Home Ogólnie Mierna Czwórka czyli zwierz o Fantastic 4

Mierna Czwórka czyli zwierz o Fantastic 4

autor Zwierz
Mierna Czwórka czyli zwierz o Fantastic 4

Zwierz rzad­ko ma okazję napisać o filmie wiedząc już dokład­nie co sądzi o nim cały inter­net i oko­lice. Zwyk­le zwierz nawet to sobie ceni bo ma pewność, że nikt nie wpłynął na jego opinię. W przy­pad­ku Fan­tasty­cznej Czwór­ki – masowy jęk inter­nautów sprawił,że zwierz przeskoczył od „nie chce mi się oglą­dać tego fil­mu” do „daj­cie mi moje bile­ty”. Szko­da tylko, że jest to odruch bard­zo autode­struk­cyjny.

fantastic-four

Zwierz siedzi­ał i cały czas zadawał sobie pytanie? Po co właś­ci­wie krę­cić film który jest pozbaw­iony nawet odrobiny ory­gi­nal­noś­ci.

Fan­tasty­cz­na Czwór­ka jest dowo­dem na to, że typowa for­muła fil­mu super bohater­skiego jest nieco na wycz­er­pa­niu. Film nie jest bowiem zły – jest po pros­tu cud­own­ie pozbaw­ionym jakichkol­wiek cech charak­terysty­cznych sche­matem filmów o bohat­er­ach. Co więc mamy – na początku bohaterów jako dzieci (nie wszys­t­kich) – w chwili kiedy chcą zre­al­i­zować swo­je najwięk­sze ambic­je – ale bez powodzenia. Sce­ny w dziecińst­wie najczęś­ciej pozwala­ją nam anty­cy­pować późniejsze cechy charak­teru bohaterów i ewen­tu­al­nie zrozu­mieć ich pochodze­nie społeczne. Przewi­jamy taśmę i dochodz­imy do pier­wszego momen­tu przeło­mowego. Ktoś naszych bohaterów odna­j­du­je i umieszcza w jed­nym miejs­cu. Ponown­ie następu­je okres względ­nego spoko­ju i czas na budowanie postaci. Kiedy posta­cie są jako tako zbu­dowane dochodz­imy do momen­tu dra­maty­cznego — otrzy­ma­nia mocy, a potem obow­iązkowo – brak zrozu­mienia zagrożenia/ szans płyną­cych z mocy, pojaw­ie­nie się wroga/zagrożenia, wiel­ka kon­frontac­ja i ostate­cznie pogodze­nie się moca­mi i chęć współpra­cy na rzecz zie­mi. Koniec napisy i ewen­tu­al­nie dodatkowe sce­ny.

kq-fantastic-four-videothumb-620x349

Kate Mara gra Sue Storm. Jej rola sprowadza się głównie do siedzenia w słuchawkach

Taki – lub nieco zmody­fikowany układ znaleźć w wielu fil­mach super bohater­s­kich. Cza­sem okres dziecińst­wa zastępu­je się fazą beztros­ki przed wydarze­niem X które przynosi super moc, cza­sem dodatkowym ele­mentem jest wątek roman­ty­czny czy rodzin­ny. Nie mniej schemat ukła­da się mniej więcej tak samo (w przy­pad­ku tzw. Ori­gin sto­ries czyli his­torii o początkach super bohaterów) i jedynym sposobem by od niego uciec jest znaleźć jakikol­wiek sposób na to by widz nie zori­en­tował się, że zna wszys­tkie ele­men­ty układan­ki. W przy­pad­ku wielu pro­dukcji – zwłaszcza Mar­vela pomysłem na odwróce­nie naszej uwa­gi jest humor – jeśli film jest dow­cip­ny częs­to uda­je się przepch­nąć schemat w sposób nieza­uważony, albo złagodz­ić jego wpływ na per­cepcję widza. Cza­sem twór­cy pole­ga­ją na aktorach, którzy na tyle dobrze zagra­ją swo­je role, że będziemy się cieszyć samą ich obec­noś­cią na ekranie, niekoniecznie dba­jąc o ory­gi­nal­ność postępowa­nia ich bohaterów. Jeszcze inny pomysł to stworze­nie his­torii na tyle niedomkniętej, że widz rozu­mie że jego schematy­cz­na his­to­ria to tylko przy­gry­wka do czegoś więcej. Najrzad­szym pomysłem na film jest wyr­wanie się ze schematu co nie dzi­wi bo prze­cież, ten schemat jest równie ważny w opowieś­ci super bohater­skiej co super strój.

MdMkb

The Thing nie ma spod­ni. To ciekawe wyjś­cie. Ale podob­nie jak wszyscy bohaterowie nie ma też charak­teru. To wyjś­cie nieco mniej ciekawe

Prob­lem pole­ga na tym, że Fan­tasty­cz­na Czwór­ka ze swoim sche­matem nic nie robi. Pozwala się mu swo­bod­nie rozwi­jać i nikt właś­ci­wie nie dba o to by widz nie zaczął w połowie fil­mu ziewać. A ziewać nie trud­no bo sko­ro od samego początku doskonale wiemy co się stanie, i jak się stanie a nikt jakoś nie dba byśmy o tym zapom­nieli, to czym się tu ekscy­tować? Zwłaszcza, że nieste­ty film kule­je pod wzglę­dem budowy postaci. Teo­re­ty­cznie powin­niśmy mieć czwórkę bohaterów, o różnym pochodze­niu, motywac­jach i ambic­jach. Do tego ten pią­ty – potenc­jal­ny zły. Ale praw­da jest taka, że mamy na ekranie posta­cie właś­ci­wie nie wyróż­ni­a­jące się niczym. Reed Richards – teo­re­ty­cznie geniusz i uroczy geek w isto­cie jest kole­jnym człowiekiem którego geniusz nam się z ekranu deklaru­je, ale którego nie widać w sce­nar­iuszu. W ogóle niewiele widać tu charak­teru, nasz bohater co praw­da ma trochę dialogów, ale dokład­nie takich przy których gra się w ukochaną grę zwierza „zgad­nij następ­ną lin­ijkę” w przy­pad­ku tego fil­mu jest to proste. Wszys­tkie lin­ij­ki gdzieś się już słysza­ło. Teo­re­ty­cznie ciekawą postacią powin­na być Sue Storm – niesły­chanie zdol­na dziew­czy­na, adop­towana, którą skut­ki nieszczęśli­wego ekspery­men­tu dotknęły pośred­nio. Ale Sue która w pier­wszych sce­nach jest tak klasy­cznie nieprzy­jaz­na i tajem­ni­ca nie ma ani chwili na wyro­bi­e­nie sobie cech charak­teru. Podob­nie Ben – zamieniony w The Thing. To powinien być bohater cier­pią­cy, nien­aw­idzą­cy tego co się z nim stało, wściekły na wszys­t­kich. Ale nie jest bo potrak­towano go trochę jak Hul­ka i właś­ci­wie ma tylko krzyknąć zdanie które znamy z komik­sów. Podob­nie charak­teru nie stwierd­zono u John­nego Storm (czyli Człowieka Pochod­ni) co jest pewnym osiąg­nię­ciem biorąc pod uwagę, że to jed­na z ciekawszych postaci w uni­w­er­sum Mar­vela – wygadana i pew­na siebie. Na koniec bied­ny Vic­tor von Doom, który jest potrak­towany kom­plet­nie po macosze­mu. Teo­re­ty­cznie ma zagrać prze­ci­wni­ka głównych bohaterów, ale pozbaw­iono go nawet dobrze tłu­maczącej jego niec­ne zami­ary mowy i w sum­ie trud­no jed­noz­nacznie określić skąd biorąc się jego motywac­je. Wyliczać moż­na dłu­go ale przy takiej iloś­ci postaci nie obdarzyć żąd­nej jakąś wyróż­ni­a­jącą się cechą charak­teru to już sukces.

the_fantastic_four-still_2

Cud­owny pomysł na postać złego — który jest zły BO TAK. Bez his­torii, motywacji, bez w sum­ie żad­nego pomysłu. 

Zresztą film nakrę­cono tak, że niemal sły­chać pro­du­cen­tów którzy wykłada­ją min­i­mal­ny budżet tylko po to by zatrzy­mać sobie prawa do bohaterów. Pod wzglę­dem real­iza­cyjnym film bard­zo odb­ie­ga od poziomu innych pro­dukcji super bohater­s­kich co przeszkadza – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, ile efek­tów w prze­cięt­nym filmie super bohater­skim potrze­ba. Jeśli film nie chce być spek­taku­larny musi zaofer­ować coś w zami­an. W przy­pad­ku F4 to nawet nie są dobre dialo­gi. Zwierz nie wie kto jest pisał ale jak nic korzys­tał z porad­ni­ka – jak stworzyć najbardziej drętwe dialo­gi XXI wieku. I udało się to mu per­fek­cyjnie – bohaterowie cią­gle ze sobą roz­maw­ia­ją ale nie ujaw­ni­a­ją żad­nych infor­ma­cji które moż­na było­by uznać za ciekawe. Kiedy coś ich boli albo mają dylematy rozwiązu­ją je wymieni­a­jąc się najbardziej wyświech­tany­mi zda­ni­a­mi i hasła­mi motywa­cyjny­mi jakie zna kino. Zwierz aż czekał aż ktoś powie coś, może nie wartego zacy­towa­nia ale powtórzenia. Kiedy jed­nak z ekranu padło „Nie może­my zmienić przeszłoś­ci ale może­my zmienić przyszłość” zwierz zrozu­mi­ał że powinien grać w specy­ficzną grę „gdzie ja już słysza­łam tą lin­ijkę dia­logu”.

194149

Niby dobrzy aktorzy. Ale dlaczego w ogóle nie gra­ją? Może naprawdę czu­ją że nie ma czego.

Zwierz wspom­ni­ał że sposobem na ominię­cie mielizn sce­nar­iusza jest dobre aktorstwo. Ale tego też za bard­zo w filmie nie uświad­czy­cie. Aktorzy ponown­ie, nie są źli, ale są żad­ni. Zawodzi Miles Teller, który tak ład­nie zagrał w Whiplash, a tu snu­je się po planie i uda­je geeka.Właśnie uda­je – jego gra jest tak prze­jrzys­ta że zwierz niemal czuł się jak na planie fil­mowym gdzie widzi się nie tyle postać co akto­ra recy­tu­jącego kole­jne zda­nia ze sce­nar­iusza. Kate Mara spraw­ia wraże­nie, że w ogóle chci­ała­by być gdzie indziej. Zresztą sce­narzyś­ci też spraw­ia­ją wraże­nie jak­by postać im ciążyła. Dopisali jej przeszłość tak nie­jas­ną i niewykorzystaną,że moż­na odnieść wraże­nie, że Sue jest w filmie bo jest w ory­gi­nal­nej Fan­tasty­cznej Czwórce. Samej Marze pozostało dobre wyglą­danie w słuchawkach i machanie łapa­mi. Aktor­ka dobrze się do tego dopa­sowała ale trud­no uznać to za jakąś wielką rolę. Zwierz nie wie co w obsadzie robi zde­cy­dowanie nie pasu­ją­cy do fer­a­jny Jamie Bell – jako kumpel Ree­da spraw­ia zwier­zowi prob­lem przede wszys­tkim dlat­ego, że jest za stary. Bohaterowie powin­ni niedawno skończyć szkołę śred­nią a naprawdę Bell dawno nie wyglą­da jak­by był w szkole śred­niej. Chy­ba że jako rodz­ic na wywiadów­ce. Z kolei jego The Thing jest postacią iry­tu­jącą bo już nawet w poprzed­niej Fan­tasty­cznej Czwórce pochy­lono się bardziej nad prob­le­mem mutacji która tak dalece zmienia wygląd. Tu jed­nak bohater nie ma na to miejs­ca – bo czas kiedy najpraw­dopodob­niej najbardziej przemi­ana mogła go boleć jest w filmie posunię­ty. Teo­re­ty­cznie dobrym wyborem jest Michael b Jor­dan jako Człowiek Pochod­nia. Ale ponown­ie – cóż po dobrym doborze akto­ra kiedy wszys­tkie jego sce­ny (zwłaszcza z ojcem) są wybit­nie sztam­powe i sam aktor chy­ba musi­ał się śred­nio czuć pow­tarza­jąc coś co musi­ał słyszeć w innych fil­mach. Na sam koniec Toby Kebbell w roli Van Dooma może się pochwal­ić ciekawym osiąg­nię­ciem. W świecie filmów gdzie więk­szość uwa­gi zgar­ni­a­ją nie odtwór­cy głównych ról pozy­ty­wnych ale tzw. złole, udało mu się stworzyć najbardziej nijakiego prze­ci­wni­ka ludzkoś­ci. Całkiem nieźle gra Reg E. Cathey ale cóż z tego, kiedy jego postać (Frank Storm) to chodzą­ca encyk­lo­pe­dia mądroś­ci i mów motywa­cyjnych na każdą okazję. Nie sposób pol­u­bić postaci która nic nie robi tylko chodzi i poucza. Aktor ma piękny głos ale to nie jest pod­stawa by lubić jego bohat­era. Ogól­nie nie ma tu pod­staw by lubić kogokol­wiek.

fantastic-four-2015-images-dimension

Film ma bard­zo prza­śne efek­ty spec­jalne. Co strasznie widać 

Zwierz musi szcz­erze woli nawet bard­zo złe filmy od takich jakim jest F4 – bo to nie jest zły film tylko popis pewnej bezmyśl­nej nijakoś­ci. Zwierz nie ma wąt­pli­woś­ci że FOX chci­ał­by ruszyć i rozkrę­cić swo­je uni­w­er­sum super bohaterów i sko­rzys­tać na rozprosze­niu praw.Ale taki pro­dukt jak F4 po pros­tu nigdy nie powinien trafić do kin. To przy­pom­i­na trochę Dis­neya który raz na jak­iś czas robi taki uroc­zo żaden film o posta­ci­ach z Kubu­sia Puchat­ka by nie stracić praw do ekraniza­cji i postaci. I FOX robi trochę to samo – tworzy film ale widać że im bardziej zależy na prawach autors­kich czy budowie włas­nego niewielkiego uni­w­er­sum. Takie filmy – do których chy­ba nikt naprawdę nie ma ser­ca – po pros­tu śmiecą i odwraca­ją uwagę od ciekawszych pro­dukcji. Co więcej Fan­tasty­cz­na Czwór­ka to taki film który budzi pode­jrzenia że jest on – który to już raz – trail­erem czegoś znacznie więk­szego czego tym razem nie zobaczymy. Albo przy­go­towywaniem grun­tu pod jeszcze inną pro­dukcję. Z punk­tu widzenia tworzenia fil­mowych światów zwierz rozu­mie, choć nie rozu­mie jak taki gniot mógł pow­stać.

The-Fantastic-2

Pier­wsze pode­jś­cie do fan­tasty­cznej czwór­ki było nai­wne i famil­i­jne ale w sum­ie miało serce, tu nic nie ma. Klisza na kliszy i pro­du­cen­ci nie chcą­cy odsprzedać praw

Zwierz nigdy nie spodziewał się, że to napisze ale kiedy myśli o pier­wszej ekraniza­cji Fan­tasty­cznej Czwór­ki sprzed kilku lat to może z ręką na ser­cu powiedzieć że tam­ta była lep­sza. Tak oczy­wiś­cie – była miejs­ca­mi dale­ka od komik­su, może nieco za bard­zo famil­i­j­na. Ale z drugiej strony – była o czymś – znalazł się tam czas zarówno na prob­le­my z włas­ny­mi moca­mi, jak i na – tak prze­cież pop­u­larne wśród bohaterów Fan­tasty­cznej Czwór­ki – kon­flik­ty rodzinne. Przede wszys­tkim jed­nak nikt nie próbował nam wymaw­iać że gdzieś tam siedzi samot­ny i smut­ny kon­struk­tor Apol­lo 11 o którym nikt nie pamię­ta dlat­ego to właśnie naukow­cy muszą się udać do innego wymi­aru. Nikt też nie zastępował Van Dooma jakąś mało intere­su­jącą świecącą wyd­muszką. A prze­cież mogło­by być tak pięknie. Fan­tasty­cz­na Czwór­ka potrafi być his­torią zabawną i niesły­chanie dra­maty­czną. Kom­po­nent rodzin­ny czyni ze wszys­tkiego ciekawy punkt odniesienia dla każdego czytel­ni­ka który może nie ma super mocy ale ma rodz­inę. Inny­mi słowy — zna­j­du­ją się tam ele­men­ty które odpowiada­ją na pytanie dlaczego komiks jest pop­u­larny. Tym­cza­sem najnowszy film nie mówi o niczym, niczego nie chce osiągnąć. Odgry­wa schemat i idzie do domu, bo prawa zapewnione.

6722712ceb421aaf6fbb000904d04fcd8361f8cb.jpg__620x413_q85_crop_upscale

Wobec wyboru aktorów do ról było sporo szu­mu. Szko­da tylko że nie dostali ról które by jakikol­wiek szum uspraw­iedli­wiały

I to było­by na tyle. Zwierz spodziewał się, że napisze jak­iś dłu­gi kry­ty­czny wpis ale gdzieś w połowie drugiego aka­pitu zdał sobie sprawę, że właśnie to jest jeden z tych filmów o którym nie moż­na za wiele napisać. Zwierz nie miał się na sean­sie z czego śmi­ać, czym prze­j­mować czy wzruszać. Nie było na ekranie kina niko­go kto powiedzi­ał­by coś co wzbudz­iło­by moją sym­pa­tię, ani niko­go kogo mogłabym szcz­erze pol­u­bić czy znien­aw­idz­ić. Wszys­tkie obrazy przewi­jały się przed moi­mi oczy­ma ale mam wraże­nie jak­by równie dobrze mogło by ich nie być. Streszcze­nie fil­mu mogło­by wystar­czyć w zastępst­wie sean­su. Poziom braku poruszenia zwierza jest tak nis­ki że właś­ci­wie więcej uwag nie mam. Moż­na się naśmiewać z głupot kiedy film coś rusza, podob­nie jak moż­na wych­walać. Ale kiedy film po pros­tu leci – wtedy trud­no znaleźć w sobie potrze­bę napisa­nia czegokol­wiek. I taka jest właśnie ta bard­zo prze­cięt­na czwór­ka. I powie to wierz z pełną odpowiedzial­noś­cią. Jeśli to kiedykol­wiek oglą­dać to w domu. Bilet do kina to zde­cy­dowanie za duża opła­ta.

Ps: Zwierz musi powiedzieć, że nie spodziewał się aż tak słabego fil­mu. Być może powoli bo powoli ale kino super bohater­skie przes­ta­je być lek­turą obow­iązkową. Zwłaszcza że na Imdb są jeszcze bardziej surowi dając fil­mowi zaled­wie 3,9 na 10

Ps2: Czy tylko zwierz miał taką straszną ochotę obe­jrzeć po sean­sie ory­gi­nal­ną (nową) fan­tasty­czną czwórkę? Może FOX tego właśnie chci­ał?

16 komentarzy
0

Powiązane wpisy