Home Ogólnie Mężczyźni którzy nie rozumieją kobiet czyli zwierz o The Fall

Mężczyźni którzy nie rozumieją kobiet czyli zwierz o The Fall

autor Zwierz
Mężczyźni którzy nie rozumieją kobiet czyli zwierz o The Fall

Zwierz zawsze ma prob­lem z pisaniem o seri­alach które z jed­nej strony widzi­ało bard­zo dużo osób z drugiej – wiele ich nie widzi­ało. Bo chci­ało­by się o wielu szczegółach opowiedzieć, ale nie chce spoilerować tym którzy pro­dukcji nie zna­ją. Dziś więc będzie o The Fall. Ze szczegóła­mi i bez.

the_fall

Zwierz spec­jal­nie napisał w tytule o mężczy­nach którzy nie rozu­mieją kobi­et bo nawet ci którzy są po stron­ie Stel­li nie mają zielonego poję­cia kim ona właś­ci­wie jest

Zwyk­le w seri­alach detek­ty­wisty­cznych chodzi o odpowiedź na pytanie. Kto zabił.  Jeśli przyk­leil­iś­cie się do Broad­church to pewnie przez pier­wsze osiem odcinków typowal­iś­cie który z mieszkańców niewielkiego miastecz­ka jest morder­cą. Nawet w Han­ni­balu, gdzie zawsze pode­jrze­wamy naszego lokalnego kani­bala pojaw­ia się raz na jak­iś czas pytanie, kto jeszcze jest morder­cą. The Fall nie każe nam pytać. Morder­cę poz­na­je­my od razu. Co więcej, spędza­my z nim nie mniej cza­su niż z prowadzącą sprawę detek­tyw. Ten układ choć nie zupełnie ory­gi­nal­ny ma w sobie coś odświeża­jącego. Przede wszys­tkim dlat­ego, że morder­ca kobi­et Paul Spec­tor nie pasu­je do prze­cięt­nego schematu fil­mowego morder­cy.  Przyjrzyjmy się na chwile temu schema­towi. Jest ich kil­ka ale najpop­u­larniejsze są trzy – jeden pokazu­je nam morder­cę jako kogoś kto ma cechę pokazu­jącą jego społeczne niedos­tosowanie. Nie ma pra­cy, miesz­ka z matką, jest w jak­iś sposób fizy­cznie zde­for­mowany, lub jed­noz­nacznie pokazu­je że są w nim ozna­ki sza­leńst­wa. Dru­gi typ to morder­ca geniusz – w pełni świadomy swoich instynk­tów, gra­ją­cy z otacza­ją­cym go światem w kot­ka i myszkę, upa­ja­ją­cy się mor­dem – częs­to wpisu­jąc go w jakąś ide­ologię. W końcu typ trze­ci – pan niepo­zorny – abso­lut­nie ide­al­ny prze­cięt­ny oby­wa­tel, którego zbrod­ni mamy się nie spodziewać. Przy czym w przy­pad­ku więk­szoś­ci seri­alowych morder­ców nigdy nie poz­na­je­my ich wystar­cza­ją­co dobrze. Choć oczy­wiś­cie nieźle znamy Dex­tera czy Han­ni­bala to w więk­szoś­ci seri­ali morder­ca jest postacią która umy­ka i nie spędza­my z nią za dużo cza­su. Paul Spec­tor teo­re­ty­cznie wpa­da w kat­e­gorię morder­cy niepo­zornego. Żona, dwo­je dzieci, pra­ca jako dorad­ca dla osób pogrążonych w żało­bie. I pewnie dał­by się łat­wo wpisać w schemat gdy­by nie fakt ile cza­su z nim spędza­my. Obser­wu­je­my jak wybiera ofi­ary, jak planu­je swo­je kole­jne kro­ki, jak opisu­je swo­je pomysły na to co mógł­by zro­bić. A jed­nocześnie prowadz­imy własne śledzt­wo – dlaczego kobi­ety tylko o jed­nym kolorze włosów, dlaczego tak teo­re­ty­cznie opanowany człowiek potrafi zachowywać się niekiedy tak nieostrożnie (kiedy np. przeglą­da obciąża­ją­cy go dzi­en­nik w sytu­acji kiedy każdy może wejść do poko­ju), przyglą­damy się momen­tom w których traci nad sobą panowanie. Towarzyszymy mu nawet w cza­sie morder­st­wa zas­tanaw­ia­jąc się dlaczego pode­j­mu­je takie a nie inne decyz­je. Do tego twór­cy- w pełni świadomie – zde­cy­dowali się na ciekawy zabieg – nie jest nasz morder­ca typem odraża­ją­cym. A właś­ci­wie inaczej – jest w jak­iś sposób ośl­izgły i niepoko­ją­cy, ale jest jed­nocześnie przys­to­jnym facetem, opieku­ją­cym się z czułoś­cią swoi­mi dzieć­mi, wys­portowanym, nieźle ubranym o ład­nych oczach. Twór­cy seri­alu sami przyz­nali, że byli ciekawi reakcji wid­owni na atrak­cyjnego morder­cę – zwłaszcza że to nie jest tak abstrak­cyj­na his­to­ria jak Han­ni­bal ale opowieść która jest niesły­chanie moc­no osad­zona  w konkret­nym miejs­cu i cza­sie co spraw­ia że rzeczy­wiś­cie trud­no jest przełknąć to zestaw­ie­nie, na które wcale tak częs­to nie wys­taw­ia nas kul­tura pop­u­lar­na.

19FA0DD0000005DC-0-image-3_1416792183687

To ser­i­al który każe sobie zadać pytanie co by było gdy­by morder­ca wcale nie był fizy­cznie odraża­ją­cym typem, gdy­by ide­al­nie zgry­wał się z określe­niem facet o urodzie modela.Co wtedy? Jak go ocenić, jak na niego patrzeć. Gdzie jest grani­ca kiedy zaczy­na być odpy­cha­ją­cy.

Ale nie jest The Fall seri­alem o morder­cy. Jest zapisem raczej dwóch równoległych polowań – na kole­jne ofi­ary i na łow­cę. Oto bowiem w Belfaś­cie pojaw­ia się Stel­la Gib­son – przysłana by zbadać czy nie popełniono błędów przy prowadze­niu śledzt­wa w spraw­ie zabójst­wa kobi­ety. Chwila przy papier­ach i nagle okazu­je się, że nie jest to prob­lem jed­nego morder­st­wa ale kilku. A to oznacza seryjnego morder­cę. Prob­lem z którym naprawdę nikt w Belfaś­cie, zwłaszcza przy ogranic­zonym budże­cie nie chce się borykać.  Stel­la jest przy tym zde­cy­dowanie nie mniej ciekawa od Spec­to­ra.  Gdy­by zwierz miał powiedzieć jaka jest odpowiedź na zapotrze­bowanie na posta­cie kobiece nowego typu wskaza­ł­by właśnie na Stel­lę Gib­son. Pew­na siebie, ale nie cud­own­ie nieomyl­na jak część wyide­al­i­zowanych bohaterek, zor­ga­ni­zowana, stanow­cza i metody­cz­na.  Jak sama mówi potrafi czy­tać ludzi i choć zdarza­ją się jej pomył­ki to jed­nak doskonale umie wskazać kto przy­da jej się w  śledztwie w jakiej roli.  Jed­nocześnie jed­nak nie jest obo­jęt­na na losy kobi­et w imie­niu których wys­tępu­je. To jed­na z cech która zawsze spraw­ia prob­lem sce­narzys­tom. Jak zro­bić tak by pokazać że detek­ty­wowi zależy a jed­nocześnie nie stworzyć isto­ty roze­mocjonowanej. W The Fall wychodzi to znakomi­cie – jakoś nie ule­ga od początku wąt­pli­woś­ci że Gib­son na spraw­iedli­woś­ci i zamor­dowanych kobi­etach zależy, ale nigdzie nie ma tej emocjon­al­nej sce­ny – tak obow­iązkowej w niek­tórych pro­dukc­jach. Przy czym tym za co Stel­lę kocha się najbardziej jest to, że doskonale zda­je sobie sprawę, że jej dzi­ała­nia są postrze­gane przez pryz­mat pewnych założeń wychodzą­cych z fak­tu, że jest kobi­etą. Cud­own­ie widać to w pier­wszym sezonie kiedy jej szef za wszelką cenę stara się wzbudz­ić w niej poczu­cie winy bo spędz­iła noc z żonatym mężczyzną. Stel­la spoko­jnie odd­ala te zarzu­ty, a potem w jed­nym prze­cu­d­ownym dia­logu pokazu­je ile hipokryzji kry­je się w sposo­bie jaki jej przełożeni trak­tu­ją całą sytu­ację. Zresztą ta świado­mość i pewność siebie Stel­li jest jed­ną z rzeczy która doprowadza mężczyzn do sza­łu. Kiedy niesamowicie opanowana bohater­ka po raz kole­jny nie okazu­je uczuć tak jak by tego od niej wymagano jej szef niemal z pre­ten­sją tłu­maczy jej że nie ma poję­cia jak wpły­wa na mężczyzn. Jak­by chcąc zrzu­cić z siebie winę że sam temu urokowi kiedyś uległ. Stel­la zaś przyglą­da się temu niemal z roz­drażnie­niem, jak­by już naprawdę miała dość brzęczą­cych koło ucha rozczarowanych męs­kich głosów.

The Fall

Ser­i­al doty­ka z jed­nej strony kom­plet­nie wyek­sploa­towanego przez kul­turę pop­u­larną tem­atu prze­mo­cy wobec kobi­et z drugiej — jako jeden z niewielu stara się by kobi­eta była czymś więcej niż zwłoka­mi nad który­mi sta­ją odziani w mundury polic­jan­ci. Wręcz prze­ci­wnie. To cały ser­i­al o tym dlaczego to właś­ci­wie praw­ie zawsze jest kobi­eta

Oczy­wiś­cie widząc takie dwa równoległe wąt­ki w którym ona jest kobi­etą a on mężczyzną naty­ch­mi­ast przy­chodzi do głowy, że sce­narzyś­ci chcą zagrać z nami w grę gdzie kluc­zową rolę odgry­wa ros­ną­ca fas­cy­nac­ja – zwłaszcza pani detek­tyw ści­ga­jącej morder­cę. Ale nie, gdzie tam – wręcz prze­ci­wnie. W jed­nej z prze­cu­d­ownych scen seri­alu, bohater­ka odrzu­ca wszelkie pró­by pow­iąza­nia jej z morder­cą – ponown­ie wskazu­jąc, że to część zbiorowej wyobraźni, która dzi­ała inaczej w przy­pad­ku kobi­et i mężczyzn. Zresztą czuć w tym seri­alu, że mężczyźni kom­plet­nie jej nie rozu­mieją, nie są w stanie roz­gryźć. I tak jak bohater­ka stara się przeniknąć motywac­je morder­cy, tak wszyscy wokół niej stara­ją się zrozu­mieć o co tak naprawdę pani detek­tyw chodzi. W obu przy­pad­kach jest w tym braku zrozu­mienia coś pocią­ga­jącego – ale jed­nocześnie – odrzu­ca­jącego. Z jed­nej strony nawet poz­nanie motywacji morder­cy nie zmienia fak­tu, że mamy do czynienia z psy­chopatą (którego motywacji może dobrze nie poj­mować), z drugiej – mamy doskon­ały obraz świa­ta w który nie jest w stanie zrozu­mieć, że kobi­eta może sobie z tłu­mu polic­jan­tów wybrać tego który jej się podo­ba i po pros­tu podać mu numer swo­jego poko­ju hotelowego. Myśl, że nieza­leż­na kobi­eta może być równie nieprzeniknioną zagad­ką jak seryjny morder­ca jest  dość niepoko­jącą reflek­sją nad współczes­na kul­turą.

6a01287671918d970c01901e15e393970b

Żeby było jeszcze trud­niej widz­imy bohat­era jako niezłego męża i bard­zo czułego pełnego zaan­gażowa­nia i uwa­gi ojca. Ponown­ie prz­ty­czek w nos  trady­cyjne­mu pokazy­wa­niu zwyk­le samot­nych morder­ców którzy zwyk­le nie spędza­ją cza­su ze swoi­mi mały­mi uroczy­mi dzieć­mi  

Zwierz nie wyrzu­ca tych wątków kobiecych na pier­wszy plan bez przy­czyny. Zwierz dawno nie miał wraże­nia,  by oglą­dał ser­i­al który tak uważnie przyglą­dał­by się kobi­etom. Pier­wszą ofi­arę morder­cy poz­na­je­my całkiem dobrze (za co zwierz jest wdz­ięczny bo zwyk­le nie poz­na­je­my zbyt wielu poglądów kobi­ety zan­im ginie), widz­imy też jak zosta­je potrak­towane jej pier­wsze zgłosze­nie na policję, potem poz­na­je­my polic­jan­tkę, patolożkę (z którą zresztą Gib­son naw­iązu­je najszy­b­ciej nić porozu­mienia i z którą dochodzą do najwięk­szej iloś­ci przeło­mowych wniosków w pier­wszych fazach śledzt­wa),  czy w końcu żonę morder­cy – którą mamy okazję zobaczyć też w pra­cy (jest pielęg­niarką na odd­ziale neona­tologii). W tym samym seri­alu,  w którym ofi­ara­mi są kobi­ety mamy też niemal instruk­tażową scenę jak roz­maw­iać z kobi­etą będącą ofi­arą prze­mo­cy domowej. Więcej któż odsyła ją do schro­niska dla kobi­et? Nikt inny jak nasz morder­ca. Nie dajmy się jed­nak zwieść – to wciąż człowiek czer­pią­cy przy­jem­ność z zabi­ja­nia czy dręczenia kobi­et, który jest gotowy wyko­rzys­tać nawet nas­to­let­nią pod­kochu­jącą się w nim opiekunkę do dzieci, aby zre­al­i­zować swo­je plany. Przy czym to nie jest ser­i­al „Och jasne ofi­arą musi być kobi­eta”. To raczej his­to­ria która pokazu­je, że bycie kobi­etą z natu­ry jest bardziej niebez­pieczne.  Zwierz który ogól­nie zwyk­le nie myśli za wiele o tożsamoś­ci seri­alowych ofi­ar tu miał wraże­nie, że twór­cy bard­zo chcieli by pamię­tał że ma do czynienia nie tyle z ciałem które gdzieś bohaterowie zna­jdą ale z osoba­mi, kobi­eta­mi, pro­fesjon­al­istka­mi. Zwierz znalazł gdzieś zarzut że to bez sen­su, bo morder­cy mor­du­ją zwyk­le kobi­ety z mar­gin­e­su społecznego. Prob­lem w tym, że The Fall nie jest seri­alem real­isty­cznym — wręcz prze­ci­wnie wyda­je się, że jest to do pewnego stop­nia gra z pop­kul­tur­al­ną kon­wencją morder­cy i ofi­ary. Fakt, że ofi­ary są kimś — a nie po raz kole­jny prosty­tutka­mi czy kobi­eta­mi z mar­gin­e­su wnosi do seri­alu dyskusję o tym jak postrze­ga się ofi­ary, zwłaszcza kobiece ofi­ary, zwłaszcza  w kon­tekś­cie kul­tu­ry pop­u­larnej. Podob­nie robi z wiz­erunk­iem morder­cy.

The_Fall_TV_show

Doskon­ałe są relac­je między Stel­lą a jej sze­fem. Z jed­nej strony przy­ja­ciel­skie, z drugiej — rzad­ko tak dobrze jest napisana sytu­ac­ja w której to kobi­eta chce abso­lut­nie odciąć się od przeszłoś­ci a mężczyz­na wciąż liczy na coś więcej

Zgod­nie z trady­cją krymi­nałów miejs­kich miejsce w którym roz­gry­wa się akc­ja nie jest przy­pad­kowe. To Belfast. Bycie polic­jan­tem w Belfaś­cie nie jest szczegól­nie proste, zaś ser­i­al bez sen­ty­men­tów pokazu­je prace policji, w sytu­acji kiedy nikt szczegól­nie ich nie chce a nad dodatek budżet nie jest za wyso­ki. Cud­own­ie oglą­da się ser­i­al w którym niechęć do pod­ję­cia więk­szego śledzt­wa uza­sad­niona jest finansa­mi czy cza­sem jaki trze­ba będzie spędz­ić bada­jąc wszys­tkie tropy i papiery. Albo sce­na w której pod­wład­ny Gib­son pyta czy może nie ostrzec wszys­t­kich potenc­jal­nie zagrożonych kobi­et i dosta­je odpowiedź że prze­cież nie stać policji na to by każdej przy­dzielić ochronę. Jakie to przy­jem­nie (i nieprzy­jem­nie ) różne kiedy polic­ja nie okazu­je się wszech­moc­na a jej zaso­by osobowe nie są niewycz­er­pane. Ale Belfast to także przestrzeń tak róż­na od naszych wyobrażeń o wys­pach. Twór­cy pokazu­ją mias­to, które nie przy­pom­i­na kwit­nącego ośrod­ka Europy zachod­niej – jest podzielone, miejs­ca­mi zanied­bane, ma swo­je ulice w które nie moż­na skrę­cać i niezbyt przy­jem­nych mieszkańców którzy zde­cy­dowanie nie pasu­ją do wiz­erunku pięknego mieszkań­ca wysp. Ten Belfast – przy­na­jm­niej dla zwierza, ma w sobie coś co – być może zupełnie błęd­nie, ale nie wiado­mo dlaczego przy­pom­i­na mu Bałkany. Może ze wzglę­du na obec­ny i wyczuwal­ny prob­lem na styku religii i nar­o­dowoś­ci, a może dlat­ego że to jed­no z pier­wszych sko­jarzeń zwierz gdy myśli o niedawnych europe­js­kich kon­flik­tach. Niby ta irlandzkość nie gra wielkiej roli ale z drugiej strony fakt że his­to­ria dzieje się w Belfaś­cie wpły­wa na całą his­torią a przy­na­jm­niej na jej odbiór. Przy­na­jm­niej w przy­pad­ku zwierza. Bliżej temu do krymi­nałów w których przestrzeń i kraj odgry­wa­ją ważną rolę niż do kole­jnych pro­dukcji które gdzieś się dzieją bo wszys­tko musi się gdzieś dzi­ać. Choć zwierz powinien zaz­naczyć, że jed­nak religi­jny czy właś­ci­wie Irlandz­ki ele­ment pojaw­ia się w drugim sezonie – kiedy pojaw­ia się pier­wszy ksiądz.

The-fall-8

W drugim sezonie seri­alu, jest jeden z najbardziej niepoko­ją­cych ale też najlepiej napisanych wątków pra­nia komuś mózgu jaki zwierz od daw­na widzi­ał. A jed­nocześnie  — brawa dla BBC za to, że  nie zde­cy­dowali się tu na pewne oczy­wiste rozwiąza­nia

Nie ma The Fall bez aktorów. Przede wszys­tkim bez Gillian Ander­son. Zwierz musi powiedzieć że jest zafas­cynowany kari­erą aktor­ki. Po Archi­wum X wydawało się, że jej kari­era zatrzy­mała się w miejs­cu. Grała ale jakoś nie błyszcza­ła za bard­zo – wszyscy skon­cen­trowali się raczej na Davidzie Duchownym, a ona przetr­wała jako krótkotr­wały sym­bol sek­su z lat 90. Jed­nak w ostat­nich lat­ach kari­era Gillian Ander­son nabrała rozpę­du. Trud­no się dzi­wić – to doskon­ała aktor­ka.  Nie jest pros­to zagrać postać, która musi pod­chodz­ić z dys­tansem do wszys­t­kich w około a jed­nocześnie nie popaść w schemat takiego wyalienowanego detek­ty­wa. Ander­son robi to bez wysiłku, drob­na zmi­ana tonu gło­su wiele tu zmienia – jak doskon­ała sce­na w której opowia­da o pewnym tybe­tańskim plemie­niu kobi­et – obchodzą­cym się bez mężczyzn w domu. Przy czym to ten rodzaj gry gdzie bard­zo dużo uda­je się osiągnąć drob­nym zmarszcze­niem brwi, niewielkim gestem, mil­cze­niem – zwierz bard­zo ceni takich aktorów i takie aktor­ki, które są w stanie przekazać uczu­cia bohaterów jedynie na coś czy na kogoś patrząc. Jed­nocześnie ani przez moment Ander­son nie jest niewiary­god­na w swej roli. Zwierz nie miał ani przez moment wąt­pli­woś­ci, że bohater­ka jest pro­fesjon­al­istką a jed­nocześnie osobą niesły­chanie świadomą jak postrze­ga ją świat. Co więcej, mimo że to postać zdys­tan­sowana to budzi naty­ch­mi­as­tową sym­pa­tię. A nawet więcej – jej opanowanie  i umiejęt­ność znalezienia się w praw­ie każdej sytu­acji spraw­ia, że człowiek nie tyle chci­ał­by jej kibi­cow­ać co być nią. Co zawsze jest – zdaniem zwierza – najwyższą oceną jaką moż­na wys­taw­ić postaci. Przy czym kiedy Gillian Ander­son wypowia­da jed­no z licznych w tym seri­alu zdań, mają­cych nam uświadomić, jak bard­zo per­cepc­ja tych morder­stw jest związana z płcią ofi­ar – to brz­mi ide­al­nie. Pewnie nie jeden zwolen­nik wiz­ji że fem­i­nizm ma brzy­d­ką twarz i ogień w oczach musi czuć drże­nie słysząc jak te proste fak­ty wypowia­da pięk­na spoko­j­na kobi­eta. Tonem który nie pozostaw­ia żad­nych złudzeń – świat nie jest równie bez­pieczny dla kobi­et i mężczyzn. Im dalej idzie ser­i­al i im więcej dowiadu­je­my się o bohater­ce tym – przy­na­jm­niej z per­spek­ty­wy zwierza – bardziej ją lubimy. Nie tylko dlat­ego, że jest skutecz­na i umie „czy­tać ludzi”, ale także ze wzglę­du na to jak doskonale wyko­rzys­tu­je swo­ją świado­mość schematów społecznych – zwłaszcza doty­czą­cych kobi­et i ich zachowań, jak nie wsty­dzi się swo­jej (czy w ogóle kobiecej) sek­su­al­noś­ci, jak nie daje sobie wciskać poczu­cia winy, pod­wójnych stan­dard­ów czy jakiegokol­wiek sposobu myśle­nia który staw­iał­by ją w niższej pozy­cji. Zwierz ma wraże­nie, że to właśnie dzię­ki Ander­son po raz pier­wszy od lat zobaczyliśmy na ekranie jak wyglą­da taka fem­i­nisty­cz­na postać, która nie jest karykaturą tego co ma reprezen­tować. Ogól­nie zwierz należy do sporego fan klubu postaci, która przede wszys­tkim nie przeprasza za bycie kobi­etą. Co jest dość odświeża­ją­cym pode­jś­ciem.

stella-gibson_3105770b

Zwierz przeczy­tał w jed­nej z nielicznych negaty­wnych recen­zji że Stel­la to taka fan­taz­ja kobi­et, że mogą być nieza­leżne, pro­fesjon­alne i jeszcze do tego wyz­wolone sek­su­al­nie, ale tak naprawdę prag­ną tylko tego przys­to­jnego morder­cy. Wiecie zwierz nic nie mówi ale jeśli miał­by kogokol­wiek po tym seri­alu prag­nąć to tylko Stel­li Gib­son

Jeśli tłum widzów rzu­ci się na ser­i­al to ze wzglę­du na gra­jącego morder­cę Jamiego Dor­nana. Kiedy zwierz robił sobie powtórkę pier­wszego sezonu po sean­sie Greya nie był w stanie wyjść z podzi­wu jak niesamowicie ten sam aktor w dwóch różnych pro­dukc­jach może się tak inaczej prezen­tować. Nie chodzi tylko o tą mity­czną brodę (choć rzeczy­wiś­cie aktorowi lep­iej) chodzi o to, że Dor­nan w filmie tworzy naprawdę fas­cynu­jącą postać. Jest w filmie kil­ka scen które są jed­nocześnie prz­er­aża­jące i intrygu­jące, jest też kil­ka aktors­kich popisów – jak wtedy kiedy roz­maw­ia­jąc ze swoim przełożonym w pewnym momen­cie zaczy­na go prze­drzeź­ni­ać. Ta sce­na jest tak dzi­w­na i tak intrygu­ją­ca jed­nocześnie, że bez dobrego aktorstwa by się nie udało. Podob­nie wtedy kiedy dochodzi do przesłucha­nia Spec­to­ra – jest ta jed­na sce­na w której kładzie nogi nas stole – chci­ało­by się go jed­nocześnie udusić (niech już wszys­tko opowie) a z drugiej strony w tej ośl­izgłej, odpy­cha­jącej postaci jest coś fas­cynu­jącego. Jed­nocześnie doskon­ałe są jego sce­ny z rodz­iną, zwłaszcza z dzieć­mi – gdzie wyczuwa się jed­nocześnie rodzin­ną bliskość ale też dys­tans jaki wyni­ka z fak­tu, że Spec­tor prowadzi pod­wójne życie, które co raz bardziej prze­j­mu­je nad nim kon­trolę. Co ciekawe, Spec­tor to postać która nie mówi wiele – jego obec­ność na ekranie jest inten­sy­w­na ale sporo jest scen gdzie wszys­tko co się w nim dzieje musimy wyczy­tać z jego oczu, mimi­ki. I to budzi w zwierzu najwięk­sze zdzi­wie­nie – że ten sam aktor nie jest w stanie spo­jrzeć w ciekawy sposób w filmie, kiedy w seri­alu w jego czu­jnym spo­jrze­niu widać niemal wszys­tko. Trze­ba zresztą zauważyć, że twór­cy bard­zo opier­a­ją postać na pewnym wdz­ięku akto­ra czy właś­ci­wie bohat­era – bez tego nie udało­by mu się tak sprawnie dzi­ałać. Co tym bardziej zdu­miewa w kon­tekś­cie pozbaw­ionej wdz­ięku postaci Greya. Oglą­da­jąc The Fall nie trud­no zrozu­mieć cast­ing do roli, oglą­da­jąc film nie sposób uwierzyć, że w The Fall aktor dobrze grał. Trze­ba zresztą przyz­nać, że gdy­by szukać dwóch pro­dukcji bardziej od siebie odd­alonych to zwierz nie był­by taki pewny czy te nie pasu­ją ide­al­nie do spek­trum. W każdym razie  Spec­tor jest postacią intrygu­jącą, na tyle, że nawet wiedząc od samego początku czego się dop­uś­cił, chce­my o nim wiedzieć więcej, poz­nać go lep­iej i jesteśmy zain­try­gowani. Choć z drugiej strony – nie myśl­cie że jest w tym filmie nawet moment kiedy bohat­era lubi­cie, a zwierz miał nawet momen­ty kiedy chci­ał go oso­biś­cie udusić. Przy czym jak zwierz wspom­ni­ał, uro­da bohat­era nie jest zupełnie przy­pad­kowa, i ma znacze­nie dla tego kim jest i jak jest postrze­gany. Przy czym kiedy w końcu poz­na­jmy jego motywac­je są – jak motywac­je tak wielu morder­ców – dużo mniej fas­cynu­jące, a może bardziej prz­er­aża­jące niż przy­puszcza­my.

jamie-gillian-clos_3094001b

Nich o sile seri­alu świad­czy fakt, że zdaniem zwierza to zdję­cie jest stras­zli­wie niepoko­jące. Głównie dlat­ego, że prze­cież tych dwo­je nie powin­no pozować do wspól­nych  fotek — prze­cież to morder­ca!

Oczy­wiś­cie to nie cała obsa­da,  doskon­ały jest John Lynch jako szef  Stel­li – z jed­nej strony stara­ją­cy się poskładać wszys­tko orga­ni­za­cyjnie do kupy, z drugiej – mają­cy pre­ten­sje do swo­jej pod­wład­nej – głównie o to, że jest jaka jest i swego cza­su potrak­towała ich romans, jako romans a nie jako początek wspól­nego życia. Przy czym co najważniejsze, to nie jest zły bohater, czy bohater którego nie lubimy. Wręcz prze­ci­wnie – zwierz bard­zo bohat­era lubił – co jego zdaniem jest doskon­ałym sposobem pokaza­nia, że nawet bohaterowie, których lubimy nie są ide­al­ni. A ten jest wręcz bard­zo niei­de­al­ny. W seri­alu jest doskon­ała sce­na kiedy najpierw skarży się że został nazwany słabym mężczyzną – co jest w tym świecie naj­gorszą obel­gą, a potem jedyne czego chce to, żeby Stel­la uwol­niła go od myśle­nia o tym jaki jest sła­by, żeby spędz­iła z nim noc – by mógł sobie a jakże udowod­nić że w końcu jest mężczyzną. Jakie to jest cud­owne w tym seri­alu, że gdzieś pomiędzy detek­ty­wisty­czny­mi sce­na­mi pięknie i bez wraże­nia sztucznoś­ci pojaw­ia­ją się sce­ny które anal­izu­ją sto­sunek bohaterów do kobiecoś­ci i męskoś­ci. Świet­ny jest Stu­art Gra­ham jako kole­jny z polic­jan­tów, który ma w pier­wszym sezonie seri­alu chy­ba dwie najlep­sze sce­ny – obie ze Stel­lą, gdzie raz tłu­maczy mu ona dlaczego mężczyźni nie są w stanie wytrzy­mać wiz­ji „one Night stand” w kobiecym wyko­na­niu, oraz drugą gdzie Stel­la musi go uspokoić – kto wie czy aktorsko nie trud­niejszą mimo, że krót­szą. Jak zwyk­le doskon­ała jest Archie Pan­jabi w roli Reed – patoloż­ki, choć zwierz miał niekiedy wraże­nie, że widzi trochę jej postać z Good Wife, ale nie ukry­wa że to może być nad­in­ter­pre­tac­ja.  Z drugiej jed­nak strony – moment w których bohater­ka nie jest taka ide­al­na i prze­bo­jowa a pokazu­je pewną słabość, czy mimo wszys­tko kon­wencjon­al­ność są najlep­sze. W drugim sezonie do obsady dołącza Col­in Mor­gan – oczy­wiś­cie każą­cy się zas­tanaw­iać co oni im na tych wys­pach dosy­pu­ją do wody, że im tacy zdol­ni aktorzy ros­ną. Przy czym zwier­zowi bard­zo podo­ba się to, że jest w nim coś – jak zauważa Stel­la podob­ne­go do Spec­to­ra, ale choć widać to na ekranie to bard­zo trud­no dokład­nie uch­wycić gdzie jest to podobieńst­wo.

colin-morgan-the-fall

Bonus w postaci Col­i­na. Zasłużyliś­cie. Wid­zowie drugiego sezonu The Fall najwyraźniej też

Zwierz mógł­by jeszcze dłu­go chwal­ić ser­i­al ale nie chce wam za dużo zaradzać. Sam oglą­dał go niemalże jed­nym ciągiem – co spraw­ia, że chodź śledzt­wo zaczy­na nieco nużyć to lep­iej wypły­wa­ją napowierzch­nie te ele­men­ty które w ogóle z polowaniem na morder­cę nie mają nic wspól­nego. Bo właś­ci­wie The Fall nie jest koniecznie seri­alem detek­ty­wisty­cznym. Zde­cy­dowane bliżej mu do seri­alu psy­cho­log­icznego, gdzie liczą się najbardziej inter­akc­je między posta­ci­a­mi – niekiedy zabawne, niekiedy dra­maty­czne- niekiedy dość prz­er­aża­jące. Przy czym zwierz jest pod wraże­niem jak niek­tóre kwest­ie które wyraźnie są napisane dobrze brzmią  w ustach aktorów to znaczy – wiecie słyszy się cza­sem w seri­alach monolo­gi i czu­je się że nikt tak nie mówi, ale są na tyle dobre że moż­na prze­jść nad tym do porząd­ku dzi­en­nego tak jest w The Fall. Właś­ci­wie wszys­tko w tym seri­alu ide­al­nie skła­da się w całość. Zwierz nie miał wraże­nia, by znalazły się w nim jakieś zbędne ele­men­ty, choć pewnie dla wielu widzów może być męczą­cym że oglą­da­ją jed­no śledzt­wo przez dwa sezony, na dodatek wiedząc kto jest winien. Ale z drugiej strony – oglą­danie krymi­nałów dla prostej odpowiedzi kto zabił już od dłuższego cza­su jest passe. Zwierz zda­je sobie sprawę, że The Fall to jedne z tych seri­ali, które może spotkać los pro­dukcji powszech­nie chwalonych. Dwa sezony same dobre oce­ny, peany pochwalne na część Gillian Ander­son, czy uwa­gi o ciekawym gen­derowym wymi­arze seri­alu, niekiedy mogą odstraszyć. Nie dlat­ego, że zwierz uważa że coś takiego was drodzy czytel­ni­cy zniechę­ca, ale on sam boi się seri­ali o których za dużo i za dobrze się pisze. Prawdę powiedzi­awszy to był jeden z powodów dla których nie pisał o The Fall, świadom, że cza­sem pochwały odstrasza­ją. Jed­nak ter­az kiedy mamy dwa sezony, i wiemy że aktor w jed­nej z głównych ról nosi cały tal­ent w brodzie, warto – jeśli jeszcze nie zna­cie przeła­mać lęki. Zwłaszcza że dostaniecie w prezen­cie to co dobra telewiz­ja z wysp ma najlep­szego. Wybit­ną telewiz­ję.

Ps: Zwierz  chci­ał­by was uprzedz­ić że w najbliższych dni­ach będzie trochę zaję­ty więc nie może wam obiecać że wpisy będą się pojaw­iały o nor­mal­nych porach. Ma jed­nak nadzieję, że mu wybaczy­cie,  bo będzie zaję­ty a jakże pop­kul­tur­al­nie.

Ps2: Jeszcze ciekawa uwa­ga – mimo, że w The Fall Gillian Ander­son teo­re­ty­cznie wyglą­da bard­zo podob­nie jak jej bohater­ka w Han­ni­balu to aż trud­no uwierzyć jak bard­zo są inne. Nie mniej – strasznie blisko seryjnych morder­ców krę­ci się nasza aktor­ka.

35 komentarzy
0

Powiązane wpisy