Home Ogólnie Opowiedz to jeszcze raz Will czyli nic się nie zgadza ale wszystko jest takie samo.

Opowiedz to jeszcze raz Will czyli nic się nie zgadza ale wszystko jest takie samo.

autor Zwierz

 

Hej

<!–[if !sup­port­Line­BreakNew­Line]–>
<!–[endif]–>

Zwierz poświę­ca kil­ka wpisów grud­niowych na speł­ni­an­ie zach­cianek czytel­ników. Zachowu­je się jak właś­ci­ciel firmy prze­wozowej, który chce wyko­rzys­tać wszys­tkie doku­men­ty zezwala­jące na prze­woże­nie pro­duk­tów przez granice zan­im skończy się rok. Zwierz chci­ał­by wejść w rok 2013 z przeko­naniem że spełnił choć trochę obiet­nic składanych czytel­nikom. Może­cie zapy­tać czy speł­ni­an­ie życzeń czytel­ników nie wpłynie na poziom czy charak­ter blo­ga. Spoko­jnie — zwierz jest wybred­ny — pisze o tym o czym sam chci­ał­by kiedyś napisać a cud­ze zamówie­nie trak­tu­je jedynie jako wymówkę by móc to zro­bić. Dziś zwierz (który czy­tał wczo­raj cały dzień o Kalwinie i układał w głowie wys­tąpi­e­nie o dok­tora­cie) zre­al­izu­je prośbę Eli, która zapy­tała czy zwierz napisze wpis o zre­al­i­zowanym kil­ka lat temu przez nasze kochane BBC cyk­lu Shake­speaRe ‑told. Zwierz zwyk­le nie wraca do dawnych pro­dukcji ale tym razem został i ład­nie popros­zony i sam właś­ci­wie nie ma nic prze­ci­wko temu (wierny czytel­nik blo­ga zapewne zauważy że zwierz uwiel­bia pisać o ekraniza­c­jach Szek­spi­ra).

 

 Trze­ba jed­no powiedzieć — cały cykl miał chy­ba jedne z naj­gorszych plakatów jakie zwierz widzi­ał. Okład­ka wszys­t­kich częś­ci wyglą­da kosz­marnie

 

Pomysł na cykl był prosty — wybra­no kil­ka najlepiej znanych sztuk Szek­spi­ra (Wiele Hała­su o nic, Poskromie­nie złośni­cy, Mak­bet, Sen nocy let­niej) i prze­nie­siono je w cza­sy współczesne. Do tego dorzu­cono film fab­u­larny stara­ją­cy się odt­worzyć do kogo i dlaczego Shake­speare napisał swo­je słynne sone­ty (spoko­jnie zwierz odkrył fakt ist­nienia tego fil­mu dopiero miesiąc temu, zaś fakt że zre­al­i­zowano go w ramach tego cyk­lu odkrył dopiero wczo­raj) .  Autorzy sce­nar­iuszy mogli zostaw­ić z ory­gi­nal­nych dra­matów Szek­spi­ra to co chcieli (choć ogól­nie język miał być współczes­ny), więc niekiedy współcześni bohaterowie wypowiada­ją jed­ną czy drugą Szek­spirowską frazę, jed­nak więk­szość dialogów jest zde­cy­dowanie współczes­na. Wol­ną rękę pozostaw­iono też twór­com przy wyborze otoczenia w jakim będzie się roz­gry­wała ich uwspółcześniona wer­s­ja. I tak Wiele hała­su o nic roz­gry­wa się w świecie telewiz­ji śni­adan­iowej, Mak­bet w środowisku znanych kucharzy, Poskromie­nie złośni­cy w wyższych sfer­ach związanych z par­la­mentem, a bohaterowie Snu nocy let­niej błąka­ją się po lasach otacza­ją­cych luk­su­sowy ośrodek wypoczynkowy. Zwierz musi powiedzieć, że o ile świet­nie rozu­mie intenc­je twór­ców (pokazać, że Szek­spirowskie prob­le­my i kon­flik­ty ład­nie dają się prze­nieść w dowolne miejsce i czas) o tyle nie we wszys­t­kich przy­pad­kach jest to szczegól­nie udany pomysł. O ile prze­niesie­nie Mak­be­ta w świat kuch­ni (z resztą chy­ba najład­niej nakrę­cona część cyk­lu z młodym McAvoyem jako Mak­betem) dobrze pokazu­je, że rządza władzy nie musi się ograniczać jedynie do szkoc­kich królów o tyle na przykład w przy­pad­ku Snu Nocy Let­niej wyraźnie widać, że twór­cy nie mieli pomysłu na uwspółcześnie­nie his­torii, która i tak zawsze musi się toczyć w dość mag­icznej otoczce, z kolei Wiele Hała­su o Nic wyda­je się być umieszc­zone w świecie telewiz­ji dość przy­pad­kowo, jedynie w Poskromie­niu złośni­cy widać, że twór­cy wybrali nową przestrzeń his­torii bard­zo uważnie i ze sporym namysłem.

 

 

 Mak­bet wylą­dował w kuch­ni ale trze­ba powiedzieć, że przy­na­jm­niej zdaniem zwierza, to kuch­nia tak odmalowana że jest nie gorszą sceną do morder­czej roz­gry­w­ki niż wnętrza szkoc­kich zamków.

 

No właśnie tym co najbardziej intry­gowało zwierza kiedy zasi­adł do oglą­da­nia kole­jnych filmów była odpowiedź na to jak twór­cy poradzą sobie z prostym fak­tem, że znacz­na część sztuk Szek­spi­ra do współczes­noś­ci śred­nio pasu­je. Zwłaszcza w przy­pad­ku Poskromienia Złośni­cy i Wiele Hała­su o nic gdzie wiz­ja sto­sunków damsko męs­kich jest jed­nak moc­no zako­rzeniona w oby­cza­jowoś­ci cza­sów elż­bi­etańs­kich. Zwierz zupełnie nie zwraca na to uwa­gi kiedy oglą­da wierną ekraniza­cję wychodząc z założe­nia, że każdy jest dzieck­iem swoich cza­sów, z tego samego powodu uważa, że moż­na spoko­jnie wys­taw­iać Kup­ca Weneck­iego (z resztą Michel Rad­ford pokazał,  ostat­nio jak bard­zo Kupiec wenec­ki może poruszyć), jed­nak kiedy his­torię przenosi się w cza­sie to opowiedze­nie jej dokład­nie tak samo jest nie możli­we. W przy­pad­ku Wiele Hała­su o Nic  twór­cy zde­cy­dowali się na krok zdaniem zwierza słuszny czyli mody­fikację zakończenia. Jasne jest, że współczes­na Hero  miała­by spore prob­le­my z rados­nym przyję­ciem przeprosin fac­eta, który ją pub­licznie skom­pro­mi­tował i upoko­rzył. Tak więc w nowej adap­tacji ślicz­na Hero (grana przez Bil­lie Piper, która aku­rat do tej roli się nada­je) odsyła Clau­dia ze stwierdze­niem,  że chy­ba zwar­i­ował myśląc że po tym wszys­tkim co się stało (trze­ba przyz­nać, że wydarzenia współczesne są nieco bardziej dra­maty­czne niż te ory­gi­nalne) przyjmie go z powrotem. Taka ekraniza­c­ja powin­na zad­owolić tych którzy już dziś skarżą się, że trud­no im oglą­dać Wiele Hała­su o nic właśnie ze wzglę­du na to jak Klau­dio trak­tu­je Hero. Co ciekawe a właś­ci­wie dość oczy­wiste głów­na linia fab­u­lar­na — w której mamy Bene­dic­ta i Beat­rice — nie wyma­ga właś­ci­wie żad­nych zmi­an. Szek­spir zafun­dował nam w Wiele Hała­su o Nic zrąb najbardziej pod­sta­wowej komedii roman­ty­cznej opartej na dow­cip­nej wymi­an­ie zdań ludzi, którzy się kocha­ją ale nie chcą do tego przyz­nać.  Tak więc dosta­je­my tylko wari­ację na znany tem­at, i ta powin­na raczej widzów zad­owolić (choć zwierz ma prob­lem bo Bene­dic­ta gra Damien Lewis którego zwierz na ekranie nie lubi tzn. nie mówi, że to zły aktor ale zwierz nigdy nie czu­je sym­pa­tii do odgry­wanych przez niego postaci). Oczy­wiś­cie sporo zmi­an jest w tle (to dość jasne kiedy wyrzu­ca się księ­cia a wstaw­ia pro­du­cen­ta telewiz­yjnego) ale całość rzeczy­wiś­cie podąża dość prostym przełoże­niem tego co w sztuce na to co w filmie. Jedyny zgrzyt to teo­re­ty­cznie roman­ty­cz­na a prak­ty­cznie kosz­marnie dydak­ty­cz­na sce­na czy­ta­nia sonetów Szek­spi­ra. Zwierz nie lubi kiedy w telewiz­ji tłu­maczą mu co powinien zrozu­mieć z czy­tanych utworów.

 

 

 Wiele Hała­su o Nic moż­na spoko­jnie przenosić w cza­sie i przestrzeni niewiele zmieni­a­jąc w głównym wątku — tu bowiem do dziś roz­gry­wa się część ekra­nowych roman­sów według zapro­ponowanego przez Szek­spi­ra schematu


 

Zde­cy­dowanie ciekaw­iej jest w przy­pad­ku Poskromienia złośni­cy. Jak powszech­nie wiado­mo nie do koń­ca da się dziś wys­taw­ić poskromie­nie złośni­cy tak by wid­zowie odczuli dokład­nie to co Szek­spirows­ka wid­ow­n­ia. Wiz­ja tem­per­owa­nia charak­teru wściekłej na wszys­t­kich dziew­czyny przez ser­ię upoko­rzeń, aż do chwili kiedy stanie się posłuszną żoną nie współ­gra z naszą wiz­ją świet­nej komedii. Widać, że twór­cy współczes­nej wer­sji też mieli z tym prob­lem. Wybrnęli dość pokręt­nie — po pier­wsze uczynili z głównej bohater­ki nie wściekłą pan­nę na wyda­niu ale znaczącą i pnącą się po szczeblach kari­ery panią poli­tyk, która męża potrze­bu­je raczej mar­ketingowo. Wściekłość zaś bierze się przede wszys­tkim z posi­ada­nia pięknej mat­ki (gra ją Twig­gy) i siostry mod­el­ki, które czer­pią korzyś­ci ze swego pięk­na uzna­jąc je za coś nat­u­ral­nego i dokucza­ją bied­nej, niskiej i nieład­nej Kate.  Stąd też zwierz pisał, że tu właśnie jest najważniejszy wybór miejs­ca — umieszcze­nie wszys­tkiego w świecie poli­ty­ki to dla twór­ców dowód, że kobi­ety trak­tu­ją jak najbardziej poważnie. Po drugie tak poprowad­zono akcję by ostate­czne wyz­na­nia uległoś­ci wzglę­dem męża zostały odwza­jem­nione wyz­naniem uległoś­ci wzglę­dem żony. Najwięcej zaś załatwiono w napisach koń­cowych gdzie kole­jne rodzinne zdję­cia pokazu­ją, męża zaj­mu­jącego się domem pod­czas kiedy jego żona poli­tyk nadal robi kari­erę co sugeru­je, że całe to tem­per­owanie paskud­nego charak­teru było zupełnie nie związane z wiz­ją żony, która ma siedzieć w domu i zaj­mować się dzieć­mi. Wciąż jed­nak film jest his­torią wściekłej na cały świat mniej kochanej brzyd­szej siostry, którą mężczyz­na ser­ią upoko­rzeń doprowadza do zmi­any postawy (choć nie całkowicie bo wciąż jest nieuległa w walce poli­ty­cznej). Zwierz musi powiedzieć, że miał­by pewne trud­noś­ci z oglą­daniem tego fil­mu ( nie żeby zwierz był spec­jal­nie zide­ol­o­gi­zowany po pros­tu nie przepa­da kiedy ktokol­wiek robi komukol­wiek przykrość na ekranie) gdy­by nie najlep­szy wybieg twór­ców — czyli obsadza dwóch głównych ról. Rolę wściekłej Kate dostała Shirley Hen­der­son aktor­ka, którą zwierz widu­je cią­gle w fil­mach BBC (może tak je dobiera) i robi to naprawdę znakomi­cie tzn. furia w jaką popa­da jej bohater­ka jest tak olbrzymia, że nawet przez chwilę nie ma się wąt­pli­woś­ci że należało­by coś z tym zro­bić. Jest z resztą przy tym przekomicz­na co przy­pom­i­na dawne cza­sy kiedy Poskromie­nie Złośni­cy raczej nie budz­iło kon­trow­er­sji. Ale i tak najlep­szą rolą w filmie jest Petru­chio w wyko­na­niu Rufusa Sewella — aktor należy do ścisłej czołów­ki ulu­bionych bry­tyjs­kich aktorów zwierza między inny­mi dlat­ego, że ide­al­nie gra ten typ ludzi po których moż­na spodziewać się wszys­tkiego. Tu od pier­wszej sce­ny widać, że jego bohater jest bardziej niż lekko nar­wany, ale mimo wszys­tko budzi naszą sym­pa­tię. W ostate­cznym rozra­chunku fakt, że bohater zda­je się mieć odrobinę nierówno pod sufitem też spraw­ia, że jakoś łatwiej oglą­dać całość bo prze­cież zawsze moż­na stwierdz­ić, że nor­mal­ni face­ci się tak nie zachowu­ją.

 

 Trze­ba przyz­nać, że w Poskromie­niu Złośni­cy bohater grany przez Rufusa Sewella przez więk­szość fil­mu gania w mak­i­jażu, obcasach, spód­ni­cy i kabaretkach. Nie mniej co niepoko­jące (a może tylko ciekawe) wyglą­da w całym tym stro­ju niesamowicie dobrze


 

Co ciekawe dwie pozostałe ekraniza­c­je z cyk­lu idą w inną stronę. Zwierz może wam z góry powiedzieć, że uważa skom­p­likowany i w sum­ie nie tak dale­ki od ory­gi­nału Sen Nocy Let­niej za nieu­dany. Wyda­je się jak­by twór­cy tego aku­rat fil­mu nie zrozu­mieli zada­nia.  Oczy­wiś­cie wypadło trochę postaci i mamy do czynienia ze zmi­aną deko­racji ale wciąż to ta sama opier­a­ją­ca się na dość prostym pomyśle his­to­ria gani­a­nia się całej grupy młodych i nieco starszych ludzi po lasach. Niek­tórych będzie baw­ić , niek­tórych nie. Zwierz nie będzie się rozpisy­wał bo widzi­ał film tylko raz i mu się zupełnie nie spodobała ta kon­cepc­ja.  Może jeśli magia to tylko w ory­gi­nal­nym wyda­niu.  Z kolei w przy­pad­ku Mak­be­ta prob­lem pole­ga na tym, że o ile kome­die prze­suwa się w cza­sie nieco rzadziej (ale także z mniejszy­mi kon­sek­wenc­ja­mi bo np. Wiele Hała­su o Nic Branagha dzieje się w Toskanii  i jakieś dwieś­cie lat później niż powin­no ale to nie ma żad­nego znaczenia) o tyle ilekroć ktoś się­ga po tragedie to prze­suwa je w cza­sie, rein­ter­pre­tu­je i umieszcza w zupełnie innym kon­tekś­cie. Inny­mi słowy twór­cy Mak­be­ta choć­by nie wiado­mo jak się starali wiele nowego zapro­ponować nie mogli. Wybrali świat znanych kucharzy, ciemne zaułek do którego wychodzi się ze śmieci­a­mi, ambic­je, gwiazd­ki dla najlep­szych lokali, tasa­ki i wszys­tkie te akce­so­ria które kojarzą się raczej z Kuchen­ny­mi Rewoluc­ja­mi niż ze szkocką sztuką.  Zdaniem niek­tórych zmieniło to Mak­be­ta w walkę o kotle­ta (rym nieza­mier­zony), zdaniem zwierza to pomysł dość dobry bo ambic­ja to zawsze ta sama bes­tia która na równi ataku­je kucharzy i królów a kuch­nia dostar­cza przede wszys­tkim niezbęd­nych rek­wiz­ytów i plas­ty­cznych wiz­ji. Zwierz może miał­by inną opinię ale twór­com wyszedł film odpowied­nio mroczny i niepoko­ją­cy, zaś James McAvoy jako młody Mak­bet jest jak zwyk­le bard­zo dobry. Zdaniem zwierza to z resztą najlepiej wyko­nana reży­ser­sko rob­o­ta w całym cyk­lu i chy­ba jedyny film, który obronił­by się nie tylko w telewiz­ji ale i w kinach.

 

 

 Zwierz ma spore prob­le­my z nowym Snem Nocy Let­niej, który zupełnie zwierza nie rozbaw­ił. A nieśmieszny Sen Nocy Let­niej to zbrod­nia

 

Na sam koniec zwierz chce wam napisać o  filmie o samym Szek­spirze (A Waste of Shame), którego Wikipedia ani box z fil­ma­mi nie zal­icza do cyk­lu ale robi to sama strona BBC, której to zwierz ufa. Zwierz znalazł film  niedawno (był cały na youtube) przy okazji przeglą­da­nia fil­mo­grafii Ruper­ta Gravesa który gra w filmie samego Szek­spi­ra. Pomysł wyjś­ciowy jest nawet niezły — jak wiado­mo sone­ty Szek­spi­ra mają to do siebie, że po pier­wsze w częś­ci stanow­ią rady dla młodego mężczyzny, w częś­ci są adresowane do Czarnej Damy. Trud­no się dzi­wić sce­narzys­tom, że nie pokusili się o to by napisać sce­nar­iusz tłu­maczą­cy skąd się takie natch­nie­nie wzięło. Sce­narzys­ta zde­cy­dował się na następu­jące rozwiązanie — młodzieńcem z sonetów zosta­je William Her­bert, dobrze urod­zony młodzie­niec, którego na zlece­nie rodziny sone­ty Szek­spi­ra mają skłonić by znalazł sobie żonę i się ustatkował. Ta wiz­ja ma aku­rat potwierdze­nie w domysłach Szek­spirologów, którzy umieszcza­ją nazwisko Her­ber­ta na krótkiej liś­cie tych komu zbiór mógł być dedykowany. Czarną Damą zosta­je zaś śni­a­da prosty­tut­ka, do której przy­wiązu­je się nasz poeta. Film oglą­da się dobrze, ba nawet niek­tóre pomysły są ciekawe, prob­lem w tym, że nieza­leżnie od tego czy dobrze się zna dzieje utworów Szek­spi­ra, czy się właś­ci­wie nic o nich nie wie, nie trud­no wyczuć, że mamy tu do czynienia z fan­tazją reży­sera, a nie z odt­worze­niem fak­tów. A takie gdy­ban­ie najczęś­ciej sprowadza się do wypróbowanych klisz dra­maty­cznych, które chy­ba jed­nak nie do koń­ca pasu­ją do tem­atu . Jak ktoś słusznie zauważył to ta wiz­ja, w której poe­cie się coś przy­darza a potem opisu­je on to w wier­szach. Jak­by niczego nie tworzył tylko odpowiadał poe­t­y­cko na zdarzenia. Może jedynym plusem fil­mu jest to, że sam Szek­spir nie wypa­da na tak fas­cynu­jącą czy roman­ty­czną postać jaką  zwykły nam ostat­nio fun­dować filmy. Wręcz prze­ci­wnie zwierz oglą­da­jąc pro­dukcję miał wraże­nie, że widzi człowieka zupełnie zagu­bionego i nie chodzi jedynie o to czy woli pięknego młodzień­ca od pięknej kobi­ety, tylko w ogóle co ma ze sobą robić. Zwierz lubi kiedy poe­ci nagle przes­ta­ją być posta­ci­a­mi fas­cynu­ją­cy­mi a wychodzi z nich jakaś miałkość (poeta nie musi być wielkim człowiekiem by pisać wielką poezję). Dzi­wnym pomysłem było obsadze­nie Ruper­ta Gravesa w tej roli (zwierz go uwiel­bia ale do gra­nia poet­ów to on się śred­nio nada­je) ale trze­ba przyz­nać, że aktor robi co może. Choć tech­nicznie świet­nie zre­al­i­zowany to jed­nak film nie jest szczegól­nie dobry  — braku­je w nim jakiejś iskry, a poza tym jed­nak trochę za luźno trak­tu­je fak­ty z życia swoich bohaterów. Zwierz oczy­wiś­cie obe­jrzał film z przy­jem­noś­cią, ale najbardziej się uśmi­ał w cza­sie czy­ta­nia recen­zji fil­mu na Imdb.  Otóż ktoś zauważył, że Szek­spi­ra w ogóle się nie da lubić i że w sce­nie gdy lekarz staw­ia mu bard­zo poważną diag­nozę czu­je­my więcej sym­pa­tii do lekarza niż do Szek­spi­ra. Zwierza to ubaw­iło ponieważ lekarza gra przez jakieś pięć min­ut Tom Hid­dle­ston?, jeden z tych aktorów do którego ostat­nio wszyscy czu­ją więk­szą sym­pa­tię niż do głównych bohaterów.

 

 

 Zwierz wybrał ilus­trację w sty­lu “fan­girl przed­staw­ia” ale czy to jego wina, że praw­dopodob­nie zapamię­ta tą śred­nio udaną pro­dukcję przede wszys­tkim z tego, że Tom Hid­dle­ston ?pojaw­ił mu się zupełnie niespodziewanie na ekranie (dowodząc że każdy ang­iel­s­ki aktor grał z innym ang­iel­skim aktorem)

 

W sum­ie cały cykl pokazu­je, że właś­ci­wie przenosze­nie Szek­spi­ra w cza­sie nie jest trudne ale i nie do koń­ca opła­calne. W więk­szoś­ci przy­pad­ków ogranicza się tak naprawdę do gry z kon­wencją, zmi­any deko­racji — lub poprawek oby­cza­jowych. Niem­niej nie zmienia to fak­tu, że gdy­by zre­al­i­zowano te wszys­tkie his­to­rie tak jak napisał je Szek­spir w wielu widzach wywołały­by mniej więcej te same emoc­je (no może poskromie­niem złośni­cy). Zwierz nie ma nic prze­ci­wko przenosze­niu Szek­spi­ra w cza­sie (jego sztu­ki i tak nie dzieją się wtedy kiedy się dzieją) ale w sum­ie to jedynie taka zabawa, która chy­ba niko­go do wielkiego  poe­ty nie przekona. Zwłaszcza, że w opisy­wanych fil­mach porzu­cono poe­t­y­cką frazę. Co nato­mi­ast wyraźnie widać, to jak niewiele nowych his­torii sami wymyślil­iśmy sko­ro Wiele hała­su o nic spoko­jnie może prze­jść jako najnowsza kome­dia nawet wtedy kiedy widz nie zna ory­gi­nału. Jed­nak być może na osąd zwierza wpły­wa fakt, że nigdy nie trze­ba go było do Szek­spi­ra spec­jal­nie przekony­wać. Wręcz prze­ci­wnie, zwierz darzy dzieła ang­iel­skiego trage­diopis­arza trud­ną do opisa­nia sym­pa­tią. Stąd też zwierz jest zde­cy­dowanie bardziej ciekawy jak wypadł wcześniejszy pro­jekt BBC, który na tej samej zasadzie przeniósł w cza­sy współczesne część opowieś­ci Kan­ter­beryjs­kich. Zwierz jeszcze tego nie widzi­ał (tak zwierz nie widzi­ał wszys­tkiego) ale jest niezwyk­le ciekawy, i pewnie zabierze się za oglą­danie jak tylko zna­jdzie chwilkę cza­su.  Niem­niej wyda­je się, że twór­cy cyk­lu sami sobie nie ułatwiali. Gdy­by wybrali np. Otel­la i postarali się go roze­grać lep­iej niż w amerykańskiej wer­sji (pamięta­cie miał tytuł O. ), czy por­wać się na prze­niesie­nie Kup­ca Weneck­iego we współczes­ność to kto wie, może wyszły­by im filmy zde­cy­dowanie lep­sze a przy­na­jm­niej zmusza­jące do głęb­szej reflek­sji.

 

 

 Prob­lem z cyk­lem jest taki, że częs­to zwierz łapał się na tym, że podob­ny efekt moż­na było­by uzyskać bez tego całego “ponownego opowiada­nia” tylko nor­mal­nym cyk­lem ekraniza­cji w nowych deko­rac­jach 

 

Co ciekawe seria filmów, które nie są aż tak bard­zo udane, ma szanse być oglą­dana przez wielu widzów w kółko. Dlaczego? Otóż to magia BBC gdzie gra­ją wszędzie ci sami aktorzy i oglą­da się po kil­ka razy te same filmy zawsze dla kogoś innego. Jeśli połączyć obsady opowiedzianego ponown­ie Szek­spi­ra i nowych opowieś­ci Kan­ter­beryjs­kich wyjdzie nam gdzieś 1/3 ang­iel­s­kich aktorów którzy sprzedali duszę BBC, a to oznacza wielokrotne oglą­danie tych samych filmów. Aż w końcu dojdziecie do poziomu zwierza, który z radoś­cią dochodzi do wniosku, że już potrafi wymienić z imienia i nazwiska całą obsadę. Wtedy trze­ba się poważnie zas­tanow­ić nad włas­ną przyszłoś­cią. Może się okazać, że nie pozostanie wam nic innego tylko założyć blo­ga :)

 

Ps: A poniżej dla potom­noś­ci zwierz doku­men­tu­je dzień,  w którym pokon­ał Ewan­gelię. Wielkie dzię­ki wszys­tkim czytel­nikom razem i każde­mu z osob­na.

 

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy