Home Ogólnie Orki zwiały z sercem zwierza czyli o Warcraft: Początek

Orki zwiały z sercem zwierza czyli o Warcraft: Początek

autor Zwierz
Orki zwiały z sercem zwierza czyli o Warcraft: Początek

Zwierz przyz­na szcz­erze, że na War­craft: Początek szedł­by z nieco mniejszym zapałem gdy­by nie Paweł Opy­do. Paweł od miesię­cy bom­bar­dował zwierza infor­ma­c­ja­mi doty­czą­cy­mi pro­dukcji jed­nocześnie cały czas pow­tarza­jąc (naprzemi­en­nie), że film będzie albo bard­zo dobry albo bez­nadziejny. Zwierz który nigdy w grę Bliz­zar­da nie grał mógł co najwyżej kiwać głową i ofer­ować pod­cas­towe wspar­cie w ramach poraż­ki. Na całe szczęś­cie okaza­ło się, że w cza­sie swoich zmi­en­nych nas­tro­jów Paweł miał przez chwilę rację. War­craft jest filmem niespodziewanie (dla wszys­t­kich) dobrym.

Zaczni­jmy od prostego stwierdzenia że kino Fan­ta­sy nie ma łat­wo. Oprócz ekraniza­cji prozy trud­no znaleźć zbyt wiele filmów fan­ta­sy które odniosły sukces. Nawet obec­na moda – którą oży­wiły ekraniza­c­je Hob­bita i Gry o Tron niekoniecznie zaowocow­ała liczny­mi pro­dukc­ja­mi. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje wyda­je się zaskaku­ją­co pros­ta. Filmy fan­ta­sy są bard­zo dro­gie a ich powodze­nie na pstrym koniu jeździ. Na jed­nego Wład­cę Pierś­cieni wypa­da nie tyle jeden Hob­bit co jeden Eragon czy Dun­geons and Drag­ons. Doty­chczas zasa­da była więc pros­ta – dobre fan­ta­sy (albo oparte o Tolkiena – tu nikt już nie liczył jakoś­ci) dużo na siebie zara­bi­ało, ale wystar­czyło odrobinę się potknąć i  moż­na było stracić mil­iony. Do tego  panu­ją­ca właśnie moda na Grę o Tron odciągnęła nas trochę od takiego klasy­cznego hero­icznego fan­ta­sy z elfa­mi, kras­nolu­da­mi i dziel­ny­mi bohat­era­mi ofer­u­jąc nam świat gdzie od magii gorsza jest zima a smo­ki moż­na policzyć na pal­cach jed­nej ręki. To bard­zo dobra zmi­ana dla ludzi od budże­tu – niekoniecznie dla wiel­bi­cieli klasy­cznego fan­ta­sy. Na tym tle pomysł ekraniza­cji War­crafta – którego styl­ist­ka to takie fan­ta­sy na stery­dach musi­ał się wydawać sza­lony. Ale z drugiej strony nie sposób odmówić twór­com pewnego geniuszu. Bo obec­nie rzeczy­wiś­cie jest na rynku olbrzymia zieją­ca luka na jakieś porządne fil­mowe fan­ta­sy w kilku częś­ci­ach i War­craft doskonale tę lukę wypeł­nia. Z co najm­niej kilku powodów.

after-10-years-the-first-trailer-for-the-world-of-warcraft-movie-is-here

Zwierz uwiel­bia kiedy wrzu­ca się go w świat nie opowiada­jąc wszys­tkiego co było i wszys­tkiego co będzie. I to War­craft robi doskonale

Zaczni­jmy od pier­wszego i najważniejszego. Pod­sta­wowy kon­flikt świa­ta War­crafta nie jest kolorowy i błyszczą­cy jak zbro­je ryc­erzy. Z umier­a­jącego świa­ta przy­by­wa­ją do  spoko­jnego Aze­roth orki. Przy­by­wa­ją bo muszą znaleźć sobie nowe miejsce do życia. Prowadzi je potężny sza­man Gul’dan posługu­ją­cy się mag­ią zwaną też Spacze­niem. To potęż­na magia pozwala­ją­ca np. przemieszczać się pomiędzy świata­mi ale by z niej korzys­tać należy wsysać z kogoś energię życiową. A to wcześniej czy później mści się na tym kto ze Spaczenia próbu­je korzys­tać.  Orki przy­by­wa­ją i niszczą pokój, zmusza­jąc mieszkańców Aze­roth  — ludzi, elfy i kras­noludy do zawar­cia Przymierza wymier­zonego w orczą Hordę. Jeśli myśli­cie że to pros­ta wal­ka dobra ze złem… to się zdzi­wicie. Otóż film podob­nie jak gra wcale nie mówi po której stron­ie powinien stanąć widz. Film co chwilę zmienia punkt widzenia – raz widz­imy jak na inwazję orków reagu­ją ludzie, by po chwili zobaczyć naszych orczych bohaterów – którzy sami nie są szczegól­nie dobrze nastaw­ieni do swo­jego przy­wód­cy. To właśnie wyko­rzys­tanie tych dwóch per­spek­tyw, i pokazanie nam ciekawych bohaterów po obu stronach kon­flik­tu jest naj­ciekawszym ele­mentem fil­mu.  Zło nie jest tu brzy­d­kie, a dobro piękne. Choć zbro­je ludzi lśnią w słońcu a Orki obwies­zone są koś­ciany­mi ozdoba­mi to jed­nak widz złapie się nie raz na tym, że będzie kibi­cow­ał obu stronom najbardziej prag­nąc by bohaterowie- których niekoniecznie tak wiele dzieli, dos­zli do porozu­mienia. Zdaniem zwierza- przy­pad­kowo trud­no powiedzieć – udało się w tym filmie pokazać jak bard­zo zmienił się świat i postrze­ganie dobra i zła od cza­sów fan­ta­sy spod pióra Tolkiena. Tu zło oczy­wiś­cie ist­nieje – pod postacią korumpu­jącego Spaczenia ale nie jest ono zarez­er­wowane dla jed­nej rasy. Może dopaść każdego. I tak film staw­ia nas w przedzi­wnej sytu­acji gdzie jest kon­flikt ale właś­ci­wie, nie ma tych złych. Co oczy­wiś­cie spraw­ia że dużo bardziej angażu­je­my się emocjon­al­nie.

warcraft-movie-reviews

 Czy jest kic­zowa­to? Tak! Czy ma być kic­zowa­to? Tak!

Dru­gi doskon­ały ele­ment to bohaterowie. Zwierz nie pamię­ta kiedy tak bard­zo pol­u­bił bohaterów jakiegoś fil­mu, właś­ci­wie hur­towo. Zan­im zwierz prze­jdzie do konkretów to musi stwierdz­ić jed­no. To film w którym żaden z bohaterów nie jest takim (z braku pol­skiego słowa) „bul­ly”. Wręcz prze­ci­wnie – więk­szość postaci w filmie jest w pewien sposób sym­pa­ty­cz­na, otwarta skłon­na do zachowań, które świad­czą o inteligencji czy tol­er­ancji a przy­na­jm­niej zdol­noś­ci wyjś­cia poza własne uprzedzenia. Strasznie się to zwier­zowi spodobało. Wśród ludzi głównym bohaterem jest Anduin Lothar, dowód­ca wojsk i przy­ja­ciel króla. W wielu pro­dukc­jach był­by on szla­chet­ny ale nieufny, być może bardziej wierzył­by w miecz niż w pis­mo i pewnie w swo­jej szla­chet­noś­ci był­by trud­ny do pol­u­bi­enia. Tu zaś dosta­je­my bohat­era który jest przede wszys­tkim sym­pa­ty­czny. Nie trak­tu­ją­cy siebie zbyt poważnie. Poza chwil­a­mi kiedy zamienia się w ojca, który co praw­da zgodz­ił się by jego syn rozpoczął służbę wojskową ale wyraźnie drży o jego bez­pieczeńst­wo. Jest niesły­chanie lojal­ny wobec króla, ale tam gdzie nor­mal­nie mielibyśmy szla­chet­ność u niego jest poczu­cie humoru, non­sza­lanc­ja czy ponown­ie by użyć anglo­języ­cznego zwro­tu swag.  To nie jest bezmóz­gi osiłek, albo ktoś gardzą­cy mag­ią czy nauką. Jest za to dobrym dowód­cą i myślą­cym człowiekiem. Doskon­ały główny bohater do którego moż­na mieć na tyle dys­tan­su, że jest jed­nak w tym całym swoim bohaterst­wie ludz­ki. Przy czym jakieś 90% sym­pa­tii do bohat­era zdaniem zwierza wyni­ka z fak­tu, że Travis Fim­mel gra go doskonale. Tu wystar­czy drob­ny gest, tam mimi­ka, gdzie indziej spo­jrze­nie niebies­kich oczu i nagle bohater naprawdę oży­wa. Serio zwierz dawno nie widzi­ał postaci o której tak wiele dowiedzi­ał­by się z niewiel­kich gestów. Fenom­e­nal­na rola, która przy­na­jm­niej zdaniem zwierza pokazu­je, że dla Fim­mela jest miejsce nie tylko w telewiz­ji.

video-warcraft-king-llane-asks-garona-to-help-them-videoSixteenByNine768

Zwierz pol­u­bił bohaterów. Najbardziej za to, że coś już się im przy­darzyło i nie mamy obow­iązkowego “początku dro­gi”

Lothar może być cud­own­ie zdys­tan­sowany bo wszelkie cechy ide­al­nego bohat­era prze­j­mu­je na siebie król. Król Llane to taki Aragorn na stery­dach jeśli chodzi o szla­chet­ność, ale za to z olbrzymią dawką empatii. Zwierz przyz­na szcz­erze, od samego początku zapałał do tego króla sym­pa­tią bo przy­pom­i­nał zwier­zowi wszys­t­kich tych wyide­al­i­zowanych wład­ców, którzy chcą rządz­ić w poko­ju, prag­ną per­trak­tacji i doskonale wiedzą, że współpra­ca daje więcej niż zem­s­ta. Dorzuć­cie do tego królewskie szaty, złotą zbro­ję i wiel­gaśne oczy Domini­ca Coopera i dostaniecie króla niemalże ide­al­nego. Zwierz przyz­na wam szcz­erze, że tak jak nor­mal­nie nie toleru­je tego typu postaci to tu właśnie – dzię­ki jej łagod­noś­ci i życ­zli­woś­ci naty­ch­mi­ast odd­ał jej serce. Im bliżej było koń­ca fil­mu tym bardziej zwierz czuł, że chce by król znalazł się daleko od całego zamiesza­nia i nic nigdy mu się nie stało. Choć to dalekie porów­nanie to zwierz zaczął go szy­bko darzyć podob­ny­mi uczu­ci­a­mi jaki­mi darzy Króla Artu­ra. Zwierz zawsze ma nadzieję, że his­to­ria Artu­ra skończy się dobrze. I tu miał podob­nie. Gdy­by mógł otworzyć tele­port w środ­ku bitwy to pewnie by wywiózł swo­jego ide­al­nego króla jak naj­dalej. I tak to jest prze­sad­zone ale taka prze­sa­da trafia do zwier­zowego ser­dusz­ka.

warcraft-movie-trailer-llane-e1465758146801

Co dla niek­tórych będzie schematy­czne dla zwierza jest odwoły­waniem się do bard­zo dobrze znanych z leg­end czy “pieśni o…” schematów pokazy­wa­nia dobrych wład­ców, dziel­nych dowód­ców i hon­orowych przy­wód­ców

Tam gdzie prawdzi­we fan­ta­sy tam też i porząd­ni magowie. Tu mamy dwóch. Potężnego Strażni­ka magii i poko­ju – Medi­vha i młodego, jeszcze ter­min­u­jącego Khadgara.  Ist­nieją pewne schematy pokazy­wa­nia Magów w fil­mach i w fan­ta­sy. Starszy winien mieć długą brodę i wyglą­dać jak­by poz­nał wszys­tkie tajem­nice świa­ta. Młody i nieopier­zony winien potykać się o własne nogi. Tym­cza­sem tu znów his­to­ria idzie nieco w bok Medi­vha gra Ben Fos­ter i tworzy postać bard­zo niejed­noz­naczną, ale jed­nocześnie – nie wpa­sowu­jącą się pros­to w schemat Gan­dal­fa czy Saru­mana. Z kolei mody Khadgar z jed­nej strony jest bohaterem który może się tak zaczy­tać że nie zaważy że wyruszył na wyprawę wojen­ną, z drugiej – to ist­ny Sher­lock Holmes. Pod­czas kiedy wszyscy są zaję­ci kon­flik­tem on z powodze­niem prowadzi własne śledzt­wo. Przy czym zwierz musi powiedzieć, że magia w tym filmie jest abso­lut­nie przepięk­na i choć zapewne naw­iązu­je do tego co moż­na zobaczyć w grach to zwier­zowi strasznie się podo­ba. Tu widać prawdzi­wą nad­nat­u­ral­ność mag­icznych dzi­ałań, są runy, światło, błyskaw­ice. Dokład­nie tak jak zdaniem zwierza powin­na wyglą­dać magia na ekranie. Zresztą właśnie ta przeszarżowana styl­isty­ka ujęła zwierza od początku.

warcraft_lothar

Film częs­to jest kry­tykowany za brak poczu­cia humoru. Zwierz ma jed­nak wraże­nie że jest go całkiem sporo

Ważne jed­nak by nie zapom­nieć że mamy bohaterów też po drugiej stron­ie.  Garona – półork, pół człowiek (ale nie do koń­ca wiado­mo, bo jej pochodze­nie jest osnute tajem­nicą), sta­je się dla całego kon­flik­tu abso­lut­nie kluc­zowa. Nie tylko służy jako tłu­macz­ka między obo­ma świata­mi ale także aut­en­ty­cznie sta­je się jed­ną z niewielu osób które mogą pomóc rozwiązać kon­flikt. W wielu fil­mach Garona była­by  postacią przeszarżowaną, albo gra­no by jej niską pozy­cją w Hordzie albo pokazy­wano by głównie ją w kaj­danach Przymierza. Tu jed­nak zosta­je szy­bko zaak­cep­towana przez ludzi, sta­je się jed­ną z nich, przy­jaciółką, osobą zau­faną. Co ciekawe – spotkanie z Garoną daje też punkt wyjś­cia do chy­ba ulu­bionego – Gen­derowego wątku całej his­torii. Okazu­je się, że najlepiej dogadu­je się z nią inteligen­ta żona króla, która naty­ch­mi­ast rozu­mie jej sposób mówienia, a także okazu­je jej zau­fanie. To w ogóle fajny wątek – żony króla – obec­nej na naradach wojen­nych, trak­towanej z sza­cunkiem – wychodzącej poza schemat. Jed­nocześnie, choć orczyn­ka wyda­je się być atrak­cyj­na dla co najm­niej dwóch bohaterów to oni sami trak­tu­ją ją z sza­cunkiem – i w sum­ie więcej w tym przy­jaźni i lojal­noś­ci niż zau­roczenia. Co oczy­wiś­cie spraw­ia, że kiedy sprawy się kom­p­liku­ją jest naprawdę przykro. Przy czym Garona nie została stwor­zona jako bohater­ka lep­sza od innych co niekiedy zdarza się kiedy w filmie ma być sil­na postać kobieca.

maxresdefault (2)

Garona mogła­by być takim kwiatkiem do kożucha. Jest kluc­zową dla his­torii postacią

Na koniec zosta­je nam Durotan, dziel­ny i hon­orowy przy­wód­ca jed­nego z orczych klanów. To taki przy­wód­ca ide­al­ny – w sum­ie trochę podob­ny do naszego króla w złotej zbroi. Pon­ad wszys­tko ceni hon­or i swoich ludzi. Nie boi się szukać nowych sojuszników kiedy okazu­je się, że wśród orków nie dzieje się dobrze. Durotan jest takim klasy­cznym bohaterem fan­ta­sy – sam właś­ci­wie bez skazy, gotów poświecić wszys­tko dla dobra swo­jego ludu. Hon­orowy niemal do prze­sady. Na dodatek jeszcze mamy okazję poz­nać jego łagod­niejszą stronę w sce­nach z żoną i dzieck­iem. I ponown­ie udało się sce­narzys­tom prze­bić przez CGI (które częs­to sta­je na drodze do stworzenia pełnokr­wistych bohaterów) i stworzyć postać, której szcz­erze się kibicu­je i którą się lubi. Jed­nocześnie nie ogra­biono go z typowo orczego uporu, siły czy – co najważniejsze hon­orowoś­ci. W ogóle pokazy­wanie orków jako rasy rozwiązu­jącej swo­je prob­le­my poprzez star­cie siłowe ale trak­towane bard­zo hon­orowo to ciekawy sposób na pokazanie jak nieco inny sposób rozwiązy­wa­nia kon­flik­tów niekoniecznie musi od razu kojarzyć się z czymś prymi­ty­wnym.

warcraft-movie-trailer-orc

Film ma pokazać dwie strony i dwa zestawy bohaterów. I robi to nadzwyczaj sprawnie

Po trze­cie w  War­craf­cie cud­own­ie jest to, że niczego nie uda­je. Jeśli są zbro­je to lśnią tak że w oczy kole i gdy­by je naprawdę stosowano to nikt nie wsi­adł­by na konia. Jeśli jest wieża czarnok­siężni­ka to nasz bohater porząd­nie się zas­apie zan­im dotrzeć na najwyższy szczyt. Stoli­ca pięknego zielonego kra­ju lśni biela­mi wież, kras­noludy są niskie i rude, elfy mają najbardziej spicza­ste uszy na świecie. Ale jed­nocześnie dzię­ki temu, że film się nie tłu­maczy mamy też poczu­cie, że zostal­iśmy wrzuceni do świa­ta o długiej his­torii, który poz­na­je­my nie od początku ale w trak­cie jego trwa­nia. Zwierz uwiel­bia kiedy filmy to robią, bo właśnie dzię­ki temu świat przed­staw­iony nabiera głębi. Jed­nocześnie twór­com udało się zro­bić coś co zwierz bard­zo ceni – kiedy film dob­ie­ga koń­ca zaczy­namy sobie zdawać sprawę, że nawet dwie godziny z kawałkiem to za mało by opowiedzieć całość.  Jed­nak kon­tynu­ac­ja nie brz­mi jako coś wymus­zonego, raczej jako rzecz koniecz­na bo sprawa jest za bard­zo zag­mat­wana by szy­bko ją zakończyć. To jeden z tych filmów, które ucieka­ją przed dobrym czy złym zakończe­niem, raczej syg­nal­izu­jąc że dopiero zaczy­namy opowieść. Zwierz musi powiedzieć, że chwała Bogu chińczykom którzy film pokochali pier­wszą miłoś­cią bo będzie kole­j­na odsłona. Zwierz był­by bard­zo nieszczęśli­wy gdy­by się na tym skończyło.

8J07_FB1200_COMP_152505R_0000_HR_4a394c0ee3

Nadal zwierz uważa że sporo w tej pro­dukcji ele­men­tów leg­endy którą opowia­da się kawałka­mi a nie w całoś­ci

No i na koniec po czwarte. Zwierz nigdy nie grał w grę. Dowiedzi­ał się od zna­jomych kilku rzeczy, które poz­woliły mu zała­pać żart z owcą czy zrozu­mieć dlaczego pojaw­ia­ją­ca się w tle kar­cz­ma ma spore znacze­nie. Wiedzi­ał też jakiej styl­isty­ki należy się spodziewać.  I tyle. Baw­ił się zaś przed­nio – choć pewnie inaczej niż jego zna­jo­mi, którzy w grę gra­ją  i kocha­ją. Jed­nocześnie mimo naszpikowa­nia fil­mu fan ser­vicem, udało się uniknąć zro­bi­enia pro­dukcji tylko dla fanów. Główny kon­flikt jest pokazany czytel­nie, różnice pomiędzy sposobem rozu­mowa­nia ludzi i orków także. Nawet różnice językowe dobrze pokazano – dzię­ki temu że w cza­sie jed­nej roz­mowy może­my zobaczyć jak bohaterowie mówią do siebie ale się nie rozu­mieją. Twór­cy zde­cy­dowali się też na dobry zabieg – his­torię rozpoczy­namy ze strony orków więc zaczy­namy czuć do nich sym­pa­tię zan­im okazu­je się, że to oni są najeźdź­ca­mi. Doskon­ały pomysł. Zwierz nie jest fanem gry ale bard­zo pol­u­bił film. A to ponoć wcale nie jest takie proste do osiąg­nię­cia.

warcraft still orc human faceoff

Dawno nie było w kinach fil­mu w którym zwierz tak by pol­u­bił bohaterów

 

Dlaczego film nie spodobał się kry­tykom? Trud­no powiedzieć. Być może prag­nęli nieco mniej prz­erysowanej styl­isty­ki, która niekiedy rzeczy­wiś­cie przy­pom­i­na scree­ny z gry kom­put­erowej. Z drugiej strony – zwierz lubi te wszys­tkie długie suknie, lśniące kle­jno­ty i wielkie miecze. Taki jest ten świat i to prz­erysowanie jest naprawdę urocze. Być może nie wszyscy wyczuli, że pewien dys­tans do opowiadanej his­torii – który w filmie pojaw­ia się dość częs­to, nie jest próbą obłaskaw­ienia widza, tylko ele­mentem na stałe wpisanym w świat War­crafta. Tu humoru jest sporo, ale jed­nocześnie twór­cy pamię­ta­ją, że tam gdzie ma być dra­maty­cznie – a kil­ka razy film robi się dra­maty­czny wbrew Hol­ly­woodzkim schematom – nie ma obniża­nia napię­cia przez głupie żar­ty. Film nie celu­je w poe­t­ykę epo­su – ale już w bar­wną baśń z pewnoś­cią. Stąd nar­rac­ja wcale nie jest aż tak lin­iowa a bohaterowie przy­chodzą i odchodzę niekoniecznie zgod­nie ze sche­matem. Zwierz ma wraże­nie, że najwięk­szy prob­lem z tym filmem pole­ga na tym, że wcale nie chce być czymś co już widzieliśmy. Jest zbyt rados­ny i dow­cipy (wiele recen­zji twierdzi że film jest pozbaw­iony humoru ale zwierz odnosi wraże­nie że jest go w filmie mnóst­wo i jest to humor zamier­zony) by być his­torią w sty­lu Wład­cy Pierś­cieni. Jest zbyt prz­erysowany by dało się go porów­nać do Gry o Tron. A jed­nocześnie w swoim ser­cu ma jak najbardziej poważny kon­flikt i bard­zo dobrze zarysowane posta­cie. Zwierz zas­tanaw­ia się czy kry­ty­cy nie pod­chodzą do fil­mu nieco za szty­wno. Przeko­nani że pro­dukc­ja może być albo jed­nym albo drugim, zaś sam widz wrzu­cony w świat musi być prowad­zony za rękę. Tym­cza­sem świat się zmienił i widz, może się cieszyć prze­sad­zoną bronią, widzieć nierozwiązy­wal­ny kon­flikt i uśmiech­nąć do całkiem zamier­zonego naw­iąza­nia do his­torii Mojżesza. Bo to już jest nowy widz, przyzwycza­jony do tego, że nic nie jest takie jakie się wyda­je na pier­wszy rzut oka. Nauc­zony że podzi­ał na to co kic­zowate i poważne, baśniowe i aktu­alne nie prze­b­ie­ga tak pros­to.

warcraft_poczatek__2016__007_daniel_wu_jako_guldan

Im bliżej koń­ca tym łatwiej dostrzec że nie będzie ani dobrego ani złego zakończenia. Będzie początek opowieś­ci, jak w tytule

Stwierdze­nie, że recen­zen­ci nie zrozu­mieli jest jed­ną z najbardziej znien­aw­id­zonych przez zwierza kwestii w roz­mowie o fil­mach. Recen­zen­ci w zależnoś­ci czy nam się film podobał czy nie są albo genial­ni (Bat­man v Super­man) albo idio­ci (jak w przy­pad­ku niek­tórych opinii o War­craf­cie). Jed­nak nie zmienia to fak­tu, że War­craft jest jed­na z pier­wszych udanych adap­tacji gier a właś­ci­wie his­torii znanych z gier i jed­nym z ciekawszych – choć innych – filmów fan­ta­sy. Być może nie jest winą kry­tyków, że ekraniza­c­je gier nie dały nam doty­chczas zbyt wiele szans by zapoz­nać, się z nieco innym sposobem kon­struowa­nia opowieś­ci – który dobrze sprawdza się jako his­to­ria w grach a niekoniecznie pojaw­ia się w fil­mowych sce­nar­iuszach. I ter­az od widza zależy czy ten kom­put­erowy rodowód uznamy za szla­chet­ny czy wręcz prze­ci­wnie. Zwierz oglą­da­jąc War­crafta nie mógł się nacieszyć tym jak bard­zo pewne tropy odb­ie­ga­ją od klasy­cznych Hol­ly­woodz­kich zagrań. I jasne że to jest bar­wny kicz. Nie ma w tym nic złego, jeśli bar­wny kicz to właśnie znak rozpoz­naw­czy serii. Tak więc zwierz mówi wam – najlep­szym sposobem by przekon­ać się czy War­craft jest filmem dla was będzie wyprawa do kina. Zwierz się nie zaw­iódł. I jest praw­ie pewien że popiera Hordę, albo Przymierze, albo Hordę. Albo jakikol­wiek następ­ny film z serii.

Ps: Zwierz nie opowiedzi­ał wszys­tkiego co myśli ale szyku­je­my z Pawłem spec­jal­ną edy­cję pod­cas­tu gdzie pewnie opowiemy wam wszys­tko dwa razy i jeszcze piszcząc.

Ps2: Zwierz ma wraże­nie, że pozy­ty­w­na recen­z­ja tego fil­mu to może być jeden z tych najbardziej szoku­ją­cych postów na stron­ie zwierza.

42 komentarze
0

Powiązane wpisy