Home Film Szukając Henryka czyli zwierz o The King

Szukając Henryka czyli zwierz o The King

autor Zwierz
Szukając Henryka czyli zwierz o The King

Musimy poroz­maw­iać o Hen­ryku V. No dobra wcale nie musimy, ale może­my. Zwłaszcza, że jest ku temu doskon­ała okaz­ja bo na Net­flixa właśnie wszedł „The King” film Davi­ad Micho­da z pięknym Tim­o­th­ee Cha­la­met w roli głównej. I to jest film, który tak bard­zo, na wielu poziomach jest moim zdaniem wart roz­mowy, że wam nie odpuszczę.

 

Zaczni­jmy od samego pomysłu. Pomysł jest taki — bierze­my nar­rację ze sztuk Szek­spi­ra (końców­ki Hen­ry­ka IV i całego Hen­ry­ka V) i robimy na ich pod­staw­ie film, nie korzys­ta­jąc z tego co Szek­spir napisał — czyli nie ma ani odrobiny szek­spirowskiego wer­su. Do tego mamy tu pewne zmi­any fab­u­larne np. Hen­ry początkowo odrzu­ca Fal­staffa ale ostate­cznie ten sta­je się jego zau­fanym doradzą, a Katarzy­na, księżnicz­ka fran­cus­ka, nie tylko flir­tu­je w sposób który był zabawny w cza­sach elż­bi­etańs­kich, ale ma włas­ną niewielką, ale znaczącą fab­u­larnie rolę, w której jawi się jako niesły­chanie inteligent­na mło­da kobi­eta, która lep­iej od swo­jego królewskiego narzec­zonego rozu­mie mech­a­nizmy rządzące światem poli­ty­ki. Wciąż jed­nak twór­cy idąc szlakiem Szek­spi­ra w najważniejszych ele­men­tach — pokazu­jąc utracjus­zowskie zachowanie księ­cia Hala, pokazu­jąc jego dojrze­wanie do roli wład­cy, staw­ia­jąc zjed­nocze­nie Anglii na pier­wszym miejs­cu, czy korzys­ta­jąc z ele­men­tów dru­go­planowych jak cho­ci­aż­by — ele­ment przesła­nia piłek w podarku od króla Francji jako momen­tu zaostrzenia kon­flik­tu, czy wprowadza­jąc w ogóle postać Del­fi­na Francji na polu bitwy (wcale go tam nie było i nie dowodz­ił on fran­cuski­mi wojskami).

 

 

Ten Szek­spir bez Szek­spi­ra to w moim odczu­ciu najwięk­szy prob­lem całego fil­mu. Szek­spir nie pisał his­torii, był dram­atopis­arzem doskonale zda­ją­cym sobie sprawę ze swoich poli­ty­cznych zależnoś­ci — jeśli wybier­ał dawnych królów i frag­men­ty his­torii Anglii to głównie by powiedzieć coś o współczes­nej poli­tyce i współczes­nym sobie rządzą­cym. Stąd jego sztu­ki his­to­ryczne wybier­a­ją z dziejów te wąt­ki, które były istotne w jego cza­sach, on sam zaś trak­tu­je his­to­rie selek­ty­wnie, biorąc z niej to co jest najważniejsze, doda­jąc posta­cie i rysu­jąc kon­flik­ty tak jak rysu­je je dram­atopis­arz — odrzu­ca­jąc to co by nie pasowało. Oczy­wiś­cie, w dra­mat­ach Szek­spi­ra moż­na znaleźć całe mnóst­wo nowych treś­ci — Lau­rence Olivi­er znalazł w tej fab­ule doskon­ały mate­ri­ał na pro­dukcję pro­pa­gandową, zagrze­wa­jącą bry­tyjską wid­own­ię do wysiłku wojen­nego i przy­pom­i­na­jącą wielkie zwycięst­wa odnos­zone mimo prze­waża­jącej siły wro­ga. Branagh swo­ją ekraniza­cję krę­cił w lat­ach osiemdziesią­tych stąd jego bit­wa pod Azin­court jest już w bło­cie i brudzie a hero­izm sta­je się sprawą dru­gorzęd­ną wobec straty życia. To jest nieco bardziej przygnębi­a­ją­ca wiz­ja w świecie bardziej przygnębi­a­ją­cych i bardziej bezsen­sownych kon­flik­tów (jak np. Kon­flikt o Falk­landy). Wciąż jed­nak — nad wszys­tkim unosi się duch tego Hen­ry­ka którego opisał Szekspir.

 

Prob­lem w tym, że nar­rac­ja Szek­spi­ra nie jest jedyną która się Hen­rykowi V należy. Spoko­jnie moż­na było­by tą his­torię opowiedzieć zupełnie inaczej, bez oglą­da­nia się na sztu­ki bar­da. Hen­ryk V spoko­jnie wypadł­by ciekaw­ie, w his­torii bazu­jącej bardziej na his­to­rycznych przekazach — nie było­by to mniej dra­maty­czne, ale było­by inne — dodawało­by coś do naszego zrozu­mienia króla, kon­flik­tu i w ogóle pozwalało­by wyr­wać tą postać his­to­ryczną z jed­noz­nacznej nar­racji narzu­conej mu kil­ka wielków później. Sko­ro i tak twór­cy nie mają zami­aru trzy­mać się Szek­spirowskiego wer­su to po co iść jego drogą? To jest mój prob­lem. Kręce­nie sztu­ki Szek­spi­ra bez Szek­spi­ra wyda­je mi się dzi­ałaniem w pewien sposób pustym a właś­ci­wie, nie wyko­rzys­taniem szan­sy na opowiedze­nie his­torii może nie tyle bardziej prawdzi­wie (a właś­ci­wie bliżej fak­tów) ale po pros­tu zupełnie inaczej — nawet z zamierze­niem w ciekawej kon­trze do tego co pamię­tamy, czy wyda­je nam się że pamię­tamy. Nie ukry­wam, że bard­zo żału­ję, że twór­cy po pros­tu nie wyrzu­cili całego Szek­spi­ra przez okno (sko­ro i tak nie potrze­bowali jego słów) i nie zaczęli od nowa, bez dopisanych wątków, ozdob­ników i tych klasy­cznych ele­men­tów Szek­spirowskiej opowieś­ci (np. wyglą­da na to, że wcale książę Hal nie miał bur­zli­wej, pijack­iej młodoś­ci — był zaan­gażowany poli­ty­cznie i mil­i­tarnie — ale Szek­spir potrze­bował tej trans­for­ma­cji do kon­strukcji swo­jej postaci i reflek­sji nad tym co oznacza bycie królem).

 

Mój kole­jny prob­lem może się wydawać zupełnie dru­go­planowy ale nie ukry­wam — pokazu­je moim zdaniem prob­lem z pewny­mi założe­ni­a­mi tej pro­dukcji. Otóż bohaterowie tego fil­mu mówią po ang­iel­sku całkiem współcześnie co pewien czas doda­jąc jakąś archaizowany zwrot czy słowo — wszys­tko by brzmieli bardziej „śred­niowiecznie”, z drugiej strony korzys­ta­ją ze słów czy określeń które są tak współczesne jak tylko się da. I to jest total­nie bez sen­su. Taki językowy kostium his­to­ryczny, który z jed­nej strony ma sug­erować, że odd­a­je­my sposób mówienia w dawnych wiekach, z drugiej ma zupełnie gdzieś to że język bohaterów abso­lut­nie nie odd­a­je tego jak się mówiło i myślało o rzeczy­wis­toś­ci. O ile w umownym świecie sztu­ki Szek­spi­ra zupełnie mi to nie przeszkadza, o tyle w tym filmie, który bard­zo próbu­je staw­iać na real­izm (na resz­cie ktoś ma fryzurę spod gar­nka!) to sztuczne archaizowanie języ­ka jest iry­tu­jące. Spoko­jnie moż­na było­by to porzu­cić i uznać, że sko­ro i tak bohaterowie nie będą mówić językiem który byśmy zrozu­mieli niech po pros­tu mówią współcześnie. Ten ele­ment umownoś­ci, bez zbęd­nej styl­iza­cji zro­bił­by dużo dobrego dla fil­mu i jego potenc­jal­nej inter­pre­tacji (co ciekawe, w tej potenc­jal­nie umownej pro­dukcji, najbardziej braku­je umowności).

 

Mój kole­jny prob­lem to kwes­t­ia tego co właś­ci­wie twór­cy chcą powiedzieć o młodym wład­cy. Szek­spir dość dobrze wiedzi­ał kim jest jego Hen­ryk uwikłany w kon­flikt pomiędzy hero­iczną wiz­ją monar­chii a realia­mi poli­ty­ki, która wyma­ga dzi­ałań Machi­awelicznych. Jed­nocześnie — co jest wątkiem który przewi­ja się przez wiele inter­pre­tacji — Hen­ryk jest tym wyobraże­niem zwycięskiego wład­cy prowadzącego Anglików do niemożli­wego tri­um­fu. Hen­ryk jest postacią, nierozłącznie związaną z bry­tyjskim patri­o­tyzmem. Nie chodzi o zwycięst­wo nad Fran­cuza­mi, chodzi o zwycięst­wo anglików nad kimkol­wiek w jakimkol­wiek kon­flik­cie, w którym nikt nie dawał im szans. Może to być zwycięst­wo gorzkie ale wciąż, jest tam ele­ment patri­o­ty­czny. Widać, że twór­cy „The King” trochę chcieli do tego naw­iązać ( Hen­ryk wygłasza a właś­ci­wie wykrzyku­ję mowę, która ma zastąpić mowę w dniu św. Krys­tiana gdzie tłu­maczy swoim żołnier­zom że są tkanką Anglii i jed­nocześnie — nie ukry­wam, Szek­spir to to nie jest — wręcz jest to moment w którym twór­com najbardziej chy­ba geniuszu Szek­spi­ra braku­je, bo jed­nak „We few, we hap­py few, we band of broth­ers” to jest naprawdę doskon­ała poez­ja) ale jed­nocześnie — bard­zo chcieli­by mieć swo­jego Hen­ry­ka jako jed­nos­tkę której oso­bistym decyzjom się przyglą­da­ją. Ostate­cznie ich Hen­ryk jest taką zagu­bioną postacią, mam poczu­cie, że chcą powiedzieć o nim wszys­tko na raz, częs­to popada­jąc w banał. Do tego film próbu­je nam pokazać dworskie spis­ki w duchu trochę mafi­jnym, ale prawdę powiedzi­awszy — mam wraże­nie że wpada­ją tu w hol­ly­woodzkie klisze (tak ludzie na dworach spiskowali, ale wszyscy byli tym mniej zaskoczeni). Moż­na się też zas­tanaw­iać, czy aus­tral­i­js­ki reżyser zas­tanaw­iał się nad współczes­ną Anglią i jej wojną z Europą i czy wziął pod uwagę jak jego film wpisze się w his­torię tego nowego kon­flik­tu (niewiel­ka Anglia kon­tra cała Unia). Prawdę powiedzi­awszy czy­tanie fil­mu w tym kon­tekś­cie wyda­je się trochę prostack­ie, z drugiej — nie ma Hen­ry­ka od Szek­spi­ra ( w odróżnie­niu od Hen­ry­ka his­to­rycznego) zupełnie bez kon­tek­stu poli­ty­cznego. Po to on został stwor­zony i tak funkcjonuje.

 

 

Zresztą sko­ro przy Hol­ly­woodz­kich motywach opowiada­nia jesteśmy to przyjrzyjmy się postaci Fal­staffa — w sztukach Szek­spi­ra to jed­na z naj­ciekawszych postaci — jeśli szuka­cie inter­pre­tacji sztuk z jego punk­tu widzenia pole­cam Welle­sa i jego doskon­ałe „Chimnes at Mid­night” (jakie to jest doskon­ałe!). W tej wer­sji Fal­staff ist­nieje (jest to postać bazu­ją­ca na real­nym szlach­ci­cu ale jed­nak jego inter­pre­tac­ja jest Szek­spirows­ka) i zna­j­du­je się nawet na polu bitwy, jako jeden z najważniejszych dowód­ców i przede wszys­tkim — architekt zwycięst­wa pod Azin­court. No i cała ta postać grana przez Joela Egertona jest tak bard­zo wpisana we współczes­ny schemat opowieś­ci o odkupi­e­niu i poświęce­niu. W niek­tórych miejs­cach moż­na odnieść wraże­nie że Fal­staff intere­su­je twór­ców bardziej niż młody król. I nie ma w tym nic złego cho­ci­aż wciąż mam wraże­nie, że Fal­staff tak napisany wpisu­je się w taki dość zuży­ty wątek star­ca po którym nikt niczego się nie spodziewa, a on okazu­je się najlep­szym doradzą, najbardziej zau­fanym przy­ja­cielem i człowiekiem który poświę­ca najwięcej. W tym wątku nie ma nic czego by nie było wcześniej. W sum­ie takie napisanie Fal­staffa ponown­ie — osłabia reflek­sje nad młodym królem. A właś­ci­wie sprowadza go bardziej do jed­nos­t­ki która reagu­je na dzi­ała­nia innych (w sum­ie Hen­rykowi wszytko w tym filmie załatwia­ją inni — najpierw Fal­staff przed­staw­ia mu plan bitwy, potem Katarzy­na tłu­maczy co się naprawdę wydarzyło — co jest ele­mentem który moż­na inter­pre­tować jako pewną wiz­ję monar­chii i wład­cy, ale wciąż mam wraże­nie że wypa­da to bard­zo płasko).

 

 

Na koniec wiz­ual­nie film jest moim zdaniem taką przedzi­wną mieszanką całkiem nieźle odw­zorowanych real­iów (np. wnętrza są bard­zo ład­nie pomyślane, podob­nie jak część stro­jów czy wspom­ni­ane niesły­chanie twar­zowe fryzury) z ele­men­ta­mi, które moim zdaniem przy­wodzą na myśl fas­cy­nację „Grą o Tron”. Najlepiej to widać w samych sce­nach bitewnych, które moim zdaniem zostały nakrę­cone ze świado­moś­cią, że widz ma w głowie jako punkt odniesienia bitew śred­niowiecznych np. Bitwę Bękartów z Gry o Tron (niek­tóre kadry przy­pom­i­na­ją to niemal jeden do jed­nego). Poza tym bawi mnie że wciąż wierzymy Szek­spirowi i współczes­nym Hen­rykowi kro­nikar­zom bry­tyjskim w opisie nierównoś­ci armii. Praw­da jest taka, że wcale nie jest powiedziane że Fran­cuzów było tam o tylu więcej, im bardziej się liczy tym bardziej wyni­ka, że jed­nak dobra pro­pa­gan­da, z roku na rok dodawała fran­cu­zom kole­jne tysiące zbro­jnych. Było ich więcej, ale zapewne nie o tyle więcej (choć his­to­rycy się o to wciąż spier­a­ją, więc pewnie nigdy się na pewno nie dowiemy). Ogól­nie ja nie lubię fil­mowych przestaw­ień śred­niowiecznych kon­flik­tów, bo mam wraże­nie, że jak to bywa we wszys­t­kich pro­dukc­jach his­to­rycznych — najwięcej to mówi o naszym współczes­nym poczu­ciu este­ty­ki i tego co chce­my uznawać za real­isty­czne i śred­niowieczne. Jest to do pewnego stop­nia ciekawe, ale też jakoś męczące, zwłaszcza kiedy sprzeda­je­my kole­jne este­ty­ki w opakowa­niu “dokład­nie tak było naprawdę”.

 

Wiele osób pisało, że ten film jest nud­ny. Oso­biś­cie nie uważam go za nud­ny, ale być może dlat­ego, że jest to jed­na z tych pro­dukcji przy której przez cały film myśli się głównie o tropach inter­pre­ta­cyjnych czy o konkret­nych decyz­jach reży­ser­s­kich. Na przykład wyda­je mi się to bard­zo ciekawe, że współcześni twór­cy zrezyg­nowali z gorzkiego Szek­spirowskiego zakończenia, w którym przy­pom­i­nał on, że król zmarł niedłu­go po swoim tri­um­fie, zostaw­ia­jąc niepewną przyszłość swo­je­mu małe­mu syn­owi i żonie. Wydawać by się mogło, że taki gorz­ki kon­tra­punkt był­by atrak­cyjny dla współczes­nych — przy­pom­i­na­jąc, że nawet wielkie zwycięst­wo nie oznacza, że kurs his­torii nie może się nagle zmienić. Tym­cza­sem „The King” kończy się w momen­cie tri­um­fal­nym. Widzi­ałam nie jeden Tweet nieco zaskoc­zonych widzów (nie zna­ją­cych Szek­spi­ra i tego frag­men­tu his­torii), którzy z Wikipedii dowiady­wali się jak szy­bko skończyło się po zwycięst­wie życie Hen­ry­ka. Jeśli myśli się o takich ele­men­tach i decyz­jach — wtedy film jest fas­cynu­ją­cy. Jeśli jed­nak się tego nie ma — zosta­je się zamknię­tym w takiej dość powol­nej fab­ule szek­spirowskiej, minus poez­ja. Dla niek­tórych to atrak­cyjne, dla niek­tórych — trochę nie do wytrzy­ma­nia. Oczy­wiś­cie to też pytanie jak dobrze się zna Szek­spi­ra — jeśli sła­biej to może to być zupełnie nowa his­to­ria. Kil­ka razy w cza­sie fil­mu zas­tanaw­iałam się czy twór­cy nie kieru­ją swo­jego fil­mu do widza młodego którego szek­spirows­ki wers pewnie by znudz­ił i odstraszył.

 

Nie ma co ukry­wać, tak powszechne zain­tere­sowanie filmem o Hen­ryku V wyni­ka bardziej z fas­cy­nacji pięknym młodzieńcem współczes­nego kina Tim­o­th­ee Cha­la­me­tem niż reflek­sji nad tym jak współcześnie patrzą na szek­spirowskiego bohat­era. Tu muszę powiedzieć, że co zaskaku­jące — Tim­o­th­ee najsła­biej sprawdza się tam gdzie powinien sprawdzać się najlepiej — jego książę Hal, jest moim zdaniem trochę za bard­zo tym współczes­nym zbla­zowanym chłopakiem, który na stop pro­cent pali papierosy za szkołą. Jed­nocześnie — och jakim on jest cud­ownym wiz­ual­nym przed­staw­ie­niem ideału młodzień­ca. Nie chłopa­ka, nie mężczyzny tylko właśnie młodzień­ca. Ogól­nie chcę napisać cały wpis o tym jak bard­zo Tim­o­th­ee stał się we współczes­nej kine­matografii odw­zorowaniem pewnego ideału bard­zo konkret­nego przed­staw­ienia męskoś­ci więc nie będę się rozpisy­wać. Nie mniej tym co Tim­o­th­ee robi najlep­szego jako Hal, to po pros­tu bycie. Jako Hen­ryk aktor radzi sobie lep­iej. Widać jego zawz­ię­tość i prag­nie­nie pode­j­mowa­nia dobrych decyzji. Jego kon­flikt — jest to król młody, niechęt­ny kon­flik­towi, prześlad­owany przez to kim być powinien, zwłaszcza w oczach swo­jego ojca. Nie da się ukryć, aktor niesie ten film i nieza­leżnie od zas­trzeżeń — jest to rola ciekawa, prze­myślana i spój­na — przy­na­jm­niej w środ­kach aktos­kich. Może trochę braku­je tu odrobiny lekkoś­ci, bo to ciągłe napię­cie na twarzy Tim­o­th­ee sta­je się w pewnym momen­cie nieza­mierze­nie komiczne. Przy czym oczy­wiś­cie — młodość akto­ra ponown­ie — utwierdza pewną naszą wiz­ję przeszłoś­ci, gdzie mamy króla młodzień­ca, zde­cy­dowanie chłopa­ka a nie mężczyznę. Tym­cza­sem w cza­sie swo­jej kam­panii fran­cuskiej Hen­ryk miał 28 lat i wcale nie był dzieci­akiem czy nawet młodzieńcem tylko po pros­tu mężczyzną  w dość nor­mal­nym wieku (choć rzeczy­wiś­cie umarł mło­do i niespodziewanie). Biorąc pod uwagę jak mło­do wyglą­da Cha­la­met to film jeszcze bardziej utwierdza wiz­ję chłopa­ka na czele wojs­ka. Jed­nocześnie muszę zaz­naczyć, że jakoś ziry­towała mnie potenc­jal­nie najbardziej aktorsko dra­maty­cz­na sce­na w całej roli — kiedy król krzy­czy do swoich żołnierzy. Miałam cały czas wraże­nie, że aktor i reżyser próbu­ją zakrzy­czeć fakt, że wid­zowie w tej sce­nie mają w głowie słowa napisane przez Szek­spi­ra. Poza tym miałam takie wraże­nie, że wszyscy stara­ją się zro­bić Braveharta.

 

 

Nato­mi­ast film abso­lut­nie zja­da na śni­adanie Robert Pat­tin­son jako Delfin Francji. Och jakaż to jest cud­ow­na rola. W całym tym niesły­chanie poważnym filmie Pat­tin­son wchodzi z humorem, dzi­wnym akcen­tem (trud­no określić czy ten akcent jest spec­jal­nie tak karykat­u­ral­nie zły czy aktor się bawi a może idzie za sug­es­ti­a­mi reży­sera) i kosz­marną peruką i po pros­tu wygry­wa każdą scenę. Jed­nocześnie spuszcza powi­etrze z całej opowieś­ci i w pewien sposób ujaw­nia słabość tej śmiertel­nie poważnej kreacji Cha­la­meta. Oczy­wiś­cie moż­na to inter­pre­tować na wiele sposobów — ot np. Jako sym­bol­iczne przekazanie sym­bolu młodzieńczej męskoś­ci od jed­nego idola nas­to­latek do drugiego. Wciąż jed­nak nie ukry­wam — jest to rola abso­lut­nie przepysz­na i te pięt­naś­cie min­ut kiedy Pat­tin­son jest na ekranie są ciekawsze od wszys­t­kich chmurnych spo­jrzeń Tim­o­th­ee spod jego wiernej his­to­rycznie grzy­w­ki. Nato­mi­ast nie ukry­wam że Joel Egerton chy­ba nigdy mnie nie kupi. To jest taki aktor który nawet jak gra dobrze jakoś mnie męczy. Mam wraże­nie, że wszyscy jego bohaterowie są jakąś wari­acją na tem­at cno­ty prawdzi­wego mężczyzny i to zaczy­na mnie męczyć. Ale dla niek­tórych może być atrak­cyjne. Jed­nocześnie biorąc pod uwagę, że Egerton był współau­torem sce­nar­iusza, cały czas miałam wraże­nie, że to jest taka trochę próż­na rola. Jak­by Egerton bard­zo chci­ał mieć bohat­era który będzie niemal tak atrak­cyjny jak zwycięs­ki młody król. Przy czym jestem wdz­ięcz­na twór­com za jed­ną scenę z Lil­ly Rose-Depp (w roli Katarzyny) — udało im się to właś­ci­wie jedyną postać żeńską (poza niesamowicie schematy­czną siostrą Hen­ry­ka) wyposażyć w ciekawy charak­ter i przede wszys­tkim inteligencję. Szko­da tylko, że ponown­ie — zmuszeni do pożą­da­nia za nar­racją Szek­spi­ra mieli dla niej tylko jed­ną scenę na koniec.

 

 

Przeczy­tałam wiele zach­wyconych recen­zji „The King” i mniej więcej drugie tyle wynud­zonych. Dla mnie przede wszys­tkim ten film to zmarnowana szansa. Z tą obsadą i z tym reży­serem moż­na było nakrę­cić naprawdę doskon­ały film, który nie miał­by nic wspól­nego z Szek­spirem. Który nie przy­pom­i­nał­by wid­zowi (który być może zna dobrze sztukę) że jed­nak dialo­gi twór­ców fil­mu są słab­sze od tego co napisał ang­iel­s­ki dra­maturg. To film w którym Szek­spi­ra jest jed­nocześnie za mało i za dużo. Pomyśl­cie o ile fajniej było­by obe­jrzeć tą his­torię naprawdę zupełnie inaczej. Zwłaszcza patrząc na scenę z Katarzyną — napisaną właś­ci­wie zupełnie na nowo, widać że sce­narzyś­ci mieli­by pomysł na inną dynamikę pomiędzy bohat­era­mi. Nawet jeśli den­er­wu­je mnie Hol­ly­woodz­ki Fal­staff to jest on lep­szy niż Hen­ryk zaw­ies­zony pomiędzy tym co chci­ał powiedzieć Szek­spir a tym co myślą o nim sce­narzyś­ci. Nigdy nie przy­puszcza­łam, że będę krzy­czeć „Mniej Szek­spi­ra” ale dokład­nie to wyry­wa się z mojej pier­si. W takim ksz­tał­cie w jakim film pow­stał jest tak bard­zo zaw­ies­zony między różny­mi trady­c­ja­mi, że wyda­je mi się w tym pogu­biony. Jest Hen­ryk bez Szek­spi­ra i najwyższy czas go odnaleźć.

Ps: Widzi­cie, są takie filmy które mimo, że mi się nie podoba­ją mają swo­ją zaletę — dają coś o czym da sie poroz­maw­iać „The King” zde­cy­dowanie takim filmem jest — więk­szość moich rozmów o nim była taką przy­jem­ną wymi­aną różnych postaw wobec opowiada­nia his­torii czy reflek­sji nad tym ile z his­torii zostało u Szek­spi­ra. Co spraw­ia, że pojaw­ia się we mnie reflek­s­ja, że jed­nak odległość emocjon­al­na od mate­ri­ału źródłowego sporo daje. W końcu nikt z nas nie poczu­je się obur­zony tym, że ktoś ma inne spo­jrze­nie na znacze­nie Hen­ry­ka V dla budowa­nia ang­iel­skiej pamię­ci historycznej.

Ps2: Moim zdaniem film jest naj­ciekawszy jeśli się do tego obe­jrzy trzy fil­mowe inter­pre­tac­je Hen­ry­ka V i koniecznie film Welle­sa — bo wtedy fajnie się go oglą­da w dyskusji ze wcześniejszy­mi inter­pre­tac­ja­mi. Przy czym chy­ba nic nie będzie nud­niejsze niż Hen­ryk V z serii Hol­low Crown (w prze­ci­wieńst­wie do Hen­ry­ka IV z tego samego seri­alu, który jest fantastyczny).

0 komentarz
0

Powiązane wpisy

Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik.

Situs slot terbaru terpercaya

slot hoki terpercaya

Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

Kunjungi Situs bandar bola online terpercaya dan terbesar se-Indonesia.

liga228 agen bola terbesar dan terpercaya yang menyediakan transaksi via deposit pulsa tanpa potongan.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik. Daftar Nama Situs Judi Bola Resmi QQCuan
situs domino99 Indonesia https://probola.club/ Menyajikan live skor liga inggris
agen bola terpercaya bandar bola terbesar Slot online game slot terbaik agen slot online situs BandarQQ Online Agen judi bola terpercaya poker online