Home Ogólnie Zagram wszystko tylko nie siebie czyli arcyzdolni anglicy

Zagram wszystko tylko nie siebie czyli arcyzdolni anglicy

autor Zwierz

 

Hej

 

Zwierz się strasznie wkopał. Oto bowiem kon­tynu­u­jąc swo­ją ser­ię wymieni­a­nia ulu­bionych aktorów, którzy są jed­nocześnie pod­dany­mi królowej bry­tyjskiej (z wyjątkiem kilku Irland­czyków) zwierz doszedł w końcu do chwili kiedy czas zacząć wymieni­ać swoich ulu­bionych Anglików. I tu zwierz stanął wobec dwóch prob­lemów. Pier­wszy to ilość nazwisk i pew­na nie porówny­wal­ność aktorów tzn. nie żeby zwierz komukol­wiek odmaw­iał tal­en­tu ale aktorzy ang­ielscy to jedyny przy­padek kiedy zwierz zna zarówno tych powszech­nie znanych jak i tych odrobinę mniej powszech­nie znanych. Stąd zwierz zde­cy­dował się na podzi­ał not­ki na dwie częś­ci. W tej zwierz prezen­tu­je po pier­wsze pokole­nie aktorów nieco (z naciskiem na nieco) starszych i po drugie raczej powszech­nie znanych. Aktorzy młod­si (ależ ich tam jest) plus aktorzy, których zwierz wiel­bi głównie dzię­ki telewiz­ji pojaw­ią się jutro. Dzię­ki temu wpisy utrzy­ma­ją się w jakichś sen­sownych ramach (a i tak mnóst­wa nazwisk zwierz nie wymieni). Ter­az jeszcze dwa założe­nia — zwierz skon­cen­trował się jedynie na aktorach żyją­cych (bo wszak tych nie żyją­cych zwierz mógł­by wymieni­ać i wymieni­ać) no i nie ma tu aktorek. Dlaczego? Powo­dem nie jest byna­jm­niej przeko­nanie zwierza, że w Anglii dobrych aktorek (jest ich spoko­jnie na osob­ny wpis) — po pros­tu zwierz się z ori­en­tował, że w swoim wpisie w którym wymieni­ał aktor­ki na które poszedł­by do kina wymienił praw­ie same ang­iel­ki. Tak więc po pros­tu odsyła do tego wpisu. Dobra to tyle zas­trzeżeń. No i kole­jność jak zwyk­le przy­pad­kowa.

 

 

Alan Rick­man — zwierz  obiecał sobie, że obe­jrzy kiedyś wszys­tkie filmy z Rick­manem ale jak na razie nie udało mu się tego celu osiągnąć. Z resztą w sum­ie to zwierza nawet cieszy bo prze­cież nie ma nic fajniejszego niż wiedzieć, że coś nam jeszcze do oglą­da­nia zostało. Z Rick­manem jest tak, że to aktor który po pier­wsze ma skłon­ność do drob­nej kradzieży fil­mu wszys­tkim innym aktorom (najbardziej zuch­wałej kradzieży dokon­ał w Robin Hoodzie gdzie ukradł film amerykańskiemu gwiaz­dorowi czy lśniące­mu wów­czas Kevi­nowi Cost­nerowi). Trud­no się z resztą dzi­wić. Wystar­czy, że powie dwa zda­nia tym swoim głosem i wid­ow­n­ia (zwierz śmie przy­puszczać że przede wszys­tkim żeńs­ka) naty­ch­mi­ast chce by powró­cił i powiedzi­ał coś jeszcze. Zwierz ceni go jed­nak przede wszys­tkim za to, że zaskaku­ją­co dobrze sprawdza się i w fil­mach więk­szych (jak Har­ry Pot­ter czy Szk­lana Pułap­ka) jak i mniejszych (czy ktoś jeszcze oprócz zwierza bard­zo lubi taki całkiem niewiel­ki film Snow Cake) i w dra­mat­ach i w kome­di­ach. Ba! Nie musi być nawet na ekranie by ukraść wszys­tkim film czego najlep­szym dowo­dem jest jego wys­tęp jako głos Marv­ina w Autostopem przez Galak­tykę. Co więcej zwierz musi się przyz­nać, że jeśli Imdb nie kłamie zwierz widzi­ał go w tym jego pier­wszym filmie czyli w Romeo i Julii zro­bionych wie­ki temu na potrze­by BBC. Nieste­ty oglą­dało się to z tru­dem. W każdym razie zwierz uważa, że Rick­man to aktor wobec, którego powin­no stosować się jed­na zasadę. Każdy dub­bing winien tu groz­ić wysoki­mi kara­mi finan­sowy­mi.

 

 

 Zwierz nie wspom­i­na o Rozważne i roman­ty­cznej bo uważa rolę Rick­mana za błąd obsad­owy. Kto by sobie zawracał głowę jakimkol­wiek innym facetem gdy­by pułkown­ik Bran­don tak wyglą­dał.

 

 

Gary Old­man — zwierz pow­tarzał to wielokrot­nie i pow­tarza to raz jeszcze — brak wyróżnień dla Garego Old­mana wiąże się z tym, że akademia po pros­tu nie jest w stanie dostrzec, że we wszys­t­kich fil­mach to ten sam człowiek. Trochę to przy­pom­i­na wiec­zorne oglą­danie Air Force One z rodz­iną gdzie Old­man gra głównego złego. Zwierz radośnie tłu­maczy swo­jej rodzinie, że tego złego kojarzą z Pot­tera gdzie grał Syriusza Blac­ka. Komen­tarz przemą­drej mat­ki zwierza brzmi­ał “Ale jak to prze­cież tam on jest młod­szy”. No właśnie dla Old­mana nie ma rzeczy niemożli­wych — w Szpiegu był Panem w podeszłym wieku, może być kuri­ozal­nie złym Zorgiem z Piątego Ele­men­tu, pocz­ci­wym komis­arzem Gor­donem (który właś­ci­wie sam ratu­je Gotham w ostat­niej częś­ci fil­mu), czy w końcu Drac­ulą. Zwierz chci­ał­by napisać, że Old­man to aktor bez właś­ci­woś­ci i chci­ał­by by czytel­ni­cy potrak­towali to jako kom­ple­ment. Wyda­je się, że kiedy jest na ekranie to nie ma akto­ra jest tylko rola. I to spraw­ia, że nawet jeśli widzi­ało się Old­mana w kilku fil­mach to moż­na go zupełnie nie sko­jarzyć. I dopiero po lat­ach zori­en­tować się że ten kosz­marny drań z Leona Zawodow­ca i facet który grał Beethove­na chorego z miłoś­ci to ta sama oso­ba. I wtedy zaskocze­nie ale i sza­cunek jest jeszcze więk­szy. Tak więc jeśli zwierz miał­by wskazać jed­nego z najlep­szych aktorów jacy są to wskaza­ł­by właśnie na Old­mana, bo jeśli zwierz coś naprawdę ceni to właśnie tych aktorów, którzy nie tracąc charyzmy umieją na ekranie praw­ie zupełnie zniknąć.

 

 

 Na planie fil­mu Air Force One na Old­mana mówili “Scary Gary” bo rzeczy­wiś­cie co jak co ale przes­traszyć psy­chopaty­cznym zachowaniem bohat­era to Old­man umie (a to ponoć taki sym­pa­ty­czny i spoko­jny cżłowiek)

 

 

Michel Caine — jest bard­zo niewielu aktorów, którym udała się sztucz­ka jaką zro­bił Michel Caine. Otóż jest to aktor dwóch kari­er. I to dwóch dość różnych od siebie kari­er. Jest więc młody Caine gra­ją­cy  w całym szeregu świet­nych bry­tyjs­kich pro­dukcji — w pier­wszym Poje­dynku według Pin­tera (razem z Lawrence Olivierem), w Alfiem ( tym pier­wszym), Włoskiej Robo­cie (śred­nio znanej u nas abso­lut­nie kul­towej w Anglii), czy Dopaść Cartera a także w jed­nym z ulu­bionych filmów zwierza czyli “Człowiek który chci­ał być królem” (serio zwierz UWIELBIA ten film). Jed­nak po złotej erze lat 70 kari­era Caina zaczęła nieco zwal­ni­ać, co praw­da dostał Oscara za rolę w Han­nah i jej Siostr Allena ale to nie było już to co dekadę wcześniej. I pewnie został­by Michel Caine aktorem lat min­ionych gdy­by nie abso­lut­ny rozk­wit jego kari­ery który moż­na datować od Oscara z 1999 za “Wbrew Regułom” to, plus współpra­ca z Christo­pherem Nolanem, który obsadza go ter­az właś­ci­wie w każdej swo­jej pro­dukcji spraw­iło, że Caine dostał zupełnie nową kari­erę w której sprawdza się równie dobrze (jeśli miejs­ca­mi nie lep­iej) niż w tej z lat 70. Zwierz musi powiedzieć, że cieszy się że aku­rat na tego akto­ra trafiło, bo po pier­wsze — gra świet­nie a po drugie od cza­su kiedy zwierz zobaczył wywiad z nim w Actors Stu­dio to jakoś tak oso­biś­cie go lubi. Może dlat­ego, że był to jedyny wywiad w którym zwierz usłyszał cokol­wiek mądrego nie tyle o gra­niu (bo to się zdarza) ale o życiu. No a poza tym zwierz uważa że to bard­zo fajne, że Caine nie pozbył się swo­jego akcen­tu z niższych sfer. W końcu nie każdy anglik jest dobrze urod­zony.

 

 

 Po co mieć jed­ną kari­erę jak moż­na mieć dwie. Zwłaszcza, że Caine wcale nie gra tylko men­torów i grzecznych starszych panów. Ktokol­wiek widzial film Har­ry Brown ten wie, że całkiem nieźle spraw­ia się w dość okrót­nych rolach.

 

Col­in Firth — zwierz uwiel­bia kino ale nie wszys­tko dociera do niego w odpowied­nej kole­jnoś­ci. I tak zan­im zwierz w ogóle sko­jarzył Col­i­na Firtha naczy­tał się zach­wytów nad nim, a właś­ci­wie nad jego rola w Dumie i Uprzedze­niu a właś­ci­wie nad jed­ną sceną tej ekraniza­cji w Dzi­en­niku Bridgi­et Jones. Co ciekawe zwierz zupełnie nie zała­pał o co chodzi kiedy po raz pier­wszy obe­jrzał sobie Dume i Uprzedze­nie. Najwyraźniej wiz­ual­na wrażli­wość zwierza jest inna. Jed­nak od tamtego cza­su wiele się zmieniło, przede wszys­tkim zwierz widzi­ał z Firthem wszys­tko co było do obe­jrzenia i może powiedzieć bez waha­nia, ze to jeden z najlep­szych aktorów, który jak zwierz już wspom­ni­ał ma niesły­chaną zdol­ność do wybiera­nia nie koniecznie dobrych pro­jek­tów. Serio jak na takiego akto­ra, ilość śred­nich komedii w jakich zagrał jest przytłacza­ją­ca. Ale co ciekawe zupełnie go to aktorsko nie zep­su­lo co z resztą udowod­nił ostat­ni­mi laty gra­jąc jed­ną świet­ną rolę za drugą — zwierz może być w mniejs­zoś­ci ale nieza­leżnie od tego jak bard­zo podobało się wam Jak zostać Królem zdaniem zwierza w Samot­nym Mężczyźnie Firth był lep­szy (a przy­na­jm­niej odbier­ał tele­fon tak, że trud­no uwierzyć że to się da zagrać). Z resztą zwierz musi powiedzieć, że wśród ulu­bionych filmów z Firthem ma kil­ka tych krę­conych na samym początku jego kari­ery w tym znakomite Anoth­er Coun­try (grał w nim też na sce­nie) i Miesiąc na Wsi. Ogól­nie zwierz nie może się doczekać fil­mu Gam­bit braci Coen gdzie Firh zagra główną rolę. Zapowia­da się wyśmieni­cie.

 

 Jed­ną z cech za którą zwierz ceni Col­i­na Firtha jest jego dys­tans do samego siebie. Tak więc zwierz nie czu­je się win­ny wytyka­jąc Firthowi gorsze role sko­ro on sam się do nic przyz­na­je.

 

Ralph Fiennes — zwierz musi przyz­nać, że właś­ci­wie nie jest do koń­ca przeko­nany dlaczego lubi Fiennsa. Bo to taki aktor, który zawsze wyglą­da jak­by nieco za bard­zo się starał. W jego wszys­t­kich niemal bohat­er­ach czu­je się jakieś napię­cie  tak jak­by zaraz mieli wybuch­nąć, a prze­cież zwierz właśnie najbardziej lubi kiedy aktor gra jak­by nie grał, kiedy nie widać metody czy wysiłku. No ale zwierz sam sobie może odpowiedzieć na pytanie — po pier­wsze jego postać w liś­cie Schindlera jest zagrana lep­iej niż wszys­tkie inne i jest od wszys­t­kich innych ciekawsza, nie wszyscy potrafią zagrać nazistę sadys­tę ciekaw­ie a Fiennes potrafił. Dru­ga sprawa to zwierz jest dziew­czę­ciem o ser­cu miękkim i wystar­czyły ze dwa seanse Ang­iel­skiego Pac­jen­ta by zwierz przepadł. Przy czym zwierz wyrzutów sum­ienia więk­szych tu nie ma bo prze­cież powiedzmy sobie szcz­erze — Fiennes aktorem jest bard­zo dobrym — udowod­nił to cho­ci­aż­by gra­jąc Vol­d­er­mor­ta gdzie bez nosa i tak świet­nie sobie poradz­ił doskonale gra­jąc tego ostate­cznego złego. Nie mniej naprawdę serce zwierza pod­bił pro­dukcją telewiz­yjną — Bernard i Doris w której grał loka­ja geja głównej bohater­ki. Ta rola bardziej niż wiele dra­maty­cznych przekon­ała zwierza, że po Fiennsie może spodziewać się wszys­tkiego. A ter­az ma się pojaw­ić w nowym Bondzie.

 

 

 Zwierz doskonale pamię­ta, kiedy uznał, że będzie śledz­ił dlaszą kari­erę Ral­pha Fien­nas — to była dokład­nie ta scen Anegiel­skiego PAc­jen­ta kiedy nasz bohater tańcz z żoną innego na balu a w jego oczch widać same złe intenc­je.

 

Jim Broad­bent- aktor do wszys­tkiego. Serio. Zwierz zori­en­tował się przeglą­da­jąc jego fil­mo­grafię, że kojarzy go zarówno  z ról zupełnie dra­maty­cznych (jak znakomi­ta Iris, Kiedy ostat­ni raz widzi­ałeś swo­jego ojca, Any human Heart) jak i zde­cy­dowanie lże­jszych jak w Har­rym Pot­terze, Moulin Rogue czy Dzi­en­niku Bridgi­et Jones. Jed­nak nieza­leżnie czy Broad­bent grał postać sym­pa­ty­czną czy wred­ną, niez­darną czy wręcz prze­ci­wnie zarad­na i stanow­czą zawsze wyda­je się ide­al­nie na swoim miejs­cu. To ponown­ie jeden z tych aktorów, którzy wyda­ją się na ekranie po pros­tu być i częs­to giną w swoich rolach. To znaczy, zwierz pode­jrze­wa, że wielu widzów wychodząc z fil­mu doskonale pamię­ta rolę, ale nie jest w stanie podać nazwiska akto­ra, który ją zagrał. Choć nie odbi­ja się to dobrze na sław­ie, to jed­nak nie ma wąt­pli­woś­ci, że jest pewnym prze­jawem aktorskiego kun­sz­tu. Zwierz nie może się też pow­strzy­mać przed zach­wytem jak posta­cie Broad­ben­ta potrafią w jed­nym filmie budz­ić automaty­czną sym­pa­tię (częs­to gra takich prze­cięt­nych może nawet nieco niezarad­nych bohaterów, których łat­wo pol­u­bić) by w drugich budz­ić naty­ch­mi­as­tową niechęć. Teo­re­ty­cznie na tym pole­ga gra aktors­ka ale kiedy oglą­da się dobrego akto­ra to człowiek dopiero się orein­tu­je, że to wcale nie jest dar dany wszys­tkim i że to wcale nie jest takie proste.

 

 

   Dla zwierza zawsze było zaskocze­niem, że aktor który w więk­szoś­ci filmów grał dość spokjnie role w Moulion Rogue zagrał tak sza­loną dynam­iczną postać.

 

Ian McK­ellen — Zwierz należy do pokole­nia widzów dla których McK­ellen nie jest wielkim aktorem szek­spirowskim tylko Gan­dalfem i Mag­ne­to. I w sum­ie zwierz nie ma sobie nic do zarzuce­nia bo powiedzmy sobie szcz­erze, McK­ellen wszedł do kina pop­u­larnego późno i boczny­mi drzwia­mi ale udało mu się tam zado­mow­ić na dobre (ponoć pro­ponowano mu nawet rolę Dum­b­le­dore’a ale ją na szczęś­cie odrzu­cił przez co nie był w ostat­nich dekadach we wszys­tkim).  Zwierz jest pod wraże­niem zwłaszcza jego Mag­ne­to, który jakoś przy­wodzi mu na myśl świet­nego Ryszar­da III w inter­pre­tacji McK­el­lena w zwierza ulu­bionej ekraniza­cji tej sztu­ki. To znaczy to taka postać, która teo­re­ty­cznie powin­na budz­ić niechęć widzów ale dzię­ki wrażli­woś­ci gra­jącego ją akto­ra naty­ch­mi­ast czu­je­my do niej sym­pa­tię. Z kolei powiedzmy sobie szcz­erze w przy­pad­ku Wład­cy Pierś­cieni nie ma wąt­pli­woś­ci, że McK­ellen po pros­tu został Gan­dalfem — jedynym słusznym i jedynym chy­ba członkiem obsady, którego kłócące się nad wszys­tkim fanowskie gremia nie chci­ały wymieni­ać naty­ch­mi­ast na kogoś innego. Zwierz może dodać, że prawdzi­wą sym­pa­tie do akto­ra poczuł po tym jak obe­jrzał odcinek Statys­tów gdzie McK­ellen dostar­czył mu chy­ba jed­nej z najz­abawniejszych scen jakie zwierz kiedykol­wiek widzi­ał w telewiz­ji.

 

 

 Zwierz zwi­ja się ze śmiechu ilekroć to widzi. W ogóle cały odcinek jest znakomi­ty

 

Bill Nighy- aktor o niesamowicie sze­rokim spek­trum ról — świet­nie sprawdza się w kinie kome­diowym od Autostopem przez Galak­tykę po Love Actu­al­ly. W komedii jest swo­bod­ny i zde­cy­dowanie na miejs­cu, z odpowied­nim bry­tyjskim dys­tansem. Ale jed­nocześnie jest to abso­lut­nie genial­ny aktor dra­maty­czny, który bez prob­le­mu gra posta­cie bohaterów wyco­fanych, niekoniecznie szczęśli­wych i potrafią­cych sobie znaleźć miejsce. Kiedy oglą­da się Girl in the Cafe (nieu­dany film ze znakomitą rolą) to człowiekowi się aż serce łamie widząc zagu­bi­e­nie głównego bohat­era, z drugiej jed­nak strony jeśli ma się świado­mość, ze ten sam aktor grał Davyego Jone­sa w Pirat­ach z Karaibów to nie sposób nie poczuć olbrzymiego sza­cunku. Oczy­wiś­cie kiedy przeglą­da się aktorowi z bliska widać kil­ka stosowanych zarówno w rolach lże­jszych jak i tych poważniejszych manieryzmów ale co ciekawe o ile zazwyczaj zwierza takie rzeczy den­er­wu­ją to w przy­pad­ku Nighy nawet je lubi. Ogól­nie to ciekawe bo Nighy wys­tąpił w Pirat­ach z Karaibów mając całkiem sporą rolę ale jako że nikt nie widzi­ał jego twarzy to chy­ba przy­czyniło się to do roz­wo­ju jego kari­ery nieco mniej niż w sum­ie niewiel­ka rola w Love Actu­al­ly. W każdym razie zwierz z tym aktorem zobaczy wszys­tko — nieza­leżnie komedię czy dra­mat i będzie pewien, że raczej się nie zaw­iedzie.

 

 

 Cóż nawet jeśli szer­sza wodow­n­ia kojarzy akto­ra, tylko z tej roli to w sum­ie jest sporo gorszych ról z których mogli by go pamię­tać. A tego cytatu nigdy dość

 

 

Jere­my Irons — zwierz podzi­wia Iron­sa, za to, że to zawsze był ten aktor, który się nie bał. Nie bał się zagrać Hum­ber­ta Hum­ber­ta w Loli­cie, nie bał się zagrać w dość skan­dal­izu­jącej Skazie, i bard­zo ale to bard­zo niepoko­ją­cych (z braku lep­szego określe­nia) Nierozłącznych, a na dodatek Skaza w Królu Lwie mówił jego głosem. Jed­nak odkłada­jąc żar­ty na bok to właśnie chęć do pode­j­mowa­nia ryzy­ka i gra­nia ról trud­nych zawsze wzbudza­ła w zwierzu sym­pa­tie i sza­cunek bo prze­cież trudne role też ktoś musi grać i lep­iej by robił to dobrze. A Jere­my Irons zawsze gra dobrze pod jed­nym warunk­iem. W filmie w którym gra nie ma smoków. To pod­sta­wowa zasa­da. Nato­mi­ast ostat­nio Irons świet­nie radzi sobie w telewiz­ji — jego papież Alek­sander z Borgiów to rola pereł­ka — zagrana na wszys­t­kich możli­wych emoc­jach a do tego niezwyk­le dow­cip­na (co w ogóle Iron­sowi zawsze dobrze wychodz­iło i czego Ralph Fiennes mógł­by się od niego nauczyć), z kolei Hen­ryk IV z Hol­low Crown to rola którą ukradł ser­i­al wszys­tkim pozostałym aktorom. Ogól­nie Irons rzad­ko gra źle czy śred­nio. A jeśli już to robi, to żeby poma­lować zamek na łoso­siowo lub wymienić w nim rury. Co powin­no być dobrym argu­mentem za tym dlaczego aktorzy nie powin­ni mieć zamków.

 

 

 Zwierz nie mógł się pow­strzy­mać. Bo i dowód na to, że Jere­my Irons ma olbrzymie poczu­cie humoru i prezen­tac­ja wielkiego tal­en­tu aktorskiego bo zaśpiewać tą piosenkę z kami­en­na twarzą to trze­ba potrafić.

 

Rupert Everett — zwierz musi przyz­nać, że ma do Everetta niesłab­ną­cy sen­ty­ment. To chy­ba najlep­szy aktor do gry w ekraniza­c­jach sztuk Oscara Wilde, ale także niesły­chanie zdol­ny aktor, który sam przyz­na­je, nieco zep­suł swo­ją świet­ną wyspi­arską kari­erę wda­jąc się we flirt z Hol­ly­wood. Ale zwierz wiele Everet­towi jest w stanie wybaczyć z kilku powodów. Po pier­wsze jego rola w Anoth­er coun­try (zwierz musi wyz­nać, że film uwiel­bia) która jest po pros­tu abso­lut­nie bezbłęd­na i jak pod niego pisana. Po drugie jego otyły, głupi i nie nada­ją­cy się do rządzenia książę Walii w Sza­leńst­wach Króla Jerzego. Nie jest łat­wo zagrać idiotę a tu proszę jak ład­nie się udało. No i wspom­ni­ane już ekraniza­c­je Wil­da — uwiel­biany przez zwierza Ide­al­ny mąż oraz przeu­rocze Bądźmy Poważni na Serio. Z resztą warto tu też stwierdz­ić, że jego Oberon w Śnie Nocy Let­niej to jed­na z lep­szych inter­pre­tacji tej Szek­spirowskiej roli jaką zwierz widzi­ał. Ogól­nie to ciekawe bo Everett mimo, że wyda­je się typowym aktorem pier­ws­zo­planowym znakomi­cie sprawdza się na drugim planie. Świet­nie to widać w Zakochanym Szek­spirze gdzie jego Mar­lowe wyda­je się ciekawszy od Szek­spi­ra czy ostat­nio w Parade’s End gdzie wszyscy narzekali na niedobór jego postaci na ekranie. Do tego zwierz czy­ta właśnie jego auto­bi­ografię i nie może się nach­wal­ić tego jak dobrze jest to napisane. No ale wiecie nie każdy aktor ma postać komik­sową wzorowaną na jego oso­bie. To o czymś świad­czy.

 

 

\

 Zwierz nie będzie się kół­cił że nie wszys­tkie role się Everet­towi w kari­erze udały ale za role w Ide­al­nym Mężu zwierz i tak zawsze będzie go lubił i kom­plet­nie zig­noru­je złe role, głupie wypowiedzi i nieszczęsne oper­ac­je plastyczne.Nikt nie jest doskon­ały

 

Dobra zwierz kończy tą część w miarę usatys­fakcjonowany. Jeśli braku­je wam jakichś nazwisk to najpierw sprawdź­cie czy przy­pad­kiem aktor o którego chce­cie się upom­nieć nie jest Szkotem, Wal­i­jczykiem,  Irland­czykiem czy Aus­tral­i­jczykiem a po drugie pamię­ta­j­cie, że prze­wod­nią role odgry­wa tu sym­pa­tia zwierza (stąd brak Daniela Day-Lewisa do którego zwierz nie może się przekon­ać). Z resztą o tym jak waż­na jest sym­pa­tia zwierza przekona­cie się w jutrze­jszym odcinku. A tak szuka­jąc punk­tów wspól­nych to zwierz dostrzegł, że zach­wyca się przede wszys­tkim wszech­stron­noś­cią co nie dzi­wi bo to chy­ba rzeczy­wiś­cie jest ten znak rozpoz­naw­czy ang­iel­s­kich aktorów. I dobrze bo dobry aktor to wszech­stron­ny aktor.

 

Ps: Wpsiu nie spon­soru­je RADA bo zwierz jed­nak znalazł kilku wybit­nych aktorów którzy się tam nie uczyli.??

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy