732
Hej
Ponieważ skończyła się dekada wszyscy wzięli się za podsumowywanie ostatnich dziesięciu lat w kinie. Zwierz zrobił już ogólne popkulturalne podsumowanie dekady ale dziś postanowił napisać kilka rzeczy o samym kinie. Otóż zwierz nie może się oprzeć wrażeniu że tak naprawdę przez ostatnią dekadę nie wiele się w kinie zmieniło. Spokojnie zwierz nie przegapił rozwoju efektów specjalnych i pojawienia się efektów 3D – wręcz przeciwnie pewnie za kilka lat będzie można wydatować film z dokładnością co do roku właśnie rzucając okiem na efekty specjalne które ostatnimi laty nioeco zdominowały kino prowadząc niemal do powstania osobnego gatunku – filmu zrobionego po to by popisać się możliwościami technicznymi w którym scenariusz odgrywa rolę drugorzędną ( o ile w ogóle taki się odnotowuje). Z drugiej jednak strony zwierz ma wrażenie że wszystko co przyciągnęło nas do kin w tej dekadzie mogliśmy już wcześniej zobaczyć. Hitem otwierającym dekadę jest bądź co bądź Gladiator który przypomniał nam jak fajne jest kino o starożytności zwłaszcza jeśli można pokazać seks i przemoc. Najwyraźniej nie przestało nas to bawić bo przez ostatnią dekadę dodawaliśmy co raz więcej seksu i przemocy aż doszliśmy do Spartakusa – dobrego serialu który jednak jest kwintesencją tego połączenia. Na ekran powrócili starzy dobrzy znajomi czyli piraci i wampiry. Co prawda piraci z bandytów stali się uroczymi lekko nie trzeźwymi draniami zaś wampiry zamiast wysysać krew zaczeły się zakochiwac ale wyraźnie każda epoka musi trych samych bohaterów wymyślić na nowo a kulturoznawcy mogą sobie pisać super inteligenten teksty które dają im możliwość przeczytania książki Stephanie Mayer w celach naukowych. Wróciliśmy też do starych dobrych czasów gdzie sukces oznaczał konieczność kontynułowania. W ciągu ostatniej dekady widzieliśmy części drugie, trzecie, czwarte, piąte… ok rozumiecie o co zwierzowi chodzi. Z resztą warto zwrócić uwagę że podobnie jak w dwudziestoleciu większość fabuł które odniosły sukces powstało na podstawie książek i komiksów zaledwie drobny procent filmów które odniosły sukces oparte były o niezależne pomysły. A skoro zwierz jest przy nezależności – wszyscy trąbią o znaczeniu wielkich produkcji ( zarabiających miliardy co wcześniej się nie zdarzało) ale tak naprawdę to kino niezależne ( amerykańskie) święciło triumfy – 10 lat temu o Sundance wiedzieli zaawansowani kinomani dziś wszyscy spoglądają w kierunku Kolorado czekając kogo się nagrodzi. Małe ciekawe filmy zrobione za grosze zaczęły przyciągać wielkie gwiazdy które być może postanowiły w końcu móc grać z innymi ludźmi a nie tylko na tle bluescreena. Z resztą w kinie niezależnym nie było by tak dobrze gdyby USA nie zaangażowało się w wojnę. Wojna z terroryzmem zaowocowała dziesiątkami filmów o traumie wojennej i thillerami o podłych politykach którzy wysyłają ludzi na śmierć by załatwić swoje polityczne interesy. Co łączy te wszystkie filmy? Kręci się ich co raz więcej i oglądają je praktycznie wyłącznie krytycy bo widownia zdaje się mieć powoli dosyć pustynnych pejzaży. W kinie mniej niezależnym co raz trudniej odróżnić filmy dla dorosłych od filmów dla dzieci. Filmy dla dzieci zawierają dziś aluzje seksualne i mają niekiedy 40 minutowe wstawki nieme zaś filmy dla dorosłych walczą by mieć jak najszerszą widownię w związku z tym porzucają wszelkie sceny które mogłby obruszyć krytków ( ostatnio zupełnie nie groźny film King’s Speech dostał kategorię od 17 lat ponieważ w filmie pojawiło się kilkanaście razy słowo fuck. Dopiero po odowołaniu amerykanie uznali że naprawdę nie oznacza to że film jest pełen przemocy) i zmniejszyć potencjalną widownię. Tak więc dziś coś takiego jak film tylko dla dzieci i tylko dla dorosłych przestało istnieć. Zwierz wcale nie twierdzi że oznacza to infantylizację – bo czy filmy dla dzieci przez ostatnie lata złagodniały? Zdaniem zwierza ostatnia dekada nie przyniosła szczególnych aktorskich olśnień – wielcy aktorzy za wszelką cenę starali się z mniejszym lub większym powodzeniem walczyć ze swoin wizerunkiem – komicy płakali na erkanie, aktorzy dramatyczni wygłupiali się jak miło, aktorzy niszowi grali w filmach Disneya, gwiazdki Disneya szukały filmów ambitniejszych. Jedynym spójnym elementem było sprowadzanie aktorów z antypodów gdzie wszyscy mężczyźni są jakoś nieziemsko przystojni i wszechstronnie utalentowani. W sumie zwierz mógłby tak długo wymieniać. Przypomnieć nam że niektóre gatunki wróciły – jak np. musical zupełnie odmienione – dziś nikt nie musi umieć śpiewać by dostać rolę w musicalu i odnieść większy sukces niż ktoś kto umie śpiewać. Zwierz czeka na powrót westernu choć pewnie dziś samotny rewolwerowiec będzie musiał walczyć z zombie czy obcymi. Nie mniej podsumowując zwierz musi stwierdzić że pomimo zmian w jakości filmów ich treść w sumie nie za bardzo się zmienia. Chyba za kilka lat nie będzie się mówiło o czymś takim jak kino lat 00. Zwierz nie wie czy to dobrze czy to źle. Nie wiem jak wy ale on się dobrze bawił.
Ps: Zwierz czytając magazyn Film nieco się zdenerwował bo znalazł fragment słowo w słowo zgodny z tym co napisał na blogu. Wściekł się ale zaczął czytać. Okazało się że zwierz miał rację że fragment jest słowo w słowo zwierza – bo przyznają się do tego sami autorzy artykułu! Zwierz czuje się sławny!
Ps2: wszyscy piszący o nowej ekranizacji Green Hornet piszą że jest to ekranizacja kolejnego komiksu. Tymczasem zaledwie 52 sekundy wystarczą by sprawdzić że Green Hornet jest tak naprawdę bohaterem słuchowiska radiowego który dopiero potem pojawił się w komiksie. Dlaczego ludzie piszący o popkultuirze nie mają tych 52 sekund?
