Home Ogólnie Nic dwa razy się nie zdarza czyli dlaczego rebooty tak często się nie udają.

Nic dwa razy się nie zdarza czyli dlaczego rebooty tak często się nie udają.

autor Zwierz
Nic dwa razy się nie zdarza czyli dlaczego rebooty tak często się nie udają.

Jeszcze kil­ka lat temu poję­cie reboot było wyko­rzysty­wane rzad­ko i właś­ci­wie niez­nane więk­szoś­ci osób chodzą­cych do kina i obec­ne głównie w dyskus­jach nad komik­sowy­mi seri­ali. Dziś słowo reboot pojaw­ia się w słown­iku kino­manów niemal na równi ze słowem sequel czy pre­quel. Zwierz postanow­ił zatrzy­mać się na chwilę i zadać sobie pytanie, kiedy ostat­nim razem udało się nam dobrze odpowiedzieć his­torię jeszcze raz od nowa.

5-Great-Movie-Reboots-Dredd

Zwierz pisze we wpisie niekoniecznie super entuz­jasty­cznie o reboocie Dred­da głównie ze wzglę­du na słabe wyni­ki finan­sowe ale oso­biś­cie film uwielbia

Samo poję­cie rebootu jest trudne do jed­noz­nacznego zdefin­iowa­nia. A może inaczej – zwierz spotkał się z nim w przy­pad­ku pro­dukcj, które do tem­atu pro­dukcji wyjś­ciowej pod­chodz­iły w sposób bard­zo różny. W ostate­cznym rozra­chunku moż­na poję­cie rebootu sprowadz­ić do stwierdzenia, że jest to taki zabieg w którym odrzu­ca się wszys­tkie ele­men­ty które przez lata dodano do ory­gi­nal­nej opowieś­ci i opowia­da się ją jeszcze raz, choć nie dokład­nie tak samo. Nie jest to więc jak w przy­pad­ku remake pró­ba odpowiedzenia jeszcze raz his­torii tak samo tylko pró­ba opowiedzenia tej samej his­torii w nieco inny sposób. Dodatkowo reboot doty­czy seri­alu, serii filmów czy książ­ki, co w założe­niu oznacza, że bierze­my świat o którym widz bard­zo dużo wie i wyrzu­camy wszys­tko do kosza. Zazwyczaj dlat­ego, że zmienił się nam posi­adacz praw autors­kich albo dlat­ego, że poprzed­nie pode­jś­cie okaza­ło się jed­nak za mało interesujące.

THE FANTASTIC FOUR

Pomysł na odświeże­nie Fan­tasty­cznej Czwór­ki był naprawdę dobry. Ale na dobrym pomyśle się skończyło

Niekiedy określe­nia reboot sto­su­je się w przy­pad­ku kiedy krę­ci się np. jeszcze raz film założy­ciel­s­ki (potenc­jal­nej serii) ale wychodząc z zupełnie innych założeń. Nawet jeśli poprzed­ni nigdy się w jakąś długą ser­ię nie rozwinął (np. Dredd) Nie ma też – co zwierz przed chwilą zasyg­nal­i­zował- jed­noz­nacznego określe­nia jak reboot ma się do mate­ri­ału wyjś­ciowego. Dobrym przykła­dem będzie tu Star Trek J.J. Abram­sa który z jed­nej strony opowia­da nam jeszcze raz his­torię Kir­ka i Spoc­ka i i całej zało­gi statku Enter­prise (zmieni­a­jąc jed­nocześnie biografie bohaterów) z drugiej – pokazu­je nam his­torię jako alter­naty­wną wobec świa­ta znanego z seri­alu i fil­mu – posuwa­jąc się nawet do tego, że w pier­wszym filmie z serii pojaw­ia się Leonard Namoy jako prawdzi­wy Spock. Podob­nie w przy­pad­ku X‑menów gdzie mamy do czynienia jed­nocześnie z pre­quelem i rebootem co oznacza że w Days of Future Past spo­tyka­ją się dwie – nie do koń­ca kom­paty­bilne serie fil­mowe. Co ciekawe zwierz widzi­ał to określ­nie także w sto­sunku do Kap­i­tana Amery­ki – bo wcześniej była już seria filmów o tym bohaterze. Choć zwierz ma wraże­nie, że w tym przy­pad­ku trud­no mówić o reboocie bo obie serie naprawdę nie mają wiele wspól­nego. Z kolei swoista zmi­ana nastaw­ienia twór­ców do mate­ri­ału wyjś­ciowego jaka pojaw­iła się w Bon­dach po obsadze­niu w głównej roli Daniela Creiga też przez niek­tórych została nazwana rebootem, mimo że np. Judi Dench grała już wcześniej w serii rolę M. Uznano jed­nak, że poważniejszy ton i ode­jś­cie od bard­zo schematy­cznej, trochę par­o­dysty­cznej kon­wencji ostat­nich Bondów z Bros­nanem moż­na uznać za reboot. Jak więc widzi­cie – z jed­nej strony to poję­cie które wszyscy kojarzą, z drugiej – trud­no bard­zo jed­noz­nacznie określić co ono znaczy.  Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że rebootów w ostat­nich lat­ach jest co raz więcej. Tylko jakoś zwierz ma wraże­nie, że dobrych rebootów praw­ie nie ma.

Star-Trek

Choć Star Trek J.J. Abram­sa może być w pewien sposób mod­elem reboo­ta to jed­nak ma chy­ba więcej hejterów niż fanów

Reflek­sję nad reboota­mi zwierz zaczął zas­tanaw­ia­jąc się nad Conanem. Nie wiem czy wiecie ale Conan – ten pier­wszy film z Arnol­dem Schwarzeneg­gerem jest zdaniem zwierza fan­tasty­cznym filmem. Ma wszys­tko czego moż­na chcieć – dobrze poprowad­zoną his­torię, ciekawego bohat­era, intrygu­ją­cy świat, dobre efek­ty spec­jalne, nieza­pom­ni­ane lin­ij­ki dia­logu, naprawdę genial­ną muzykę i futrzane szorty. Serio czego moż­na mieć więcej. Jed­nocześnie jed­nak Conan jest filmem, który bard­zo wpisu­ję się w styl­istykę lat osiemdziesią­tych – niekoniecznie strawną dla współczes­nego widza. Pomysł by nakrę­cić his­torię o Conanie jeszcze raz – korzys­ta­jąc ze współczes­nych zdoby­czy kine­matografii i z nowym aktorem w roli głównej, wydał się bard­zo dobry.  A jed­nak ten współczes­ny Conan jest filmem nieu­danym, wtórnym i najzwycza­jniej w świecie nud­nym. Tak nieu­danym, że do dziś kiedy myśli się Conan to jed­nak wygry­wa­ją futrzane szorty Schwarzeneg­gera a nie skórzana spód­nicz­ka Momoy. Co ciekawe Jason Momoa bez wąt­pi­enia wyglą­da bardziej na Conana niż Schwarzeneg­ger ale jak to częs­to w przy­pad­ku rebootów bywa – nawet za dobrym pomysłem obsad­owym niekoniecznie idzie dobry film.

197689_1.1

Conanowi z pewnoś­cią należał się nowy film. A jed­nak bard­zo nie wyszło 

Kiedy przyjrzymy się liś­cie współczes­nych rebootów bard­zo częs­to zna­jdziemy właśnie taki prob­lem. Z jed­nej strony mamy w rebootach dobre pomysły obsad­owe. Anderw Garfield jako Spi­der- Man,  Karl Urban jako sędzia Dredd, Chris­t­ian Bale jako Bat­man, Zachary Quin­to jako Spock czy Chris Pine i jako Kirk i jako nowy Jack Ryan. Edward Nor­ton naprawdę brzmi­ał jak dobry kandy­dat na Bruce’a Ban­nera. To nie są złe pomysły obsad­owe, więcej  — dobrych pomysłów jest nawet więcej. Podob­nie bard­zo częs­to rebooty mają fajny pomysł na styl­istykę – po nieu­danych komik­sowych Bat­manach pomysł na bardziej nat­u­ral­isty­czną kon­wencję był strza­łem w dziesiątkę, podob­nie po nieu­danym Super­man Returns wybór mrocznej styl­isty­ki nowego uni­w­er­sum  DC wydawał się dobrym pomysłem. Idąc za przykła­dem X‑menów którzy pos­zli w filmy nieco poważniejsze niż MCU, nowa Fan­tasty­cz­na Czwór­ka starała się iść tym samym tropem – fil­mu lep­iej obsad­zonego, poważniejszego, bardziej naturalistycznego.

Chris Pine is Jack Ryan in JACK RYAN: SHADOW RECRUIT, from Paramount Pictures and Skydance Productions. JR-07378R

Jack Ryan to dobry bohater do rebootu. Ale i tym razem niebieskie oczy Chrisa Pine nie pomogły.

 

Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że wszys­tkie te dobre pomysły obsad­owe, efek­ty spec­jalne czy – masa możli­wość jaką daje rebootowanie serii bard­zo rzad­ko owocu­ją dobry­mi fil­ma­mi. Spójrz­cie na Spi­der- mana – zwierz lubi pier­wszy film z serii – widać w nim jak dobrym pomysłem było obsadze­nie w głównych rolach Anderw Garfiel­da i Emmy Stone. Ale już kole­jny film z serii jest tak sła­by, że trud­no w to uwierzyć. A pisze to zwierz który pier­wszej serii filmów w reży­serii Sama Ramiego szcz­erze nie cier­pi i nie może ich oglą­dać bo czu­je fizy­czny ból patrząc na morder­czą grzy­wkę Petera Park­era. Ale  to i tak nic. O pró­bie rebootu Ter­mi­na­to­ra do tego stop­nia wszyscy stara­ją się zapom­nieć, że najnowszy film z serii mimo, że też jest rebootem stara się ów poprzed­ni reboot zig­norować. Przy czym sam Ter­mi­na­tor na tym cier­pi bo wyglą­da na to, że  nikt nie ma pomysłu ani na rozsąd­ny reboot ani na rozsądne kon­tyn­uowanie serii. Należało­by to więc wszys­tko zostaw­ić i nie ruszać, ale zwierz ma pode­jrzenia, że póki filmy przynoszą zys­ki póty będzie się krę­ciło dalej. Ostat­ni­mi cza­sy najwięk­sze cię­gi zebrał zaś reboot Fan­tasty­cznej Czwór­ki który odstawał od niemal wszys­t­kich filmów na pod­staw­ie komik­sów, wypro­dukowanych w ostat­nich lat­ach. Mimo, że pier­wsze filmy o Fan­tasty­cznej Czwórce nie cieszyły się wielką pop­u­larnoś­cią to jed­nak zostały bez porów­na­nia lep­iej przyjęte niż stras­zli­wie wtórny i mało ciekawy reboot opowieści.

Christian+Bale+Terminator+Salvation+Set+GogiTs8v-_Wx

Ter­mi­na­tor to chy­ba jedy­na seria która uda­je, że jed­nej pró­by rebootu nie było.

No właśnie – teo­re­ty­cznie rebooty powin­ny być ciekawsze od ory­gi­nal­nych opowieś­ci. Twór­cy – wiedząc że przy­na­jm­niej część widzów ma już wiedzę o świecie przed­staw­ionym i zna his­torię pow­sta­nia bohat­era czy jakąś wer­sję jego przygód mają niepow­tarzal­ną możli­wość opowiedzenia wszys­tkiego nieco inaczej. Trochę na tej zasadzie dzi­ała­ją rebooty komik­sowe. Z jed­nej strony twór­cy opowiada­ją his­torię od nowa, z drugiej – dzię­ki temu, że czytel­ni­cy zna­ją też inne wer­sje his­torii mogą porów­nać jak ta nowa wer­s­ja ma się do starej. Dzię­ki temu moż­na poprzestaw­iać akcen­ty, mrugnąć do widza, zmienić inter­pre­tację niek­tórych fak­tów. Teo­re­ty­cznie powin­no pow­stać dzieło dojrzal­sze, bo oparte o pewnej reflek­sji nad mate­ri­ałem wyjś­ciowym.  W prak­tyce wyglą­da to nieco inaczej. Serie fil­mowe rebootu­je się w trzech przy­pad­kach. Pier­wszym jeśli jak np. w przy­pad­ku Conana czy Sędziego Dred­da mate­ri­ały wyjś­ciowy się bard­zo zes­tarzał i nie odpowia­da współczes­nym kry­te­ri­om albo mimo kul­towego sta­tusu nie przyniósł spodziewanych zysków. Po drugie rebootu­je się serie które z jakiegoś powodu nie pasu­ją do współczes­nych trendów mimo, że same w sobie nie są takie stare. Jak na przykład Spi­der-man czy Fan­tas­tic Four – obie serie pow­stały przed pojaw­ie­niem się MCU i przed nową jakoś­cią w fil­mach na pod­staw­ie komik­sów. Jed­nocześnie – zwłaszcza w przy­pad­ku Spi­der-mana mamy tu do czynienia z pro­dukc­ja która okaza­ła się z jed­nej strony bard­zo zyskow­na, z drugiej zapędz­iła się w kozi róg —  trud­no było krę­cić dal­sze odcin­ki Spi­der- mana po kosz­marnej trójce. Podob­nie zresztą decyz­ja o swoistym reboocie poprzez pre­quel – w przy­pad­ku X‑menów- wiąza­ła się z tym jak bard­zo seria straciła na atrak­cyjnoś­ci po nieu­danym Ostat­nim Bas­tion­ie. Podob­nie z Hulkiem którego trochę trze­ba było z kolei dopisać do twor­zonego właśnie MCU. No właśnie – trze­ci pomysł na reboot bierze się z zawodu jaki przyniosła pró­ba remake’u czy bezpośred­niej kon­tynu­acji jakiegoś znanego fil­mu czy serii filmów. Nie wyszła Tim­o­wi Burtonowi jego Plan­e­ta Małp, nie udał się Powrót Super­mana, nie wyszło z Bat­man i Robin, nikt nie chci­ał pamię­tać Trze­ciego Trem­i­na­to­ra, czy Star Trek Neme­sis. Pod tym wzglę­dem reboot był­by przede wszys­tkim wynikiem frus­tracji a nie fas­cy­nacji. Dobry mate­ri­ał który gdzieś uciekł twór­com trze­ba odświeżyć, odnow­ić i sprzedać jeszcze raz.

henry-cavill-man-of-steel-wallpaper-hd-142654

Super­mana rebootu­je się już dru­gi raz, bo Powrót Super­mana się zde­cy­dowanie nie udał.

Prob­lem w tym, że jak zwierz wspom­ni­ał rebooty wychodzą dobrze wtedy kiedy decy­du­je­my się na coś istot­nie innego od wcześniejszej wer­sji. Bat­many Nolana odniosły sukces bo rzeczy­wiś­cie wcześniej takiego fil­mu super bohater­skiego nie widziano, cofnię­cie się w opowiada­niu o X‑menach do lat 60 dało im dość unikalny wygląd, nawet pier­wszy Spi­der-man zdawał się oper­ować nowym ciekawym pomysłem na bohat­era. Ale to tylko kil­ka przykładów. Więk­szość rebootów nieste­ty nie ma w sobie zbyt dużo świeżoś­ci. Wręcz prze­ci­wnie – twór­cy częs­to dość mechan­icznie odt­warza­ją znane nam już z pier­wszej wer­sji klisze, a cza­sem zupełnie zapom­i­na­ją co tak właś­ci­wie uczyniło ory­gi­nał znanym i lubianym. Wspom­ni­any przez zwierza Conan był doskon­ałym przykła­dem takiego mechan­icznego odt­warza­nia schematu fil­mu przy­godowego, bez chwili reflek­sji nad tym, co wid­zowie naprawdę chcieli by obe­jrzeć. No właśnie – w przy­pad­ku rebootu nie moż­na oczeki­wać że widz będzie zad­owolony tylko dlat­ego, że widzi znanego sobie bohat­era. Sko­ro pier­wowzór był na tyle znany, że opła­ca się do niego wró­cić, to oznacza, że obok nowych widzów ist­nieje też gru­pa starszych. Trochę próbował się z tym mierzyć Star Trek – próbu­jąc naw­iązać do starszych filmów jed­nocześnie tworząc nową opowieść. Choć nie wszyscy te nowe filmy pol­u­bili to jed­nak moż­na dojść do wniosku, że twór­cy zrozu­mieli jak moż­na robić reboot. Jed­nocześnie wyko­rzys­tu­jąc wiedzę i zain­tere­sowanie fanów, pozysku­jąc nowych wiel­bi­cieli i opowiada­jąc wszys­tko od początku ale nie bez naw­iązań i mrug­nięć dla tych którzy zna­ją TOS i filmy z serii i Star Treku. Nieste­ty takich przykładów jest niewiele. Zazwyczaj okazu­je się, że w reboocie oglą­damy po pros­tu jeszcze raz coś co już widzieliśmy, tylko tym razem zro­bione nieco ostrożnej żeby film na pewno się sprzedał. Zwierz niedawno czy­tał jak­iś komen­tarz w którym widz narzekał, że jedyną rzeczą jaka się cyk­licznie pow­tarza co cztery lata jest olimpia­da i his­to­ria o tym jak Peter Park­er dostał swo­je super siły.

asm_peter

Reboot Sipder mana to wydarze­nie cykliczne

Zwierz nie chce wrzu­cać wszys­t­kich rebootów do jed­nego wor­ka. Jasne zdarza­ją się pro­dukc­je dobre i ciekawe. Ale jest ich zde­cy­dowanie miej niż moż­na było­by się spodziewać. Być może cała kon­cepc­ja rebootu jest skażona brakiem ory­gi­nal­noś­ci. Jest to w końcu pró­ba opowiedzenia jeszcze raz tej samej his­torii, swois­tego cofnię­cia taśmy. Może prob­lem leży głę­biej. Trochę jak w przy­pad­ku Robo Copa. Reboot his­torii okazał się nie tylko oczyszcze­niem jej ze wszys­t­kich nale­ci­ałoś­ci jakie przyniosły kole­jne częś­ci cyk­lu ale też z jakiegokol­wiek społecznego przesła­nia i kry­ty­ki – które uczyniły pier­wszy film o Robo­copie czymś więcej niż tylko pro­dukcją sen­sacyjną i fan­tasty­czną. Co nie powin­no dzi­wić bo reboot to rzad­ko jakaś potrze­ba twór­cza, częś­ciej kalku­lac­ja pro­du­cen­ta czy stu­dia fil­mowego co się będzie najbardziej opła­cać. Poza tym – sko­ro poprzed­nie filmy były na tyle pop­u­larne by zyskać sobie fanów bądź też zamienić się w ser­ię fil­mową to znaczy to, że i reboot tworzy się z myślą o kon­tynu­acji. A to czyni z takiego fil­mu właś­ci­wie od samego początku pro­dukt nastaw­iony przede wszys­tkim na zysk i otwar­cie zapotrze­bowa­nia na kole­jne częś­ci. Co samo w sobie jakoś strasznie złe nie jest ale rzad­ko z takich pomysłów wychodzą naprawdę dobre produkcje.

RoboCop-2014-oped-RoboCop

W reboocie Robo copa gdzieś zgu­bił się komen­tarz społeczny

Co ciekawe mimo bard­zo wielu bard­zo śred­nich rebootów nadal ich chce­my. Na wielu stronach moż­na zobaczyć listy filmów które – nawet jeśli są sto­sunkowo nowe, wid­zowie chęt­nie widzieli­by w nowej reży­serii, nowej wer­sji, bez zbęd­nych infor­ma­cji i zmi­an jakie pojaw­iły się w kon­tynu­ac­jach.  Sam zwierz ma jakąś ros­nącą z rok na rok  listę fil­mowych serii które zobaczył­by chęt­nie jeszcze raz w nowych inter­pre­tac­jach. Co jest w sum­ie chy­ba najlep­szą odpowiedz­ią na pytanie dlaczego rebooty stały się ostat­nio tak pop­u­larne. Choć może raczej należało­by się po pros­tu zwró­cić ku swois­tej … hmmm… nie ma zwierz odpowied­niego słowa więc uży­je nieist­niejącego – komik­sal­iza­cji kina. Sko­ro filmy co raz bardziej czer­pią ze świa­ta komik­sów to dlaczego kino oprócz bohaterów nie miało­by dodatkowo prze­jąć zwycza­ju kasowa­nia co pewien czas wszys­t­kich przygód bohaterów i opowiada­nia ich na nowo. To nawet log­iczne że wraz z tem­atyką i pomysłem na łącznie pro­dukcji w wielkie światy pojaw­iła się także pokusa powraca­nia co pewien czas do początków. Jed­nak ponown­ie – zaskaku­jące jest jak częs­to ten pomysł nie wychodzi o dosta­je­my coś strasznie nud­nego. I dostaniemy takich filmów jeszcze sporo. Jedyne co pozosta­je to nadzie­ja że już nikt nie opowie nam po raz kole­jny his­torii początków Spi­der-mana. Bo ile można.

PS : Zwierz ma nadzieję, że nie obraz­ił niczy­jego gus­tu fil­mowego czy wielkiej miłoś­ci do rebootów. Po pros­tu dzi­wne że są o tyle gorsze niż mogły­by być

Ps2: Jutro TVP Kul­tura nada Mszę za Mias­to Arras z Gajosem. Nie prze­gap­cie to znakomi­ty spek­takl. ZNAKOMITY.

21 komentarzy
0

Powiązane wpisy