Home Ogólnie Ranczerzy są zmęczeni czyli o “The Ranch” po raz kolejny

Ranczerzy są zmęczeni czyli o “The Ranch” po raz kolejny

autor Zwierz
Ranczerzy są zmęczeni czyli o “The Ranch” po raz kolejny

Ktokol­wiek czy­ta reg­u­larnie tego blo­ga wie, że „The Ranch” od Net­flixa jest jed­nym z ulu­bionych seri­ali Zwierza. Smut­ny sit­com o niezbyt zamożnych rancz­er­ach jest być może jedynym z oglą­danych przeze mnie seri­ali, który opowia­da o tej grupie społecznej w Stanach, która w więk­szoś­ci mogła­by opowiadać się za par­tią Repub­likańską czy rzą­da­mi Don­al­da Trumpa. Jed­nak w swoim pią­tym sezonie (to znaczy to nie jest pią­ty sezon tylko pią­ta odsłona która jed­nak liczy się za połowę trze­ciego sezonu, bo Net­flix wypuszcza sezon po połowie) ser­i­al wyraźnie stracił tem­po.

Układ sezonów „The Ranch” jest mniej więcej taki sam – bohaterowie próbu­ją sobie jakoś radz­ić, uda­je im się staw­ić czoło więk­szoś­ci prob­lemów a kiedy wyda­je się, że wszys­tko będzie dobrze, na bohaterów spa­da mniejsze lub więk­sze nieszczęś­cie po którym muszą się pod­nieść. Przez pewien czas ten schemat bard­zo dobrze dzi­ałał – z jed­nej strony mieliśmy klasy­czny motyw sit­co­mu ze śmiechem wid­owni z drugiej – taką dość smut­ną kon­stat­ację, że życie współczes­nych rancz­erów jest trudne i pełne nat­u­ral­nych i nien­at­u­ral­nych przeszkód. Dodatkowo ser­i­al pokazy­wał bohaterów którzy niekoniecznie wyróż­ni­a­ją się na tle swo­jej społecznoś­ci – nie są ani inteligent­niejsi, ani zdol­niejsi ani bardziej zamożni. Do tego pod­stawą seri­alu zawsze była opowieść o rodzinie – dokład­niej o relac­jach wyma­ga­jącego ojca i jego dwóch bard­zo różnych synów.

 

Co poszło nie tak w piątej odsłonie? Zaczni­jmy od tego, że nowy sezon rozpoczy­na się od sytu­acji abso­lut­nie pod­bramkowej. Bohaterowie wydali pieniądze na sąsiadu­jące ranc­zo. Co więcej syn­owie zro­bili to za ple­ca­mi swo­jego ojca. Ogól­nie ranc­zo sta­je na krawędzi bankruct­wa. Jest to właś­ci­wie taka sytu­ac­ja z której bohaterowie nie powin­ni się wydostać – nie moż­na wydać kasy w podu­pada­ją­cym ranczu i jakoś jed­nak związać koniec z końcem. A jeśli moż­na to sytu­ac­ja bohaterów wcale nie była taka zła. Ser­i­al trochę nie za bard­zo wie co zro­bić z tą sytu­acją w związku z czym… zmienia tem­at. Niemalże dosłown­ie – trze­ci sezon zaw­iera przeskok cza­sowy i ostate­cznie twór­cy zastępu­ją jed­no nieszczęś­cie drugim. Bo więk­szym prob­le­mem jest nad­chodzą­cy wiel­ki pożar, przed którym trze­ba się ewakuować i ponown­ie nie wiado­mo czy ranc­zo przetr­wa. Z jed­nej strony – Zwierz podzi­wia twór­ców za odwagę wys­taw­ia­nia swoich bohaterów na kole­jne ciosy. Bo to jest zupełnie w poprzek zwycza­jom seri­ali kome­diowych. Z drugiej – ile moż­na oglą­dać jak naszym bohaterom nie wychodzi, jak się stara­ją by tylko znów dostać kopa od świa­ta jest już trochę nużące.

 

Jed­nak w sum­ie najwięk­szy prob­lem kole­jnej odsłony The Ranch to brak pomysłu na to co zro­bić z bohat­era­mi.  Właś­ci­wie nic się tu za bard­zo nie zmienia w relac­jach – ojciec wciąż kłó­ci się z syna­mi wyma­ga­jąc od nich niemalże niemożli­wego. Znów syn­owie wal­czą o uczu­cie i sza­cunek ojca. Znów dochodz­imy do scen w której obie strony nie są w stanie zupełnie się zrozu­mieć. I znów ojciec trochę ustępu­je, niby się czegoś uczy, znów syn­owie okazu­ją się nieco mniej bezużyteczni niż mogło­by się wydawać. Znów bohaterka­mi które stara­ją się wprowadz­ić jak­iś sens do tego wiecznego sporu (pod­szytego uczu­ci­a­mi i troską) i w jak­iś sposób wbić do głowy zarówno ojcu jak i syn­om że dru­ga strona może mieć sporo racji. Ten cały układ już znamy – i choć wciąż ser­i­al ma doskon­ałe sce­ny – w tym bard­zo porusza­jące, to w sum­ie wiemy, że za kilka­naś­cie odcinków wszys­tko znów się powtórzy. I choć pod koniec sezonu wyda­je się, że mamy do czynienia z jakimś przełomem to nie za bard­zo widać by twór­cy mieli pomysł jak ustaw­ić emoc­je, relac­je i zaw­iązać węzeł dra­maty­czny w przy­pad­ku kiedy syn­owie i ojciec żyli­by w zgodzie.

 

Inna sprawa – to prob­lem z postacią Roost­era. Gra­ją­cy go Dan­ny Mas­ter­son został oskarżony przez kil­ka kobi­et o gwałt. Z tego powodu Net­flix zde­cy­dował się zakończyć współpracę z aktorem. Co praw­da pojaw­ił się jeszcze w tej połowie sezonu, ale od początku było wiado­mo, że jego bohater przes­tanie pojaw­iać się w seri­alu bo kole­jne odcin­ki krę­cono już bez jego udzi­ału. Twór­cy postanow­ili więc nie tylko doprowadz­ić do sytu­acji w której bohater zniknie (moim zdaniem zresztą ich pomysł jest bard­zo śred­ni ale ma ten plus, że nie zabili bohat­era więc ewen­tu­al­nie gdy­by Net­flix chci­ał wznow­ić współpracę to mogą – choć jest to mało praw­dopodob­ne) ale także zmienić jego znacze­nie w seri­alu. Ostate­cznie Roost­er nie za bard­zo cokol­wiek w tym sezonie robi i jest postacią co najm­niej iry­tu­jącą. Zawsze był to bohater trochę prob­lematy­czny ale jed­nocześnie dość kluc­zowy dla seri­alu. W tym sezonie tylko za dużo pije i jeszcze bardziej podry­wa kobi­ety. Twór­cy zachowali się tak jak­by chcieli przy­go­tować widzów na fabułę w której Roost­era nie ma, ale ostate­cznie ta postać strasznie seri­alowi ciąży. I w sum­ie każe się zas­tanaw­iać czy ser­i­al utrzy­ma swo­je doty­chcza­sowe tem­po i napię­cie bez jeszcze jed­nego punk­tu widzenia.

 

The Ranch” jest dość dobrym przykła­dem seri­alu który zde­cy­dowanie musi znaleźć trochę inny schemat opowieś­ci bo ten który przyjęli powoli zaczy­na robić się wtórny. A kiedy his­to­ria dra­maty­cz­na sta­je się nużą­ca to zde­cy­dowanie łatwiej dostrzec, że na przykład humor w tym seri­alu nigdy nie był szczegól­nie wyso­kich lotów i poza kilko­ma naprawdę zabawny­mi momen­ta­mi, więk­szość żartów żar­ta­mi nie jest. Oso­biś­cie bard­zo chci­ałabym, żeby w końcu ktoś pod­niósł kwest­ię dość ewident­nego alko­holiz­mu bohaterów, którzy właś­ci­wie non stop piją, piją i jeżdżą, piją i nie wyobraża­ją sobie nie picia. Z jed­nej strony – uważam, że to wiel­ki plus pokaza­nia tego jak wiele jest alko­holu w takim codzi­en­nym życiu bohaterów, ale trochę braku­je mi odniesienia się do tego, że fakt iż bohaterowie właś­ci­wie zawsze mają butelkę albo puszkę w ręku to nie jest coś bez kon­sek­wencji. Być może pojaw­ie­nie się dziec­ka w rodzinie coś zmieni.

 

Przy czym mimo wszys­t­kich moich uwag – wciąż uważam, że naprawdę warto „The Ranch” oglą­dać. Jak już kiedyś pisałam – to ser­i­al kluc­zowy z punk­tu widzenia reprezen­tacji bo pokazu­je grupę społeczną którą zazwyczaj kul­tura pop­u­lar­na albo zupełnie pomi­ja, albo pokazu­je roman­ty­czną wiz­ję życia na ranczu. Albo pokazu­je rancz­erów mają­cych wielkie niesamowicie dochodowe rancza. Tym­cza­sem to spo­jrze­nie na wiejską społeczność Kolorado to naprawdę uzu­pełnie­nie luki w pewnej nar­racji o Ameryce. Kiedy bohaterowie spoglą­da­ją na swo­je miasteczko – w którym zamyka­ją się sklepy, bary i lik­wid­owana jest szkoła, dochodzą do wniosku, że niedłu­go miejsce w którym się wychowali i w miejs­cu które uznawali za dom niedłu­go pozostanie tylko w ich pamię­ci. Trud­no się dzi­wić, że tyle osób z tych zamyka­ją­cych się, zapom­ni­anych miejs­cowoś­ci czy Stanów prag­nęli­by żeby Amery­ka znów była wiel­ka i znów moż­na było liczyć że bary będą się otwier­ać a nie zamykać, a lokalna druży­na może wygrać mis­tr­zost­wo Stanowe. Choć ser­i­al nie odnosi się bard­zo bezpośred­nio do kwestii poli­ty­cznych (choć bardziej pokazu­je pewien świato­pogląd) to pokazu­je zupełnie inną per­spek­ty­wę spo­jrzenia na to co tak właś­ci­wie dzieje się w Stanach. Warto ser­i­al obe­jrzeć by dostrzec, że pewne zjawiska są jed­nak bardziej skom­p­likowane niż niekiedy pokazu­je nam kul­tura pop­u­lar­na. I tak na mar­gin­e­sie – to też jest waż­na reprezen­tac­ja, bo pozwala nam za pośred­nictwem kul­tu­ry lep­iej zrozu­mieć mech­a­nizmy społeczne.

 

Mam nadzieję, że kole­jne odcin­ki The Ranch zna­jdą jakąś nową równowagę. Być może dobrze było­by wprowadz­ić jeszcze jed­nego bohat­era. Pier­wsze sezony w dużym stop­niu krę­ciły się wokół fak­tu, że Colt – bohater grany przez Ash­tona Kutchera, wraca do domu po tym jak nie udała się mu kari­era w foot­bal­lu amerykańskim. Jed­nak ter­az Colt jest już rancz­erem całym sercem i zyskał sza­cunek ojca. Dobrze było­by wprowadz­ić kole­jną postać, która jest w pewien sposób spoza ustalonego układu. Wtedy może udało­by się wró­cić do tej fenom­e­nal­nej formy z pier­wszego i drugiego sezonu. Było­by dobrze, bo stracić „The Ranch” to pożeg­nać się z jed­nym z inteligent­niejszych seri­ali kome­diowych ostat­nich lat.

Ps: Nie wiem czy wiecie ale od pewnego cza­su piszę tek­sty dla Onet Kul­tura – na razie współpra­ca trwa przez lato – pojaw­iły się już trzy tek­sty (TU, TU i TU) – w których sze­roko dysku­tu­ję o seri­alach. Mam nadzieję, że wam się spodoba­ją. To znaczy mam wielką nadzieję, bo jak rozu­miem jak się nie będą czy­tały to koniec pisa­nia dla One­tu ;)

Ps2: Wiem, że część z was była ciekawa czy bardziej podobał mi się film czy książ­ka „Twój, Simon” – napisałam o tym feli­eton dla „Lubimy Czy­tać” gdzie co pewien czas piszę o tym co jest moim zdaniem lep­sze, książ­ka czy film.

Ps3: Żeby jeszcze uzu­pełnić wasze poczu­cie, że jestem wszędzie łącznie z lodówką. Jeśli wejdziecie na stronę radiowej Trój­ki i w ostat­niej audy­cji ABC Pop­kul­tu­ry Zwierz wypowiadał się na tem­at Amy Schumer.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy