Home Ogólnie Jeden, dwa, TRZY! czyli więcej Hobbita z Hobbita

Jeden, dwa, TRZY! czyli więcej Hobbita z Hobbita

autor Zwierz

  ?

Hej

 

Dziś zwierz postanowi się odnieść do zdarzeń, który­mi Inter­net żyje  dopiero od wczo­raj, a które w zwierzu i w kilku jego face­bookowych czytel­nikach wywołały falę co najm­niej mieszanych uczuć. Chodzi bowiem o infor­ma­cję, że Hob­bit nie będzie miał jak zapowiadano dwóch częś­ci ale trzy.   Jak sami rozu­miecie, każdy kto miał w ręku książkę Tolkiena zda­je sobie sprawę, że zawartych w niej treś­ci jest odrobinę mniej niż w całym Wład­cy Pierś­cieni, który jak wiemy też zmieś­cił się w trzech fil­mach. Pozosta­je więc pytanie, które dzieli fanów — czy naprawdę podzi­ał ekraniza­cji na dwie a ter­az na trzy częś­ci jest konieczny, czy też mamy do czynienia z próbą wyciąg­nię­cia więk­szej iloś­ci kasy od potenc­jal­nych widzów i ugra­nia  jeszcze odrobinę na ekraniza­c­jach Tolkiena. Czy być może — ów podzi­ał na trzy filmy to odprysk nowego tren­du dzie­le­nia filmów na dwa.

 

 

 Dzień Dobry jestem Peter Jack­son i pokażę wam sztuczkę z rozm­nażaniem filmów

 

Zaczni­jmy od kawał­ka his­torii — dziel­nie filmów na dwa wcale takie nowe nie jest — wręcz prze­ci­wnie bard­zo stare — kiedyś pomysł by trzy­mać ludzi trzy godziny w kinie nie był uważany za najlep­szy (co ciekawe, że było to przed wprowadze­niem litrowych napo­jów) więc sporo filmów pokazy­wano w dwóch częś­ci­ach — jak np. Przem­inęło z Wia­trem (kiedy oglą­da się je dziś widzi się nawet miejsce gdzie zro­biono prz­er­wę ), podob­nie Metrop­o­lis pokazy­wano w kinach w dwóch częś­ci­ach — z resztą właśnie w podzielonych na dwie częś­ci fil­mach celowali Niem­cy — a zwłaszcza Lang.  Dzielono na dwa też późniejsze pro­dukc­je doku­men­talne jak np. Olimpiadę choć ponown­ie zade­cy­dowała tu dłu­gość pro­dukcji (jed­na część ma ok 90 min­ut). Moż­na też się zas­tanow­ić czy sławny Iwan Groźny, którego dru­ga część nieste­ty nie moż­na obe­jrzeć  Eisen­steina nie został­by dziś potrak­towany jako dwa filmy. Jeszcze sporo później przy pre­mierze naprawdę długiego fil­mu decy­dowano się oszczędz­ić wid­owni  kilku godzin­nych sean­sów — jeśli się zwierz nie myli w Pol­s­kich kinach w dwóch częś­ci­ach pokazy­wano Potop (ale zwierz może się mylić). Nie mniej w tych wszys­t­kich wymienionych przy­pad­kach nie ma raczej wąt­pli­woś­ci, że przede wszys­tkim chodz­iło o litość nad widza­mi niż o zaro­bi­e­nie dodatkowych pieniędzy.

 

 

 

  Kras­noludów było sporo — czemu więc nie miało by być więcej filmów — po jed­nym na każdego


Jeszcze kil­ka lat temu kiedy Quentin Taran­ti­no oświad­czył że jego Kill Bill będzie miał dwie częś­ci przyglą­dano się mu z lekkim zdzi­wie­niem — choć z drugiej strony ten pomysł potrak­towano jako hołd wobec kina klasy B a zwłaszcza telewiz­yjnych pro­dukcji, które częs­to rozbi­ja­ją jeden film na dwa odcin­ki. Od razu potrak­towano ten zabieg raczej jak zabawę z kon­wencją i sporo osób było chy­ba zaskoc­zonych kiedy okaza­ło się, że Kill Bill to rzeczy­wiś­cie jeden niezwyk­le dłu­gi film, podzielony na dwie częś­ci.  Taran­ti­no z właś­ci­wą sobie lekkoś­cią pokazał, że fil­mowiec wcale nie musi się spieszyć i że  odrobi­na więcej cza­su pozwala zamienić coś co powin­no być nawalanką w sty­lu gore, na ciekawy bard­zo zróżni­cow­any film pod koniec którego czu­je­my dzi­wne ukłu­cie gdy bohater­ka speł­nia to co założyła sobie w tytule. Pod­wójny seans zadzi­ałał a Taran­ti­no mógł sobie wrzu­cić do koszy­cz­ka z niesamow­ity­mi zagra­ni­a­mi film w dwóch częś­ci­ach.

 

 

  Zwierz uważa, że sko­ro kręcimy 3 to może więcej miejs­ca na Andego Serk­isa z jego włas­ną twarzą

 


Jed­nak prawdzi­wa kląt­wa przyszła z ekraniza­cją ostat­niego tomu Har­rego Pot­tera. Wbrew temu co mówią niek­tórzy malkon­tenci nie popełniono błę­du rozbi­ja­jąc ostat­ni tom cyk­lu na dwie częś­ci, popełniono nato­mi­ast błąd nie robiąc tego wcześniej już przy częś­ci szóstej, którą z powodu nad­mi­aru wydarzeń zamieniono w zbiór luźno pow­iązanych ze sobą ilus­trac­ja do książ­ki. Podzi­ał ostat­niej częś­ci był konieczny  bo J.K Rowl­ing zaczęła pisać co raz dłuższe książ­ki a akcji było w nich co raz więcej.  Niek­tórzy zarzu­cali tu sce­narzys­tom a przede wszys­tkim pro­du­cen­tom chci­wość, ale  prawdę powiedzi­awszy zwierz widzi­ał w tym raczej prze­jaw zdrowego rozsąd­ku. Nie dało się całej akcji zmieś­cić w jed­nym filmie, a co więcej pro­du­cen­ci nie mogli o tym wiedzieć star­tu­jąc z pro­dukcją serii bo ostat­nie książ­ki jeszcze wtedy nie ist­ni­ały. Podzi­ał filmów na dwa przyniósł z resztą korzyść pod postacią — zdaniem zwierza- świet­nej Częś­ci I Insyg­niów Śmier­ci gdzie nie musząc się spieszyć, twór­cy mogli naresz­cie poz­wolić sobie na odd­ech i odd­ać to co stanow­iło o wyjątkowoś­ci książ­ki — czyli fakt, że bohaterowie nie mają zielonego poję­cia co robią i akc­ja przez dłuższy czas się nie posuwa. Zdaniem niek­tórych to czyniło film nud­nym, zdaniem zwierza to czyniło z tego fil­mu świet­ną ekraniza­cję książ­ki. Nie mniej sukces Pot­tera otworzył puszkę Pan­do­ry.

 

 

 

Mar­tin Free­man czy­ta listy fanów tłu­maczące mu dlaczego ma naty­ch­mi­ast wró­cić do Lon­dynu

 

Na początku rozbi­cie swo­jej sagi zapro­ponowali twór­cy filmów na pod­staw­ie Zmierzchu, którzy dos­zli do wniosku, że ich czwarty tom też jest za dłu­gi wobec czego zro­bią dwa filmy. Ktokol­wiek oglą­dał pier­wszą część ostat­niej częś­ci Zmierzchu ten wie, że nie był to dobry film. Zwierz siedzi­ał przed ekranem kom­put­era zada­jąc sobie co chwilę pytanie jak bard­zo moż­na nie wypełnić treś­cią 90 min­ut fil­mu. To co powin­no zawrzeć się w pię­cio min­u­towym mon­tażu zajęło to co najm­niej pół godziny. Zwierz , który w książce na pod­staw­ie której pow­stał film led­wo dopa­trzył się treś­ci na jed­ną część ekraniza­cji nie miał wąt­pli­woś­ci, że tym razem chodzi o kasę. I to kasę która łat­wo wpad­nie do kieszeni twór­ców bo prze­cież wszyscy będą chcieli zobaczyć jak Bel­la lśni w słońcu. A to, że właś­ci­wie nie ma zbyt wiele akcji by wypełnić kole­jne 1,5 godziny niko­go nie obchodzi bo prze­cież ważne jest by pub­liczność poszła do kina. Co praw­da fani sagi są z takiego rozwiąza­nia zad­owoleni i trud­no im się dzi­wić — każdy prawdzi­wy fan chce mieć tego na ekranie więcej a nie mniej. I w sum­ie nie ma  w tym ani nic dzi­wnego, ani tym bardziej nic hanieb­ne­go. Nie ma się więc co zży­mać na tych, którzy ignoru­ją fakt, że filmy raczej zro­biono dla pieniędzy niż dlat­ego, że  nadawał się na to przed­staw­iony mate­ri­ał.

 

 

 Gan­dalf ma na myśli naprawdę wielką przy­godę.


O podziale na pół mówi się też przy okazji ostat­niej częś­ci  Igrzysk Śmier­ci — ponown­ie zwierz odnosi wraże­nie, że tu decyzję pod­ję­to zupełnie bezre­fleksyjnie po pros­tu podąża­jąc za tropem dwóch poprzed­nich hitów i wychodząc z prostego założe­nia, że po co robić  trzy filmy jak moż­na zro­bić cztery. Zdaniem zwierza aku­rat w tym przy­pad­ku nie ma się co spier­ać, dysku­tować itp. bo decyz­ja że będą cztery filmy wydawała się automaty­cz­na tak jak­by nikt nie przyj­mował już do wiado­moś­ci, że film moż­na nakrę­cić zgod­nie z kon­strukcją opowieś­ci — trzy tomy trzy filmy. CO z resztą jest ciekawe, że Hol­ly­wood które samo ma obsesję na punkcie try­logii (zwró­cil­iś­cie uwagę, że ostat­nio wszys­tko jest try­logią, albo może zostać try­logią jeśli zaro­bi odpowied­nio dużo kasy) w przy­pad­ku ekraniza­cji nagle dochodzi do wniosku, że trzy tomy to za mało.  Choć z drugie strony patrząc na powyższe przykłady — każ­da ilość tomów to za mało. Zdaniem zwierza pro­du­cen­ta­mi jed­nak nie powodu­je tylko chci­wość ale też lęk. Tak strasznie trud­no znaleźć his­torię, która spodo­ba się pub­licznoś­ci (zwłaszcza młodej) a jeszcze trud­nej przekon­ać ją do adap­tacji. Nic dzi­wnego, że kiedy jed­no spot­ka się z drugim twór­cy nie mają najm­niejszej ochoty zabi­jać kury znoszącej złote jaj­ka tylko dlat­ego, że his­to­ria się skończyła a jakiemuś leni­we­mu autorowi nie chci­ało się napisać więcej.

 

 

  Jakkol­wiek zwier­zowi nigdy dość Mar­it­na Free­m­ana to czy jest tyle Bil­ba by star­czyło na trzy duże filmy?


Na tle tych przykładów casus Hob­bita jawi się jed­nak nieco bardziej dwuz­nacznie. Początkowa infor­ma­c­ja o podzie­le­niu ekraniza­cji na dwie częś­ci została przyję­ta raczej z entuz­jazmem. Pomi­ja­jąc fakt, że książ­ka o wielu wydarzeni­ach wspom­i­na ale ich nie pokazu­je, wszyscy fani zarówno Tolkiena jak i Jack­sona chęt­nie zapisali się na dłuższą niż zwyk­le wycieczkę do Śródziemia. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę, że to właś­ci­wie ostat­ni możli­wy do zekrani­zowa­nia fil­mowego (z resz­ty moż­na zro­bić ser­i­al) kawałek prozy Tolkiena wśród widzów było poczu­cie, że warto zachować chwilę odrobinę dłużej. Co więcej grubość książ­ki była tu zwod­nicza bo wiele rzeczy dzieje się poza naszym wzrok­iem jak np. Wiel­ka Bit­wa. Z drugiej jed­nak strony biorąc pod uwagę, że nie jest to nasza pier­wsza wyprawa do śródziemia moż­na było spoko­jnie pozbaw­ić książ­ki wszys­t­kich ele­men­tów składa­ją­cych się na opis świa­ta przed­staw­ionego.  Nie mniej dwie częś­ci wydawały się dobrym pomysłem zwłaszcza, że od samego początku twór­cy zapew­niali, że zabieg ten ma na celu połącze­nie Hob­bita z Wład­cą Pierś­cieni — co rzeczy­wiś­cie brzmi­ało rozsąd­nie bo jest kil­ka zdarzeń, o których wiemy, że dzi­ały się pomiędzy obiema książka­mi a których właś­ci­wie nie widz­imy.

 

 

  Zwierz prag­nie zauważyć, że na pier­wszą część nadal czeka ze sporą dawką entuz­jaz­mu


Jed­nak kiedy wczo­raj w Internecie pojaw­iła się wiado­mość, że film będzie miał trzy częś­ci trud­no było pow­strzy­mać się od złośli­wych uwag. Pier­wsza rzecz jaka się nasunęła zwier­zowi to olbrzy­mi tupet twór­ców, ale także  jak się wyda­je ich zbyt­nia wiara w wid­own­ię. Pomysł by ekraniza­cję jed­nej książ­ki rozłożyć na trzy lata może dobrze brz­mi na papierze ale wyda­je się, że moż­na się na tym moc­no prze­jechać. I nawet jeśli — jak twierdzi Jack­son i spół­ka — pod­czas kręce­nia okaza­ło się, że mają zde­cy­dowanie więcej mate­ri­ału to nie znaczy to, ze nalży ów mate­ri­ał od razu wkładać do fil­mu. Trochę jak z rozsz­er­zony­mi wer­s­ja­mi Wład­cy Pierś­cieni — tak było w nich zde­cy­dowanie więcej scen ale człowiek zasyp­i­ał gdzieś po środ­ku —  to, że coś się nakrę­ciło nie zawsze oznacza, że pokazanie tego dobrze zro­bi fil­mowi. Co więcej zwierz (i jak pode­jrze­wa wielu innych widzów i czytel­ników) zadało sobie pytanie czy aby przepad­kiem sce­narzyś­ci czegoś jed­nak nie dopisali. Jak wszyscy pamię­tamy z Wład­cy Pierś­cieni — dopisy­wanie nie zawsze kończy się dobrze — zwierz nigdy nie wybaczy twór­com casusu Arwe­ny, która nie miała w filmie wiele do zro­bi­enia poza dostar­czaniem niezbęd­nej postaci kobiecej.  Zwierz nie twierdzi, że Tolkien jest najwięk­szym pis­arzem i geniuszem jaki chodz­ił do zie­mi ale powiedzmy sobie szcz­erze — do Tolkiena się nie dopisu­je, po pros­tu nie wypa­da.

 

 

 

 Moż­na się zas­tanow­ić czy Hob­bit nie ma się dzi­ać w cza­sie rzeczy­wistym sko­ro tyle będzie trwał.


Oczy­wiś­cie małego fikoł­ka zro­biło też serce zwierza na myśl, że aktorzy obsadzeni w głównych rolach (no dobra Mar­tin Free­man) zostanie uwięziony na kole­jne lata w roli Bil­ba. Jak wszyscy wiemy zwierz ma dla niego zupełnie inne plany, które wiążą się z bie­ganiem po Lon­dynie a nie po Śródziemiu. A zresztą nawet gdy­by nie miał — trzy lata we współczes­nym świecie fil­mu to sporo nawet jak na zestaw trzech luźno połąc­zonych ze sobą filmów a co dopiero jed­nej opowieś­ci. Z resztą wszys­tko zaczy­na wtedy przy­pom­i­nać trochę za bard­zo te cyk­le fan­ta­sy przy których aby przeczy­tać kole­jny tom trze­ba sobie przy­pom­nieć wszys­tkie poprzed­nie. Już zwierz widzi za trzy lata te noc­ne pokazy wszys­t­kich doty­chcza­sowych częś­ci Hob­bita. Przede wszys­tkim jed­nak to obwieszcze­nie budzi jak­iś nies­mak jak­by po wszys­t­kich wywiadach w których uza­sad­ni­ano, że dwie częś­ci są potrzeb­ne do rozwinię­cia his­torii w pełni, ktoś pomachał naprawdę dużym czekiem i wszys­tkim się nagle przy­pom­ni­ało, że to jed­nak miały być trzy niezbędne częś­ci do opowiedzenia his­torii.

 

 

  Zwierz nie ma dobrego pod­pisu do tego zdję­cia, po pros­tu mu sie podo­ba ;)


Naj­gorsze jest chy­ba jed­nak to, że takie zachowa­nia spraw­ia­ją, że widz zupełnie przes­ta­je wierzyć pro­du­cen­tom. Kiedy zapew­ni­ano zwierza, ze dwie częś­ci są lep­sze od jed­nej świę­cie w to wierzył. Ter­az ma uwierzyć, ze trzy są lep­sze od dwóch. Nie trud­no się domyślić,  że zwier­zowi od razu zaświtała ostrze­ga­ją­ca lamp­ka w głowie. Bo kto wie czy jutro ktoś nie powie, że cztery są lep­sze od trzech. Zwierz nie chce być malkon­tentem, który nie chce więcej wracać do Śródziemia gdzie są elfy i smo­ki. Oczy­wiś­cie, że zwierz chci­ał­by tam wracać co roku z co raz więk­szą obsadą genial­nych ang­iel­s­kich aktorów. Ale chci­ał­by to robić bez poczu­cia, że wyprawy odby­wa­ją się na siłę pod­czas kiedy wszyscy chcieli­by już dawno wró­cić do domu, z tej nieoczeki­wanie długiej wyprawy.

 

 

 Jeśli fani zaczy­na­ją robić sobie z ciebie żar­ty — gdzieś popełniłeś błąd


PS: Zwierz wie, że część dyskusji roze­grała się na stron­ie na face­booku ale zwierz był­by zach­wycony gdy­byś­cie się równie pięknie pożar­li także pod tym postem.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy