Home Ogólnie Nigdy nie będziesz tak ładną kobietą jak Cilian Murphy czyli o mężczyznach w roli kobiet

Nigdy nie będziesz tak ładną kobietą jak Cilian Murphy czyli o mężczyznach w roli kobiet

autor Zwierz

Hej

Jak wiecie zwierz napisał tych wpisów pon­ad dwa tysiące i niekiedy żyje w przeko­na­niu, że o czymś już dawno napisał ale wyszuki­war­ki (tak więcej niż jed­na) mówią że nic z tych rzeczy. Dziś zwierz pisze o czymś tak oczy­wistym, że był od daw­na przeko­nany, że ma taki wpis na blogu (jeśli ma daj­cie mu znać – będzie wtopa że się pow­tarza) od wieków. A o czym będzie o aktorach w kobiecych rolach. Rzecz o tyle ciekawa, że zwierz zwró­cił uwagę, że jest bard­zo niewiele wpisów które dokład­nie anal­izu­ją to zjawisko. Zwierz zde­cy­dował się wybrać kil­ka przykładów które poz­wolą ład­nie przeanal­i­zować kon­tek­sty w jakich ten motyw wys­tępu­je w kine­matografii.

Dziś będzie o różnych aspek­tach sytu­acji w której mężczyz­na uda­je kobi­etę, bądź gra kobi­etę. I to nie tylko w bry­tyjskim kinie

Char­lie Chap­lin – w krótkome­trażowym filmie A Busy Day z 1914 roku Chap­lin gra kobi­etę. Choć tak właś­ci­wie nie do koń­ca. Mimo, ze jest ubrany w kobiece ciuchy (w których całkiem mu do twarzy) to jed­nak zachowanie jego bohater­ki dalekie jest od tego co mogła­by na ekranie pokazać kobi­eta. His­to­ryj­ka nieznośnej kobi­ety utrud­ni­a­jącej kręce­nie fil­mu na nad­brzeżu zaw­iera wiele scen gdzie Charplie kogoś kopie, czy komicznie się przewraca pokazu­jąc oczy­wiś­cie schowanie pod warst­wa­mi spód­nic spod­nie. Nie ma wąt­pli­woś­ci, że mamy tu do czynienia z bard­zo klasy­cznym zabiegiem kome­diowym gdzie zabawne jest przede wszys­tkim to, że mamy na ekranie brzy­d­ką (choć nie jakoś strasznie) i niez­grab­ną  kobi­etę, która w isto­cie (czego wid­ow­n­ia jest świado­ma) jest mężczyzną. Zwierz zas­tanaw­ia się czy Chap­lin nie przy­wiózł tego pomysłu w wal­izce z Anglii gdzie do dziś jest to jeden z pop­u­larniejszych wyko­rzysty­wanych przez licznych komików ( Mon­ty Phy­tona włącznie ) zabiegów kome­diowych.

Rupert Everett – sko­ro już przy anglikach jesteśmy. W Dziew­czy­nach z St. Trini­ans Everett gra kil­ka ról w tym właśnie dyrek­tor­ki kosz­marnej tytułowej szkoły. Mamy tu do czynienia z typowym zabiegiem który bawi przede wszys­tkim anglików. Mak­i­jaż i strój akto­ra jest tak dobrany by nikt nie miał najm­niejszych wąt­pli­woś­ci, że rolę kobiecą gra mężczyz­na. Do tego w filmie obec­ny jest wątek roman­sowy – roze­grany oczy­wiś­cie wedle wszys­t­kich znanych z książek i filmów schematów – gdzie rzecz jas­na niezbyt pięk­na kobi­eta sta­je się obiek­tem uczuć bohat­era granego rzecz jas­na przez Col­i­na Firtha. Zabawa pole­ga tu na tym, że z jed­nej strony mamy układ tak trady­cyjny, ze nie da się bardziej, z drugiej widz (w prze­ci­wieńst­wie do bohaterów fil­mu) wie że postać kobiecą gra mężczyz­na. Zdaniem zwierza to naprawdę jest dowód na to, że trady­c­ja teatru elż­bi­etańskiego jest jakoś niesły­chanie moc­no zako­rzeniona w psy­chice anglików. Bo chy­ba niko­go innego na świecie takie rozwiąza­nia tak bard­zo nie baw­ią.

John Tra­vol­ta – rola Johna Tra­volty w Hair­spray to ciekawy przykład tego jak pewne zabawy z płcią bohaterów zosta­ją prze­filtrowane przez stan­dardy Hol­ly­wood. Pier­wszy Hair­spray  choć był filmem dość pop­u­larnym był jed­nak pro­dukcją nieza­leżną. Tam rolę mat­ki głównej bohater­ki grała Divine jed­na z najsłyn­niejszych drag Queen w his­torii (znana oczy­wiś­cie przede wszys­tkim ze słyn­nych Pink Flamin­gos). Pomysł by w tej prz­erysowanej wiz­ji lat 60 matkę głównej bohater­ki grała drag queen doskonale pasowało do pewnej umownej wiz­ji przeszłoś­ci. Kiedy przyszło do ekrani­zowa­nia musi­calu na pod­staw­ie fil­mu warun­ki wyglą­dały już zupełnie inaczej. Po pier­wsze musi­cal wcale nie był już pro­dukcją nis­zową – wręcz prze­ci­wnie – był to film wypro­dukowany przez duże stu­dio i kierowany do młodych ludzi. Jasne było, że role mat­ki głównej bohater­ki musi zagrać mężczyz­na ale nie było mowy by zatrud­nić w takim filmie drag queen. I tak rola powędrowała do Tra­volty który – co trze­ba mu przyz­nać całkiem dobrze sobie z nią poradz­ił.

 

Quentin Crisp – Orlan­do to jeden z naj­ciekawszych filmów jakie zre­al­i­zowano przede wszys­tkim dlat­ego, że przekracza granice płci w obie strony. Til­da Swin­ton gra bohat­era który na przestrzeni wieków nie traci młodoś­ci i pięk­na ale zmienia płeć. Z kolei Quentin Crisp gra królową Elż­bi­etę I u kre­su swoich dni. Co ciekawe – ten zabieg doskonale pokazu­je jak starość zaciera te najbardziej oczy­wiste różnice płci. Kiedy patrzymy na akto­ra w stro­ju królowej, w jej peruce i charak­terysty­cznym białym mak­i­jażu to jeśli nie wiemy, że rolę gra mężczyz­na spoko­jnie może­my się tego nie domyślić (przy­na­jm­niej na pier­wszy rzut oka). Ogól­nie jeśli nie widzieliś­cie Orlan­do to koniecznie zobacz­cie, bo to jest inny film niż kiedykol­wiek widzieliś­cie.

Lee Pace – tu właś­ci­wie nie mamy nie tyle mężczyznę uda­jącego kobi­etę, co opowieść o bohater­ce w trak­cie korek­ty płci. Film nosi tytuł Sol­dier’s Girl. Niewiele jest filmów które pode­j­mu­ją ten tem­at, w sposób tak­towny i z wyczu­ciem, jed­nocześnie jed­nak pokazu­jąc trudy życia ludzi, którzy muszą wiele prze­jść by móc być sobą. Lee Pace przyz­nał się że jako aktor – świeżo po szkole teatral­nej – miał prob­lem z wczu­ciem się w rolę kobi­ety. W filmie tego jed­nak zupełnie nie widać, wręcz prze­ci­wnie – są w filmie sce­ny kiedy aż trud­no uwierzyć, że tą rolę powier­zono mężczyźnie. Lee poma­ga też fakt, że jest w filmie bard­zo ład­ną kobi­etą – co oczy­wiś­cie każe zgrzy­tać zęba­mi bo co to za pomysł wyglą­dać dobrze nieza­leżnie od płci odgry­wanych bohaterów.

Cil­ian Mur­phy – sko­ro już mowa o aktorach którzy doskonale wyglą­da­ją jako kobi­ety. Mur­phy w Śni­ada­niu na Plu­tonie gra bohat­era który iden­ty­fiku­je samego siebie jako kobi­etę. Oczy­wiś­cie nie jest to proste w sytu­acji kiedy ojciec jest pas­torem a dookoła sza­le­je IRA. Ponown­ie geniusz roli pole­ga tu na tym, że Cil­ian Mur­phy nie tylko dobrze wyglą­da jako kobi­eta (przy takich rysach twarzy trud­no w ogóle źle wyglą­dać) ale wyglą­da jakoś tak bardziej na miejs­cu niż wtedy kiedy bohater jeszcze nie man­i­fes­tu­je w pełni swo­jej tożsamoś­ci. Pomi­ja­jąc już fakt, że sam film jest bard­zo dobry ponown­ie jeśli nie widzieliś­cie to zobacz­cie) to znakomi­cie pokazu­je, ze mężczyz­na gra­ją­cy kobi­etę (a właś­ci­wie osobę trans płciową) nie musi być brzy­d­ki czy spraw­iać wraże­nie prze­branego.

Jack Lem­mon – wróćmy jed­nak do trady­cyjnego moty­wu mężczyzny prze­branego za kobi­etę. Tu ponown­ie mamy powrót do korzeni. Daphne – bohater­ka grana przez Lem­mona nie jest szczegól­nie atrak­cyjną kobi­etą i wystar­czy jeden rzut oka by widz (bo oczy­wiś­cie nie inni bohaterowie fil­mu) zori­en­tował się, że ma do czynienia z prze­branym mężczyzną. Tym jed­nak co odróż­nia Pół Żartem, Pół Serio od wielu wyko­rzys­tu­ją­cych ten motyw komedii (jak np. późniejsze Mrs. Doub­fire) to poziom zaan­gażowa­nia bohat­era, który zmienia nie tylko wygląd czy ton gło­su ale też sposób myśle­nia. Przyj­mu­jąc w połowie fil­mu oświad­czyny mil­ion­era i radośnie planu­jąc ślub bohater niebez­piecznie zbliża się do grani­cy gdzie nie tyle uda­je kobi­etę co się nią sta­je. Oczy­wiś­cie motyw jest tu wyko­rzys­tany od początku do koń­ca kome­diowo, ale i tak jest to dużo dalej idą­ca gra z tożsamoś­cią bohat­era niż w innych fil­mach tego typu.

Ben Whishaw–  tu mamy do czynienia z ciekawym zabiegiem (obec­nym nie tylko w Atlasie Chmur) gdzie ogranic­zona gru­pa aktorów wymienia się rola­mi zarówno męski­mi jak i żeński­mi. To ciekawy pomysł – z jed­nej strony widz stara się dostrzec swo­jego akto­ra w każdym z kole­jnych pokazy­wanych epi­zodów, z drugiej sami aktorzy mogą się wid­zom zaprezen­tować w licznych przekracza­ją­cych granice płci czy rasy rolach. Zwierz wymienił Bena Wishawa bo w jed­nym z epi­zodów gra kobi­etę tak sub­tel­nie i wprawnie, że zwierz zori­en­tował się, że to aktor tylko po bard­zo charak­terysty­cznym uśmiechu. Co jest prawdę powiedzi­awszy sporym osiąg­nię­ciem bo widz zdawał sobie sprawę, że w tym filmie aktorzy pojaw­ia­ją się w kilku rolach.

Michel J. Fox – to ciekawy przy­padek kiedy mężczyz­na gra (niewielką) rolę kobiecą z przy­czyn nie fab­u­larnych czy ide­o­log­icznych ale tech­nicznych. W powro­cie do Przyszłoś­ci II Michel J. Fox gra głowę rodziny. Gdy sia­da przy stole może­my rzu­cić okiem na jego niesły­chanie podob­ne do ojca dzieci. Nic dzi­wnego – Michel J. Fox gra w tej sce­nie wszys­tkie role – zarówno ojca rodziny jak i dwo­je dzieci. Co ciekawe – by pochwal­ić poziom aktorstwa, zwierz został poin­for­mowany o tym fak­cie dopiero przez napisy koń­cowe do fil­mu, wcześniej był po pros­tu pewien, że do roli kilku­nas­to­let­niej dziew­czyny znaleziono jakąś podob­ną do Foxa aktorkę.

Tyler Per­ry – ciekawy przy­padek bo kari­era aktors­ka Per­rego do pewnego momen­tu opier­ała się niemal wyłącznie na gra­niu Madei – tytułowej „wściekłej czarnej kobi­ety” z pier­wszego fil­mu (z licznych nakrę­conych) gdzie pojaw­ia się jego bohater­ka. Mamy tu ciekawy przykład stworzenia wielowymi­arowej postaci – opartej jak twierdzi Per­ry na wspom­nieni­ach doty­czą­cych jego mat­ki i ciot­ki – od początku granej, napisanej i przez­nac­zonej dla mężczyzny. To ciekawy zabieg, zwłaszcza że Per­ry nie gra mężczyzny prze­branego za kobi­etę, raczej pewien rodzaj twardej, agresy­wnej (choć w sum­ie też opiekuńczej) mającej prob­le­my z prawem kobi­ety. Co więcej w śred­nim wieku. Choć filmy o Madei  nie wszys­tkim się podoba­ją to jed­nak samo ist­nie­nie postaci w przestrzeni kul­tu­ry pop­u­larnej jest bard­zo ciekawe. Oczy­wiś­cie wywodzi się z pró­by wywoła­nia efek­tu komicznego (w końcu to facet gra­ją­cy starą murzynkę) ale np. nie jest to efekt tak prosty jak w przy­pad­ku Eddiego Mur­phego gra­jącego w Grubym I Grub­szym wszys­tkie posta­cie. Tam najważniejsza w odbiorze postaci (zarówno żeńs­kich jak i męs­kich) jest świado­mość, że wszys­tkie role gra ten sam aktor. Tu rola należy do akto­ra ale na ekranie nie widzisz Tylera Per­ry tylko Madeę.

No i tak dos­zliśmy do koń­ca. Jak się okazu­je – motyw jest zde­cy­dowanie bardziej skom­p­likowany niż mogło­by się wydawać po oglą­da­niu hurtem bry­tyjs­kich skeczy (nie mów­cie że tego nie robi­cie). Zwierz musi przyz­nać, że zawsze jest zwolen­nikiem takich gier z płcią bohaterów. Nie stoi za tym ide­olo­gia tylko raczej przeko­nanie, że akto­ra w grze nie powin­na ograniczać płeć. Raczej to czy jest w danej chwili dopa­sowany do roli. Oczy­wiś­cie role gdzie mężczyźni gra­ją posta­cie transpł­ciowe należy rozważać w nieco innym kon­tekś­cie ale zwier­zowi zależało by też takie przykłady umieś­cić na liś­cie (w sum­ie jest to równie trudne i wyma­ga­jące przekracza­nia granic zadanie aktorskie). Zwierz rzecz jas­na zabierze się wkrótce także za drugą stronę tzn za kobi­ety gra­jące mężczyzn. Jest bard­zo ciekawy czy powtórzą się obec­ne tu schematy.

Ps: Tak zwierz wie, że Con­stan­tine miał już pre­mierę. Ale to nie znaczy, że zwier­zowi chce się o tym pisać. No ale jak się zbierze to napisze.

Ps2: Zwierz przy­pom­i­na, że do zgłoszenia się do Secret San­ta został już tylko jeden dzień. Jed­nocześnie tym którzy już się zgłosili przy­pom­i­na o wysła­niu maila z obow­iązkowy­mi infor­ma­c­ja­mi.

36 komentarzy
0

Powiązane wpisy