Home Ogólnie Jeden by wszystkich zgromadzić czyli Avengers

Jeden by wszystkich zgromadzić czyli Avengers

autor Zwierz
Jeden by wszystkich zgromadzić czyli Avengers

            Zwierz jeszcze kil­ka miesię­cy temu zadawał pub­licznie na swoim blogu pytanie czy Mar­vel nie prze­sadz­ił kręcąc film do którego pełnego zrozu­mienia konieczne jest obe­jrze­nie co najm­niej dwóch pro­dukcji ( do abso­lut­nie pełnego sześ­ciu) tego stu­dia. Pier­wszy tydzień otwar­cia fil­mu podał zde­cy­dowaną odpowiedź na to pytanie — pod­bity bez trudu box office pokazał, że ludzie nie mają najm­niejszych wąt­pli­woś­ci, że Avenger­si to film dla nich.  Co więcej za wysoki­mi wynika­mi kasowy­mi pojaw­iły się zaskaku­ją­co dobre recen­z­je, zaś tum­blr i twit­ter zalał pisk rozo­choconych fanów, gotowych kupić bile­ty chwilę po wyjś­ciu z kina. Jako że zwierz był zdany na pol­skiego dys­try­b­u­to­ra miał pon­ad dwa tygod­nie by przyjrzeć się temu  co dzieje się na świecie i ze wszys­tki­mi tymi obserwac­ja­mi udać się na film, na który czekał od sce­ny po napisach w pier­wszym Iron Manie.

 Jeśli ktoś przed przeczy­taniem wpisu recen­zyjnego chci­ał­by sobie przy­pom­nieć wąt­pli­woś­ci zwierza, oraz his­torię całego pro­jek­tu to warto zajrzeć do TEGO pos­tu zwierza w którym zwierz tłu­maczył i rozważał a także wyko­rzysty­wał najbardziej oczy­wiste ilus­trac­je ( co tłu­maczy ich eklek­ty­czny dobór w tym poś­cie)

                Tu już zwierz chy­ba nie powinien trzy­mać czytel­ników dłużej w niepewnoś­ci i musi stwierdz­ić, że film podobał mu się bard­zo, z resztą zwierz musi przyz­nać, że był to jeden z bard­zo niewielu sean­sów w jego życiu na którym pub­liczność klaskała i to nawet kilka­krot­nie — nieste­ty miejs­ca w których to czyniła są zaskaku­ją­co kluc­zowe dla fabuły więc zwierz nawet nie może wam powiedzieć gdzie dokład­nie. Trze­ba jed­nak przyz­nać, że dawka humoru w filmie jest spo­ra.  Jest to posunię­cie bard­zo dobre co najm­niej z kilku powodów. Pier­wszy wyda­je się dość oczy­wisty — nie da się zro­bić fil­mu o super drużynie, super bohaterów nie dostrze­ga­jąc komicznej strony takiego przed­sięwz­ię­cia. Ban­da facetów w super stro­jach, naukowiec zamieni­a­ją­cy się w zielone mon­strum, dwóch bogów a wszys­tko pod opieką super agen­tów tajnej orga­ni­za­cji? Spróbu­j­cie nakrę­cić taki film bez mru­ga­nia do pub­licznoś­ci a spad­niecie z box office zan­im jeszcze napisy początkowe dobieg­ną koń­ca. Dru­ga sprawa to fakt, że film aż prosi się o komiczne sytu­acje —  spotkanie super bohaterów, mają­cych różne metody pra­cy — od chao­ty­cznego miażdże­nia po obronę lud­noś­ci cywilnej w imię obrony amerykańskiego sty­lu życia — musi zaowocow­ać śmieszny­mi sytu­ac­ja­mi. Bo prze­cież dla Tho­ra ludzie są śmieszni, bo Tony Stark chce być naj­dow­cip­niejszym facetem w poko­ju, a Kap­i­tan Amery­ka nie nadąża za wszys­tki­mi naw­iąza­ni­a­mi do kul­tu­ry pop­u­larnej ( spędz­ił trochę cza­su w hiber­nacji więc nie koniecznie miał szanse) — ich hero­izm jest znośny tylko wtedy kiedy poz­wolą nam dostrzec komizm całej sytu­acji.

 No właśnie prob­lem z Avenger­sa­mi jest taki, że jeśli nie podrzucimy do niego sporej daw­ki humoru to naty­ch­mi­ast dostrzeże­my pewne drob­ne nieś­cisłoś­ci świa­ta przed­staw­ionego

          Jed­nocześnie wyda­je się, że te wskazy­wane dow­cip­nie różnice stanow­ią jed­no ze źródeł sukce­su fil­mu. Wszys­tkim wid­zom i fanom komik­su pomysł sprowadzenia wszys­t­kich bohaterów w jed­no miejsce wyda­je się być log­iczny i ide­al­ny. Ba nawet Nick Fury tak sądzi a to facet, który prze­cież właś­ci­wie się nie myli. Prob­lem pole­ga na tym, że to co podo­ba się nam nie koniecznie musi się podobać naszym bohaterom. Każdy z nich na włas­ną rękę dow­iódł, że może bez trudu ocal­ić świat, czemu więc miał­by sprzymierzać się z inny­mi, słuchać rozkazów czy pod­porząd­kowywać się planom. Zwłaszcza Bruce Ban­ner ( znany też jako Hulk) nie ma szczegól­nych powodów by ufać komukol­wiek, kto zaprasza go do zamknię­tych pomieszczeń. Z kolei Thor uważa, że sprawę inwazji jego młod­szego bra­ta powinien załatwić samodziel­nie bo w końcu nie są to sprawy ludzi.  Iron Man w ogóle nie nada­je się od dzi­ałań grupowych a Kap­i­tan Amery­ka dość słusznie czu­je się oszukany przez swój kraj, który dał mu super moc ale pozbaw­ił go nor­mal­nego życia. Z resztą w sum­ie gdy się nad tym zas­tanow­ić nie trud­no dostrzec, że nasi bohaterowie niekoniecznie popeł­ni­a­ją błąd uzna­jąc całą akcję  za plan, który może im przynieść więcej prob­lemów niż pożytku. Stąd też  o dzi­wo dużo ciekawej jest w filmie zan­im zacznie się jeszcze wal­ka ze złem i głównym prob­le­mem jest to kto i jak ze złem będzie wal­czył.

 Co z tego że już było w poprzed­nim wpisie sko­ro zwierz ma wraże­nie że to właśnie dla takich scen nakrę­cono film. Bo tu chodzi o radość możli­woś­ci oglą­da­nia ich wszys­t­kich na jed­nym ekranie

            A sko­ro przy złych jesteśmy. Teo­ria zwierza jest pros­ta. W filmie jest wielu bohaterów ale jest tylko jeden złoczyń­ca. Tak więc cała uwa­ga fanów przeniosła się z ich bohater­s­kich czynów na jego niec­ne postęp­ki. A Loki jest bard­zo dobrze napisanym złym. Z wielu powodów. Po pier­wsze jego motywac­ja wcale nie jest aż tak jed­noz­nacznie god­na potępi­enia. W końcu  w Thorze rzeczy­wiś­cie okaza­ło się, że jego całe doty­chcza­sowe życie stanow­iło kłamst­wo i że przyjdzie mu zawsze żyć w cie­niu swo­jego bra­ta. Co więcej ojciec i tak go nie kocha i wszys­tkim będzie lep­iej jak zniknie. Trud­no się dzi­wić, że się sfrus­trował. Z kolei jego argu­men­tac­ja dla pod­bo­ju zie­mi — chęć uwol­nienia ludzkoś­ci od złudzenia jakie daje wol­ność — jest w jego mowie prze­myśl­na logi­ka wszys­t­kich auto­ry­tarnych wład­ców którzy dobrze wiedzą że ludzie lubią zrzeszenia. Oczy­wiś­cie ma nas odrzu­cać okru­cieńst­wo Lok­iego i jego duma, nieste­ty częś­ciej pocią­ga nas jego inteligenc­ja i dow­cip. Być może dlat­ego film zde­cy­dowanie zysku­je na charak­terze nie wtedy kiedy pojaw­ia­ją się na sce­nie bohaterowie ale wtedy kiedy pojaw­ia się złoczyń­ca.

 Zdaniem niek­tórych widzów oraz abso­lut­nie wszys­t­kich sza­lonych fanek zmi­ana tytułu fil­mu oraz lekkie prze­sunię­cie pewnych akcen­tów było by tylko pożytkiem dla itak świet­nej pro­dukcji dla porów­na­nia ory­gi­nal­ny plakat Avengers

          No właśnie — zwierz musi pochwal­ić Jos­sa Whe­do­na za sposób w jaki udało mu się ułożyć film od scen dialogów po sce­ny wal­ki. Oto wydawać by się mogło, że film nat­u­ral­nie będzie ciążyć ku jed­ne­mu bohaterowi, dając mniej ekra­nowego cza­su pozostałym. Ale gdy zwierz wyszedł z kina z zaskocze­niem stwierdz­ił, że wszys­tko zostało podzielone nadzwyczaj równo — nikt nie dostał mniej scen wal­ki, mniej ekra­nowego cza­su, mniej zabawnych lin­i­jek. To nie jest film o jed­nym super bohaterze wrzu­conym w bandę innych — to film o grupie bohaterów. Bohater zbiorowy teo­re­ty­cznie nigdy dobrze nie służy fab­ule ale tu okazu­je się kluczem do tego by pro­dukc­ja nie była nud­na.  Zwłaszcza, że niekiedy moż­na się nudz­ić kiedy widzi się cią­gle te same popisy super mocy. W filmie jest jed­nak tak, że gdy powoli nudzi nas celne oko Hawk­eye przeskaku­je­my do miażdżącego wszys­tko Hul­ka by wró­cić do Iron Mana który korzys­ta z najnowszej tech­nologii. Z resztą w tym miejs­cu trze­ba stwierdz­ić, że choć wal­ki na uli­cach Nowego Jorku nieco za bard­zo przy­pom­i­na­ją te z Trans­form­er­sów to jed­nak 3D jest naprawdę wyśmien­ite. Co więcej Whe­don nie zamienił wypełnionej akcją częś­ci fil­mu w kino nieme za co zwierz jest mu bard­zo wdz­ięczny. Z resztą w ogóle wszyscy powin­niśmy być wdz­ięczni za wybór aku­rat tego reży­sera i sce­narzysty — zwierz od początku trzy­mał za niego kciu­ki a przede wszys­tkim trzy­mał kciu­ki za sce­nar­iusz fil­mu który napisał jeden człowiek. Zwierz ma zasadę, która zawsze się sprawdza — jeden sce­narzys­ta dobry, dwóch niezłych, trzech śred­nich, czterech fatal­nych.

 Być może punkt wyjś­cia do fabuły fil­mu nie jest za bard­zo skom­p­likowany ale zdaniem zwierza sce­nar­iusz trzy­ma się kupy bardziej niż to zazwyczaj bywa w takich przy­pad­kach

            Zwier­zowi wyda­je się, że doszedł do tej częś­ci recen­zji w której powinien rozpły­wać się nieco nad obsadą. Bo wsadze­nie wielu aktorów do fil­mu może wyjść równie źle jak wrzuce­nie wszys­t­kich super bohaterów do jed­nej pro­dukcji. No ale z drugiej strony, jeśli ma się dobrych aktorów to wszys­tko idzie świet­nie. Przede wszys­tkim widać, że chy­ba wszyscy się dobrze baw­ili na planie, przy­na­jm­niej między grupą aktorów wyt­warza się przy­jem­na chemia więc kiedy oglą­damy sce­ny zbiorowe nie mamy wraże­nia jak­by wrzu­cono ludzi na siłę do tego pro­jek­tu. Robert Downey Jr. gra Tonego Star­ka z taka lekkoś­cią i pewnoś­cią siebie, że niek­tórzy powoli zaczy­na­ją się zas­tanaw­iać gdzie kończy się postać a zaczy­na aktor. Jego złośli­woś­ci, i dow­cipy może i odwraca­ją uwagę od tal­en­tu ale kiedy trze­ba na chwilę spoważnieć Downey jed­ną zmi­aną wyrazu twarzy osią­ga więcej niż niek­tórzy aktorzy cały­mi monologa­mi. Świet­ny jest też Mark Ruf­fa­lo jako Bruce Ban­ner — już dwóch aktorów pod­chodz­iło do tej roli i obaj zrezyg­nowali. Tym­cza­sem wyda­je się że Ruf­fa­lo znalazł klucz do Ban­nera nieco wymiętego i uprze­jmego fac­eta z pocz­ci­wym uśmiechem na twarzy, który jed­nak budzi w nas niepokój — przy­na­jm­niej zwierz przyglą­da­jąc się jego grze czuł, że może on w każdej chwili wybuch­nąć.  Z kolei Chris Evans dobrze gra człowieka dawnych wartoś­ci, fac­eta nie z tego świa­ta, choć jest w obsadzie wśród najmłod­szych kiedy mówi wyda­je  się od nich starszy. Pozostali Avenger­si także spisu­ją się nieźle, ze szczegól­ny­mi ukłon­a­mi dla Samuela L. Jack­sona, który z bard­zo niewielkiej roli Nic­ka Fury uczynił postać z krwi i koś­ci, którą lubią chy­ba wszyscy bez wzglę­du na to czy ori­en­tu­ją się kim jest czy nie.  Z resztą jeśli zwierz może tu wrzu­cić pewną obserwację socjo­log­iczną to jest ciekawe, że filmy na które kobi­ety idą by pogapić się na pięknych mężczyzn to właśnie filmy o super bohat­er­ach. Co jest ciekawe biorąc pod uwagę, że uważa się je za pro­dukc­je dla chłopaków.

 Scar­lett robi co może ale to chy­ba nie jej wina, że zro­biono film przede wszys­tkim by zatrud­nić w nim połowę przys­to­jnych aktorów z Hol­ly­wood

               Jed­nak jeśli tum­blr, recen­z­je i opinia zwierza mówią prawdę film wielkim aktorom i bohaterom ukradł sprzed nosa Tom Hid­dle­ston. Ang­iel­s­ki aktor, o którym przed pre­mierą Tho­ra praw­ie nikt nie słyszał jest obec­nie jed­nym z najczęś­ciej odmieni­anych przez przy­pad­ki nazwisk w Hol­ly­wood. Trud­no się dzi­wić — nie dość, że jest bard­zo przys­to­jny to do tego naprawdę dobrze gra. Za jego obec­ność w fil­mach o super bohat­er­ach powin­niśmy dziękować niko­mu innemu tylko Ken­nethowi Branaghowi, który namówił go do współpra­cy przy Thorze po tym jak obaj grali w Wal­lan­derze. Hid­dle­ston jako Loki nie ma właś­ci­wie w filmie ani jed­nej złej sce­ny, właś­ci­wie kiedy zwierz mówi sce­ny prze­sadza — bo u Lok­iego liczy się każde spo­jrze­nie, uśmiech czy zmi­ana wyrazu twarzy. Hid­dle­ston spraw­ia, że jego postać wyda­je się prawdzi­wa nawet jeśli chodzi po ekranie w hełmie z olbrzymi­mi roga­mi. Kiedy prze­maw­ia to sły­chać, że niemal równole­gle z Avenger­sa­mi krę­cił kole­jne ekraniza­c­je Hen­ry­ka IV i V według Szek­spi­ra, jest inteligent­ny, bard­zo dow­cip­ny i właś­ci­wie bard­zo trud­no nie lubić jego bohat­era. Wyda­je się z resztą, że bierze się to chy­ba z samej sym­pa­tii jaką aktor ma do swo­jej postaci. Kiedy słucha się z nim wywiadów ( a zwierz oczy­wiś­cie słucha) moż­na odnieść wraże­nie, że prze­myślał moty­wy postępowa­nia Lok­iego zde­cy­dowanie bardziej niż wyma­ga od tego film przy­godowy.  Cóż najwyraźniej stara dobra zasa­da mówią­ca, że jeśli chcesz mieć w filmie naprawdę dobrze zagranego złego bohat­era musisz zatrud­nić angli­ka nadal obow­iązu­je.  Z resztą zwierz może z tego miejs­ca stwierdz­ić, że może się założyć że Hid­dle­ston zro­bi w Hol­ly­wood sporą kari­erę. Takich aktorów fab­ry­ka snów zawsze chęt­nie łowi i trud­no się dzi­wić.

 Właś­ci­wie zdaniem zwierza nie ma się co dzi­wić, że w filmie gdzie jest wielu herosów całą uwagę przykuwa zły ale to co dzieje się w internecie pozwala stwierdz­ić, że jeśli z czegoś Avenger­si zostaną zapamię­tani to z tego, że był tam Loki a właś­ci­wie Tom Hid­dle­ston

           Czy więc Avenger­si mają jakieś wady? Cóż może­my uznać za wadę fakt, że nie jest to film szczegól­nie głębo­ki. Prawdę powiedzi­awszy, jest to do pewnego stop­nia pro­dukt jed­no­ra­zowy. Zwierz nie ma na myśli, że film moż­na obe­jrzeć tylko raz — zde­cy­dowanie nie, ale raczej zwierz widzi w tym najwięk­szy hit roku a nie kole­jny film, który będą sobie pokazy­wały pokole­nia geeków. Trochę też za podob­ny jest zwłaszcza pod koniec do Trans­form­er­sów — broń boże nie akcją ale efek­ta­mi spec­jal­ny­mi, choć może to nie powinien być zarzut bo wszyscy twierdzą, że nic nie ma takich efek­tów spec­jal­nych jak Trans­form­er­sy.  Dru­gi prob­lem to fakt, że jak zwyk­le ostat­nio w przy­pad­kach filmów o super bohat­er­ach więcej drzwi pozosta­je otwartych niż zamknię­tych. Zwierz który już Kap­i­tana Amerykę nazy­wał wielkim trail­erem, ponown­ie ma wraże­nie że sugeru­je się mu, że to co widzi­ał na ekranie to tylko przy­gry­wka do następ­nych przygód. Z drugiej strony — czy nie tak dokład­nie funkcjonu­je świat komik­su ? Ale niech te uwa­gi was nie zniechęcą, wyciecz­ka do kina na Avenger­sów nie może być w najm­niejszym stop­niu cza­sem zmarnowanym — zwłaszcza, ze to jeden z tych filmów w którym pada­ją dokład­nie te kwest­ie, który każdy szanu­ją­cy się fan marzy by usłyszeć.

 A dla tych, którym nie chce się czy­tać całej recen­zji — mały skrót odczuć zwierza

PS: Film ma nie jed­ną ale dwie sce­ny po napisach.  Treś­ci jed­nej zwierz wam nie przed­stawi ( choć gra­ją­cy Lok­iego Tom wygadał się na Twit­terze — nie mniej wszyscy mu wybaczyli), drugą zaś ska­sowano na pokazie zwierza więc zwierz w dowód miłoś­ci do was daje tu do niej link ( jakość jest mar­na ale ci co widzieli film zrozu­mieją dow­cip)

0 komentarz
0

Powiązane wpisy