Home Ogólnie Kto dogoni Harrego czyli czy są jeszcze filmy młodzieżowe?

Kto dogoni Harrego czyli czy są jeszcze filmy młodzieżowe?

autor Zwierz

 ?

Hej

Zwierz pisał już na ten tem­at ale ponieważ pisał o tym w cza­sach kiedy zaj­mował się sprawa­mi na swoim blogu dość pobieżnie postanow­ił pod­jąć prob­lem jeszcze raz. Zwłaszcza, że ma dziś nieco inna per­spek­ty­wę. Otóż dwa lata temu zwierz pisał o klątwie Pot­tera — czyli o wciąż nie udanych próbach zekrani­zowa­nia innej powieś­ci młodzieżowej tak by osiągnęła sukces podob­ny temu jaki miała ekraniza­c­ja sagi J.K. Rowl­ing. Trze­ba bowiem przyz­nać, że przy­na­jm­niej od kilku lat wyda­je się, że każ­da nawet pozornie abso­lut­nie pew­na pró­ba przy­ciąg­nię­cia do kin wid­owni w ten sam sposób jak to poczyniono w przy­pad­ku Pot­tera okazu­je się klęską.

 

 Pot­ter może czuć się osamot­niony — w świecie fil­mu sukces tego cyk­lu jest nieco odosob­niony

 

Zaczni­jmy od tego co oczy­wiste — spośród wszys­t­kich ekraniza­cji powieś­ci przez­nac­zonych przede wszys­tkim dla młodzieży najwięk­szy po Pot­terze sukces odniósł Zmierzch. Jed­nak prob­lem ze Zmierzchem jest taki, że nigdy nie dorów­na Pot­terowi z jed­nego prostego powodu — jest przez­nac­zony dla dziew­cząt. His­te­ria jaką wyzwala ta prawdę powiedzi­awszy dość szkodli­wa his­to­ria obe­j­mu­je jedynie nas­to­lat­ki tudzież bard­zo zdes­per­owane kobi­ety w śred­nim wieku. Mimo prób nie udało się zain­tere­sować tym romansem chłopców co z punk­tu widzenia mar­ketingowego oznacza że Zmierzch przy całym swoim sukce­sie to jed­nak zde­cy­dowanie za mało. Zwierz czyni tą uwagę na początku by nie zostać posąd­zonym że o Zmierzchu zapom­ni­ał — nie zapom­ni­ał ale uważa, że nie ma tu do koń­ca zas­tosowanie określe­nie — adap­tac­ja książ­ki młodzieżowej, bo zmierzch nie jest kierowany do młodzieży jako takiej ale do dziew­cząt.

 

 Prob­lem ze zmierzchem jest taki, że z roku na rok więcej osób go nie obe­jrzy niż obe­jrzy

 

Co do pozostałych ekraniza­cji to wyda­je się, że klęskę poniosło wszys­tko — nieza­leżnie od tego jak bard­zo się stara­no ile środ­ków włożono i najważniejsze jaki wybra­no mate­ri­ał do ekraniza­cji. Tu z resztą zwierz musi powiedzieć, że kląt­wa wyda­je się abso­lut­nie bezl­i­tosna. Fakt, że posi­ada­ją­ca wszys­tkie niezbędne cechy by stać się wielkim hitem Nar­nia poległa w spotka­niu z kinem ( pier­wsza część przyniosła co praw­da wielkie dochody ale pozostałe dwie okaza­ły się zde­cy­dowanie nie dochodowe — do tego stop­nia, że pro­dukcję prze­jęła inna wytwór­nia ponieważ Dis­ney zrezyg­nował z dal­szego wspiera­nia pro­jek­tu). Poległy też mniej znane ale w Anglii bard­zo lubiane Mroczne Materie. To dzi­wne bo zwierz oglą­da­jąc film miał wraże­nie, że naprawdę nie wiele mu braku­je — był zach­wyca­ją­cy jeśli chodzi o efek­ty spec­jalne, miał bard­zo ciekawe deko­rac­je i nie naj­gorsze aktorstwo. Nie mniej Zło­ty Kom­pas nie doczekał się kon­tynu­acji co czyni go filmem właś­ci­wie bezwartoś­ciowym bo jego akc­ja nie ule­ga rozwikła­niu ( zosta­je zaw­ies­zona w oczeki­wa­niu na następ­ne częś­ci).  Zwierz nigdy też do koń­ca nie zrozu­mi­ał braku kon­tynu­acji ekraniza­cji ” Serii Niefor­tun­nych Zdarzeń” — pier­wszy film opar­ty nie o jed­ną ale o trzy pier­wsze książ­ki był świet­nie obsad­zony, dobrze się go oglą­dało i trze­ba przyz­nać miał potenc­jał. Zwierz pode­jrze­wa, że zade­cy­dował tu jed­nak fakt, że była to pro­dukc­ja nieco odb­ie­ga­ją­ca od tego co moż­na nazwać trady­cyjnym kinem rodzin­nym.

 

 Być może kine­matografia nie była jeszcze gotowa na film, w którym fas­cy­nac­ja gra­matyką jest zła

 

Oczy­wiś­cie zwierz wymienił tylko te tytuły które miały szanse by się prze­bić, a właś­ci­wie powin­ny odnieść sukces biorąc pod uwagę sukces książek. Poza tym kino młodzieżowe zal­iczyło ostat­nio mnóst­wo wpadek związanych przede wszys­tkim z tym, że wybier­a­no powieś­ci tylko pod wzglę­dem potenc­jal­nego podobieńst­wa do Pot­tera. Najbardziej spek­taku­larnie poległ Eragon co raczej nie dzi­wi biorąc pod uwagę fakt, że powieść na pod­staw­ie której pow­stał była bard­zo mar­na i jej sukces wyni­ka wyłącznie z olbrzymiego wysiłku włożonego w pro­mocję książ­ki młodego auto­ra. Podob­nie kro­ni­ki Spi­der­wick czy Ciem­ność rusza do Boju — powieś­ci na pod­staw­ie których pow­stały filmy nie cieszyły się wystar­cza­jącą sławą by fani rzu­cili się do kin bez zas­trzeżeń. Zaś ci którzy pojaw­ili się w kinach licząc na coś na ksz­tałt Pot­tera srodze się zaw­iedli.

 

 Mroczne materie były niegroźnym filmem które­mu nieste­ty zaszkodz­iły chy­ba kon­trow­er­sje religi­jne których w filmie właś­ci­wie nie było ani śladu

 

W sum­ie spośród filmów kierowanych mniej więcej do tej samej grupy wiekowej najwięk­szym sukce­sem może się pochwal­ić ( obok Narani która jest jed­nak o tyle osob­ną kwest­ią, że jed­nak to jest Nar­nia) ekraniza­c­ja powieś­ci o Per­cym Jack­sonie — synu boga Pose­j­dona — bo przy­na­jm­niej doczekała się zapowiadanej drugiej częś­ci, co choć może się wydawać śmieszne jest sporym sukce­sem w świecie gdzie ekranizu­je się praw­ie wyłącznie pier­wsze tomy ( tworząc mnóst­wo filmów które w sum­ie się nie kończą). Nie mniej w tym przy­pad­ku prob­lem pole­ga na tym, że film znacznie odb­ie­ga od książ­ki która jest zde­cy­dowanie kierowana do dzieci dużo młod­szych niż film. Z resztą wyda­je się, że ponown­ie — dzi­ała tu efekt Pot­tera — im bardziej mroczne stawały się filmy o ang­iel­skim czar­o­dzieju o tym dorośle­jszą wid­own­ię postanowiono wal­czyć. Nieste­ty jak na razie bez więk­szego sukce­su — adap­tac­ja powieś­ci dla nieco starszej młodzieży — jestem Numerem 4 ( gdzie mag­ię zastą­pi­ono obcą tech­nologią) była jed­nym  z bardziej bez­dusznych filmów jakie zwierz miał okazję oglą­dać.

 

Per­cy Jack­son może być z siebie dum­ny — nie każ­da książ­ka dosta­je szan­sę na dru­gi film. Choć z książką ta ekraniza­c­ja ma niewiele wspól­nego

 

Zwierz nie czyni tej wyliczan­ki zupełnie przy­pad­kowo. Otóż wyda­je się, że tym razem pro­du­cen­ci mogą w końcu klątwę przeła­mać. Po ostat­niej ekraniza­cji Pot­tera, i  kończą­cym się już Zmierzchu pozosta­je w rynku nad­er atrak­cyj­na dziu­ra.  Dziu­ra która aż prosi się o zapełnie­nie czymś co poz­woli nie stracić przynoszącej olbrzymie zys­ki wid­owni. Tym razem wybra­no Igrzys­ka Śmier­ci (po ang­iel­sku nieco mniej oczy­wisty tytuł Hunger Games). Teo­re­ty­cznie książ­ka ma wszys­tko co powin­na ( pomi­ja­jąc fakt że ma więcej niż jeden tom)  — przede wszys­tkim nie traci się dziew­cząt bo główną bohaterką jest dziew­czy­na. To odmi­ana po całym cyk­lu filmów kon­cen­tru­ją­cych się przede wszys­tkim na głównych posta­ci­ach męs­kich — wyraźnie ktoś poszedł po rozum do głowy i zori­en­tował się, że pier­ws­zo­planowy bohater męs­ki zawsze będzie prze­gry­wał z Pot­terem. Dru­ga sprawa to fakt, że co praw­da w powieś­ci nie ma magii ale dzię­ki umieszcze­niu akcji w nieodległej post apokalip­ty­cznej przyszłoś­ci dosta­je­my his­torię dziejącą się w bard­zo innym świecie niż ten nam znany — to zawsze dobrze robi opowiadanym his­to­ri­om kiedy ele­men­ty znane i nie znane łączą się ze sobą ( najwięk­szym plusem Pot­tera jest fakt, że sugeru­je iż obok nas ist­nieje świat o którym nie mamy poję­cia). Trze­cia sprawa to sam pomysł fab­u­larny gdzie jest miejsce na posta­cie męskie i żeńskie ( naszej dziel­nej bohater­ce part­neru­je jed­nak chłopak) ale nie jest to romans. No i najważniejsze — to czego braku­je więk­szoś­ci powieś­ci przenos­zonych na ekrany — dość dra­maty­czny pomysł na główny zrąb akcji.  Inny­mi słowy wyda­je się, ze może to być film, który poz­woli przeła­mać Pot­terowską klątwę.

Bohater­ka Igrzysk Śmier­ci idzie wal­czyć o młodą wid­own­ię. Ciekawe czy wygra

 

Zwierz książ­ki jeszcze do koń­ca nie przeczy­tał ( czytel­ni­cy proszą o recen­zję więc ją po lek­turze dostar­czy) ale od razu widać że Pot­ter to nie jest. I tu chy­ba właśnie zwierz widzi naj­ciekawsze zjawisko. Żad­na książ­ka wydana ostat­ni­mi laty dla młodzieży nie odniosła sukce­su Pot­tera podob­nie jak film — wyda­je się więc że real­iza­torzy pos­zli krót­szą drogą decy­du­jąc się bardziej przy­chylić się do tej grupy dziew­cząt które albo są w stanie prz­erzu­cić się ze Zmierzchu na cokol­wiek innego albo, te które czu­ją się przez Zmierzch odstaw­ione na bok bo np. mają tyle rozu­mu w głowie by nie dostawać obsesji na punkcie śred­niego roman­su. Ale oznacza to, że wciąż do zagospo­darowa­nia pozosta­je jed­na bard­zo sze­ro­ka gru­pa czyli nas­to­let­ni chłop­cy. Jed­ną z pod­sta­wowych zalet Pot­tera była jego bezpł­ciowość — oczy­wiś­cie dziew­czę­ta sza­lały bardziej, bo dziew­czę­ta zawsze sza­le­ją bardziej ale chłop­cy nie musieli się wsty­dz­ić oglą­da­nia fil­mu. Zmierzch wyk­luczył ich właś­ci­wie zupełnie, Igrzys­ka śmier­ci dają im szan­sę — cho­ci­aż ponown­ie — raczej jest to książ­ka prze­maw­ia­ją­ca w  swo­jej kon­strukcji do dziew­cząt.  Teo­re­ty­cznie nic w tym dzi­wnego  — pop­kul­tura ze swo­jej natu­ry woli się podl­izy­wać kobi­etom a nie mężczyznom ( mimo całego sek­siz­mu, pop­kul­tura jest zde­cy­dowanie bardziej kobieca niż męs­ka). Ale  wyda­je się, że uru­chomie­nie fanów wśród chłopców mogło by zaowocow­ać sukce­sem na nieporówny­wal­ną skalę. Zwłaszcza, że zaj­mu­jące doty­chczas tą wid­own­ię ekraniza­c­je komik­sów sta­ją się ostat­nio co raz mniej kierowane do widza nas­to­let­niego a co raz bardziej sta­ją się fil­ma­mi dla dorosłych.

 A może  w tym słowie kry­je się odpowiedź na pytanie co kul­tura pop­u­lar­na robi z chłop­ca­mi

 

Oczy­wiś­cie może zwierz i pro­du­cen­ci popeł­ni­a­ją błąd — może kino dla nas­to­latków nie ma już racji bytu. Powiedzmy sobie szcz­erze — kino famil­i­jne nie jest w najlep­szym stanie, a nawet gdy­by było to zabi­ja je schematy­czność — co jest tym trud­niejsze, że dzieci powin­ny oglą­dać filmy lep­sze niż dorośli a nie gorsze. To znaczy ta sama zasa­da obow­iązu­je książ­ki dla dzieci — książ­ki dla dzieci powin­ny być jak najlep­sze a przy­na­jm­niej powin­no się dzieciom czy­tać jak najlep­sze książ­ki ( nie mylić tego słowa ze słowem — ambitne). Nie mniej zwierz nie negu­je potrze­by ist­nienia takiego kina. Co innego filmy dla nas­to­latków, które albo są wymieniony­mi tu próba­mi powtórzenia sukce­su Pot­tera, albo dzieją się w amerykańskim liceum i bard­zo rzad­ko wychodzą poza pewien dobrze znany schemat ( a jeśli wychodzą tak jak świetne Easy A to trze­ba się zas­tanow­ić czy to naprawdę film dla nas­to­latków). Inny­mi słowy czy dzisiejszy nas­to­latek naprawdę potrze­bu­je swo­jej włas­nej kine­matografii?  Albo zada­jąc pytanie inaczej — czy to nie jest tak, ze dziś cała kine­matografia jest dla nas­to­latków? Serio zwierz nie pamię­ta kiedy ostat­nio oglą­dał film o którym pomyślał, że to film dla dorosłych — i nie chodzi zwier­zowi o seks bo ten to sprawa dru­gorzęd­na, ale o pod­jętą tem­atykę. Czyżbyśmy zamie­nili całe kino rozry­wkowe w jeden wiel­ki przegląd filmów dla młodzieży? Zwierz w głębi ducha obaw­ia się, że zna odpowiedź . Ale jako że w tej głębi ducha sam nie jest do koń­ca dorosły to nie powie wam co o takim wniosku myśleć. Bo sam nie wie.

 

 

Pewne jest nato­mi­ast to, że Hunger Games wchodzą do kin w mar­cu i że od cza­su kiedy pokazano ich zwias­tun w małym inter­ne­towym świecie zawrza­ło z entuz­jazmem na takim poziomie jakiego zwierz od daw­na nie widzi­ał. Tak więc kto wie, może kole­jne ekraniza­c­je try­logii Suzane Collins będą tym na co będzie się czekać przez kole­jne lata. Choć oczy­wiś­cie nic nie będzie takie jak czekanie na kole­jny tom Pot­tera. Ale to raczej uwa­ga z gatunku tych nos­tal­gicznych

0 komentarz
0

Powiązane wpisy