Home Ogólnie Nie ma ładnych kobiet czyli zwierz pochyla się nad brzydkimi kaczątkami

Nie ma ładnych kobiet czyli zwierz pochyla się nad brzydkimi kaczątkami

autor Zwierz
Nie ma ładnych kobiet czyli zwierz pochyla się nad brzydkimi kaczątkami

Mówią, że nie ma brzy­d­kich kobi­et. W całym świecie to tylko powiedze­nie. W Hol­ly­wood — niebez­piecz­na nor­ma. Prob­lem pojaw­ia się wtedy kiedy sce­nar­iusz wyma­ga brzy­d­kiej kobi­ety. A przy­na­jm­niej takiej którą brzy­d­ką moż­na nazwać.

the-duff

Zwierz nie kry­tyku­je samego fil­mu The Duff który ma nawet niezłe recen­z­je. chodzi o pewne zastin­gowe rozwiąza­nia które iry­tu­ją zwierza

Niedawno miał pre­mierę film The DUFF. Ów skrót oznacza Des­ig­nat­ed Ugly Fat Friend. Wedle logi­ki przed­staw­ionej w filmie, każ­da gru­pa zna­jomych ma jed­nego nieatrak­cyjnego kolegę lub koleżankę. Jego obec­ność w grupie ma spraw­ić, że inni będą wyglą­dać na tym tle lep­iej. Film jest bard­zo luźną adap­tacją książ­ki, napisanej przez nas­to­latkę która w szkole cały czas czuła się gorsza — i określe­nie nie tyle jej narzu­cono co wynikało ono z jej włas­nej samooce­ny. W filmie dziew­czynę która się dowiadu­je, że jest tą grubą i brzy­d­ką jest Mae Whit­man. I tak film (nieza­leżnie od jego treś­ci bo nie o nią tu chodzi) dołącza do grona licznych pro­dukcji, próbu­ją­cych nas przekon­ać, że ślicz­na aktor­ka, może przez kogokol­wiek zostać potrak­towana jako brzy­d­ka czy nieatrak­cyj­na (nawet jeśli potem film zde­cy­dowanie temu zaprzecza).  Coś co od lat stanowi w Hol­ly­wood stan­dard. I choć film tłu­maczy nam, że wszyscy może­my być brzy­d­cy w porów­na­niu, to jed­nak sam pomysł obsad­owy budzi przy­na­jm­niej u zwierza iry­tację.

tumblr_m6nu2dAI2O1qgwqw9o1_500

Jeden z objawów fil­mowej brzy­do­ty — krę­cone włosy

Ład­na dziew­czy­na  obsad­zona w roli brzy­d­kiej nie jest nowoś­cią. Mis­trzynią tej roli jest Anne Hath­away która miała okazję aż dwa razy przeżyć w filmie meta­mor­fozę. Na początku w Pamięt­niku Księżnicz­ki, potem w Dia­beł Ubiera się u Prady. O ile jeszcze moż­na zrozu­mieć, że Dia­beł Ubiera się u Prady ma przed­staw­ić obraz wygórowanych wyma­gań staw­ianych kobi­etom (nazy­wanie Anne Hath­away grubą moż­na odczy­tać tylko kome­diowo inaczej świat nie ma sen­su), o tyle w Pamięt­niku Księżnicz­ki najs­traszniejszą rzeczą jaka przy­darzyła się naszej bohater­ce był fakt, że nie miała wypros­towanych włosów tylko loki oraz oczy­wiś­cie oku­lary. Jak sami rozu­miecie oku­lary są ele­mentem abso­lut­nie niezbęd­nym żeby przekon­ać nas że dziew­czy­na jest brzy­d­ka. Przy czym ogól­nie do takiej “brzy­do­ty” doda­je się jeszcze oczy­wiś­cie to życiowe nieog­a­r­nię­cie — to zawsze bohater­ki albo bard­zo sku­pi­one na nauce albo mające jakąś dzi­wną i w domyśle nieatrak­cyjną pasję. Nie chodzi nawet o to, że ta pas­ja jest sama z siebie nieatrak­cyj­na — bo cza­sem może przy­ciągnąć męskiego bohat­era (należy pamię­tać że to kluc­zowy ele­ment nar­racji) ale zwyk­le nie pasu­je do pewnego obrazu fajnej dziew­czyny.

devilwearsprada

W Dia­beł Ubiera się u Prady motyw mniej drażni, choć bohater­ka lep­iej wyglą­da w swetrze

Dokład­nie z tej samej metody korzys­tał zresztą film Króliczek ( o wyrzu­conej z domu Play­boya dziew­czynie, która zaczy­na mieszkać na uni­w­er­syte­cie) gdzie przekony­wano nas, że brzy­d­ka jest Emma Stone. Jak przekon­ać widzów, że ślicz­na dziew­czy­na o wyjątkowo sym­pa­ty­cznej twarzy jest brzy­d­ka? A właś­ci­wie nawet nie tyle brzy­d­ka co nieatrak­cyj­na? Którą obow­iązkowo trze­ba pod­dać meta­mor­fozie?  Jak zgadliś­cie moi drodzy — Emma wys­tępu­je w filmie w oku­larach, które jak wiado­mo są znakiem, że dziew­czy­na jest nieatrak­cyj­na. Do tego nosi duże koszul­ki (to łączy ją też z wielo­ma “brzy­d­ki­mi”) dziew­czy­na­mi i kobi­eta­mi. Co ciekawe kil­ka lat później Emma Stone zagrała w Easy A gdzie z kolei, zan­im zde­cy­dowała się na prowoka­cyjną meta­mor­fozę grała postać, która nie tyle była nieatrak­cyj­na co nie budz­iła zain­tere­sowa­nia. Zwierz bard­zo lubi Easy A ale zawsze ma wraże­nie, że logi­ka filmów o niedostrze­ganych dziew­czy­nach pada kiedy się na nie spo­jrzy (nie żeby ład­ni ludzie zawsze byli ciekawi ale rzad­ko są ignorowani). Przy czym w jak­iś sposób filmy próbu­ją przekon­ać nas że sto­ją po stron­ie tych out­siderów i ludzi prze­cięt­nych. Jed­nocześnie obsadza­jąc te role zawsze bard­zo ład­ny­mi ludź­mi.

tumblr_inline_miyg52XuiD1qz4rgp

Oku­lary i kucyk. Szary T‑shirt. Jaka nieatrak­cyj­na ta Emma Stone

Jed­nak hon­orowe miejsce zaj­mu­je film She is all That — gdzie bohater zakła­da się, że prze­r­o­bi brzy­d­ką kujonkę na dziew­czynę god­na zain­tere­sowa­nia. Prob­lem w tym, że mimo oku­larów, brzy­d­kich stro­jów i w ogóle całej nieatrak­cyjnej otocz­ki (zwyk­le oznacza­jącej że dziew­czy­na myśli i lubi się uczyć) nie sposób nie dostrzec, że to niesły­chanie ład­na atrak­cyj­na dziew­czy­na — nawet jeśli ma nieładne oku­lary. Zwierz wielokrot­nie czy­tał iry­tację widzów, którzy choć uwiel­bi­a­ją gatunek (motyw brzy­d­kiego kacząt­ka napędzał nie jeden film od Sabriny po Miss Agent) to jed­nak chcieli­by mieć gdziekol­wiek potwierdze­nie, że z nieatrak­cyjnej oso­by da się zro­bić pię­kność. Tym­cza­sem jedyne co dosta­ją to kole­jne pokole­nia niezbyt dobrze ubranych dziew­czyn (albo inaczej — dziew­czyn ubranych wedle włas­nego gus­tu), które oczy­wiś­cie mają oku­lary i nawet po wielu zab­ie­gach zbrzy­dza­ją­cych nadal są śliczne (jak Brzy­d­ka Bet­ty w Ugly Bet­ty). Tym samym te opowieś­ci zami­ast jakkol­wiek pod­nosić na duchu czy przynosić czys­tą radość sta­ją się przy­czynkiem do pogłębi­a­jącej się wiz­ji, że brzy­do­ta to tylko lekkie odstawanie od normy. Oku­lary, luźne ciuchy, niewypros­towane włosy, niższy wzrost czy gorsza figu­ra.

RqYW5rYTqfJ3Eybmr_8__6DCvyrhpNnF_640x360_54042179983

Oku­lary. T‑shirt. Boże jaka brzy­d­ka dziew­czy­na

Oczy­wiś­cie nie jest to nowość — niech najlep­szym przykła­dem będzie fakt, że swo­je meta­mor­fozy — nie raz i nie dwa prze­chodz­iła np. Audrey Hep­burn której nigdy ani brzy­d­ką ani nieatrak­cyjną nie moż­na było nazwać. Zresztą w ogóle wyda­je się, że ta zmi­ana — po której  nasza bohater­ka naresz­cie jest na tyle ład­na by móc zde­cy­dować że jest sobą (bohater­ka może wró­cić do stanu wyjś­ciowego ale powin­na poz­nać stan pięk­na — coś jak w Miss Agent) jest w jak­iś sposób satys­fakcjonu­ją­ca. Wyda­je się bliska pewne­mu marze­niu, że tak naprawdę wystar­czy zmienić wygląd a całkiem sporo prob­lemów się rozwiąże. Dodatkowo to po pros­tu jest wiz­ual­nie ciekawe kiedy widz­imy odpowied­ni mon­taż, zmi­anę fryzury i ciuchów i na końcu okazu­je się — jak w Nev­er Been Kissed że Drew Bar­ry­more od samego początku była ład­na. No w życiu byśmy sie nie domyślili.  Takie zaskocze­nie. Zupełnie jak wtedy kiedy Lin­dasy Lohan w Mean Girls zmienia garder­obę i nagle okazu­je się, że jed­nak jest strasznie ład­na, tylko nie wiedzi­ała, że nie wol­no nosić wygod­nych ciuchów i pokazy­wać się w szkole bez mak­i­jażu.

631

Zwróć­cie uwagę na te nieuczesane włosy. Choć tu też motyw jest wyko­rzys­tany w nieco mniej iry­tu­ją­cy sposób

Nieza­leżnie od tego jak satys­fakcjonu­jące są te his­to­rie, jest coś kosz­marnie frus­tru­jącego w zwycza­ju Hol­ly­wood jakim jest pokazy­wanie nam pięknych kobi­et a potem opowiada­niu o tym jakie są brzy­d­kie, nieatrak­cyjne i nie chciane. Zwłaszcza wtedy kiedy nieatrak­cyjność wiąże się z oku­lara­mi czy z t‑shirtem ukochanego zespołu.  Nie chodzi nawet o samą wiz­ję kobi­ety jako isto­ty która powin­na dążyć do osiąg­nię­cia stanu w którym przede wszys­tkim będzie eksponować urodę (nie jest to w sum­ie obow­iązkowe — moż­na nie brać tego pod uwagę przy wyborze stro­ju czy sty­lu). Chodzi o pewne dość niebez­pieczne zjawisko nazy­wa­nia brzy­dotą czegoś co nią nie jest czy nigdy nie było. Prowadzi to do — jak to już zwierz kiedyś określił — swois­tego este­ty­cznego kuku. Zaczy­namy — cho­ci­aż na czas trwa­nia fil­mu — podążać za tok­iem rozu­mowa­nia twór­ców i nagle te wszys­tkie ładne i atrak­cyjne aktor­ki mają stać się w naszych oczach brzy­d­kie czy odrzu­ca­jące. Tym­cza­sem rzecz jas­na zawsze były ładne i żad­na ilość oku­larów i peruk tego nie zmieni. Co więcej sprowadza to prob­lem wyglą­du i prob­lemów z akcep­tacją siebie do tzw. “prob­lemów pier­wszego świa­ta”. Wszelkie uczu­cia bohaterek są  trak­towane z dys­tansem bo trud­no się wczuć w brak pewnoś­ci siebie dziew­czyny o której na pier­wszy rzut oka widz­imy, że zaraz stanie się pię­knoś­cią.

sabrinamakeover

Kom­bo — oku­lary i włosy (nowa wer­s­ja Sabriny)

Fakt, że aktorzy nie wyglą­da­ją jak ludzie na uli­cy zwykło się w Hol­ly­wood trak­tować jako coś nor­mal­nego. O ile dopuszcza się aktorów o ory­gi­nal­nej urodzie to dla aktorek okno jest bard­zo wąskie. Da się prze­bić ale nigdy za wiele i nigdy na dobrą sprawę najprost­szą drogą. Prob­lem w tym, że właś­ci­wie nie musi to być nor­ma. Jak pięknie pokazu­je bry­tyjs­ka kul­tura pop­u­lar­na — spoko­jnie moż­na odrzu­cić kry­teri­um wyglą­du (nie całkowicie ale dużo bardziej niż w przy­pad­ku pro­dukcji z US) i doskonale pros­per­ować. Tym samym his­to­rie które w amerykańskim kinie częs­to powodu­ją zdzi­wione uniesie­nie brwi w przy­pad­ku bry­tyjskiej rozry­w­ki sta­je się prawdzi­we — niekiedy nawet za bard­zo. Kiedy bohater­ka sit­co­mu Miran­da niemal rujnu­je własne szczęś­cie bo nie jest w stanie uwierzyć, że zakochał się w niej przys­to­jny przy­ja­ciel to jest w tym jakaś psy­cho­log­icz­na praw­da. Patrząc na wysoką, daleką od klasy­cznej urody aktorkę nie trud­no nam zrozu­mieć, że takiej bohater­ce pewnie na tyle dłu­go wkładano do głowy, że nie odpowia­da nor­mom urody, że ter­az odbi­ja się to na jej postrze­ga­niu samej siebie. Zresztą podob­ny motyw zna­jdziemy w doskon­ałym My Fat Diary — ponown­ie — nie chodzi o przemi­anę zewnętrzną ale o zaak­cep­towanie wiz­ji że ktoś może pokochać osobę, odsta­jącą od tego powszech­nego kanonu urody. Co z kolei jest dużo trud­niejsze niż zmi­ana ciuchów czy zrzu­canie kilo­gramów. Niemal żad­na z tych prze­chodzą­cych meta­mor­fozy amerykańs­kich bohaterek nie zosta­je ze swoim brakiem poczu­cia włas­nej wartoś­ci skry­tym pod cud­owny­mi ciucha­mi i mak­i­jażem. Trze­ba zresztą się zas­tanow­ić (może w innym wpisie) skąd to doj­mu­jące przeko­nanie, że aktor­ki muszą być piękne. Wszak uro­da nie oznacza tal­en­tu.  Jasne to świat ład­niejszy i wypolerowany. Ale jed­nak ułom­ny. Nie umieją­cy pokazać nam postaci brzy­d­kiej i odpowied­nio jej reprezen­tować (uro­da czy jej brak też jest kwest­ią reprezen­tacji)

12afb5e830e07676ffcd2c7d5932f226

Bo wiecie ona ma za duży T‑shirt by być atrak­cyj­na

Zwierz zda­je sobie sprawę, że w naszej kul­turze w ogóle roz­mowa o urodzie kobi­et i o postrze­ga­niu zarówno tego co piękne jak i tego co brzy­d­kie trwa non stop — zwyk­le prowadząc nas do podob­nych wniosków. Że uro­da nie za bard­zo powin­na mieś znacze­nie a każdy winien móc wyglą­dać jak chce. Zdaniem zwierza jed­nak nie chodzi o samą kwest­ię urody i jej per­cepcji w społeczeńst­wie. Jasne to istot­na sprawa i moż­na wiele napisać (oraz się pokłó­cić) do jakiego stop­nia ciągłe wys­taw­ian­ie na te “brzydkie”/piękne kobi­ety wpły­wa na dziew­czyny, zaniża­jąc im samoocenę. Zresztą w ogóle cała meta­mor­foza wyda­je się być ele­mentem co raz ważniejszym w naszym społeczeńst­wie (prz­er­abi­amy już nie tylko siebie, ale też domy, restau­rac­je, hotele) — jak­byśmy próbowali sobie udowod­nić, że wszędzie ale to naprawdę wszędzie jest nieod­kryte pię­kno, które z cud­zą pomocą i kasą moż­na wydobyć. Zwłaszcza kasą bo meta­mor­foza jest częs­to potwierdze­niem, że z odpowied­nim budżetem z każdego da się wyciągnąć pię­kno. Nie stać nas na lep­szy świat ale może­my popraw­ić ten który już mamy. Co stoi trochę w sprzecznoś­ci z powiedze­niem, że nie ma kobi­et brzy­d­kich tylko leni­we. Nie ma kobi­et brzy­d­kich — są tylko te których nie stać na zabie­gi pielę­gna­cyjne.

600full-clueless-screenshot

Przemi­ana która nie wychodzi na dobre — to w sum­ie rzad­ki motyw

W pro­dukc­jach młodzieżowych (czy też dla dorosłych) kiedy widz od razu widzi, że przemi­ana bohaterów tak naprawdę nie pokaże nam niczego drasty­cznie nowego (bo i tak są piękni czy atrak­cyjni) wszys­tko co widz­imy na ekranie przes­ta­je być prawdzi­we. Sta­je­my się  bardziej obser­wa­tora­mi real­iza­cji kole­jnych klisz niż zaan­gażowany­mi widza­mi. Dlaczego? Po pier­wsze wysi­a­da nam zaw­iesze­nie niewiary czy wiary. Prawdę powiedzi­awszy cza­sem łatwiej uwierzyć w wielkie mechy poje­dynku­jące się pot­wora­mi morski­mi niż w te wszys­tkie brzy­d­kie, nieciekawe bohater­ki. Przy­na­jm­niej takie są doświad­czenia zwierza, który  ma wraże­nie, że przy takim castin­gu widz naty­ch­mi­ast zosta­je wyrzu­cony ze świa­ta przed­staw­ianego. Cho­ci­aż­by dlat­ego, że filmy upier­a­ją się przy takiej wiz­ji rzeczy­wis­toś­ci, która jest trud­na do zaak­cep­towa­nia (ewen­tu­al­nie jej zaak­cep­towanie oznacza, że musimy gorzej pomyśleć o sobie).  Film upar­cie nazy­wa kogoś brzy­d­kim a widz nawet nie musi się za bard­zo intelek­tu­al­nie starać by dostrzec że śladów brzy­do­ty nie stwierd­zono. Tym trud­niej się wczuć w późniejszą meta­mor­fozę. Dylematy bohaterów — nawet jeśli prawdzi­we — wyda­ją się niedos­tosowane do sytu­acji w jakiej się znaleźli. Oczy­wiś­cie te filmy nie chcą być bard­zo real­isty­czne, ale gdzieś po drodze tracą swój cel. Bo tak meta­mor­foza ma przekon­ać że zmi­ana z brzy­d­kiego na piękne jest możli­we. Ale dosta­je­my tylko z ład­nego na ładne.

duff-overalls

Ogrod­nicz­ki — obow­iązkowy atry­but mało atrak­cyjnej dziew­czyny

Filmy rzecz jas­na są opresyjne tylko pozornie. Więk­szość meta­mor­foz nie wystar­cza. Albo inaczej – okazu­je się, że jed­nak chłopak (bo to zawsze jest chłopak) zakochał się w tej brzy­d­kiej zan­im jeszcze została ład­na. Dostrzegł jej wewnętrzne pię­kno. Z pewnoś­cią pomógł mu w tym fakt, że dziew­czy­na nigdy brzy­d­ka nie była, tylko miała oku­lary.  Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że wciąż zamieni­amy ładne na ład­niejsze, trzy­ma­jąc się z dale­ka od wszelkiej brzy­do­ty i nazy­wa­jąc brzy­d­kim coś co nie jest wyróż­ni­a­jące się. Zwierza to den­er­wu­je, zwłaszcza dlat­ego, że brzy­do­ta jest zjawiskiem ist­nieją­cym. Nie doty­ka zbyt wielu osób, ale może im pop­suć życie, obniżyć samoocenę, znacznie wpłynąć na to jak postrze­ga­ją ich inni (ludzkość jest płyt­ka stras­zli­wie). Więcej cza­sem uczu­cie że jest się brzy­d­kim zosta­je z człowiekiem na całe życie, nawet jeśli już dawno mogą się poszczy­cić urodą. Zresztą uczu­cie, że nie jest się wystar­cza­ją­co atrak­cyjnym doty­ka co raz więcej osób. A potem  w sum­ie bogu ducha win­nym ludziom pod­suwa się pod nos śliczną aktorkę i przekonu­je się, że ona brzy­d­ko wyglą­da. I tak może­my powiedzieć, że nie ma ład­nych kobi­et. Są tylko te których Hol­ly­wood jeszcze nie przekon­ało, że są brzy­d­kie.

Ps: Zwierz wie, że osob­nym zagad­nie­niem są brzy­d­cy i mało atrak­cyjni mężczyźni. Ale jak­by oni w kul­turze funkcjonu­ją w nieco innej kliszy gdzie bardziej od urody liczy się życiowe oga­r­nię­cie – którego brak, rzecz jas­na czyni mężczyznę nieatrak­cyjnym. Ale to tem­at na inny wpis. Który zwierz napisze.

PS2: Z ter­minów ład­ny i brzy­d­ki zawsze korzys­ta się bard­zo luźno bo za cholerę nie sposób powiedzieć kto jest ład­ny a kto brzy­d­ki w sposób całkowicie obiek­ty­wny, nie mniej moż­na się bez trudu zgodz­ić, że amerykańskie aktor­ki zwyk­le są ładne, bo to jest kry­teri­um przyj­mowa­nia do zawodu. Co do brzy­do­ty to wyda­je się, że co raz łatwiej być brzy­d­kim, ale jed­noz­nacznej definicji rzecz jas­na nie ma.a

117 komentarzy
1

Powiązane wpisy