Home Seriale Nigdy, przenigdy nie przypuszczałam że polubię te serial czyli o “Never Have I Ever

Nigdy, przenigdy nie przypuszczałam że polubię te serial czyli o “Never Have I Ever

autor Zwierz
Nigdy, przenigdy nie przypuszczałam że polubię te serial czyli o “Never Have I Ever

Net­flix ma jakąś niesamow­itą umiejęt­ność takiego pro­mowa­nia pro­gramów, które chci­ałabym zobaczyć, że zupełnie nie chcę ich zobaczyć. Tak było z nowym seri­alem od Mindy Kaling  „Nev­er Have I Ever”. Gdy­by nie fakt, że moja zna­jo­ma powiedzi­ała mi, że to się zde­cy­dowanie da oglą­dać sposób pro­mocji wybrany przez Net­flixa zupełnie by mnie odrzu­cił. Bogu dzię­ki za mar­ket­ing szep­tany.

 

Zdję­cie: LARA SOLANKI/NETFLIX

 

Nev­er Have I Ever” to ciepły kome­diowy ser­i­al opowiada­ją­cy o Devi Vish­waku­mar – nas­to­latce, która ma za sobą naprawdę kosz­marny rok. Nie dość, że jej ojciec umarł nagle w cza­sie wiosen­nego kon­cer­tu to jeszcze tydzień później z powodu psy­cho­so­maty­cznego par­al­iżu przes­tała chodz­ić.  Choć odzyskała już władzę w nogach (spoko­jnie to streszcze­nie pier­wszych pię­ciu min­ut seri­alu) to wciąż w szkole ciąg­nie się za nią opinia kujon­ki, która nie dość, że straciła rodz­i­ca to jeszcze jeźdz­iła na wózku. Inny­mi słowy – oso­by, która nie ma szans na jakąkol­wiek pop­u­larność, a także na zdoby­cie chłopa­ka co obec­nie stanowi dla Devi pod­sta­wowy cel na nad­chodząc rok. Zresztą nie tylko dla niej, bo Devi wcią­ga do planu swo­je dwie najlep­sze przy­jaciół­ki Fabi­olę i Eleanor. Sama bohater­ka ma na oku najprzys­to­jniejszego chłopa­ka w szkole nie­jakiego Pax­tona, który właśnie trafił do jej klasy na his­torii.

 

Zdję­cia: LARA SOLANKI/NETFLIX

 

Na pier­wszy rzut oka może się wydawać, że to dokład­nie taki sam ser­i­al o nas­to­latkach jak wszys­tkie. I trochę w tym prawdy – oglą­da­jąc kole­jne odcin­ki miałam moc­ne sko­jarzenia z takim bard­zo dobrym sezonem na MTV, kiedy leci­ało tam nieodżałowane „Fake­ing it” czy „Inna”.  To ten sam przykład lekkiego seri­alu o nas­to­latkach, który jed­nocześnie – lubi przełamy­wać pewne schematy, pokazy­wać innych bohaterów i jest świadom tego jak dzi­ała nar­rac­ja w seri­alu młodzieżowym. Tym co pod­biło moje serce w „Nev­er Have I Ever” to pode­jś­cie twór­ców seri­alu do bohaterów. Zami­ast dzielić ich na dobrych i złych, ciekawych czy nieciekawych ze zrozu­mie­niem patrzą właś­ci­wie na każdą pojaw­ia­jącą się postać – moim ukochanym odcinkiem seri­alu jest ten, gdzie zmieni­amy nagle per­spek­ty­wę i zami­ast patrzeć na świat ocza­mi Devi spoglą­damy nań oczy­ma jej szkol­nego rywala Bena, który rzeczy­wiś­cie wyglą­da na najbardziej samot­nego dzieci­a­ka na świecie. Pax­ton, który na początku wyda­je się po pros­tu niezbyt bystrym szkol­nym przys­to­j­ni­akiem też z cza­sem nabiera cech sym­pa­ty­cznej i nieco bardziej skom­p­likowanej postaci.

 

Kole­j­na rzecz, która mi się niesamowicie spodobała to fakt, że nasza bohater­ka Devi nie jest szarą myszką. Wręcz prze­ci­wnie to zdol­na, całkiem pew­na siebie dziew­czy­na, której najwięk­szym prob­le­mem bywa wybu­chowy charak­ter. Pod­czas kiedy wiele bohaterek seri­ali (zwłaszcza te które nie są pop­u­larne) pokazy­wane są jako potulne czy bojące się wypowiadać włas­nego zda­nia, to Devi zde­cy­dowanie nie ma z tym prob­le­mu. Wręcz prze­ci­wnie – cza­sem łatwiej jej zro­bić scenę niż kogoś przeprosić czy poważnie poroz­maw­iać. Pod tym wzglę­dem Devi jest naprawdę świet­nie napisaną postacią, bo częs­to widu­je się nas­to­lat­ki, których właśnie najwięk­szym prob­le­mem jest zbyt­nia skłon­ność do wybuchów. Przy czym nasza bohater­ka to wcale nie zawsze sym­pa­ty­cz­na tylko jak zwykła nas­to­lat­ka – cza­sem potrafi być naprawdę spoko a cza­sem rzu­cić takim tek­stem, po którym trud­no darzyć ją sym­pa­tią.

 

Zdję­cia: LARA SOLANKI/NETFLIX

 

Ser­i­al jeszcze jed­nym ele­mentem różni się od wielu amerykańs­kich pro­dukcji. Otóż… praw­ie nie ma tam białych aktorów. Więk­szość bohaterów pochodzi z mniejs­zoś­ci. Sama Devi jest z hin­duskiej rodziny, jej rodz­ice przy­jechali do Kali­fornii rozpocząć nowe życie. O ile jej mat­ka i ojciec pozostaw­iali blisko swo­jej kul­tu­ry, to sama Devi reprezen­tu­je ten typ całkowicie zasymilowanej młodej oso­by, która w cza­sie spotkań społecznoś­ci na świę­ta czu­je się dzi­wnie i ma ochotę jak najszy­b­ciej wró­cić do domu. Pozostałe postaci – poza Ben­em (rywalem bohater­ki, ale w sum­ie bard­zo miłym chłopakiem) też właś­ci­wie są zawsze z mniejs­zoś­ci, częs­to rzad­ko pokazy­wanych w seri­alach – tzn. więk­szość pro­dukcji ogranicza się do jed­nej postaci pochodzenia azjaty­ck­iego a tu mamy ich kil­ka. Ostate­cznie dochodz­imy do sytu­acji, która w amerykańskiej telewiz­ji zdarza się rzad­ko, że przez cały odcinek właś­ci­wie nie widz­imy żad­nego białego akto­ra chy­ba że na drugim planie. I wiecie co? Jakie to jest super. Dosta­je­my inne twarze, inne typy urody, inne prob­le­my, inne per­spek­ty­wy. To jest tak oży­w­cze, jak nie wiem. I po pros­tu ciekawsze. Do tego ser­i­al nijak się nie próbu­je chwal­ić swo­ją różnorod­noś­cią. Taka jest Kali­for­nia, tacy są jej mieszkań­cy. Po pros­tu.

 

Nie pol­u­biłabym „Nev­er Have I Ever” gdy­by nie fakt, że ser­i­al jest po pros­tu bard­zo zabawny. W moim ulu­bionym wątku kuzyn­ka Devi oglą­da z nią odcinek „Riverdale” i próbu­je zała­pać co to w ogóle jest. To jest najlep­szy komen­tarz do tej pro­dukcji w his­torii telewiz­ji. Bard­zo zabawny choć trochę dzi­wny jest też pomysł, że nar­ra­torem całoś­ci jest… John McEn­roe. Tak, tak ten teni­sista. Dlaczego? Nie powiem wam, ale wiedź­cie, że to ma sens i to całkiem spory. Ale doda­je cud­ownego sur­re­al­isty­cznego wymi­aru całej opowieś­ci i pozwala się trochę pośmi­ać ludziom, którzy są od bohater­ki trochę star­si i kojarzą słyn­nego teni­sistę i jego równie słynne wys­tępy i kłót­nie z sędzi­a­mi. W innym odcinku nasza bohater­ka reprezen­tu­je Gwineę Równikową na udawanym posiedze­niu rady bez­pieczeńst­wa ONZ i… ojej człowiek się zaczy­na turlać ze śmiechu w pewnym momen­cie tego odcin­ka. Jed­nak najlep­szy jest nauczy­ciel od his­torii i jego doskon­ałe pomysły jak uczyć o przeszłoś­ci. Ktoś tu chy­ba nie ma za dobrej opinii o nauczy­cielach którzy tak bard­zo stara­ją się, żeby ich lekc­je były cool.

 

Zdję­cia: LARA SOLANKI/NETFLIX

 

No właśnie nie da się nie wspom­nieć o tym, że jed­nym z głównych wątków seri­alu jest życie w hin­duskiej rodzinie w Stanach. Mat­ka bohater­ki, der­ma­toloż­ka, reprezen­tu­je ten rodzaj imi­grant­ki, która doskonale zna­j­du­je się w nowym społeczeńst­wie, ale jed­nocześnie – próbu­je się trzy­mać swo­jej społecznoś­ci, zwycza­jów i wspar­cia, które daje. Ser­i­al ją rozu­mie, pokazu­jąc częs­to jak bard­zo jej prob­le­my przy­pom­i­na­ją trochę te z który­mi się zma­ga Devi. Kuzyn­ka naszej bohater­ki Kamala jest z kolei dziew­czyną, która próbu­je być dobrze wychowana i posłusz­na, ale zderza się to z jej nowym życiem i doświad­czeni­a­mi. Na koniec cała ta rodz­i­na musi się zmierzyć z czymś niewypowiedzianym – śmier­cią ojca i męża, człowieka, który we wspom­nieni­ach powraca jako optymista, człowiek pełen pasji życia i filar całej niewielkiej rodziny. Żało­ba jest tu pokazana doskonale – nie jako uczu­cie ciągłego smutku, ale jak coś co dopa­da bohater­ki nagle, i nie odpuszcza tylko dlat­ego, że w ich życiu dzieje się tyle innych rzeczy.

 

Zdję­cie: LARA SOLANKI/NETFLIX

 

Wada seri­alu? Ma tylko kil­ka odcinków, które obe­jrza­łam z Mateuszem w dwa dni (wciągnął się podob­nie jak ja). Obe­jrza­łabym w jeden dzień, ale Mateusz powiedzi­ał mi, że nie może­my iść spać o piątej. Nawet moje krzy­cze­nie „Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!” nie zmusiło go do zmi­any zda­nia. Jeśli jed­nak nie macie męża tyrana albo nie musi­cie wstawać następ­nego dnia o ósmej rano, to bard­zo pole­cam poświę­cić kil­ka godzin na ser­i­al, bo jest moim zdaniem dokład­nie tym czego wiele osób ter­az potrze­bu­je. Czymś zabawnym, miłym i ciepłym co nie angażu­je nas za bard­zo, ale pozwala doskonale się baw­ić no i odpowiedzieć sobie pod koniec na niesły­chanie ważne pytanie – jakie miłosne decyz­je powin­na pod­jąć bohater­ka. Bo chy­ba was nie zdzi­wi, że będzie ich więcej niż mógł się ktokol­wiek spodziewać na początku seri­alu.

 

Ps: Na mojej grupie padło pytanie czy nie przeszkadza mi, że nas­to­let­nich bohaterów gra­ją aktorzy dorośle­jsi, lata nas­to­let­nie dawno mają za sobą. Powiem jak ja się do tego odnoszę. Po pier­wsze – wchodząc w świat seri­alu decy­du­ję się na zaw­iesze­nie niewiary. Ja wiem, że oni wszyscy nie mają szes­nas­tu lat, ale to mi nie przeszkadza. Inna sprawa – oglą­danie miłos­nych pod­bo­jów w wyko­na­niu rzeczy­wistych nas­to­latków chy­ba nie było­by dla mnie kom­for­towe. Jed­nocześnie przyz­nam szcz­erze, że poza kwest­ią godzin prac itp. (co zwyk­le prze­maw­ia za tym by zatrud­ni­ać starszych aktorów) mam wąt­pli­woś­ci co do nas­to­latków w świecie rozry­w­ki. Nie zrozum­cie mnie źle- wiem, że nie da się wyko­rzenić aktorów dziecię­cych czy nas­to­let­nich i ze dla niek­tórych to marze­nie życia itp. Ale jed­nocześnie – kur­czę jest tak wiele his­torii dzieci­aków którym pra­ca przy seri­alach czy fil­mach zamiesza­ła w życiu, że mam po pros­tu wraże­nie, że to niekoniecznie jest dobre środowisko dla młodych osób. Jed­nocześnie – jeśli mam się zach­wycać jakimś sek­sownym bohaterem to zde­cy­dowanie wolę, żeby grał go dwudziesto­latek niż nas­to­latek bo jed­nak to drugie jest trochę nie na miejs­cu. Tak więc – ja oso­biś­cie uważam, że to wcale nie jest takie złe i że wyma­ga ode mnie jako od widza niewielkiego wysiłku.

0 komentarz
5

Powiązane wpisy