Home Ogólnie Tako rzecze bloger czyli zwierz czyta książkę Kominka i już wie wszystko

Tako rzecze bloger czyli zwierz czyta książkę Kominka i już wie wszystko

autor Zwierz

?

Hej,

Ponieważ zwierz wie, że sporo jego czytel­ników jest nie seri­alowych a on aku­rat ma chwilę cza­su (wiec­zorem idzie się lam­par­tować a na razie jest już najed­zony i wyspacerowany więc ma wolne od zajęć ważnych) postanow­ił zafun­dować wam krót­ki wpis, na który właś­ci­wie nie mógł znaleźć miejs­ca w nor­mal­nym try­bie donoszenia o pop­kul­tur­al­nych przy­go­dach zwierza.

 Zwierz dowiedzi­ał się z książ­ki niesamowicie odkry­w­czej prawdy, że w tekś­cie musi być obrazek bo inaczej czytel­nik nie czy­ta. Co było do udowod­nienia bo jed­no­ra­zowym spo­jrze­niu na statysty­ki wpisów linkowanych na fb z obrakiem i bez

Oto zwierz poczuł się jak  prawdzi­wy bloger i postanow­ił iść z duchem cza­su i przeczy­tać pier­wszy i jedyny pol­s­ki porad­nik dla blogerów autorstwa Komin­ka. Przy­jem­ność w formie e‑booka kosz­towała zwierza 19,90 co nie jest ceną zaporową dla zaspoko­je­nia cieka­woś­ci jakie są tajni­ki prowadzenia blo­ga zaser­wowane przez tego pol­skiego blogera, którego teo­re­ty­cznie nikt nie czy­ta a wszyscy kojarzą. Zaczni­jmy od tego, że zwierz blo­ga Komin­ka nie lubi a właś­ci­wie nie jest nim szczegól­nie zain­tere­sowany. Zwierz wchodzi tam raz na jak­iś czas boda­jże trzy razy zostaw­ił komen­tarz, raz się poważnie wściekł. Jed­nak przez więk­szość  cza­su zwierz nie odczuwa żad­nych emocji poza znudze­niem. Nie mniej Kominkowi trze­ba poz­nać, że bol­ga wypro­mował i nie tylko jeździ dzię­ki niemu do Stanów ale i tes­tu­je samo­chody co jest jaką taką miara sukce­su.  I od razu jed­na uwa­ga — strasznie dużo Kominek pro­dukował się o tym, że oto napisał książkę. W ogóle słowo książ­ka jest w tej książce odmieni­ane na tysiąc różnych sposobów. Dla zwierza to niesły­chanie zabawne, że wciąż jeszcze ist­nieje ta magia książ­ki drukowanej bez, której nawet jeśli jest się pop­u­larnym jest się nikim. To jed­nak świad­czy o tym, że do świa­ta gdzie książ­ki giną jeszcze nam daleko. Choć z drugiej strony czy­ta­jąc “Blogera” Komin­ka zwierz miał dzi­wne wraże­nie, że czy­ta po pros­tu bard­zo długą blo­gową notkę.

Ale trze­ba przyz­nać, że napisana przez niego książ­ka jest genial­na w swej pros­to­cie. To właś­ci­wie dwie książ­ki w jed­nej. Jed­na to porad­nik jak prowadz­ić blo­ga. Porad­nik bezbłęd­ny bo zaw­ier­a­ją­cy właś­ci­wie stwierdze­nie oczy­wistych fak­tów na które czytel­nik może spoko­jnie sam sfor­mułować jeśli jest blogerem choć trochę uważnym lub prowadzi blo­ga dłużej niż miesiąc. Inny­mi słowy nie ma tam niczego co nie jest prawdą ale jed­nocześnie nie ma tam niczego odkry­w­czego. Sporo jest o zara­bi­a­n­iu na blogu ale od samego początku jest powiedziane, że blo­gi kul­tur­alne nie należą do takich na których da się zara­bi­ać więc zwierz prze­jrzał te rozdzi­ały bez emocji bo jakież emoc­je mogą nieść tek­sty o tym, że umowy trze­ba czy­tać zan­im się je pod­pisze. Dru­ga część skład­owa książ­ki to Komin­ka his­to­ria sukce­su — ogól­nie bloger powraca cią­gle do kilku tych samych wydarzeń z życia swo­jego blo­ga by pokazać nam jak budował swo­ja markę i jak robił wszys­tkim wbrew ale i tak się mu udało. Do tego dodanych jest kil­ka rad z zakre­su tzw. kreaty­wnego pisa­nia które powiedzmy sobie szcz­erze są takie jak resz­ta porad­ni­ka — jeśli nie wiesz że w tekś­cie powin­no być ciekawe rozpoczę­cie i moc­ne zakończe­nie to niewiele ci ta lek­tu­ra pomoże bo znaczy to, iż nie masz oka do kon­strukcji tek­stów. Co do samej his­torii Komin­ka to win­na być ona połącze­niem his­torii o real­i­zowa­niu marzeń z pewną autokreacją człowieka, który jako pier­wszy dostrzegł potenc­jał blo­gos­fery. Nieste­ty to his­to­ria raczej nud­na pisana w najwięk­szym stop­niu his­to­ria statystyk i zakłada­nia nowych blogów. Poruszyć może to jedynie tych blogerów którzy naprawdę chcą się zawodowo zająć blo­gowaniem. Z kolei his­to­ria życiowa jest cóż — his­torią każdego sukce­su, która wyda­je się wyjątkowa oso­bie, która ją przeżyła. Zresztą o ile wer­s­ja porad­nikowa jest całkiem nieźle napisana o tyle wstaw­ki biograficzno krea­cyjne to taki rodzaj lekko egzal­towanego pisa­nia, który przy­na­jm­niej zwierza przypraw­ia o ból zębów.

Zwierz musi zresztą stwierdz­ić, że autor popełnił  błąd dając miejsce do wypowiedzi innym blogerom pod koniec każdego więk­szego rozdzi­ału. Dlaczego? Bo ich wypowiedzi dość jas­no wskazu­ją, że nie mamy tu do czynienia z żad­ną wiedzą tajem­na i  nawet bloger, o którym nigdy nie słysza­łeś może ci dać równie dobrą radę co Kominek. I tak moż­na szy­bko dojść do wniosku, że jedyną zasługą jest to, że zapisał je pier­wszy i to moż­na uznać za prze­jaw czys­tego geniuszu, choć oczy­wiś­cie to jest znak Komin­ka na pol­skiej sce­nie bloger­skiej — nie robi nic nowego w necie tylko robi wszys­tko mniej więcej jako pier­wszy. Być może należy wiel­bić pio­nierów ale powiedzmy sobie szcz­erze, ktokol­wiek żyje w Internecie a nie tylko do niego zaglą­da raczej nie czu­je się wzrus­zonym tym, że ktoś zro­bił coś po raz pier­wszy w Polsce, bo Inter­net ma tą podłą cechę, że jest pon­ad­nar­o­dowy i liczy się tylko ten, kto zro­bił rewoluc­je świa­tową. Choć ponoć Kominek chce pod­bić także Inter­net ang­iel­s­ki na czym zdaniem zwierza może się moc­no prze­jechać bo naprawdę na tle świa­ta jest nie tyle nikim co jed­nym z bard­zo wielu. No ale zwierz jest z cyk­lu, że lep­iej być pier­wszym w wiosce niż drugim w Imperi­um.

Tym jed­nak co zwierza najbardziej zain­tere­sowało to wypły­wa­ją­ca z książ­ki wiz­ja bycia blogerem. Oczy­wiś­cie autor zakła­da że jest się blogerem zara­bi­a­ją­cym lub wręcz zawodowym. Nie mniej ów zawodowy bloger to w sum­ie postać trochę kosz­mar­na. Im dłużej się zwierz nad tym zas­tanaw­ia tym bardziej dochodzi do wniosku, że bloger to naj­gorszy rodzaj cele­bry­ty. To znaczy kogoś komu płacimy za to by był sobą i pole­cał różne rzeczy. I co więcej im bardziej jest znany i co raz bardziej odd­ala się od swoich czytel­ników tym lep­iej. Zaskaku­ją­cy mech­a­nizm. Nie zrozum­cie zwierza źle — zwierz uwiel­bia być blogerem (choć blo­gi kul­tur­alne są  z natu­ry nieopła­calne) ale owa oso­ba blogera nieco go prz­er­aża. Może nie słusznie bo w końcu ludzie potrze­bu­ją innych ludzi na których mogą się wzorować nie mniej fakt, że dziś dobór tych wzor­ców jest tak przy­pad­kowy (no chy­ba że założymy że sławny bloger musi sobą coś reprezen­tować bo inaczej nie był­by sławny). Zwierz po przeczy­ta­niu książ­ki doszedł z resztą do wniosku, że jest marnym blogerem bo po pier­wsze za mało ter­ro­ryzu­je swoich czytel­ników (cza­sem ich słucha!) a po drugie nie ma zielonego poję­cia jak się odpowied­nio sprzedać. Z drugiej strony ze zwierza taki byt który cieszy się z każdego zaproszenia do kina i nie widzi by mu kiedykol­wiek przeszło.

No dobra ale pod­sumowu­jąc — książ­ka Komin­ka to mało odkry­w­czy porad­nik, w którym jed­nak nie ma żad­nej bzdury. Jest to też świet­ny zapis samoświado­moś­ci blo­gos­fery na rok pańs­ki 2012. I chy­ba tu jest najwięk­sza książ­ki wartość, choć z drugiej strony może lep­iej nie pisać za dużo o blo­gos­ferze bo wtedy widać jak na dłoni wszys­tkie jej wady. Zwłaszcza to, że więk­szość blogerów nie ma żad­nej porusza­jącej his­torii ani do opowiedzenia o sobie ani o swoim blogu. Zakłada­ją, piszą, odnoszą sukces mier­zony statystyka­mi i umowa­mi z reklam­odaw­ca­mi. I Bóg z nimi ale nie ukry­wa­jmy. To taka zabawa, która wyda­je się niesły­chanie waż­na w danej chwili. Za dwa lata książ­ka Komin­ka będzie zupełnie zbęd­na.

Niem­niej co ważne — jeśli chce­cie się dowiedzieć jak prowadz­ić blo­ga od zera to w sum­ie może­cie sobie książkę kupić (zwierz wie, że czy­ta go kilku blogerów — może ktoś chce pod­bić świat). Zwierz co praw­da jakoś trwa mimo, że popeł­nia kil­ka niewybaczal­nych błędów ale są w książce naprawdę przy­datne uwa­gi. Na przykład że z rana i wczes­nym popołud­niem jest mniejszy ruch na blogu. Mało odkry­w­cze ale jak ktoś nie wie może się przy­dać. Ogól­nie to chy­ba najlep­sze pod­sumowanie całej książ­ki.

PS: Zwierz napisał bo w końcu czy jest coś bardziej pop­kul­tur­al­nego niż bloger piszą­cy o blogerze piszą­cym o blo­gowa­niu?

1 komentarz
0

Powiązane wpisy