Home Ogólnie Niewinna przyjemności czyli zwierz i poczucie winy

Niewinna przyjemności czyli zwierz i poczucie winy

autor Zwierz

Hej

Zwierz niekiedy naty­ka się na sfor­mułowa­nia które nie mają odpowied­ni­ka w języku pol­skim. jak już kiedyś zwierz pisał nie da się zastąpić słowa spoil­er, pre­quel czy spin-off. Ale takie poje­dyncze słowa nie bard­zo zwierza den­er­wu­ją — to po pros­tu wyni­ka z fak­tu że korzys­tamy z amerykańskiej ( a właś­ci­wie anglosask­iej) kul­tu­ry. Zwierz nei przepa­da jed­nak za korzys­taniem z całych zbitek słownych. Tym też bardziej jest zdzi­wiony gdy zna­j­du­je się w sytu­acji w której takie anglo­języ­czne sfor­mułowanie jest jedynym jakiego moż­na użyć i to na dodatek jak najbardziej trafnie. 
O czym zwierz tak rozwlek­le chce napisać? Otóż o sfor­mułowa­niu ” guilty plea­sure” — na pol­s­ki tłu­maczy się to jako ” win­na przy­jem­ność” — brz­mi to nie za dobrze i zde­cy­dowanie za bard­zo kojarzy się z kon­sumpcją alko­holu. Tym­cza­sem określe­nie “guilty plea­sure” może być niemalże kluczem do całego naszego ( nie zwier­zowego) sto­sunku do kul­tu­ry pop­u­larnej. Ale po kolei. Nawet zwierz będą­cy fanem seri­ali i pop­kul­tu­ry jako takiej i stara się nie wyróż­ni­ać dobrej i złej pop­kul­tu­ry zna­j­du­je się cza­sem w sytu­acji w której musi sam przed sobą stwierdz­ić że to co oglą­da jest kre­tyńskie i nie da się z tego wycis­nąć nic innego niż tylko rozry­wkę ( nie żeby zwierz koniecznie musi­ał widzieć w tym coś innego ale zazwyczaj widzi). Co więcej zwierz nie ma wąt­pli­woś­ci że właśnie taki zami­ar mieli twór­cy. 
Jako przykład takiego typowego zwier­zowego “guli­ty plea­sure” może on podać oglą­danie ” Gos­sip Girl” — ser­i­al będą­cy po pros­tu zwykłym roman­sid­łem ( i to raczej dla młodzieży) w bard­zo ład­nych deko­rac­jach zawsze przynosi zwier­zowi radochę ale jed­nocześnie poczu­cie że powoli przekracza granicę dobrego smaku. Z kolei oglą­da­jąc należą­cy do zupełnie innej ligi ” Camelot” zwierz ma mieszane uczu­cia bo ser­i­al choć dobry jest stras­zli­wie bar­barzyńskim potrak­towaniem arturi­ańskiej leg­endy co spraw­ia że zwierz nieco się sam przed sobą wsty­dzi. Niekiedy poczu­cie że naprawdę powin­niśmy wstać od telewiz­o­ra ( czy jak w przy­pad­ku zwierza kom­pa) jest nieco bardziej uza­sad­nione — zwierz swego cza­su oglą­dał ser­i­al “Nip/Tuck” który po dobrym początku popadł w total­ny absurd. Zwierz oglą­dał jed­nak dalej popada­jąc w specy­ficzne wyrzu­ty sum­ienia. 
Jed­nak poję­cie “guilty plea­sure” wcale nie odnosi się tylko do zwierzów. Otóż dla wielu z nas samo obcow­anie z kul­turą pop­u­larną — seri­ala­mi, fil­ma­mi które mają przynieść olbrzymie zys­ki czy nawet czy­tanie powieś­ci które z całą pewnoś­cią nigdy nie dostaną żad­nej nagrody ( chy­ba że w kat­e­gorii naj­ciekawsze pozby­cie się tru­pa czy najbardziej sztam­powa sce­na roman­ty­cz­na)  jest właśnie taką pod­szytą poczu­ciem ucieczką przed “właś­ci­wą” kul­turą wyższą. Jeśli w ten sposób spo­jrzymy na nasz sto­sunek do kul­tu­ry pop­u­larnej to zaczy­na nam się rysować bard­zo ciekawy obraz. Może uwol­nil­iśmy się od katolick­iego poczu­cia winy czy protes­tanck­iej moral­noś­ci nakazu­jącego nam najpierw zaharować się na śmierć a potem ewen­tu­al­nie pójść do nie­ba ale nadal na rozry­wkę i przy­jem­ność widz­imy jako niebez­pieczeńst­wo. 
Z drugiej jed­nak strony nie mamy na tyle sil­nej woli ani ochoty by się pow­strzymy­wać. I tak pow­sta­je dość ciekawa sytu­ac­ja w której widząc że coś co oglą­damy nie reprezen­tu­je nawet śred­niego poziomu czego niekiedy sami się wsty­dz­imy nie tylko przed zna­jomy­mi ale też przed samy­mi sobą nie jesteśmy w stanie się od tego oder­wać. Dlaczego ? Bo spraw­ia nam to przy­jem­ność a tej o dzi­wo się nieco wsty­dz­imy. 
Ist­nie­nie poję­cia “guli­ty plea­sure” oznacza że wierzymy w ist­nie­nie dwóch rodza­jów kul­tu­ry pop­u­larnej — tej której się nie wsty­dz­imy i nawet może­my się przyz­nać do jej kon­sumowa­nia zna­jomym i tej którą mimo wszys­tko uważamy za w jak­iś sposób wsty­dli­wą — z jed­nej strony to rozsądne rozróżnie­nie. Może­my bez więk­szego trudu założyć że ist­nieje różni­ca między oglą­daniem np. Mad Men oby­cza­jowego seri­alu o agencji reklam­owej z lat 60 a real­i­ty show gdzie kucharz krzy­czy na bogu ducha win­nych adep­tów sztu­ki kuli­narnej. Z drugiej jed­nak strony co to znaczy lep­sze. Póki nie przekracza­my grani­cy moral­noś­ci rozry­wka jest po pros­tu rozry­wką. 
Skąd więc poczu­cie winy ? To chy­ba coś na zasadzie pró­by uspraw­iedli­wienia siebie samych. Więk­szość z nas lubi się mimo wszys­tko postrze­gać jako oso­by kul­tur­alne umiejące odrzu­cić to co w pop­kul­turze najlep­sze od czegoś co nazwi­jmy na potrze­bę tego wpisu “chłamem”. Jed­nak kiedy natrafi­amy na coś co po pros­tu spraw­ia nam fra­jdę to w kąt idzie nasze bycie człowiekiem kul­tur­al­nym. Zdaniem zwierza to jak najbardziej słuszne zachowanie. 
W przy­pad­ku zwierza “guilty plea­sure” jakim było oglą­danie pier­wszych seri­ali ( zwierz za mło­du seri­ali nie oglą­dał) prze­rodz­iło się w pasję która zaowocow­ała tym blo­giem ( który dziś jest jed­ną z więk­szych przy­jem­noś­ci w życiu zwierza — który jeszcze nie wie czy to bard­zo fajne czy bard­zo smutne;). Tak więc porzućmy poczu­cie winy i zostawmy je sobie na dni  kiedy nie pomoże­my ura­tować świa­ta zaś przed telewiz­orem zasi­ada­jmy bez poczu­cia winy. Bo zdaniem zwierza to co nazy­wamy “guilty plea­sure ” to po pros­tu stara dobra przy­jem­ność której się boimy. A nie ma czego .
Ps: Zwierz z prz­er­aże­niem stwierdza że jego jeden wpis zdobył sobie w sieci jaką taką pop­u­larność ( wczo­raj był najbardziej kilka­ny na blimpie) wszys­tko by to cieszyło zwierza gdy­by nie fakt że wpis był zupełnie nie na zwier­zowy tem­at. Ale spoko­jnie nei zmien­imy pro­filu:)
0 komentarz
0

Powiązane wpisy