wie mias­ta­mi Europy dobrany­mi wedle klucza – stare. Stare dla Amerykanów w sum­ie jest w Europie wszys­tko ale ogól­nie wiado­mo, że najs­tarsze są Włochy gdzie pod każdym kamie­niem kry­je się inkwiz­y­c­ja, tajemne sym­bole, zna­ki, odwoła­nia do kul­tu­ry anty­cznej i czego sobie tam jeszcze chce­cie. Wystar­czy kich­nąć we Włoskim koś­ciele a na głowę spad­nie ci jak­iś Illu­mi­nati czy coś podob­ne­go. Przy czym wszys­tkie mias­ta i odwiedzane miejs­ca są dobrze znane tak by jakaś fir­ma turysty­cz­na koniecznie mogła zro­bić wycieczkę ślada­mi Dana Brow­na i jego powieś­ci, kasu­jąc olbrzymią kasę od zain­tere­sowanych turys­tów bo jeśli bohater dociera do Wenecji to tanio nie będzie. Być może dlat­ego nie zekrani­zowano całkiem zabawnego „Zagin­ionego Sym­bolu” bo dzieje się w Stanach i nie moż­na było­by robić wycieczek jego ślada­mi. Poza tym cały film i tak nie miał­by sen­su bo zan­im Tom Han­ks by się czegoś domyślił Nico­las Cage był­by już daleko przed nim z Deklaracją Niepodległoś­ci pod pachą.

"Słuchaj mnie bo to ważne w tej teczce jest deklaracja Niepodległości, musisz ją przekazać dalej zanim Nicolas Cage przyjdzie jej szukać"

Słuchaj mnie bo to ważne w tej teczce jest deklarac­ja Niepodległoś­ci, musisz ją przekazać dalej zan­im Nico­las Cage przyjdzie jej szukać”

 

Dobra więc jest Tom, jest Europe­jskie mias­to, jest ślicz­na brunet­ka czas na jakąś akcję. Ta zaś ofer­u­je nam niesamowite zwroty akcji. To znaczy dwo­je doskonale wyk­sz­tał­conych osób tłu­maczy sobie czym jest Boska Kome­dia Dan­tego i prz­erzu­ca się intere­su­ją­cy­mi fak­ta­mi na jego tem­at na poziomie skom­p­likowa­nia „Przeczy­tal­iśmy hasło w Wikipedii”. Zresztą nie daj Boże mówią coś głęb­szego to zęby zaciska­ją się nieco bo nie mówią oni rzeczy prawdzi­wych. Nasz bohater jest niesamowicie inteligent­nym pro­fe­sorem co oznacza że wie skąd się bierze pochodze­nie słów i umie dostrzec, że z rene­san­sowym obrazem coś jest nie tak – zwłaszcza kiedy jest na nim napis po ang­iel­sku. Do tego film – podob­nie jak Anioły i Demo­ny zaw­iera sce­ny z pogranicza hor­roru i gore. To znaczy tam wyry­wano kart­ki z manuskryp­tów złożony w bib­liotece Watykańskiej, tu zaś baz­grze się po masce pośmiert­nej Dan­tego. Cia­r­ki prze­chodzą po ple­cach.

Ci wspaniali agenci WHO w z tą wspaniałą bronią pod płaszczem. Cicha woda brzegi rwie na ich twitterze tylko nudy o rak prostaty, myciu rąk i chorobach wieku dziecięcego

Ci wspaniali agen­ci WHO  z tą wspani­ałą bronią pod płaszczem. Cicha woda brze­gi rwie na ich twit­terze tylko nudy o rak prostaty, myciu rąk i chorobach wieku dziecięcego

 

Ogól­nie więc wszyscy bie­ga­ją po włos­kich mias­tach i budynkach muzeal­nych co nie  ma dużo sen­su bo jest Inter­net. Na oko 90% zagad­ki dało­by się spoko­jnie rozwiązać siedząc po pros­tu przed wyszuki­warką Google i wpisu­jąc kole­jne hasła. Przy czym bądźmy ucz­ci­wi – to jest rzeczy­wis­tość alter­naty­w­na w której „agen­ci WHO” jeżdżą czarny­mi vana­mi, mają pis­to­le­ty i mogą mówić rzeczy w sty­lu „przestrzeń powi­etrz­na nad tym zamkiem jest pod kon­trolą WHO”. Żeby było jasne wyobrażanie sobie WHO z bronią i w czarnych kom­bine­zonach to jak wyobrażanie sobie ludzi z UNICEF którzy biją pałka­mi każdego kto krzy­wdzi dzieci czy ludzi z UNESCO którzy ze sna­jper­ki celu­ją do każdego kto próbu­je pomazać spre­jem budynek. Nie mniej ktoś naszych bohaterów musi gonić a że wszyscy albi­nosi i nar­wani księża byli zaję­ci w innej częś­ci kine­matografii to padło na agen­tów WHO.

"Tam moja droga znajdziemy kolejny dowód na to, że ktokolwiek pisał scenariusz tego filmu nigdy nie słyszał o wyszukiwaniu w Google"

Tam moja dro­ga zna­jdziemy kole­jny dowód na to, że ktokol­wiek pisał sce­nar­iusz tego fil­mu nigdy nie słyszał o wyszuki­wa­niu w Google”

 

Trud­no się zresztą tak do koń­ca dzi­wić bo chodzi o plagę. Oto nowa pla­ga ma zapo­biec prze­lud­nie­niu i zabić cholernie dużo ludzi.  Wszyscy są bard­zo prze­ję­ci choć prawdę powiedzi­awszy – wielkiego zaskoczenia tu nie ma bo plagę chce po świecie rozpuś­cić człowiek, który od lat pub­licznie mówił… przy­dała­by się jakaś pla­ga. Do tego był mil­iarderem. Cóż może nie należy się dzi­wić że nikt spec­jal­nie się nim nie prze­j­mował. W Stanach jest jeden taki co mówi, że postawi mur pomiędzy Stana­mi a Meksykiem i tak dłu­go go ignorowano aż został kandy­datem na prezy­den­ta USA. Więc może  nie ma się z czego śmi­ać. W każdym razie zły człowiek postanow­ił zami­ast nor­mal­nie pozarażać wszys­t­kich paskud­ną chorobą i demon­icznie się śmi­ać, zostaw­ić nasze­mu bohaterowi wskazów­ki. Wskazów­ki jak już wspom­nieliśmy charak­teryzu­je fakt, że są równie błyskotli­wie co refer­at o Dan­tem przy­go­towany w opar­ciu o Wiki. Przy czym zły mil­iarder mówi  o mor­dowa­niu ludzkoś­ci mniej więcej tak jak­by sprzedawał Ipho­ny — ma nawet fajną prezen­tację z odpowied­ni­mi dowoda­mi, że ludzi jest za dużo. Zawsze miło jak złoczyń­ca do mowy w której wykła­da swo­je prze­myśle­nia dokła­da obraz­ki. To świad­czy o zaan­gażowa­niu.

"Czy to tylko ja czy ty też widzisz tu olbrzymią dziurę w fabule"

Czy to tylko ja czy ty też widzisz tu olbrzymią dzi­urę w fab­ule”

 

No więc pla­ga ma wszys­t­kich zabić i przez chwilę jest nawet nadzie­ja że wszyscy zginą ale ostate­cznie dziel­ny Tom Han­ks przy­by­wa na miejsce i okazu­je się, że wszyscy będą cali i zdrowi i nawet jego bohater odzyskał zegarek który stracił w pier­wszych min­u­tach fil­mu, co było dla niego przykre bo zegarek dostał od rodz­iców. Więc hap­py end dla wszys­t­kich, co każe się zas­tanaw­iać po co myśmy ten film oglą­dali, zwłaszcza że sko­ro wszys­tko się dobrze kończy to mogliśmy przeczy­tać hasło w Wikipedii poświę­cone Dan­tem i było­by więcej zwrotów akcji. Oczy­wiś­cie zawsze może­my po obe­jrze­niu fil­mu policzyć trupy i wychodzi że wśród martwych są czarnoskóry nieucz­ci­wy agent WHO, prze­biegły hin­dus który mor­du­je ludzi nożem ukry­tym w rękaw­ie i jed­na ślicz­na brunet­ka, plus prze­biegły mil­iarder który jed­nak właś­ci­wie w filmie nie wys­tępował. Nie mniej jeśli nie jesteś białym Ameryka­ninem o spoko­jnej twarzy Toma Han­ksa masz spore szanse że umrzesz. Prawdę powiedzi­awszy pewnie już jesteś martwy.

"Stary nie chcę cię martwić ale jako osoba mówiąca po angielsku z akcentem innym niż amerykański masz 90% szans by umrzeć w tym filmie"

Stary nie chcę cię martwić ale jako oso­ba mówią­ca po ang­iel­sku z akcen­tem innym niż amerykańs­ki masz 90% szans by umrzeć w tym filmie”

 

Poza tym sce­nar­iusz zaw­iera tak cud­owne zwroty akcji jak pojaw­ie­nie się morder­czej polic­jan­t­ki o zacię­tym wyra­zie twarzy która nie nazy­wa się Hel­ga tylko dlat­ego, że to by brzmi­ało pospoli­cie. E‑mail który daje 90% pod­powiedzi od bohat­era który po pros­tu zni­ka. Tak moi drodzy w filmie mamy dwóch badaczy którzy krad­ną maskę Dan­tego z muzeum. Jak­byś­cie chcieli wiedzieć jak tego dokonu­ją to już opowiadam. Otóż zosta­ją z nią sam na sam, po czym jeden wyj­mu­je maskę z gablot­ki a dru­gi wychodzi z nią w kieszeni. Żaden alarm się nie uruchamia, nic się nie dzieje, nikt nie zauważył że zniknęła. Zwierz musi powiedzieć, że inni złodzieje to jacyś bez­nadziejni są z tymi swoi­mi plana­mi obchodzenia zabez­pieczeń sko­ro to takie proś­ci­utkie. W każdym razie jed­nym z nich jest Tom Han­ks a drugim…ten dru­gi. Wysyła maila do bohat­era i tyle. Więcej się nie pojaw­ia. Pewnie pojechał na wakac­je z dala od sza­lonych amerykanów we Włoszech.  Ostate­cznie okazu­je się, że kobi­etom nie moż­na ufać, bo się mimo inteligencji zakocha­ją i będą chci­ały mor­dować mil­iardy ludzi. Czarnoskórym nie moż­na ufać bo będą chcieli sprzedać wirus temu kto najwięcej zaofer­u­je. Hin­du­som też nie moż­na ufać bo mimo, że są cud­nie zdys­tan­sowani to ostate­cznie wsadzą komuś sztylet w gardło. Ogól­nie lep­iej zostać w Stanach i oglą­dać sobie lokalne atrakc­je jak najwięk­szą dynię czy drew­ni­aną rzeźbę drwala.

Czy ty też widzisz to samo co ja? Zapisane w kon­trak­cie oblig­a­to­ryjne pojaw­ie­nie się w kole­jnych fil­mach z serii.… to straszne!”

 

Przez cały film człowiek zada­je sobie pytanie po co to tak właś­ci­wie oglą­da bo nie ma tu nic co by film w jakikol­wiek istot­ny sposób odróż­ni­ało od poprzed­nich pro­dukcji. Nie ma też za wiele ducha – niech najlep­szym przykła­dem będzie, że wiedząc o niewielkiej iloś­ci cza­su jaka pozostała na pow­strzy­manie planu sza­leń­ca nasi bohaterowie jeżdżą z jed­nego Włoskiego mias­ta do drugiego pociągiem bo jak wiado­mo nad Włoskim kra­jo­brazem samolo­ty nie lata­ją. Do takiego wniosku trze­ba dojść bo inaczej oznacza­ło­by to, że nasi bohaterowie muszą przes­tać na chwilkę ratować świat by zareklam­ować zgro­mad­zonej na Sali wid­owni odpowied­nik Pen­dolino. Cóż jak to mówią – pla­ga może poczekać, prod­uct place­ment nigdy. W każdym razie jest to jeden z tych filmów które naprawdę spoko­jnie mogły­by nigdy nie pow­stać i nie zapłakał­by ani jeden widz, nawet Tom Han­ks ma minę jak­by nie chci­ał płakać wręcz prze­ci­wnie tak jakoś cza­sem patrzy że zaczy­namy pode­jrze­wać że zapłacił­by komuś spore pieniądze by nigdy już więcej nie grać tego bohat­era. Co więcej gdy­by film poszedł tropem książ­ki – pewnie by już grać nie musi­ał. Nieste­ty ocal­ił świat i kto wie, może będzie jeszcze bie­gał jeszcze po jakichś europe­js­kich mias­tach krzy­cząc fak­ty z prze­wod­ników turysty­cznych.

Wedle wskazówek — dokład­nie w tym miejs­cu kry­je się odpowiedź na pytanie, dlaczego w ogóle ten film pow­stał”

 

Tak więc spoko­jnie może­cie sobie „Infer­no” darować, chy­ba że jesteś­cie fana­mi Dana Brow­na wtedy cóż nie ma dla was i tak ratunku. Tom Han­ks ma krót­sze włosy ale twarz smut­nego bul­do­ga, Felic­i­ty Jones ma zielone oczy i to mniej więcej trzy czwarte jej roli. Omar Sy mówi z fran­cuskim akcen­tem a Irrfan Khan zachowu­je się jak­by doskonale się baw­ił gra­jąc zgod­nie z  inter­pre­tacją, że wszyscy poza nim w tym filmie są idio­ta­mi. W sum­ie trochę mu zwierz kibi­cow­ał. Na koniec jest jeszcze Ben Fos­ter który brz­mi jak­by Leonar­do DiCaprio się trochę nać­pał i znalazł lep­szy sposób na ratowanie niedźwiedzi i Antark­ty­ki niż latanie pry­wat­nym odrzu­tow­cem po świecie. Cała obsa­da ma zaś entuz­jazm god­ny ekraniza­cji trze­ciej powieś­ci z serii powieś­ci które przes­tały ludzi intere­sować po drugim tomie, przy czym o pier­wszym zapom­nieli.

Błagam jeśli widzi­cie ten plakat pomóż­cie mi. Poin­for­mu­j­cie media że aktor jest bezprawnie przetrzymy­wany przez ser­ię niko­mu nie potrzeb­nych filmów”

 

Żar­ty na bok. Infer­no to przykład na to, że tak naprawdę świat i kul­tura pop­u­lar­na nie chylą się ku zachodowi – jak to przewidu­ją wszyscy łącznie z ludź­mi, którzy kul­turę pop­u­larną robią. Jest to bowiem dowód na to, że nawet jeśli uda­je się wykre­ować sztuczny szum wokół książ­ki – bo dokład­nie tym był szum wokół Kodu da Vin­ci, to tak naprawdę nie utrzy­ma się on spec­jal­nie dłu­go. Sława Dana Brow­na moc­no zbladła, zwłaszcza, że na kur­sach kreaty­wnego pisa­nia nauczyli go pisać tylko jed­ną książkę, co biorąc pod uwagę ile ich wydał jest moc­no rozczarowu­jące. Pier­wszy film zaro­bił sporo bo wszyscy o nim słyszeli, dru­gi był tak uroc­zo bezsen­sowny, że nawet Watykan nie miał za bard­zo co komen­tować, bo jed­nak nikt nie porzu­ci wiary dlat­ego, że anty­ma­te­ria może zamienić papieża w anty­pa­pieża, zaś trze­ci film spoko­jnie moż­na było­by prze­gapić i niewiele by się tu zmieniło. Najwyraźniej tak to już jest że nawet jeśli da się nas jak owce zag­o­nić na jeden film do kina, to potem jeśli nie ma żad­nego nowego pomysłu czy błysku to w kinie utrzy­mać się nas dłu­go nie ma, wcześniej czy później wybieg­niemy krzy­cząc „Porzuć­cie wszelką nadzieję”.

Ps: Zwierz musi powiedzieć, że chy­ba najlepiej istot­ność fil­mu dla życia widza pod­sumował Paweł Opy­do pisząc do Zwierza „Oglą­dałem film przez dwie godziny, ale mógłbym przez dwie godziny patrzeć na ścianę i nie było­by wielkiej różni­cy”.

 

16 komentarzy
0

Powiązane wpisy