Home Nagrody/Imprezy Takie lato raz na cztery lata

Takie lato raz na cztery lata

autor Zwierz
Takie lato raz na cztery lata

Nie gani­ałam w dziecińst­wie za piłką.  Nie dlat­ego, że byłam dziew­czynką, ale dlat­ego, że od dziecińst­wa czułam głęboką niechęć do bie­ga­nia. Ale Mis­tr­zost­wa Świa­ta w piłce nożnej oglą­dałam i będę oglą­dać.

Pier­wsze jakoś zapisane w mojej pamię­ci mis­tr­zost­wa to te które odbyły się we Francji. Aku­rat w tam­tym roku moja mama zabrała mojego starszego bra­ta do Paryża. Przy­wieźli mi para­sol z logo Mis­tr­zostw  Świa­ta. To były lata 90 więc mieć ory­gi­nal­ny gadżet z mis­tr­zostw to było coś. Jeszcze w trak­cie trwa­nia zawodów pojechałam na obóz harcer­s­ki. Tam pod namiotem, sku­leni przy radiood­biorniku słuchal­iśmy (w deszczu!) trans­misji z finału Mis­tr­zostw. Wśród wszys­t­kich zebranych w kółku tylko ja kibi­cow­ałam fran­cu­zom. Pamię­tam moją, niesamow­itą dumę kiedy roz­gromili Brazyli­jczyków. Do dziś został mi po tam­tym meczu niesamow­ity sen­ty­ment do  reprezen­tacji Francji a zwłaszcza do jej składu z tamtego okre­su.

Kole­jne mis­tr­zost­wa zahaczyły o końcówkę roku szkol­nego. Pamię­tam zde­cy­dowanie za mały telewiz­or wys­taw­iony na sali gim­nasty­cznej. Oglą­dal­iśmy na nim poraż­ki Polaków. Pozostałe mecze nie były już tak trans­mi­towane, żeby je zobaczyć choć częś­ciowo wys­tawal­iśmy pod kan­torkiem  woźnego — jeśli przy­cis­nęło się ple­cy do schodów prowadzą­cych na piętro moż­na było z powodze­niem obe­jrzeć frag­ment telewiz­o­ra na którym leci­ały kole­jne mecze. Nigdy nie zapom­nę meczu o trze­cie miejsce między Koreą Połud­niową a Tur­cją. Mecz dopiero się zaczął więc wyszłam sobie zro­bić kanap­kę do kuch­ni. Kiedy wró­ciłam piłkarze zdążyli sobie wbić chy­ba już ze dwie bram­ki — w tym jed­ną z najszy­b­ciej strzelonych bramek w his­torii Mis­tr­zostw Świa­ta (Turek strzelił ją chy­ba 34 sekundzie meczu).

Z mis­tr­zostw w 2006 roku zapamię­tałam przede wszys­tkim mecz Polaków z Niem­ca­mi. Jak wiado­mo wszys­tkie mecze Polaków z Niem­ca­mi są głęboko sym­bol­iczne. w tym tak niesamowicie czekałam żeby w końcu sędzia odg­wiz­dał koniec meczu — żeby nasi się jakoś poz­bier­ali bo jak zwyk­le bywa pod koniec zawodów byli już kom­plet­nie w rozsypce. I wtedy — niepom­ny na moje (i pewnie niejed­nego roda­ka) mod­ły Bóg nie obronił bram­ki Polaków. Niem­cy strzelili nam gola w 90 min­u­cie i chy­ba nigdy żad­na bram­ka nie zabo­lała tak bard­zo mojego fanowskiego ser­dusz­ka. Co ciekawe kiedy Pol­s­ka odpadła z zawodów zaczęłam dość nat­u­ral­nie kibi­cow­ać Niem­com (którzy mieli wtedy najbardziej pol­ską reprezen­tację na Mis­tr­zost­wach) i bard­zo było mi smut­no kiedy ostate­cznie zajęli trze­cie miejsce. Były to też pier­wsze (i jak na razie ostat­nie w moim życiu) mis­tr­zost­wa co do których miałam poczu­cie, że są na wyciąg­nię­cie ręki. Do dziś trochę żału­ję, że nie byłam wtedy w sytu­acji która pozwalała­by cho­ci­aż mgliś­cie śnić o wybranie się na jakikol­wiek mecz.

W 2010 roku kibi­cow­ałam Urug­wa­jowi. To znaczy nie od samego początku ale kiedy już Urug­waj wyszedł z grupy zde­cy­dowałam, że ponieważ Pola­cy nie gra­ją to moje serce poświęcę jakiejś drużynie której doty­chczas nie kojarzyłam. To był jeden  z tych przy­pad­ków gdzie pod koniec mis­tr­zostw znałam nazwiska chy­ba połowy zawod­ników Urug­wa­ju, jeśli nie wszys­t­kich. Jak ja im kibi­cow­ałam — to była mój ulu­biony rodzaj his­torii z Mis­tr­zostw, dobra druży­na, na którą nikt bard­zo nie liczył która ostate­cznie zajęła czwarte miejsce na mis­tr­zost­wach. Och jak strasznie chci­ałam by pokon­ali Niem­ców w meczu o trze­cie miejsce. Są to też jedyne mis­tr­zost­wa świa­ta z których w ogóle zapamię­tałam piosenkę i wiecie co — cza­sem sobie słucham jak Shaki­ra śpiewa Waka, Waka (This Time for Africa) i nadal mi się ta piosen­ka podo­ba (może dlat­ego, że umiem powtórzyć refren). Zresztą zwycza­ju by kibi­cow­ać drużynie po której nikt nie spodziewa się zwycięst­wa nauczyła mnie mama – i zawsze w każdych mis­tr­zost­wach zna­j­du­je się jed­na druży­na którą moż­na w ten sposób wspier­ać.

Poprzed­nie mis­tr­zost­wa w 2014 roku spędz­iłam po raz pier­wszy nie tyle w salonie moich rodz­iców — co wcześniej było trady­cją ale w barach, pub­ach i mieszka­ni­ach moich koleżanek. Wspólne oglą­danie meczów mis­tr­zostw stało się naszym bab­skim spędzaniem cza­su po ciężkim dniu pra­cy. Ileż myśmy piwa wyp­iły, ile razy w naj­gorszych momen­tach które­jś z nas zdarza­ło się odwracać wzrok od ekranu bo emoc­je były zbyt silne, jak bard­zo w finałowym meczu kibi­cow­ałam Niem­com (w moim ukochanym składzie) i jak się strasznie den­er­wowałam że znów będę musi­ała patrzeć jak siedzą smut­ni na muraw­ie — co robią po każdej porażce. A kiedy wygrali spłynęła na mnie ogrom­na radość i spokój. Co najm­niej jak­bym sama te mecze roze­grała. Były to też mis­tr­zost­wa wielkiego „wychodzenia z szafy” całego mnóst­wa kibicek które po raz pier­wszy tak głośno mówiły o tym, że może by tak przes­tać zachowywać się tak jak­by żad­na kobi­eta nigdy nie obe­jrza­ła ani jed­nego meczu pił­ki nożnej i nawet nie znała pod­sta­wowych zasad.

Od salonu w mieszka­niu moich rodz­iców, gdzie mój ojciec oglą­dał każdy mecz, a mama tylko te w których grały dobrze radzące sobie, niedoce­ni­ane drużyny, przez salę gim­nasty­czną, po pub i w końcu moją włas­ną kanapę — oglą­danie mis­tr­zostw świa­ta w piłce nożnej to dla mnie radosne świę­to. Nie dlat­ego, że jest to najważniejsze na świecie, ale dlat­ego, że jest to po pros­tu przy­jemne. A także dlat­ego, że miło raz na jak­iś czas zagłębić się w świat wiel­kich wid­owisk sportowych, gdzie człowieka wzrusza­ją nie tyle doskonale strzelone gole czy wznos­zone nad głowę tro­fea, ale prze­jawy sportowego ducha, fair play, czy po pros­tu — przy­jaźni i koleżeńst­wa między piłkarza­mi. Poza tym lubię moje wspom­nienia związane z mis­tr­zost­wa­mi, wspól­nym oglą­daniem meczów, emoc­ja­mi czy drob­ny­mi wydarzeni­a­mi które układa­ją się na kil­ka tygod­ni emocji, wzruszeń i zaskoczeń.

Nigdy nie miałam prob­le­mu z tym, że ktoś nie lubi pił­ki nożnej — nie lubią jej moi bra­cia, nie lubi jej mój mąż i ogól­nie gdy­by nie lubił jej mój ojciec to pewnie nikt by mi żad­nego meczu nigdy nie włączył. A jed­nocześnie — z per­spek­ty­wy moich wspom­nień — wspólne oglą­danie meczów z tatą było jed­ną z moich ulu­bionych rozry­wek (i nadal jest bo na pewno wpad­nę do rodz­iców na którąś roz­gry­wkę). Myślę, że to też jest jeszcze jeden czyn­nik — Mis­tr­zost­wa to nie tylko to co oglą­damy ale też z kim i w jakiej atmos­ferze. Poczu­cie, że coś nas łączy zawsze jest przy­jem­niejsze od poczu­cia, że coś nas dzieli. Poza tym nie ukry­wam – lubię sport – od łyżwiarst­wa fig­urowego, przez nar­cia­rst­wo alpe­jskie, piłkę nożną po kolarst­wo – jestem się wstanie wciągnąć w każde zawody.

Wiem, że część z was dostanie aut­en­ty­cznego kręć­ka przez te kil­ka tygod­ni — nie za sprawą sportowych emocji ale za sprawą mil­iona wiado­moś­ci które będą was atakować ze wszys­t­kich stron. Jako szcz­ery kibic nie mogę na to nic poradz­ić. Wbrew temu co się może wydawać – nawet jak się człowiek intere­su­je mis­tr­zost­wa­mi to też nie musi czy­tać tylko o nich.  Jako oso­ba z boku — radzę prz­erzu­cić się na amerykańskie media na te kil­ka tygod­ni — ich pił­ka noż­na zupełnie nie obchodzi. Nato­mi­ast zawsze trochę boli mnie serce kiedy pod jakimkol­wiek prze­jawem entuz­jaz­mu czy radoś­ci z Mis­tr­zostw pojaw­ia się obow­iązkowy komen­tarz o tym, że się tego nie oglą­da, nie rozu­mie i nie lubi. Ja mam podob­ne uczu­cia wzglę­dem fes­ti­wali muzy­cznych na świeżym powi­etrzu a jed­nak jestem w stanie się pow­strzy­mać kiedy mam latem pół tabl­i­cy zawalone Openerem. Entuz­jazm innych ludzi — wynika­ją­cy ze sportu czy muzy­ki czy jakiegokol­wiek innego pozy­ty­wnego wydarzenia — w niczym wam nie grozi i niczego wam nie zabiera. Mnie tam radość innych ludzi cieszy.

Dlat­ego zrób­cie tak jak robią wszyscy moi porząd­ni członkowie rodziny, którzy nie intere­su­ją się piłką nożną — zain­wes­t­u­j­cie w grube drzwi, albo dobre słuchaw­ki i pamię­ta­j­cie — najbliższe tygod­nie zdarza­ją się raz na cztery lata. Zaś tym którzy jak ja będą starali się zdążyć na mecze o 17 albo będą jed­nym okiem przyglą­dać się aktu­al­iza­cjom z meczy roz­gry­wanych o 14 życzę miłych mis­tr­zostw po których zostanie nam kil­ka niespodzianek, ład­nych bramek i dobrych emocji. No i oczy­wiś­cie, życzę sobie, żeby tym razem też wszys­tko poszło zgod­nie z planem i wygrali Niem­cy*

Ps: Jed­ną z rzeczy która mnie niesamowicie cieszy w przy­pad­ku tegorocznych Mis­tr­zostw jest fakt, że sklepy są abso­lut­nie pełne sportowej odzieży dla kibicek. Cztery lata temu wciąż trze­ba było mówić głośno, że kobi­ety kibicu­ją, a ter­az mogę kupić przy­jaciółce cały zestaw ciuchów czy gadżetów kierowanych spec­jal­nie do kobi­et. Czy mnie to cieszy? Jako kobi­etę i jako kibickę — bard­zo. Cieszy mnie też jako osobę która najchęt­niej w dalekiej przyszłoś­ci widzi­ała­by po środ­ku sklepów dzi­ał gdzie wszys­tkie — damskie i męskie ciuchy dla kibiców są razem tak żeby każdy mógł sobie kupić w jed­nym miejs­cu co chce.

Ps2: Kochane musicalowe słonecz­ka – będzie post o tegorocznych Tonys ale Zwierz musi­ał sobie najpierw wyro­bić zdanie o zwycięskim musi­calu stąd pośl­izg.

*Zda­ję sobie sprawę, że niekoniecznie jest na to duża szansa ale wiecie – kibi­cow­ać zawsze moż­na.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy