Home Film Kiedy Asgard był jeszcze młody czyli czy pierwszy Thor rzeczywiście jest gniotem

Kiedy Asgard był jeszcze młody czyli czy pierwszy Thor rzeczywiście jest gniotem

autor Zwierz
Kiedy Asgard był jeszcze młody czyli  czy pierwszy Thor rzeczywiście jest gniotem

Sukces Thor Rag­narok spraw­ił, że ostat­nio sporo mówiło się o poprzed­nich odsłonach przygód Tho­ra. I wśród nich pojaw­ia się – w bard­zo wielu roz­mowach jed­no zdanie „Pier­wszy Thor to był gniot” albo „Naresz­cie dobry film o Thorze, po dwóch porażkowych”. Zwierz postanow­ił pochylić się nad tą kwest­ią. Bo pamię­ta cza­sy kiedy Thor był dobrym filmem. Więcej, nadal jest dobrym filmem.

Na początku dwa zda­nia wyjaśnienia. Ważne, bo potem Zwierz nie chce do nich wracać. Pier­wsze – tak Zwierz lubi filmy Ken­netha Branagha bardziej niż prze­cięt­ny śmiertel­nik, ale nie jest ślepy. Wie, że jego filmy mają sporo wad – i je widzi. Mimo, to nadal je lubi. Nie mniej Tho­ra nie lubi za reży­sera (albo inaczej – lubi za to co reżyser zro­bił a nie kim jest). Po drugie – Zwierz UWIELBIA drugiego Tho­ra. To powiedzi­awszy – Thor: Dark Word to jest groch z kapustą, film tak naprawdę śred­ni z czarnym charak­terem który ma mniej cech charak­teru niż krzesło. To, że lubię film nie znaczy, że tego nie widzę. Od razu piszę bo nie chcę bronić Tho­ra jako fil­mu, który lubię ale raczej – jako naprawdę dobrego fil­mu MCU.

 

Nie da się ukryć, że postać Lok­iego i Tho­ra stała się dużo ważniejsza dla MCU niż moż­na było zakładać w chwili pre­miery

 

Dobra zaczni­jmy od początku. Bo to jest pier­wsza rzecz o której trze­ba sobie przy­pom­nieć. Pier­wszy Thor pojaw­ił się na samym początku MCU. Wtedy kiedy mieliśmy już za sobą Hul­ka czy dwa Iron Many ale w sum­ie… tyle. Co to znaczy? A no tyle, że w sum­ie MCU dopiero miało zaist­nieć (zapowiedziano już Avengers) ale jeszcze raczkowało. I potrze­bowało moc­nego kopa by móc wyjść poza ser­ię filmów o super bohat­er­ach a wejść „fil­mowa pró­ba odt­worzenia uni­w­er­sum komik­sowego”. Jakkol­wiek może się wydawać, że jed­no nie różni się od drugiego tak bard­zo to jed­nak praw­da jest taka, że nigdy wcześniej nie mieliśmy sytu­acji w której ekraniza­c­je komik­su próbowały odd­ać to przenikanie się różnych his­torii, różnych bohaterów – tak jak się dzieje w komik­sach. To przy­go­towanie MCU na wiel­ki skok jakim byli Avengers wziął na siebie właśnie Thor. Wprowadz­ił his­torię w kos­mosie (nigdy wcześniej kos­mo­su w MCU nie było), wyjaśnił zasadę funkcjonowa­nia świa­ta (jakim cud­em może ist­nieć i Ziemia i Thor itp.) i wprowadz­ił mag­ię (w pier­wszym Thorze dość jas­no dosta­je­my pod­stawy tego co w pełni zagra w Dok­torze Strange). Gdy­by Thor był naprawdę złym filmem to dla MCU był­by to prob­lem. Wid­zowie mogli­by nie zaak­cep­tować kos­micznego wymi­aru uni­w­er­sum. Ale zro­bili to bez zas­tanowienia.

 

Ta baśniowa, prze­sad­zona este­ty­ka Asgar­du nie musi się podobać, ale wyz­naczyła pewien kierunek dla innych twór­ców. Niekoniecznie trze­ba było ją pow­tarzać ale już było wiadome — nie musi być real­isty­cznie, moż­na iść tak daleko jak tylko się chce.

Dru­ga sprawa to este­ty­ka fil­mu. Thor jak wszyscy pamię­ta­ją jest filmem pod wzglę­dem este­ty­ki bard­zo odważnym. W sum­ie pomi­ja­jąc sym­pa­ty­czne retro w Kap­i­tanie Ameryce aż do Strażników Galak­ty­ki nie było fil­mu w MCU który by tak jed­noz­nacznie odci­nał się od „real­iz­mu” ziem­s­kich filmów o super bohat­er­ach. W sum­ie kiedy patrzymy na późniejsze filmy takie jak Strażni­cy czy Dok­tor Strange to moż­na dostrzec, że Thor w pewien sposób otworzył drzwi do takiego kolorowego, niere­al­isty­cznego, naw­iązu­jącego do dawnej este­ty­ki komik­sowej świa­ta ekraniza­cji komik­sów. Zresztą zdaniem zwierza – sukces Thor: Rag­narok który zry­wa z tą przyjętą na początku este­tyką Asgar­du wyni­ka z tego, że jest równie odważny co jedyn­ka w uzna­niu, że może zapro­ponować coś co jest spec­jal­nie przestyl­i­zowane i zdobyć sym­pa­tię widzów. Zresztą ten ocieka­ją­cy złotem Asgard w sum­ie odgry­wa fab­u­larnie ważną rolę w Thor: Rag­narok. Zwierz pamię­ta (a także ma na piśmie) swój zach­wyt tym, że Asgard jest taki świecą­cy się kolorowy — prz­erysowany tak jak tylko się da. Co prze­cież było ważne, biorąc pod uwagę, że już wtedy mówiło się o tym, że ekraniza­c­je komik­sów boją się mate­ri­ału wyjś­ciowego, i prag­ną być mroczne i poważne.

 

 

Nie było prob­le­mu by zabrać Tho­ra w kome­diowe rejony bo już pier­wszy film położył pod­stawy pod to by nie trak­tować Tho­ra zbyt poważnie

Ter­az czas na kwest­ię trze­cią – niekoniecznie związaną z fabułą. Thor trze­ci dał nam Tho­ra i Lok­iego. A dokład­niej Chrisa Hemswortha i Toma Hid­dle­stona. W 2009 roku w cza­sopiśmie Vul­ture ukazał się artykuł, o tym że Mar­vel postanow­ił zaryzykować i zaan­gażować do fil­mu dwóch właś­ci­wie nie znanych aktorów. Zaoszczęd­zona kasa miała iść na efek­ty spec­jalne. Hemsworth miał wów­czas na kon­cie wys­tęp w Star Treku – grał ojca Chrisa Pine i ginął w pier­wszej sce­nie. Hid­dle­ston grał w nis­zowych bry­tyjs­kich fil­mach i na sce­nie. Jego jedyną kartą prze­tar­gową był fakt, że grał na tej sce­nie razem z Branaghem. Obaj właś­ci­wie byli nie znani. Do chwili pre­miery Tho­ra. Od tego cza­su ich kari­ery nie tyle poszy­bowały do góry co prze­rosły wszelkie oczeki­wa­nia. Hemsworth stał się tym wymar­zonym aktorem Hol­ly­wood który potrafi być jed­nocześnie zabawny, sprawdza się w kinie akcji i jeszcze do tego ma całkiem sporo tal­en­tu dra­maty­cznego. A i jest olbrzymi­mi, pięknym blon­dynem – coś czego w Hol­ly­woood nigdy dość. Z kolei Hid­dle­ston wstrzelił się w falę umiłowa­nia dla bry­tyjs­kich aktorów. Choć pod wzglę­dem ról wcale nie ma na kon­cie samych zwycięstw pod wzglę­dem fan­do­mu może w sum­ie konkurować wyłącznie z Cum­ber­batchem. Jed­nak nie chodzi tylko o to, że film wyniósł dwóch mało znanych aktorów do sławy. To, że był tak dobrze obsad­zony (także w rolach dru­go­planowych – Antho­ny Hop­kins czy Idris Elba też gra­ją tu świet­nie) zaważyło na ksz­tał­cie MCU. Bo gdy­by Thor nie był filmem dobrze ode­branym to cały pomysł na to by fabułą Avengers toczyła się wokół Lok­iego by nie wypal­ił. Tym­cza­sem Loki jest tak naprawdę cen­tral­ną postacią fil­mu i dla wielu osób – już wtedy – głównym powo­dem by czekać nań nie tylko ze wzglę­du na „spotkanie” bohaterów.

 

 

To chy­ba jest mój ulu­biony przykład na to jak czy­tanie wiado­moś­ci z przeszłoś­ci może wywołać na twarzy sze­ro­ki uśmiech

Chwale­nie Thor:Ragnarok za poczu­cie humoru twór­ców ma wiele sen­su – trze­ci Thor to najlep­sza kome­dia z filmów Mar­vela. Ale jed­nocześnie – nie moż­na było­by tak szarżować z humorem w Thorze gdy­by nie fakt, że już w pier­wszym filmie było go całkiem dużo. Kome­diowe przed­staw­ie­nie spotka­nia Tho­ra z ziemią spraw­iło, że od samego początku byliśmy gotowi trak­tować Tho­ra trochę mniej poważnie. Zresztą czego by nie mówić o drugim Thorze to właśnie tam posunię­to humor jeszcze dalej dając po częś­ci pod­stawy tego co widz­imy w trójce (przeko­marzanie się Lok­iego i Tho­ra kiedy ten wyprowadza statek z Asgar­du jest żyw­cem wzięte z trze­ciej częś­ci). A jed­nocześnie – nie sposób odmówić pier­wsze­mu Thorowi odpowied­niego roze­gra­nia emocjon­al­nych scen. Sce­na roz­mowy Lok­iego i Ody­na spoko­jnie mogła­by znaleźć się w jakimś z Szek­spirows­kich dra­matów. Co więcej – ponieważ wiemy kto film wyreży­serował – doskonale widać, że to nie przy­padek – ostate­cznie his­to­ria z pier­wszego Tho­ra kon­cen­tru­je się na tym na czym zwykły się kon­cen­trować dobre dra­maty. Rywal­iza­cji, odrzuce­niu, władzy i rodzi­cielst­wie. Thor jest przy tym filmem w którym tak naprawdę nie ma „tego złego” – coś do czego po lat­ach się przyzwycza­il­iśmy a tu jed­nak wciąż było w uni­w­er­sum MCU pewną nowoś­cią.

 

Warto też dodać że Thor jak na film Mar­vela dość dobrze radzi sobie z posta­ci­a­mi kobiecy­mi i z reprezen­tacją (warto pod­kreślić słowo „dość” bo Mar­vel nigdy jakimś super cham­pi­onem nie był). Mamy Jane i Dar­cy – dwie bohater­ki, z który jed­na jest bard­zo bezczel­na i nieza­leż­na, dru­ga jest kom­pe­tent­nym naukow­cem (choć nieste­ty jej też Thor musi wszys­tko tłu­maczyć). W Asgardzie mamy Lady Sif – wojown­iczkę, która jest rów­na swoim kom­panom (i nie ma niedorzecznej zbroi) oraz Frig­gę, która jest postacią nie bez znaczenia. To sporo jak na film super bohater­s­ki gdzie cza­sem zdarza­ją się maksy­mal­nie dwie posta­cie kobiece. Do tego – za sprawą decyzji castin­gowych, mieszkańców Asgar­du gra­ją też aktorzy inni niż biali – mamy Idrisa Elbę jako Heim­dal­la i Tadanobu Asano jako Hogu­na. Choć obaj aktorzy nie mają aż tak wiele do gra­nia to ważne jest samo obsadze­nie ich w Thorze – bo to otwiera drzwi do tego by potem nie prze­j­mować się kolorem skóry Asgard­czyków (Asgar­dian? Asgardów?) – co doskonale widać w Thor: Rag­narok gdzie nie tylko mamy czarnoskórą Valkir­ię ale też bard­zo wymieszany tłum w tle. Biorąc pod uwagę, że wtedy decy­dowało się jaki będzie ten Asgard, czy szerzej – kos­mos, Mar­vela nie sposób nie docenić tych decyzji.

Żeby było jasne – wiem, że Thor ma swo­je wady. Ostat­ni akt – ten na zie­mi – jest wręcz prz­er­aźli­wie nud­ny i przewidy­wal­ny. W ogóle póki Thor trzy­ma się Asgar­du jest filmem zde­cy­dowanie lep­szym niż wtedy kiedy pojaw­ia­ją się ludzie na zie­mi. Ale jed­nocześnie – wciąż jest to film który wypeł­nia ramy pro­dukcji super bohater­skiej całkiem dobrze i bez więk­szego prob­le­mu omi­ja najwięk­sze mielizny. Jako pro­dukc­ja z pier­wszej fazy MCU – która tak naprawdę przy­go­towywała nas na więcej radzi sobie naprawdę bard­zo dobrze – zwłaszcza w przy­go­towywa­niu wid­owni na posz­erze­nie MCU i na wprowadze­nie do niego takiej zupełnie komik­sowej este­ty­ki i kon­strukcji świa­ta przed­staw­ionego. Jasne – Thor nie zaro­bił wiele, ale powód jest proza­iczny – Thor tak naprawdę był postacią śred­nio rozpoz­nawal­ną poza kręgiem wiel­bi­cieli komik­sów. Fakt, że dziś wiele osób wymienia Lok­iego jako jed­ną ze swoich ulu­bionych postaci Mar­vela należy uznać za swoisty fenomen – biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno moż­na było usłyszeć śmiech na samą myśl, że Mar­vel ma w pan­teonie swoich bohaterów nordy­c­kich Bogów. Dziś świado­mość, że ist­nieje Thor (jako superboahter)jest bez porów­na­nia więk­sza niż   6 lat temu. Co więcej – jest to postać która wzbudza raczej powszech­nie pozy­ty­wne odczu­cia.

 

Lady Sif jest postacią niewyko­rzys­taną ale to nie jest wina pier­wszego Tho­ra tylko tego, że potem tą postać zupełnie zmarnowano w drugiej odsłonie i w cza­sie wiz­y­ty na Zie­mi

Tu należało­by zadać kluc­zowe pytanie – sko­ro Thor jest taki fajny to dlaczego cią­gle Zwierz słyszy że to kicha? Zdaniem Zwierza mamy tu do czynienia z trze­ma mech­a­niz­ma­mi. Pier­wszy jest prosty – Thor miał pre­mierę w 2011 roku i więk­szość osób reg­u­larnie go sobie nie pow­tarza­ła. Zde­cy­dowanie lep­iej zapisał im się w głowie Thor dru­gi, który rzeczy­wiś­cie był marnym filmem. Nastąpiło zrów­nanie opinii o Tho­rach i tak nagle oba filmy zostały kaszaną (mimo, że taką zupełną kaszaną nie jest żaden z nich). Dru­ga możli­wość wiąże się z upły­wem cza­su – a właś­ci­wie z tym, że filmy super bohater­skie nie starze­ją się dobrze. Dziś oglą­da­jąc filmy z pier­wszej fazy MCU częs­to mamy poczu­cie, że odsta­ją od tego co nakrę­cono później. Na trzech lis­tach najlep­szych i naj­gorszych filmów z MCU jakie znalazł zwierz na samym końcu był Iron Man. Tym­cza­sem wszyscy pamię­tamy jak wiel­ki i niesamow­ity sukces odniósł Iron Man, sta­jąc się kołem zama­chowym całego MCU. Tylko, że od tamtego cza­su zmieniły się nasze wyma­gania odnośnie kina super bohater­skiego, a to co wtedy było nowe dziś wyda­je się schematy­czne i wtórne. No i jeszcze powód trze­ci – zdaniem Zwierza ważniejszy niż poprzed­nie. Thor trze­ci jest nazy­wany gniotem bo jest nazy­wany gniotem. W Internecie ist­nieje bowiem zasa­da, że opinie o fil­mach, książkach czy muzyce zaczy­na­ją żyć włas­nym życiem. Wiado­mo co należy o czym myśleć i co pisać. Cza­sem opinię narzu­ca­ją influ­encerzy, cza­sem po pros­tu kil­ka osób które się bardziej udziela­ją mają takie a nie inne zdanie. Opinia zaczy­na żyć włas­nym życiem i co ciekawe – mało kto ją wery­fiku­je. I tak pier­wszy Thor sta­je się po cza­sie słabym filmem. Nawet jeśli tak naprawdę nigdy nim nie był. Co więcej – ponieważ oglą­da­jąc filmy szukamy raczej potwierdzenia pop­u­larnych opinii niż polemi­ki z nimi (taki mech­a­nizm mamy wszyscy) to jeśli ktoś nam mówi że Thor jest sła­by, to siadamy do sean­su słabego fil­mu. I wtedy istot­nie dostrzegamy w nim to co słab­sze.

 

Heim­dall nie jest najważniejszą postacią ale fakt że w cza­sie castin­gu padała decyz­ja że będzie go grał Idris Elba spraw­iło, że mieszkań­cy Asgar­du od samego początku nie byli tylko biali.

 Żeby było jasne – zwierz nie polem­izu­je z tymi którzy Tho­ra nie lubią. Sam nie lubi Strażników Galak­ty­ki (pier­wszych tak śred­nio, drugich bard­zo) ale gdy­by przyszło mu o nich roz­maw­iać, pewnie musi­ał­by przyz­nać, że udało się Mar­velowi trafić w odpowied­ni ton fil­mu gdzie jest gada­ją­cy szop i drze­wo. Ale trochę go bawi, trochę intrygu­je jak bard­zo opinia o filmie może się po pewnym cza­sie od samego fil­mu oder­wać. Zwłaszcza, że w prze­ci­wieńst­wie do wielu osób Zwierz ma cud­owną możli­wość zajrzenia do tego co sam czuł i myślał sześć lat temu i co myśleli jego czytel­ni­cy. Wów­czas nie ule­gało wąt­pli­woś­ci – Thor był hitem, pod­bił ser­ca i wprowadz­ił do pan­teonu MCU nowych bohaterów zaś do serc fanów nowych aktorów (ej pamięta­cie jaką pop­u­larność zyskał Loki? Kos­mos). I jasne – z cza­sem patrzymy inaczej na filmy – Avengers byli kiedyś ukochanym filmem zwierza. Dziś widzę, że ta pro­dukc­ja w sum­ie nie za bard­zo ma sens. Ale wciąż – to nie znaczy że mamy do czynienia z kichą.  Zwłaszcza, że jak pisałam – jak będziemy dłu­go pisać że jak­iś film jest nieu­dany to będzie nieu­dany.

Na koniec Zwierz chci­ał­by stwierdz­ić, że uważa iż Thor miał jeszcze jed­ną zaletę. Był filmem Ken­netha Branagha. Miał kil­ka charak­terysty­cznych „stem­pli” reży­sera. Od bogatych deko­racji, przez skupi­e­nie fabuły na relac­jach rodzin­nych (oraz młodym księ­ciu szuka­ją­cym swo­jego miejs­ca) po muzykę Patric­ka Doy­la (zdaniem Zwierza pier­wszy Thor miał jeden z najlep­szych sound­track­ów do filmów super­bo­hater­s­kich w his­torii. Jeden z niewielu który pamię­tam czego nie mogę powiedzieć o innych) czy zróżni­cow­aną obsadę. Jeśli zna się twór­c­zość Branagha to nie ma wąt­pli­woś­ci, że to jest jego film w ramach MCU. Dlaczego Zwierz uważa to za ważne? Bo wcale nie było przy pier­wszej fazie MCU takie pewne czy konkret­ni reży­serzy z określonym stylem będą mogli odcis­nąć swo­je pięt­no na filmie. MCU mogło pójść w stronę reży­serów rzemieśl­ników. Branagh zro­bił swój film, tak jak robi swo­je filmy. Dzię­ki temu od samego początku ustal­iło się, że reżyser może wnieść swój styl do pro­dukcji. Nie zawsze było to widać ale w sum­ie Thor Rag­narok to trochę apogeum tego tren­du. Bo prze­cież to jest nowoze­landz­ka improw­iz­owana kome­dia ubrana w super bohater­s­ki strój. I za to też trze­ba Tho­ra cenić. A przy­na­jm­niej – jeśli cenić nie moż­na – warto pamię­tać.

Ps: Zwierz ma nadzieję, że nie czyta­cie tego pos­tu jako pre­ten­sję że nie lubi­cie Tho­ra tylko raczej jako pewne ostrzeże­nie przed tym jak łat­wo zapom­nieć jaki film naprawdę był.

13 komentarzy
0

Powiązane wpisy