Home Ogólnie Repeat, repeat,repeat czyli dlaczego ktokolwiek kupuje płyty

Repeat, repeat,repeat czyli dlaczego ktokolwiek kupuje płyty

autor Zwierz

Hej

Zwierz ma tak cza­sem, że jest w stanie słuchać tyko jed­nego rodza­ju muzy­ki albo tylko jed­nego wykon­aw­cy. Taki okres trwa u zwierza od tygod­nia do roku — przez ten okres zwierz nie jest w stanie słuchać żad­nej innej muzy­ki nawet jeśli kiedyś mu się podobała. Tak więc jeśli ostat­nie wakac­je minęły zwier­zowi na podśpiewywa­niu sobie piosenek z seri­alu Glee zaś okres powaka­cyjny upłynął mu przy dźwiękach najbardziej pop­u­larnych utworów muzy­ki klasy­cznej to październik brz­mi dla zwierza głosem Stin­ga. Tak moi drodzy — zwierz zazwyczaj nie darzy jakąś szczegól­ną miłoś­cią wykon­aw­ców muzy­ki ( co innego kom­pozy­torzy — tych zwierz potrafi szcz­erze kochać) ale jest coś takiego w głosie angli­ka co dzi­ała na zwierza mag­ne­tyzu­ją­co. Zwierz wie że nie jest sam bo prze­cież nikt nie utrzy­ma się tak dłu­go na muzy­cznej sce­nie jeśli czegoś takiego w głosie nie ma. Z resztą niech o jego pozy­cji świad­czy to że ludzie nadal chcą kupować jego pły­ty mimo że dwie ostat­nie były kole­jno poświę­cone utworom związanym z zimą i album z utwora­mi XVI wiecznego poe­ty wykony­wany­mi przy akom­pa­ni­a­men­cie lut­ni ( ciekawa jestem czy gdy­by w cza­sach świet­noś­ci Police ktoś stwierdz­ił że pły­ta Stin­ga będzie stała na półce z klasyką ktokol­wiek by w to uwierzył). No i jeszcze tek­sty piosenek nie są prz­er­aża­ją­co głupie ( od cza­su kiedy zwierz zaczął rozu­mieć o czym śpiewa­ją w ang­iel­s­kich piosenkach zaczęło mieć to dla niego znacze­nie). Nie mniej przy całej swo­jej sym­pa­tii zwierz na swo­jej liś­cie odt­warza­nia ma tylko kil­ka piosenek które puszcza w kółko raz po raz naciska­jąc przy­cisk repeat ( w swoim starym odt­warza­czu CD był to jedyny przy­cisk który zwierz umi­ał rozpoz­nać po ksz­tał­cie nawet nie spoglą­da­jąc na urządze­nie). Otóż słucha­jąc po raz tysięczny tego samego utworu zwierz zaczął się zas­tanaw­iać dlaczego tak właś­ci­wie kupu­je­my pły­ty naszych ulu­bionych artys­tów. Nie to nie jest pytanie o prawa autorskie, cenę i chęć wspiera­nia twór­cy. Chodzi raczej o to że prze­cież wiado­mo że nigdy cała pły­ta nam się nie podo­ba. Jak­byśmy artysty nie kochali z każdej pły­ty lubimy pięć utworów. Nie zawsze są to te same utwory które są singla­mi ( zwierz nie lubi przepadać za singla­mi bo czu­je się do tego jakoś przy­mus­zony) ale zwierz na pal­cach jed­nej ręki może policzyć tych którym podobały się wszys­tkie utwory z danej pły­ty artysty. Trud­no się z resztą dzi­wić — trochę tak jak z poezją — możesz kochać poetę ale z każdego tomiku tylko kil­ka wier­szy do ciebie naprawdę trafi — inne mogą być niezłe , mogą ci się nawet podobać ale wiesz że przy tych genial­nych bled­ną. Z muzyką najczęś­ciej jest tak ze dość łat­wo odróżnić perełkę od wypeł­ni­acza. I nie chodzi nawet o to co zostanie hitem czy co puszcza­ją w radiu. To się słyszy od pier­wszego razu, w roz­mowie nikt nie poda­je częś­ci nazw utworów jako swo­je ulu­bione które wysłuchać trze­ba koniecznie. Być może stąd taka pop­u­larność albumów The Best Of… które od dłuższego cza­su sprzeda­ją się zde­cy­dowanie lep­iej niż kole­jne albumy. Zwierz jest zda­nia że w cza­sach w których albumy co raz rzadziej stanow­ią spójną całość ( wtedy każ­da piosen­ka potrze­bu­je swo­jego otoczenia) sprzedawanie płyt robi się co raz bardziej anachron­iczne i w sum­ie pozbaw­ione sen­su. A jed­nak nikt nie pos­tu­lu­je porzuce­nia tej for­muły choć prze­cież powszech­ność mp3 pokazu­je że ludzie i tak kupią ( bądź ukrad­ną) tylko to co im się spodo­ba. Czy więc pły­ta to prze­jaw anar­chicznoś­ci czy może ostat­ni moment by twór­ca mógł zapanować nad swoim dziełem zan­im zwery­fiku­je je rynek który woli potenc­jalne hity od utworów trud­nych? Zwierz nie jest może odpowied­nią istotą żeby wyrokować ( w końcu nie posi­a­da setek płyt) ale wyda­je mu się że jakaś zmi­ana była by na rzeczy. choć oczy­wiś­cie, jak zwyk­le może się mylić co w sum­ie było by bard­zo praw­dopodob­ne.
Ps: Zwierz pisząc ten wpis przy­pom­ni­ał sobie kosz­mar jakim była konieczność przewi­ja­nia kase­ty by wysłuchać jeszcze raz ulu­bionego utworu. Bogu dzię­ki za zapis cyfrowy. Zwierz uwiel­bia tech­nikę.
0 komentarz
0

Powiązane wpisy