Home Ogólnie Kłopotliwe znajomości czyli o Friends from College

Kłopotliwe znajomości czyli o Friends from College

autor Zwierz
Kłopotliwe znajomości czyli o Friends from College

Kiedyś pre­miera seri­alu od Net­flixa to było coś. Dziś moż­na prze­gapić że pojaw­ił się nowy tytuł. Cza­sem ma to swo­je dobre strony bo nie wszys­tko zasługu­je na równą uwagę. Cza­sem jed­nak szko­da prze­gapić ciekawy tytuł. A takim z pewnoś­cią są Friends from Col­lege.

Ser­i­al to typowa pro­dukc­ja oby­cza­jowa z ele­men­ta­mi kome­diowy­mi. Bohat­era­mi jest gru­pa zna­jomych ze studiów — dokład­niej z Har­var­du. Na stu­di­ach trzy­mali się blisko ale po zakończe­niu nau­ki relac­je trochę się rozluźniły, głównie dlat­ego, że Ethan wraz Lisą — swo­ją należącą do grupy żoną, mieszkali w Chica­go. Wszys­tko się jed­nak zmienia kiedy Ethan i Lisa decy­du­ją się przeprowadz­ić do Nowego Jorku gdzie miesz­ka resz­ta zna­jomych.  Ter­az starzy zna­jo­mi są już w jed­nym mieś­cie i moż­na ponown­ie razem impre­zować tak jak za młodzieńczych lat.  Tylko, że bohaterowie mają już koło czter­dzi­est­ki i zaczy­na się pojaw­iać prob­lem — czy na pewno przy­ja­ciele ze studiów powin­ni jeszcze odgry­wać tak ważną rolę w ich życiu.

 

Nasi bohaterowie zna­ją się z nie byle jakich studiów tylko z Har­var­du a to oznacza, że ich prob­le­my i ambic­je rzeczy­wiś­cie nie są typowy­mi prob­le­ma­mi całego pokole­nia. Raczej zagu­bionej wyższej klasy śred­niej

Najwięk­szą zaletą seri­alu jest to jak bal­an­su­je między dość absurdal­nym (a niekiedy dość sur­re­al­isty­cznym) humorem a sce­na­mi zupełnie poważny­mi — które sprowadza­ją naszych przy­jaciół na ziemię. Do tego pro­dukc­ja ład­nie pokazu­je jak ta tak pro­mowana przez naszą kul­turę niedo­jrza­łość zaczy­na w pewnym momen­cie ciążyć i sta­je się ucieczką — może nie przed pode­j­mowaniem  nowych wyzwań ale przed ich emocjon­al­ny­mi kon­sek­wenc­ja­mi. Trud­no orzec kto jest głównym bohaterem opowieś­ci ale na pewno najwięcej wątków toczy się wokół Ethana, który ma na swoim kon­cie już kil­ka książek, które nawet dostały nagrody kry­ty­ki ale nikt ich nie czy­tał. Czyż­by nad­szedł czas żeby zmienić sposób pisa­nia i zająć się powieś­ci­a­mi młodzieżowy­mi? Ethan nimi gardzi twierdząc że są sposobem dorosłych ludzi na przeży­wanie emocji nas­to­latków. Jed­nocześnie sam ma poważne prob­le­my by zachowywać się dojrza­le. Z kolei Lisa, jego żona, właśnie zaczęła pra­cow­ać dla bankierów i z prz­er­aże­niem obser­wu­je świat przy którym to co znamy z Wil­ka z Wall Street to grzeczne zabawy przed­szko­laków. Może by rzu­ciła pracę, ale potrze­bu­je 30 tysię­cy na ter­apię która poz­woli jej zajść w ciążę.

 

Bohaterowie nie są już w tym wieku by marzyć o wyda­niu książ­ki. Pytaniem które muszą sobie zadać jest — czy wydać książkę która się sprze­da.

Wśród pozostałych zna­jomych mamy jeszcze Sam, deko­ra­torkę wnętrz, która ma poważny prob­lem. Na stu­di­ach zaczęła na boku syp­i­ać z Ethanem i choć obo­je założyli rodziny to romans trwa. Póki Ethan mieszkał w Chica­go wszys­tko było w porząd­ku — ter­az kiedy miesz­ka w Nowym Jorku trze­ba zadać sobie pytanie czy to na pewno tylko romans. A jeśli nie romans tylko jakieś głęb­sze uczu­cie to czy w ogóle ma ono sens.  Jed­nocześnie Sam jest chy­ba naj­dorośle­jsza z nich wszys­t­kich — ma męża, dzieci i dom pod miastem. Zresztą jej mąż jest bard­zo ciekaw­ie napisaną postacią. Kiedy oburza się, że Sam spędza za dużo cza­su martwiąc się o zna­jomych, ta den­er­wu­je się na jego obo­jęt­ność. Jed­nak dosta­je dość przekonu­jącą odpowiedź — na pier­wszym miejs­cu człowiek jed­nak powinien martwić się o rodz­inę — żonę, dzieci, męża a nie o przy­jaciół ze studiów. To jed­nocześnie bard­zo ego­isty­cz­na ale też w sum­ie dorosła postawa. Nie wszyscy ludzie w naszym życiu mogą być równie ważni.

 

Dla wielu widzów prob­le­mem jest fakt, że nie lubią bohaterów. Ale to ten rodzaj pro­dukcji w której wcale się nas do tego nie zachę­ca. Raczej do tego by nie lubiąc bohaterów zadać sobie pytanie — ile nas z nimi łączy

Nieco na drugim planie jest Max — wydaw­ca, który zda­je się być bard­zo szczęśli­wy ze swoim chłopakiem lekarzem. Prob­lem w tym, że o ile jego chłopak chce spoko­jnego, state­cznego życia tak Max­owi marzy się przeży­wanie jeszcze raz sza­lonych cza­sów studiów — razem z jego przy­jaciół­mi. Kiedy wszyscy pojaw­ia­ją się na raz w tym samym mieś­cie Max uważa za nat­u­ralne, że będą oni niemal częś­cią rodziny. Co niekoniecznie dobrze odbi­ja się na jego związku. Oprócz niego w grupie jest jeszcze Nick — który nie musi zara­bi­ać, a oprócz tego umaw­ia się z mod­elka­mi i bard­zo młody­mi dziew­czy­na­mi i Mar­i­anne — nieco dzi­w­na i wyco­fana dziew­czy­na, która jed­nak co pewien czas pokazu­je jaki ma charak­ter. Nick i Mar­i­anne nie chcą ani małżeńst­wa, ani sta­bil­nej pra­cy ani niczego co oznacza­ło­by taką prawdzi­wą dorosłość. A jed­nocześnie nie chcą być trak­towani gorzej czy jako ludzie pozbaw­ieni emocji, tylko dlat­ego, że są nieco mniej “dorośli” od swoich zna­jomych.

 

W jed­nej z recen­zji zwierz przeczy­tał zdanie “Sko­ro relac­je między bohat­era­mi są tak skom­p­likowane, to jakim cud­em ich przy­jaźń tyle przetr­wała”. Dla recen­zen­ta to był błąd. Dla zwierza dość kluc­zowe pytanie o naturę tych “wiel­kich” życiowych przy­jaźni

Ser­i­al jest właśnie całkiem niezły w śledze­niu tej niedo­jrza­łoś­ci. Wbrew temu co się głosi — w pewny  momen­cie zaczy­na ona być dla bohaterów ciężarem. Chcieli­by nie mieć zobow­iązań, żyć lekko i odt­warzać wspom­nienia z młodoś­ci ale powoli kończy się czas wielkiego życiowego zaw­ieszenia i wypadało­by jed­nak pod­jąć najważniejsze decyz­je — jeśli ma być dziecko to ter­az bo kończy się okres kiedy jest to potenc­jal­nie łatwe, jeśli zmienić pracę to też trze­ba już się zde­cy­dować, podob­nie jak pod­jąć decyzję czy należy brać ślub czy nie. Bohaterowie wcale  nie są tym zach­wyceni podob­nie jak tym ciągłym napię­ciem pomiędzy chę­cią spędza­nia cza­su ze zna­jomy­mi i odgry­waniem życia z cza­sów studiów a życiem rodzin­nym, na które też trze­ba znaleźć czas. Ten ser­i­al dość dobrze tłu­maczy dlaczego pro­dukc­ja taka jak Przy­ja­ciele musi­ała zacząć się zwi­jać gdy pojaw­iły się dzieci, dom­ki pod miastem a bohaterowie zbliżali się powoli do czter­dzi­est­ki. Bo wtedy pewne rzeczy przes­ta­ją być śmieszne a zaczy­na­ją być niebez­piecznie poważne.

 

Niedo­jrza­łość bohaterów sta­je się poważnym ciężarem w chwilach kiedy trze­ba sobie jakoś poradz­ić z prawdzi­wym tak bard­zo dorosły­mi prob­le­ma­mi w życiu

Friends from col­lege to nie jest ser­i­al wybit­ny. Sporo w nim śred­nich gagów i niekiedy, nieco zbyt przewidy­wal­nych scen. Ale jed­nocześnie to jest całkiem dobra, rozbi­ta na osiem odcinków (dobrze, że nie więcej — bo zwyk­le seri­ale Net­flixa mają odrobinę za dużo odcinków) his­to­ria. Do przełknię­cia na raz, bo to pro­dukc­ja bard­zo ład­nie wchodzą­ca w takim długim sean­sie. Na pewno fajnie było­by zobaczyć kole­jny sezon, choć paradok­sal­nie — nawet ten jeden był­by całkiem dobry — bo zaczy­na się od stanu pozornie ide­al­nego i dąży to takiej ład­nej katas­tro­fy, kiedy już nie moż­na ukry­wać wszys­t­kich prob­lemów i zaszłoś­ci. Zwierz czy­tał, że ser­i­al nie spodobał się wszys­tkim. Być może dlat­ego, że w sum­ie niewiele się w nim dzieje. Może dlat­ego, że mówi dość nieprzy­jemne rzeczy, których nie chce­my słuchać. Wszak całe lata 90 przekony­wano nas, że ludzie mogą zastąpić rodz­inę przy­jaciół­mi i że te więzi są równie ważne jak każde inne. To był fajny przekaz w który bard­zo chce się wierzyć.  Ser­i­al taki jak Friends from col­lege mówi, że troszkę nas oszukano i może to nie jest źle kiedy nasi przy­ja­ciele są tylko naszy­mi przy­jaciół­mi. Być może dlat­ego, że to jest jeden z tych seri­ali w których człowiek widzi że bohaterowie mają więcej wad niż zalet i albo się z tym pogodzi i zada sobie pytanie — ile go z nimi łączy, albo odrzu­ci ich wszys­t­kich bo prze­cież bohater seri­alowy ma być miły. A może prob­lem pole­ga na tym, że ser­i­al sprzedawano jako komedię. A to nie jest kome­dia.

 

Zwierz przyz­na szcz­erze, nawet jeśli jest w mniejs­zoś­ci — chęt­nie by obe­jrzał dru­gi sezon

Tu dochodz­imy do tego co zwierza bard­zo martwi, to znaczy jak słabo rezonu­ją w wid­own­ią pro­dukc­je, które są po pros­tu oby­cza­jowe. Takie, które miesza­ją porząd­ki ale ogól­nie — nawet mimo scen kome­diowych, po pros­tu obser­wu­ją zachowanie ludzi. Friends from col­lege, nie chce być ani nowy­mi Przy­jaciół­mi ani Jak Poz­nałem waszą matkę. Nie chce być kole­jnym sym­pa­ty­cznym seri­alem o tym jak wspaniale jest żyć w grupie przy­jaciół. To jest właśnie taki ser­i­al, który do tej kome­diowej wiz­ji dorzu­ca te wszys­tkie kon­sek­wenc­je, pokazu­je jakim ego­istą trze­ba cza­sem być by staw­iać przy­jaciół pon­ad rodz­inę i jak bard­zo wielo­let­nie przy­jaźnie opier­a­ją się na tym, że ludzie mają przed sobą wiele tajem­nic. I dlat­ego w seri­alu nie za wiele musi się dzi­ać. Wystar­czy tylko obser­wować bohaterów i zadawać sobie odpowied­nie pyta­nia o ich postawy i motywac­je. Arcy­dzieła w ten sposób nie obe­jrzy­cie ale z pewnoś­cią zała­piecie się na dobre kil­ka odcinków seri­alu.

Ps: Moi drodzy, gry plan jest taki, że zwierz ma takie małe wydarze­nie pod koniec tygod­nia które jest trochę czasochłonne więc nie wie jak będzie ze wpisa­mi przez najbliższe dni. Mogą być o dzi­wnych porach.

5 komentarzy
0

Powiązane wpisy