Home Ogólnie Siedem grzechów i jedna klątwa polskich komedii czyli zwierz nie tylko narzeka ale diagnozuje

Siedem grzechów i jedna klątwa polskich komedii czyli zwierz nie tylko narzeka ale diagnozuje

autor Zwierz

 

Hej

 

            Zwierz zawsze deklaru­je, że jest pop­kul­tur­al­nie wszys­tkożerny nic nie jest za bard­zo ani za mało znane dla zwierza. Nie dyskrymin­u­je się żad­nych gatunków (poza hor­ro­ra­mi ale to dlat­ego, że zwierz się naprawdę boi byle czego), wytwórni, aktorów i ma gdzieś że coś określa się mianem płytkiego. Jed­nak zwierz stwierdz­ił, że to nieco zbyt daleko idące stwierdze­nie, od daw­na dał sobie bowiem spokój z Pol­ski­mi kome­di­a­mi. Po pros­tu przes­tał chodz­ić na wszys­tkie te reklam­owane biały­mi lub biało czer­wony­mi plakata­mi filmy. Koniec i już. Kiedyś oglą­dał wszys­tkie jak leci zafas­cynowany ich niskim poziomem, ale w pewnym momen­cie zrozu­mi­ał, że nic się nie zmienia, że nie będzie lep­iej, że jest jak jest. Jed­nak recen­z­ja Kac Wawa w której Ich­a­bod bard­zo słusznie stwierdza, że wcale nie mamy złego kina (o czym świad­czą cho­ci­aż­by Obława, czy Pokłosie które moż­na zobaczyć na ekranach) tylko nie mamy dobrego kina, które nie jest depresyjne, ważne i głębok­ie. Inny­mi słowy cier­pimy na dość paradok­sal­ną w świecie co raz więk­szego uśred­ni­a­nia poziomu kul­tu­ry chorobę pole­ga­jącą na tym, że świet­nie nam wychodzą filmy trudne zaś kładziemy filmy wesołe. Zwierz stwierdzał to sam wielokrot­nie ale poprzestawał na tym stwierdze­niu. Dziś ma zami­ar rozłożyć na czyn­ni­ki pier­wsze prob­lem i zas­tanow­ić się czy doczekamy się w Polsce inteligent­nej komedii sko­ro nasz przygnębi­a­jące kino przeży­wa rozk­wit. Warto jeszcze na wstępie zauważyć, że zwierz nie mówi nic nowego. Po pros­tu zbiera w jed­nym miejs­cu pewne obserwac­je, które na pewno część z was poczyniła też samodziel­nie. Może­cie mieć wąt­pli­woś­ci czy zwierz ma odpowied­nie kom­pe­tenc­je. Zwierz spieszy donieść że aby tych kom­pe­tencji nabrać, zwierz jed­nak trochę komedii pol­s­kich obe­jrzał, co powin­niś­cie przyjąć jako najwięk­sze ze zwier­zowych poświęceń (choć nadal — każdy film obe­jrzany jest wart więcej niż nie obe­jrzany).

 

Brak prawdzi­wych kome­diowych aktorów — zdaniem zwierza to jeden z najwięk­szych prob­lemów z pol­ską kine­matografią — do filmów kome­diowych zatrud­nia się pewien zestaw aktorów, którzy choć gry­wa­ją w kome­di­ach wcale nie są aktora­mi kome­diowy­mi — Tomasz  Karo­lak,  Tomasz  Kot, Paweł Małaszyńs­ki, Borys Szyc, Piotr Adam­czyk, Izabela Kuna, Joan­na Lis­zows­ka, Mar­ta Żmu­da-Trze­bi­a­tows­ka i cała resz­ta wciąż pow­tarza­ją­cych się nazwisk to nie są nazwiska aktorów kome­diowych. Może­cie powiedzieć, że to nawet dobrze, że aktorzy dra­maty­czni (w przy­pad­ku Adam­czy­ka, Kota,  czy nawet Karo­la­ka, który jak chce to potrafi grać świet­nie czego był zwierz sam świad­kiem kiedy widzi­ał go w teatrze na Mer­lin­ie Sło­bodzian­ka) gra­ją role kome­diowe. Ale praw­da jest taka, że więk­szość z nich nie ma w sobie kome­diowego drygu. Na ekranie próbu­ją być śmieszni bo ktoś kazał im być śmieszny­mi ale nie ma w nich komicznego kun­sz­tu. Gra­ją trze­ma mina­mi, nie są kreaty­wni i w więk­szoś­ci przy­pad­ków zami­ast komi­ka dosta­je­my na ekranie idiotę. Co ciekawe zwierz uważa, że spory tal­ent kome­diowy miał Cezary Pazu­ra, który prze­cież też właś­ci­wie wpadł do tego reper­tu­aru przy­pad­kiem. Ale ponown­ie — zatrzy­mał się na pewnym etapie roz­wo­ju rodem z 13 posterunku i nigdy nie umi­ał już baw­ić inaczej.  Mógł baw­ić młody Stuhr ?dowcipem “jestem młody intelek­tu­al­ny a panowie chcą mi zro­bić krzy­wdę”, ale jak tylko wyciągnęły po niego ręce poważny teatr i kino zwiał, i właś­ci­wie zupełnie porzu­cił role kome­diowe. Słusznie bo to znakomi­ty aktor dra­maty­czny zde­cy­dowanie lep­szy niż kome­diowy. No właśnie — zwierz od kilku dni próbu­je znaleźć kogoś kto był­by komikiem od A do Z i ma z tym olbrzy­mi prob­lem. Może­cie powiedzieć, że zwierz się czepia, ze w kinie zachod­nim prze­cież też komi­cy wędru­ją do ról dra­maty­cznych i zbier­a­ją za to pochwały. Widzi­cie wiel­ka teo­ria zwierza mówi, że komik może zagrać w poważnym, depresyjnym filmie lep­iej niż aktor dra­maty­czny, ale bard­zo niewielu aktorów dra­maty­cznych poradzi sobie w komedii. Oczy­wiś­cie kilku aktorów kome­diowych mamy ale to wciąż za mało by napędzać nasze zapotrze­bowanie na komików, którzy będą na tyle kreaty­wni by zastąpić marny żart lep­szym, albo tak dobrze zagrać przy marnym sce­nar­iuszu, że nieco odwró­ci to naszą uwagę od prza­śnoś­ci sce­nar­iusza. I zwier­zowi nawet nie chodzi o komików intelek­tu­al­istów ale o ludzi, którzy rozu­mieją jak dzi­ała, zwłaszcza fil­mowe, poczu­cie humoru i że potykanie się o własne nogi i wytrzeszcz to jeszcze nie wszys­tko. Ciekawe dlaczego ich nie ma. Czy w Polsce nie opła­ca się być śmiesznym, a może po pros­tu nie opła­ca się spec­jal­iza­c­ja, sko­ro moż­na na ekranie bez więk­szego powodzenia udawać kre­ty­na, by potem jed­nocześnie grać żołnierza i lekarza albo papieża.

 

Od Lewej — aktor który jak nikt nie patrzył zde­cy­dował się  zagrać w Nien­asyce­niu według Witkacego i chy­ba najlep­szą rolę zagrał w Psach, aktor który grał Papieża i Chopina, oraz aktor którego obec­nie może­my oglą­dać w seri­alu Canal + o żołnierzach w Afgan­istanie i seri­alu TVN o lekarzach. Żaden z nich nie jest komikiem.

 

 

W Polsce czyli nigdzie — znana powszech­nie choro­ba pol­s­kich komedii roman­ty­cznych pole­ga na tym, że za wszelką cenę uda­ją, ze nie dzieją się w Polsce. Zwierz nawet trochę to rozu­mie. Kiedy chce się nakrę­cić film, który dzieje się w Polsce człowiekowi wychodzi zawsze coś depresyjnego. Dlaczego? Bo prze­cież prawdzi­wa Pol­s­ka to jak nic obdra­pane prask­ie mury albo szarość blokowiska. Prob­lem pole­ga na tym, że o ile odreal­nie­nie w świecie komedii roman­ty­cznych jest jeszcze odrobinę zrozu­mi­ale — w końcu fabuła ma być bajką (nawet ang­iel­skie kome­die roman­ty­czne z rzad­ka dzieją się w tych mniej zachę­ca­ją­cych regionach kra­ju czy mias­ta bo Lon­dyn naprawdę nie skła­da się wyłącznie z Not­ting Hill) więc i otocze­nie ma być bajkowe. Nieste­ty w przy­pad­ku komedii to się nie sprawdza — odreal­nie­nie spraw­ia, że tracimy wszys­tkie ele­men­ty codzi­en­nego humoru i wszys­tko wyda­je się udzi­wnione i niere­alne, przez to traci się jeden z najważniejszych czyn­ników humoru czyli odniesie­nie do przy­pad­ków naszych codzi­en­nych. Do tego, trud­no odnieść się nawet do prob­lemów bardziej glob­al­nych — tych, które towarzyszą mieszkań­com konkret­nych miast, czy całego naszego kra­ju. Współczes­na Pol­s­ka kome­dia nigdy nie wyt­worzy takiej pereł­ki jak “Nien­aw­idzę poniedzi­ałku” bo nasi bohaterowie nigdy nie idą po pros­tu do spoży­w­cza­ka, na zwykłe zakupy, prak­ty­cznie nie jeżdżą tramwa­ja­mi, i z całą pewnoś­cią nie odprowadza­ją dzieci do przed­szko­la bo zaj­mu­je się nimi niań­ka. A prze­cież, pol­s­ka kome­dia właśnie w codzi­en­noś­ci, zna­j­dowała najwięk­sze pokłady komiz­mu, i jak wszyscy wiemy zaskaku­ją­ca para­no­ja dnia codzi­en­nego nie skończyła się z upad­kiem komu­niz­mu. Kiedy odpa­da codzi­en­ność sta­je­my się wszyscy niewol­nika­mi wydu­manych fabuł, które nijak się mają do tego co znamy. Do tego, ponieważ ów styl przenosi się także na ubra­nia bohaterów, to nie jesteśmy w stanie rozpoz­nać z kim tak naprawdę mamy do czynienia, bo wszyscy są za dobrze ubrani by móc określić ich sta­tus społeczny. Niby nic a jed­nak to też dostar­cza częs­to sporej daw­ki komiz­mu.

 

 

 Pomiń­cie na chwilę Lap­top i przyjrzyj­cie się wnętrzu. To taki malo radykalny przy­padek ale czy ktoś tak miesz­ka? Tzn. wszys­tkie mieszka­nia sa w takich fil­mach kosz­marnie nie nat­u­ralne. 

 

 

Poczu­cie zażenowa­nia to nie to samo co śmiech — zwierz ma wraże­nie, że twór­cy filmów kome­diowych już dawno zapom­nieli, że fakt iż na ekranie dzieje się coś strasznie żenu­jącego wcale nie oznacza, że jest śmiesznie. Wręcz prze­ci­wnie — poczu­cie zażenowa­nia tym co oglą­damy jest jed­nym z bodźców by przełączyć kanał. Przy czym aby było jasne nie chodzi o jakieś zażenowanie poziomem humoru — zwierz nie doma­ga się inteligenck­iego dow­cipu czy dow­cipu absurdal­nego. Zwierz mówi o sce­nach takich jak ta z Ciacha gdzie bohater­ka zamaw­ia na Wielka­noc Mikoła­ja (tak przy okazji świet­ny przykład odreal­nienia Pol­skiej komedii) a przy­chodzi stripteas­er. Wszyscy się szy­bko ori­en­tu­ją ale sce­na trwa i budzi ból widza, który musi na to patrzeć dłu­go po tym jak przes­tało go to śmieszyć (o ile śmieszyło na początku). To nie pier­wszy raz kiedy zwierz spo­ty­ka się w fil­mach kome­diowych z taką nieu­miejęt­noś­cią zrozu­mienia, ze widz wcale nie koniecznie chce by żart wybrzmi­ał w dwu­min­u­towej sce­nie na ekranie a z całą pewnoś­cią nie chce oglą­dać żenu­jące sytu­acji. Bo aby fakt, że dzieje się coś żenu­jącego nas rozbaw­ił musi to być naprawdę, naprawdę dobry żart, a takich w pol­s­kich kome­di­ach najczęś­ciej nie ma. Zwierz nigdy nie rozu­mi­ał tego pociągu sce­narzys­tów do żenady. No chy­ba, że tak prezen­tu­je się ich poczu­cie humoru, ale zwierz ma wraże­nie, że taki poziom zażenowa­nia jaki odczuwa widz nigdy nie jest planowany.

 

 

 Kac wawa to film bazu­ją­cy prak­ty­cznie wyłącznie na zażenowa­niu. I właśnie dlat­ego nie da się go oglą­dać (ale nie tylko dlat­ego)

 

 

Rechot zami­ast uśmiechu — ponown­ie — zwierz nie żąda dow­cipu inteligenck­iego, ba wolał­by nawet by ludzie przewracali się na skórkach od banana (to w sum­ie prak­ty­cznie zawsze jest śmieszne) ale chy­ba nie zniesie kole­jnej pol­skiej pro­dukcji gdzie jedynym źródłem dow­cipu jest seks, alko­hol i debi­lizm bohaterów. Zaczni­jmy od sek­su — zdaniem zwierza, nie jest to coś z czego śmi­ać się nie moż­na, wręcz prze­ci­wnie wszyscy wiemy, że może to być przed­miotem zabawnej komedii czy dobrego żar­tu. Nie mniej obec­nie pol­skie kino prefer­u­je żar­ty grube, albo nawet bard­zo grube — prefer­u­je się zwłaszcza wszelkiego rodza­ju kobi­ety lek­kich oby­cza­jów (Jak zwierz wniosku­je, odgry­wa­jące sporą rolę w Kac Wawa) czy kobi­ety sek­su­al­nie wyz­wolone (ponown­ie trud­no odnaleźć różnice) które się mężczyznom narzu­ca­ją (zwłaszcza Lis­zows­ka takie gra) no i oczy­wiś­cie facetów, którzy syp­i­a­ją ze wszys­tkim co się rusza zawsze za ple­ca­mi swoich żon zołz (żona zawsze rów­na się zołza). Nie mniej ogól­nie zawsze jest prza­śnie, na pograniczu dobrego smaku (a niekiedy daleko za jego grani­ca­mi). Zwierz ma zawsze wtedy wraże­nie, że nie oglą­da fil­mu tylko słucha roz­mowy plus minus czter­nas­to­let­nich chłopców dla których słowo dupa na ekranie jest od razu zabawne, zaś seks jest obec­ny wyłącznie w postaci śred­nio zabawnego dow­cipu. Z kolei alko­hol może i jest wpisany w kra­jo­braz pol­s­ki ale prob­lem pole­ga na tym, że wszyscy widzieliśmy ludzi pijanych i wiemy, że wcale nie są zabawni tylko kosz­marnie iry­tu­ją­cy. A ludzie gra­ją­cy ludzi pijanych są jeszcze bardziej iry­tu­ją­cy. Na samym końcu debi­lizm bohaterów — fakt, że sce­narzyś­ci praw­ie zawsze robią z bohaterów kom­plet­nych kre­tynów spraw­ia, że niko­mu nigdy się nie kibicu­je, a film właś­ci­wie nie ma bohaterów, bo prze­cież, nie będziemy kibi­cow­ać total­ne­mu idio­cie. Bo aby znaleźć bohat­era, który będzie “nasz” musimy się z nim choć trochę utożsami­ać a tu po pros­tu takich postaci nie ma. Zaś najbardziej den­er­wu­jące jest to, że wszys­tkie te trzy wąt­ki właś­ci­wie zawsze wys­tępu­ją na pier­wszym lub na drugim planie, zawsze w tej samej nud­nej kon­fig­u­racji, przy których dow­cipy z cyk­lu “przy­chodzi baba do lekarza” są szczytem innowa­cyjnoś­ci i dobrego smaku.

 

 

 

 Zwierz rozu­mie że pani w blieźnie to ło ho ho ale jed­nak jak­by nie wystar­czy za fabułę (jeśli kręcimy komedię)

 

Nachal­ny prod­uct place­ment — zwierz broni nieco prod­uct place­ment w zachod­nich pro­dukc­jach bo tam nauczyli się jak to robić. Ktoś ma kom­put­er jakiejś mar­ki i to właś­ci­wie cała rekla­ma. W Polsce prod­uct place­ment jest żenu­ją­cy i zniechę­ca­ją­cy do pro­dukcji — co więcej tak nachal­ny, że zwierz cza­sem zas­tanaw­iał się czy oglą­dał film czy reklamę. Ponieważ zwierz oglą­dał jako ostat­nie z cyk­lu pol­s­kich filmów, który zazwyczaj nie oglą­da Cia­cho poda ponown­ie przykład z tej pro­dukcji — najpierw rekla­ma por­talu do zara­bi­a­nia pieniędzy przez inter­net, nazwa bez powodu powtór­zona pięć razy, potem bohater­ka zajeżdża do domu i pow­tarza nazwę por­talu oraz bez powodu raczy się sok­iem march­wiowym, na który nakierowana jest kam­era, na końcu przy­jeżdża szwagier­ka i mamy cały blok poświę­cony temu że przy­wiozła kur­cza­ka z KFC. A to jakieś pięć min­ut fil­mu. A prze­cież to coś abso­lut­nie powszech­nego — sce­ny w których logo firmy zaj­mu­je więcej miejs­ca niż aktorzy, nachalne pow­tarzanie nazw mar­ki, wciskanie pro­duk­tów do sce­nar­iusza w sposób cham­s­ki i niepotrzeb­ny. Zwierz ma wraże­nie, że nawet najbardziej wytr­wały i pełen zrozu­mienia widz, nie lubi kiedy twór­cy zachowu­ją się tak jak­by był idiotą i nie widzi­ał, że wciska mu się reklamę w środ­ku fil­mu. To kosz­marnie zniechę­ca­jące, ale przede wszys­tkim świad­czące o niskiej kul­turze nie tyle oglą­da­ją­cych takie filmy co je robią­cych, bo choć oczy­wiś­cie prod­uct place­ment oznacza, że ktoś dał kasę to nie oznacza, że należy wid­zowi wciskać badziewne sce­ny gdzie mar­ka jest ważniejsza od fabuły.

 

 

 Aktor?Jaki aktor logo stacji ma być widać!

 

Cia­cho, Fenomen i inne chłopa­ki — to chy­ba najwięk­szy prob­lem zwierza z pol­ski­mi kome­di­a­mi. Czy pamięta­cie kiedy ostat­nim razem jak­iś bohater miał tam nor­mal­nie imię a nie ksy­wę? Kiedy dziew­czy­na nazy­wała się Kasia a nie Natasza, Kora czy Luna.  A facet to nie był Pikuś, Gru­by czy Urwał. Do tego jeszcze niesły­chanie zabawne nazwiska, bo śmi­an­ie się z nazwisk jest modne właś­ci­wie od zawsze, To jed­no z udzi­wnień, którego zwierz nie lubi i nie rozu­mie. A wiąże się ono jeszcze z czymś. Otóż w pol­s­kich kome­di­ach już dawno przes­tano mówić po pol­sku. Mówi się jakimś dzi­wnym pol­sko podob­nym językiem, którym nikt się nie posługu­je. Teo­re­ty­cznie naśladu­je język raczej mniej wyk­sz­tał­conej częś­ci społeczeńst­wa ale robi to tak nieu­dol­nie, że nawet mniej wyk­sz­tał­cona część pol­skiego społeczeńst­wa mogła­by się poczuć urażona. Jest to coś co teo­re­ty­cznie jest na cza­sie, młodzieżowe ale cza­sem bywa równie egzal­towane jak pamięt­nik pil­nej uczen­ni­cy klasy 5 szkoły pod­sta­wowej. O dow­cip­ie językowym nie ma nawet co marzyć bo dow­cip językowy zdaniem autorów pol­s­kich komedii pole­ga albo na opowiada­niu dow­cipów albo na zabawnych acz w rzeczy­wis­toś­ci kosz­marnie iry­tu­ją­cych powied­zonek. Przy czym zwierz dał­by sce­narzys­tom abso­lut­nego bana na szyk przestawny i umieszcza­nia orzeczenia na końcu. To nie jest zabawne. Do tego najczęś­ciej sce­narzyś­ci zasadza­ją się tylko na to by wrzu­cić gdzieś przek­leńst­wo co ma być teo­re­ty­cznie strasznie śmieszne. Ale kur­czę praw­ie nigdy nie jest. Bo kląć też trze­ba umieć.

 

 

 Jak kibi­cow­ać bohaterom, którzy są total­ny­mi idio­ta­mi. pros­to nie da się.

 

Kląt­wa Lubaszen­ki — w niemal wszys­t­kich pol­s­kich kome­di­ach wcześniej czy później pojaw­ia­ją się mafiosi czy polic­jan­ci przez nich sko­rumpowani, albo polic­jan­ci, którzy mafii zła­pać nie umieją. Zwierz nazy­wa to klątwą Lubaszen­ki (cza­sem klątwą Killera) którego kome­die sen­sacyjne odniosły sukces i ter­az wszyscy chcą takie krę­cić. Prob­lem pole­ga na tym, że w Polsce właś­ci­wie nie ma miejs­ca na komedię sen­sacyj­na — trud­no taką nakrę­cić, jest to dro­gie i w sum­ie mało zabawne w kra­ju gdzie nawet mafia jakoś tak cienko przędzie. Oczy­wiś­cie w lat­ach 90 sytu­ac­ja była nieco inna, nas­tro­je też no i ogól­nie panowie w czarnych kurtkach upraw­ia­ją­cy brawurową jazdę małym fiatem mogli być uznani za ele­ment kra­jo­brazu. Ale świat się zmienił, trans­for­ma­c­ja dobiegła koń­ca, biz­nes­meni się ucy­wili­zowali, mafia z resztą też, jakoś tak powiało zacho­dem ale sce­narzyś­ci wciąż tłuką ten sam schemat jak­by nie zauważyli, ze opowiada­ją his­to­rie, które już po pros­tu nie mają odniesienia do rzeczy­wis­toś­ci. Co więcej dobra kome­dia sen­sacyj­na wyma­ga pomysłu i dow­cipu nieco bardziej skom­p­likowanego niż tylko niewin­ny facet i gang­ster niedo­j­da. Z resztą w ogóle z filmów Lubaszen­ki oraz z Killerów wzię­to kil­ka pomysłów, które cią­gle się wałku­je i które po pros­tu już się grały.

 

 

 Taki typowy gang­ster­s­ki przekrój z filmów Lubaszen­ki, który może kiedyś baw­ił ale dziś zatruwa kino.

 

Film jak dow­cip, puen­tę mieć musi — no właśnie — pol­skie kome­die częs­to zda­ją się być krę­cone chao­ty­cznie — tu zabaw­na sce­na, tam jak­iś efekt spec­jal­ny, ktoś błyśnie biustem, ktoś pomacha pis­to­letem i potem rzu­ca się dwa zda­nia o miłoś­ci, odwadze czy czymś w tym sty­lu i do domu. Inny­mi słowy pod sam koniec nie za bard­zo wiado­mo o co tak właś­ci­wie szło. Tym­cza­sem naprawdę dobre kome­die jed­nak jakąś puen­tę mają, niekoniecznie bard­zo zaskaku­jącą ale częś­ciej niespodziewaną niż przewidy­wal­ną. Ale polscy sce­narzyś­ci zachowu­ją się tak jak­by nigdy nie widzieli Seksmisji i nie umieli rozu­mieć, że jeśli widz ma się naprawdę dobrze baw­ić to musi dostać his­torię, która ma początek, środek i co ważne ciekawy a nie dopisany na szy­bko koniec. Więk­szość filmów przy­pom­i­na nato­mi­ast dow­cip opowiadany przez dziecko, które wró­ciło z przed­szko­la i pamię­ta praw­ie wszys­tkie szczegóły his­to­ryj­ki poza jej dow­cip­nym zakończe­niem. Słucha się tego ciężko a potem trze­ba się bard­zo pow­strzymy­wać by nie udusić dziec­ka.

 

 

 

 Jak widać nie tylko zwierz dostrze­ga lek­ki brak pomysłów twór­ców pol­s­kich komedii

 

             Zwierz mógł­by jeszcze wymieni­ać nieco dłużej ale jego zdaniem to najwięk­sze prob­le­my z Pol­ski­mi kome­di­a­mi. I co ciekawe wcale nie leżą one w braku dobrych reży­serów (w sum­ie jeśli ode­jmiemy żenu­jące sce­nar­iusze to więk­szość filmów jest nakrę­cona sprawnie choć zmon­towana trag­icznie) czy nawet aktorów (OK nie ma komików ale tych dra­maty­cznych w innych okolicznoś­ci­ach dało­by się lep­iej poprowadz­ić) ale w takim dość ele­men­tarnym braku poczu­cia co jest komiczne a co jest tylko żenu­jące lub ewen­tu­al­nie skła­ni­a­jące do krótkiego rechotu. Być może należy za to winić komedię PRLowską, która była abso­lut­nie świet­na a prze­cież coś co pow­stało za PRL nie może być świetne więc trze­ba krę­cić takiemu kinu na przekór. Szko­da bo w sum­ie zwierz zawsze kończy oglą­da­jąc po raz set­ny “Poszuki­wany, Poszuki­wana” czy “Nie ma róży bez Ognia” a jakoś nie widzi by kiedykol­wiek zabrał się jeszcze raz za Cia­cho, Och Karol 2 czy Fenomen.??

 

Ps: Zwierz nie mówi, że nigdy nie nakrę­cono dobrej pol­skiej komedii ostat­ni­mi laty, mówi, że raczej się na nią nie natknął.

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy