Home Ogólnie Nie musi być bożonarodzeniowo aby było świątecznie czyli co zwierz ogląda pod koniec grudnia

Nie musi być bożonarodzeniowo aby było świątecznie czyli co zwierz ogląda pod koniec grudnia

autor Zwierz

 

Hej

<!–[if !sup­port­Line­BreakNew­Line]–>
<!–[endif]–>

Zwierz znalazł się w trud­nej sytu­acji real­izu­jąc cały stos próśb o wpis wybrał ten w którym-został popros­zony o spis nieoczy­wistych filmów świątecznych. Gdzie prob­lem? Po pier­wsze zwierz wcale nie jest takim fanem filmów świątecznych jak może­cie przy­puszczać. Nie przepa­da i nie przepadał za dziesiątka­mi ekraniza­cji Opowieś­ci Wig­ili­jnej (jak zaraz się dowiecie zwierz ma słabość do innej his­torii tego samego auto­ra), nie czuł w sobie wewnętrznej potrze­by oglą­da­nia amerykańs­kich filmów o cud­zie świąt, świę­tym Mikoła­ju itd. Oczy­wiś­cie zwierz nie jest istotą bez ser­ca — uwiel­bia To właśnie miłość, które oglą­da rok w rok przed świę­ta­mi i nie ma najm­niejszego prob­le­mu by wrzu­cić jeszcze raz do odt­warza­cza Hol­i­day, które też nie jest najlep­szą pro­dukcją w his­torii. Ale poza tym jego wiedza o fil­mach świątecznych zapewne nie różni się bard­zo od waszej a nawet może być zaskaku­ją­co mniejsza. Stąd samo pytanie o pewne wybo­ry nieoczy­wiste z tej długiej listy świątecznych filmów jakie nakrę­cono przez lata wyda­je się być pytaniem na które (co rzad­ko się zdarza) zwierz nie umi­ał­by odpowiedzieć.

 

 

 Zwierz naprawdę chce spełnić życzenia wszys­t­kich czytel­ników ale cza­sem jest to odrobinę skom­p­likowane.

 

Z drugiej strony zwierz bard­zo chce spełnić życze­nie swo­jej czytel­nicz­ki i zapro­ponować jakąś listę filmów świątecznych, która nie będzie oczy­wista ale z drugiej strony ide­al­na do oglą­da­nia w okoli­cach świąt. To dopiero wyzwanie. Zwłaszcza, że zwierz należy do grupy, która uważa, że w świę­ta raczej powin­no się iść za głosem — widzi­ałem, podobało mi się chcę jeszcze raz. Wszelkie nowoś­ci należy sobie zostaw­ić na okres poświąteczny. Bo film okołoświąteczny  powinien być jak powrót do domu, do znanego miejs­ca, do czegoś co już było (świę­ta to pow­tarzanie dokład­nie tego samego momen­tu co roku — przy­na­jm­niej tak twierdzą antropolodzy, a raczej ludzie, którzy wykładali zwier­zowi antropologię sie­dem lat temu ). Stąd zwierz pole­ci wam listę filmów które on sam oglą­da (albo ma ochotę obe­jrzeć) kiedy zbliża­ją się świę­ta. Czy mają coś wspól­nego ze świę­ta­mi? Niek­tóre tak, niek­tóre są fil­ma­mi świąteczny­mi tylko i wyłącznie w opinii zwierza.

 

 


Wyższe Sfery — wyższe sfery to musicalowy remake Filadelfi­jskiej opowieś­ci jed­nego z abso­lut­nie ukochanych filmów zwierza (jeśli nie widzieliś­cie macie obow­iązek obe­jrzeć by zrozu­mieć jak wspani­ały jest to film) — Kather­ine Hep­burn zastą­pi­ono Grace Kel­ly, zami­ast Carego Gran­ta mamy Fran­ka Sina­trę — poziom aktors­ki nie ten sam ale zami­ast tego mamy trochę niezłej muzy­ki (Louis Arm­strong jako szef wesel­nej orkiestry). Skąd się ten film wziął na zwier­zowej liś­cie  świątecznej? Kil­ka lat temu zwierz lep­ił przy tym filmie pieroż­ki (poranek wig­ili­jny w domu zwierza wiąże się z lep­i­e­niem pierożków) — widzi­cie zwierz nie jest wielkim fanem tej czyn­noś­ci (to znaczy nigdy nie chci­ał­by zostać jej pozbaw­iony ale kiedyś wałkowanie wyglą­dało na zde­cy­dowanie zabawniejszą czyn­ność) stąd niezwyk­le ważne jest towarzyst­wo dobrego fil­mu (zwierz toleru­je jeszcze Dzi­ad­ka do Orzechów). Ten spraw­ił, że pieroż­ki zro­biły się szy­b­ciej a zwierz dopiero pod sam koniec zori­en­tował się, że to wer­s­ja Filadelfi­jskiej Opowieś­ci — jako że jest to dobrze napisana i fajnie się kończy to ide­al­nie nada­je się na świę­ta.  Przy czym zwierz nie będzie przed wami ukry­wał — jako olbrzy­mi wiel­bi­ciel hol­ly­woodz­kich musi­cali może Wyższe Sfery spoko­jnie wymienić na My Fair Lady czy Dźwię­ki Muzy­ki (choć tego musi­calu słuchamy jak jesteśmy chorzy).

 

 

 

No jak nie kochać fil­mu, który się tak zaczy­na? Przy czym od razu zwierz musi wam pod­powiedzieć, że dla niego film nie musi się dzi­ać w zimie by się świet­nie nadawał na świę­ta

 



Dok­tor Żywa­go — zwierz uważa że świę­ta są ide­al­nym cza­sem by oglą­dać filmy na które nie mamy cier­pli­woś­ci w ciągu roku to znaczy takie, które trwa­ją koło trzech godzin. Zwierz nigdy nie zapom­ni roku kiedy zachorował w świę­ta i spędz­ił dzień w domu oglą­da­jąc wraz ze swo­ją szla­chet­ną matką Przem­inęło z Wia­trem. Trzy godziny gada­nia o wszys­tkim o czym człowiek ma ochotę gadać oglą­da­jąc film który doskonale zna. Dok­tor Żywa­go nie jest ukochanym filmem zwierza, nie zna­j­du­je się nawet w pier­wszej dziesiątce. ale ma wszys­tkie cechy długiego fil­mu, który człowiek oglą­da w świąteczne popołud­nie rozkoszu­jąc się piękny­mi sce­na­mi, muzyką i naj­gorzej zagraną sceną śmier­ci w his­torii kina (kiedyś zwierz chy­ba napisze taki rank­ing). Praw­da jest taka, że takie oglą­danie filmów, które pow­stały kil­ka dekad wcześniej zawsze rodzi w zwierzu poczu­cie szczęś­cia i spoko­ju. Innym świet­nym filmem do oglą­da­nia w ten sposób ( z zupełnie innej becz­ki) jest Lawrence z Ara­bii. Dlat­ego, że nie ma nic lep­szego niż odrobi­na pustyni na świę­ta.

 

 

 Jeśli chodzi o Dok­to­ra Żywa­go to zwier­zowi wystar­czy ta melo­dia i ten obraz zach­wyca­jącej zimy by zwierz był gotowy na kole­jny seans


Potop — powiedzmy sobie szcz­erze. Potop rządzi. Zwierz lubi Pana Wołodyjowskiego (najbardziej ze wszys­t­kich tomów try­logii), uda­je że Ogniem i Mieczem nie ist­nieje ale za każdym razem jest w stanie znaleźć w sobie entuz­jazm by obe­jrzeć Potop. Dlaczego? Zwierz musi powiedzieć, że nie jest to związane z wielką miłoś­cią do Try­logii (to znaczy zwierz nie jest z tej rodziny gdzie wszyscy cytu­ją Sienkiewicza i zna­ją go na pamięć. U nas robiło się raczej uwa­gi do Lal­ki), to raczej wiz­ja jak mogła­by wyglą­dać pol­s­ka kine­matografia gdy­by wszys­tkim się chci­ało, mielibyśmy mnóst­wo pieniędzy (serio dziś się już tak filmów nie real­izu­je) i dobrych aktorów (zwierz nie poz­woli złego słowa powiedzieć o obsadzie bo właś­ci­wie nie ma ona zbyt wielu słabych punk­tów). Zwierz sobie oglą­da i marzy. Serio — to jeden z tych filmów które przynoszą zwier­zowi radość dlat­ego, że są dobrze zro­bione tech­nicznie (a prze­marsz wojsk Szwedz­kich jest taki fajny, że żadne efek­ty kom­put­erowe mu nie sprosta­ją) A poza tym to jest naprawdę dobry film i na tyle dłu­gi że moż­na go oglą­dać jedząc kole­jne potrawy i uda­jąc że wcale się nie obżera­cie.

 

 

 Zwierz uwiel­bia scenę prze­marszu wojsk szwedz­kich. Między inny­mi dlat­ego, że ich jest tak dużo i człowiek widzi, że idzie armia. To taka ład­na sce­na i pokazu­je jak dobre jest kino na które ma się środ­ki.


 


Igrasz­ki losu — właś­ci­wie moż­na było­by film nazwać świątecznym bo zaczy­na się od zakupów świątecznych. Dwie oso­by łapią te same rękaw­icz­ki i zan­im się zori­en­tu­ją spędza­ją razem mag­iczne popołud­nie. Początek genial­nego roman­su? Tylko teo­re­ty­cznie bo na drodze stoi wiara w moc przez­naczenia. Zami­ast wymienić się tele­fon­a­mi jak nor­mal­ni ludzie i skończyć film w dwadzieś­cia min­ut , jeden tele­fon lądu­je na ban­kno­cie, dru­gi na okład­ce Miłoś­ci w Cza­sach Cholery.  Oczy­wiś­cie kiedy dwa lata później obo­je będą w zupełnie innym punkcie swo­jego życia któryś z tych adresów może się pojaw­ić. Zwierz lubi ten film za to, że przede wszys­tkim jest  miłym sym­pa­ty­cznym filmem oby­cza­jowym, nawet bardziej niż komedią roman­ty­czną. Poza tym między Kate Beck­in­sale a Johnem Cusakiem jest naprawdę dobra chemia (co zdarza się w sum­ie nie tak częs­to w krę­conych ostat­nio kome­di­ach roman­ty­cznych, więk­szość par wyglą­da jak­by nie chci­ała mieć ze sobą nic wspól­nego) i jakoś nie musimy kwes­t­ionować ich uczuć. A że z góry wiado­mo jak się wszys­tko skończy to film daje miły kom­fort, że los i przy­padek obe­jdzie się z nami łagod­nie.

 

 

 Zwierz uważa tą scenę za bard­zo zabawną i abso­lut­nie rozdzier­a­jącą serce. A to dopiero początek fil­mu.



Pięk­na i Bes­tia: Zaczarowane świę­ta - zwierz ma słabość do Pięknej i Bestii — głównej za sprawą sce­ny z bib­lioteką ale nie tylko po pros­tu uwiel­bia ani­mację, his­torię i bohaterkę która albo cier­pi na najsławniejszy prze­jaw syn­dro­mu Sztokholm­skiego albo po pros­tu uczy się mieszkać z niebyt sym­pa­ty­cznym facetem.  Zwierz z resztą należy do tej zaw­iedzionej częś­ci widzów, którzy wcale nie lubią sce­ny kiedy bes­tia zamienia się w pięknego księ­cia. Zaczarowane świę­ta to nieco gorzej narysowana niż ory­gi­nał kreskówka opowiada­ją­ca rzecz jas­na o Bożym Nar­o­dze­niu. Rolę głównego złego gra­ją organy sączące ponury smutek w serce bestii. Zwierz lubi film bo pomi­ja­jąc fakt, że zwierz może w świę­ta znaleźć wymówkę by bezkarnie oglą­dać ani­mac­je dla kilku­latków, ma on piękną muzykę i kil­ka naprawdę dobrze pomyślanych frag­men­tów. Nie tak dawno temu zwier­zowi sprezen­towano DVD z filmem i ter­az zwierz może sobie oglą­dać film jak częs­to chce i wmaw­iać sobie, że to prze­jaw niedo­jrza­łoś­ci a nie zdziecin­nienia. Z resztą i tak to skok w przy­pad­ku zwierza, który zwykł w liceum oglą­dać niemal w kółko Świę­ta Mysz­ki Miki.

 

 To zwierza ulu­biony frag­ment fil­mu i bard­zo ład­na piosen­ka w lep­szym wyko­na­niu po pol­sku niż w ory­gi­nale.


Wielkie Nadzieje — jeśli świę­ta to Dick­ens. No właśnie, wszyscy z okazji świąt oglą­da­ją kole­jne wer­sje Opowieś­ci Wig­ili­jnej. Jasne to i log­iczne (jeśli zwierz musi­ał­by już jakąś wybrać to była­by to Opowieść Wig­ili­j­na Mupetów — serio zdaniem zwierza jed­no z lep­szych pode­jść do mate­ri­ału, plus Michel Caine który był przeko­nany, że ten film to defin­i­ty­wny koniec jego kari­ery). Nie mniej zwierz choć ma ochotę na jakąś ekraniza­cję prozy wielkiego angli­ka to nie do koń­ca może znieść kole­jne wałkowanie tych wszys­t­kich duchów. Nie tak dawno temu zwierz doszedł do wniosku, że sko­ro ekraniza­cji Wiel­kich Nadziei też jest w bród to czemu by nie spróbować z innym tek­stem. Jak na razie w rankingu zwierza wygry­wa adap­tac­ja BBC (ile osób jest zdzi­wionych) z 2011 ale już na hory­zon­cie jest film kinowy z Heleną Bon­ham Carter i Ralphem Fiennsem (Angl­i­cy go już widzieli opinie raczej niezłe) więc jeśli zwierz będzie miał szczęś­cie to może się jeszcze uda mu w okol­i­cy świat zała­pać na kole­jne pode­jś­cie do Dick­en­sa. Jeśli nie zwierz albo będzie szukał starych wer­sji albo obe­jrzy sobie bard­zo dobrą Małą Dor­rit, którą też nie tak dawno zekrani­zowało BBC.

 

 

 Uwspółcześniona wer­sji Wiel­kich Nadziei może nie jest najlep­sza ale ma jeden ze zwierza ukochanych sound­track­ów.

 


 Good­bye Mr. Chips — To jeden z ulu­bionych filmów zwierza (na pod­staw­ie książ­ki pod tym samym tytułem) w najwięk­szym skró­cie ten nakrę­cony w 1939 roku (miał swój remake ale zwierz odpowia­da tylko za ory­gi­nał) opowia­da kari­erę nauczy­ciela łaciny,  przed pier­wszą wojną świa­tową i w cza­sie jej trwa­nia. Film właś­ci­wie ma niewiele dra­maty­cznych ele­men­tów — bywa śmieszny i smut­ny ale przede wszys­tkim jest tym co zwierz lubi najbardziej —  prostym ale miejs­ca­mi niezwyk­le wzrusza­ją­cym zapisem jed­nego życia i jed­nej kari­ery zawodowej. Oczy­wiś­cie kiedy oglą­da się film widać że część scen krę­conych w “Aus­trii” (zwierz uży­wa cud­zysłowu bo widać że ta Aus­tria jest w stu­dio) znacznie się zes­tarza­ła ale poty­cz­ki nauczy­ciela z ucz­ni­a­mi pozostały właś­ci­wie niezmienione. Good­bye Mr.Chips to pro­to­typ wszys­t­kich filmów o dziel­nych nauczy­cielach uczą­cych się jak uczyć. Ten ma jed­nak tą zaletę, że nie mamy tu bied­nej młodzieży z mil­ionem prob­lemów i strze­laniny za drzwia­mi. Tu jeśli się strzela to na wojnie a jeśli młodzież spraw­ia prob­le­my  to głównie ze wzglę­du na to że jest . młodzieżą. Zwierz zawsze się wzrusza (och te wszys­tkie dydak­ty­czne tri­um­fy) w jed­nocześnie czu­je się pod­nie­siony na duchu kiedy oglą­da ten film. Co jest dokład­nie tym zestawem, którego zwierz prag­nie na świę­ta.

 

 

 Zwierz bez wsty­du podrzu­ca wam pier­wszą część fil­mu — biorąc pod uwagę jak dawno pow­stał i że nie ma go na DVD w Polsce chy­ba nic się nie stanie jeśli obe­jrzy­cie go w kawałkach z Youtube. A naprawdę warto.


Pri­vate Life of Sher­lock Holmes — zwierz odkrył PLOSH jak to mówią spec­jal­iś­ci dość niedawno — to znaczy widzi­ał ten film wiele razy (dobra dwa) ale dopiero po zanurze­niu się głę­biej w świat Sher­lock­owych niuan­sów, wspar­ty reg­u­larnym czy­taniem blo­ga Sher­lock­iany zwierz zdał sobie sprawę jak bard­zo uwiel­bia ten film. His­to­ria z której Mof­fat z Gatis­sem czer­pali garś­ci­a­mi całe sce­ny,  w której mamy karłów, Christo­phera Lee w roli Mycrof­ta i abso­lut­nie prze­cu­d­owną scenę z rosyjskim baletem, którą ktoś powinien powtórzyć we współczes­nym Sher­locku tylko po to by zwierz mógł być naprawdę szczęśli­wy. Sher­lock­iana powiedzi­ała kiedyś zwier­zowi, że film miał być zde­cy­dowanie dłuższy i bardziej epi­zody­czny (A film i tak trwa dwie godziny — a powinien trzy) zwierz przek­li­na w duchu fakt, że kiedy go krę­cono nie było DVD ze sce­na­mi usunię­ty­mi. W każdym razie w te świę­ta (kiedy będziemy świę­tować praw­ie równy rok od cza­su kiedy ostat­nim razem dostal­iśmy nowy odcinek współczes­nego Sherl­co­ka) PLOSH warto sobie odświeżyć bo ponown­ie — to taki film, który człowiek chce obe­jrzeć całym sercem, pijąc piątą herbatę i uda­jąc że wcale nie wyżarł połowy pierni­ka.

 

 

 Moja ukochana abso­lut­nie ukochana sce­na z całego fil­mu i jed­na z najpiękniejszych scen z udzi­ałem Sher­loc­ka EVER.


Powrót Bat­mana - może­cie się dzi­wić co Powrót Bat­mana znalazł się na tej liś­cie. Zwierz chce zauważyć że znacz­na część filmy dzieje się w okoli­cach świąt wie powin­no to być zaskocze­niem. Nie mniej powrót Bat­mana jest tu trochę na przykładzie pars pro toto reprezen­tu­jąc wszys­tkie super bohater­skie filmy, które widzi­ało się już dziesiąt­ki razy i chce się je zobaczyć jeszcze raz. Tak naprawdę nie chodzi już nawet o fabułę czy logikę tylko o kil­ka ulu­bionych scen i lin­i­jek dia­logu na które się czeka nie przykłada­jąc wielkiej wagi do roz­wo­ju fabuły. Oczy­wiś­cie Powrót Bat­mana jest lep­szy od więk­szoś­ci tego typu pro­dukcji (zwierz uwiel­bia to jak strasznie niere­al­na jest to film) ale równie dobrze moż­na oglą­dać jed­nym okiem Iron Mana.

 

 

 Abso­lut­nie total­nie uwiel­bi­am tą scenę kiedy dwo­je ludzi nagle się ori­en­tu­je, że zna się z zupełnie innego życia. Więcej w tym chemii niż w jakimkol­wiek współczes­nym Bat­manie

 

Na sam koniec  zwierz musi wam jed­nak wyz­nać, że on sam nie za bard­zo wierzy w jakiekol­wiek świąteczne listy filmów. Te wymienione powyżej łączy jedynie to, że zwierz oglą­da­jąc takie pro­dukc­je czu­je się domowo i spoko­jnie — choć z drugiej strony czu­je się tak kiedy oglą­da po raz kole­jny Gwiezdne Wojny czy Indi­ana Jones (choć GW zwierz woli oglą­dać latem zaś z Indim zwierz ma tak, że oglą­da te filmy bard­zo rzad­ko spec­jal­nie po to by więk­szość zapom­nieć i mieć więk­szą radochę — macie takie filmy? Zwierz kil­ka, choć to nie dzi­ała za dobrze bo zwierz ma znakomitą pamięć).  Tak więc lista powyżej to raczej jedynie zbiór filmów, czy nawet rodza­jów filmów które zwierz lubi oglą­dać w okoli­cach świąt. Z resztą zwierz jest właśnie ciekawy takich waszych fil­mowych wyborów — bo dużo trud­niej je od ludzi wydobyć niż ulu­bione świąteczne pro­dukc­je.

 

A i tak na koniec zwierz musi wam powiedzieć, że to iż jak­iś film lubi się oglą­dać nie znaczy, że się skończy go oglą­da­jąc — dwa lata temu zwierz wró­cił po Wig­ilii do domu i zaczął oglą­dać świeżo znaleziony pod choinką film “Samot­ny Mężczyz­na”. Zwierz był właśnie w trak­cie zale­wa­nia się łza­mi (musi­cie wiedzieć, że film ów wzrusza zwierza niesamowicie) kiedy zapukał brat zwierza infor­mu­jąc go, że chy­ba coś się w bloku  pali. Zaled­wie dwie godziny później zwierz życzył wesołych świąt panom strażakom trak­tu­jąc całą his­torię jako prze­strogę by nie oglą­dać smut­nych filmów w świę­ta.

 

Ps: Jak może zauważyliś­cie jest 12.12.12 z tego też powodu zwierz zachę­ca do reflek­sji kto mógł­by być następ­nym dok­torem.

 

Ps2: Zwierz ma jeszcze dwa zamówienia i jeden pomysł na wpis więc na chwilę obec­ną nie ma zielonego poję­cia co będzie jutro. Ale zapowia­da się chy­ba wybit­nie bry­tyjsko.??

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy