Home Ogólnie Po tym wszystkim, to ja poproszę nic czyli Zwierz przeżył seans “Wszystko albo Nic”

Po tym wszystkim, to ja poproszę nic czyli Zwierz przeżył seans “Wszystko albo Nic”

autor Zwierz
Po tym wszystkim,  to ja poproszę nic czyli Zwierz przeżył seans “Wszystko albo Nic”

Zwierz rzad­ko ma wraże­nie, że igra ze swoim życiem i zdrowiem. Zwłaszcza kiedy idzie do kina. Nie mniej wczo­ra­jszy wiec­zorny seans komedii „Wszys­tko albo nic” okazał się wydarze­niem w cza­sie którego było pode­jrze­nie, że zwierz po pros­tu zejdzie. Zejdzie i nie będzie czego zbier­ać. Recen­z­ja zaw­iera spoil­ery. Ale też ostrzeże­nia. (czy­ta­j­cie lekko chlip­iąc bo zwierz pisze chlip­iąc).

Zaczni­jmy od najważniejszego. Dlaczego w ogóle zwierz był na sean­sie. Jak może wiecie zwierz chodzi na te filmy na które nikt szanu­ją­cy się nie chodzi, bo wbrew temu co twierdzą niek­tórzy, zwierz ma trochę ser­dusz­ka i lubi kome­die roman­ty­czne. Po lat­ach rozczarowań pro­dukcją kra­jową (i zach­wytów pro­dukcją między­nar­o­dową) zwierz postanow­ił zobaczyć jak to robią nasi sąsiedzi (z pomocą Pol­satu). Bo „Wszys­tko albo nic” to kopro­dukcją pol­sko, czesko, słowacką. Pola­cy dali aman­tów, Słowa­cy góry (i chy­ba aktorkę w roli głównej) a resz­ta jest Czes­ka. Chci­ało­by się powiedzieć – każdy miał co dał najlep­szego ale była­by to obraz dla wszys­t­kich trzech nacji na raz (no może z wyjątkiem Słowaków bo ich Tatry zawsze się bronią). Okaza­ło się, że zwierz niepotrzeb­nie narzekał na zło kra­jowe, bo zło kopro­dukowane to nowy poziom kosz­maru.

Zwierz nawet nie wie jak opisać to co przeżył. Czy są słowa które są w stanie objąć tą grozę. Ten poziom zażenowa­nia który dopadał go w niemal każdej chwili sean­su. Przy­jaciół­ka z którą zwierz siedzi­ał na sali musi­ała go co chwilkę pociesza­ją­co głaskać po głowie bo zwierz schodz­ił na mieszankę zażenowa­nia, zden­er­wowa­nia i złego sce­nar­iusza. Jakikol­wiek fil­mowy kosz­mar zwierz mógł sobie wyobraz­ić – objaw­iał się on na ekranie. Zwierz postanow­ił więc sko­rzys­tać ze swo­jej ulu­bionej metody i napisać wam po pros­tu po kolei co było złego w tym filmie. A że było złe właś­ci­wie wszys­tko, to zwierz przeprasza za streszczanie pokaźnych frag­men­tów fabuły. Film miał bowiem wiele zakrętów fabuły choć nie składały się one w całość. Być może dlat­ego seans zdaniem zwierza trwał jakieś trzy lata, a przy­na­jm­niej zwierz czuł się tak jak­by został pod­dany jakimś wydłużonym tor­tur­om skierowanym w jego gust, god­ność i … słuch. Jest to bowiem film dub­bin­gowany gdyż język czes­ki skalał­by uszy pol­skiego widza. O dub­bin­gu jeszcze będzie. Nie mniej – nie mów­cie złych rzeczy o dub­bin­gu póki nie zobaczy­cie tego fil­mu. To zupełnie nowy brak jakoś­ci.

Do głównej bohater­ki dołączeni są w pakiecie — przy­jaciół­ka wari­at­ka i kole­ga gej

Po pier­wsze Zwierz nie wie gdzie się dzieje ten film. Książ­ka jak wskazu­je opis autor­ki dzi­ała się w Pradze. Gdzie się dzieje film trud­no powiedzieć, bo twór­cy – zapewne świado­mi kopro­dukcji, postanow­ili stworzyć neu­tral­ną nar­o­dowo i językowo przestrzeń komedii roman­ty­cznej. Mamy więc piękne mias­to a w nim piękną kamienicę. Napisy jakie widz­imy są najczęś­ciej po ang­iel­sku, plakaty są po czesku a książ­ki sprzedawane w księ­gar­ni głównej bohater­ki – są po pol­sku. Do tego nasi bohaterowie Czesi jadą w góry i jedynie zna­jo­mość geografii – z której wyni­ka że jako żywo gór w Czechach za wiel­kich nie ma pozwala stwierdz­ić, że doszło do przekroczenia grani­cy ze Słowacją. W sum­ie o tym, że cała fabuła roz­gry­wa się w naszej rzeczy­wis­toś­ci świad­czyć może fakt, że bohater­ka jedzie na week­end do Włoch. Ale uwa­ga – nawet te Włochy to WŁOCHY. Jak wiado­mo nazwy miejs­cowoś­ci są zde­cy­dowanie zbędne. Akc­ja roz­gry­wa się więc gdzieś we Włoszech – nad morzem ale jak wiemy – to nie jest we Włoszech jakaś super nowość. Do tego np. nasza bohater­ka jako dziecko buszu­je po bib­liotece z pol­ski­mi napisa­mi (np. sekc­ja książek dla dorosłych) po czym ścią­ga z pół­ki czeskie wydanie „Przem­inęło z Wia­trem”. Tak więc jeśli ktoś marzy o real­nej unii środ­kowo europe­jskiej to właśnie się spełniła. Jeśli dorzu­ci­cie do tego dub­bing to zna­jdziecie się na sean­sie przedzi­wnego fil­mu który naprawdę dzieje się w wielkim nigdzie.

Gdzie państ­wo spędzili week­end? We Włoszech. A dokład­niej? We Włoszech. Ale w jakim mieś­cie? No mówię, że we Włoszech dokład­niej się prze­cież nie da.

Tak więc w tym niere­al­nym świecie żyje Lin­da nasza bohater­ka. Jej główną cechą są piękne rude włosy. Jak wiado­mo – rudowłosym kobi­etom prob­le­my ser­cowe zdarza­ją się trzy razy częś­ciej niż blon­dynkom i nawet pięć razy częś­ciej niż brunetkom. Lin­da wraz z przy­jaciółką z dziecińst­wa Wandą i kolegą gejem Edo prowadzą księ­gar­nię. Księ­gar­nia jest ślicz­na, są w niej książ­ki po pol­sku, kawa i ory­gi­nał Wichrowych Wzgórz (ja tego nawet nie zmyślam). No i pewnego dnia w życiu naszej bohater­ki pojaw­ia się ON, ma na imię Jakub wyglą­da jak Pan Tadeusz dwadzieś­cia lat później. Kupu­je bez zas­tanowienia te Wichrowe Wzgórza i zaczy­na zna­jo­mość z naszą Lindą. Uczu­cie kwit­nie ale kiedy ma po pół roku dojść do roman­ty­cznej kon­sumpcji związku facet zni­ka. Bohater­ka przeży­wa zała­manie, ale odzysku­je wolę życia. Wtedy facet się pojaw­ia (znów po pół roku) i zabiera ją do Włoch. We Włoszech kon­sumu­ją związek i wtedy bohater­ka dowiadu­je się, że on jest podła świnia bo wykupił budynek w którym jest jej księ­gar­nia i chce ją wyrzu­cić z wyna­j­mowanego lokalu. On unosi się dumą i odchodzi. Potem pisze o nim porusza­jącą powieść, która jest best­sellerem. On przy­chodzi powiedzieć jej że książ­ka ma być wyco­fana ze sprzedaży. Ona mówi nie, on mówi tak, ona mówi nie, on naciska i ostate­cznie kon­sumu­ją związek raz jeszcze w składziku księ­gar­ni. Sprawa książ­ki nie wraca, ale nasza bohater­ka ori­en­tu­je się, że jest w ciąży. Facet wyda­je się tym mało prze­j­mować ale po jakimś pół roku pojaw­ia się w jej życiu i żąda okaza­nia dziec­ka. Ona dziecię okazu­je a on na to, że ją kocha. Na całe szczęś­cie bohater­ka każe mu spadać. Brz­mi jak sezon Klanu a to jeden dwu­godzin­ny film.

Fabuły jest tyle że nie tylko wypeł­nia ona trzy lata życia bohater­ki ale moż­na było­by nią pobło­gosław­ić tak ze trzy kome­die roman­ty­czne i jeden dra­mat oby­cza­jowy i jeszcze by zostało na now­elkę i haiku

To skrót głównego wątku. Jeśli myśli­cie – ale… gdzie sens, gdzie kon­sek­wenc­ja, logi­ka dzi­ała­nia bohaterów. Otóż sen­su i jego kumpli nie odnaleziono. Za to moż­na spoko­jnie z ręką na ser­cu powiedzieć, że przy bohaterze Jaku­bie nawet Grey wyda­je się w miarę nor­mal­ny. Nasz bohater zachowu­je się bowiem psy­chopaty­cznie w takim stop­niu, że jesteśmy o krok od poważnego dra­matu o prze­mo­cy w związku. Z naszą bohaterką początkowo nie syp­ia (trud­no powiedzieć dlaczego) ale kiedy ta postanaw­ia wyjechać w góry na tydzień zjaw­ia się w jej hotelu. Bez zapowiedzi – jak wiado­mo face­ci mają do tego pra­wo. Zni­ka (z tegoż hotelu i z życia bohater­ki) kiedy okazu­je się że ta ma córkę (cór­ka jest w ogóle taka trochę niepotrzeb­na ale moż­na było zatrud­nić ładne rude dziecko). Pojaw­ia się i zabiera do Włoch – tak od razu, z miejs­ca tego samego dnia. W tych Włoszech kupu­je bohater­ce bran­so­letkę. Po czym oświad­cza że bohater­ka jest JEGO. tak dłu­go jak ją nosi. Dziew­czy­na próbu­je podarek zdjąć ale nie umie. Zami­ast kazać się face­towi wynosić radośnie przyj­mu­je kwest­ię „włas­noś­ci”. Trochę to obrzy­dli­we. W filmie dwa razy nasz Jakub narzu­ca się dziew­czynie, która wyraźnie mówi mu nie. Ale zgod­nie z najlep­szy­mi schemata­mi – każ­da kobi­eta która chce powiedzieć tak mówi nie. Wystar­czy ją moc­niej przytrzy­mać albo przy­cis­nąć do ściany i już nie mag­icznie zamienia się w tak. Do tego kiedy dziew­czy­na przy­chodzi powiedzieć mu że jest w ciąży on oświad­cza że nie może się z nią związać ani zająć dzieck­iem bo on tak nie dzi­ała. Obser­wowanie tej postaci to jak obser­wowanie wszys­t­kich tropów których tak strasznie nie chci­ało­by się widzieć w fil­mach dla kobi­et.

Przy naszym siwowłosym Panu Tadeuszu to Grey wypa­da jak jak­iś dobrze przys­tosowany uprze­jmy facet

Ale to nie koniec atrakcji. Wan­da przy­jaciół­ka naszej bohater­ki powin­na być z jej bratem – trój­ka zna się od dziecińst­wa więc przy­mus nar­ra­cyjny nakazu­je takie pow­iązanie.  No ale brat Lindy zro­bił błąd   i wziął ślub z zołzą. Aby widz poczuł że to prawdzi­wa zołza, to bohater­ka nosi oku­lary i cias­no związane włosy. No i ponieważ jest paskud­na to mówi rzeczy typu „Wiado­mo, że to dziecko wychowu­je się bez ojca” i robi z siebie idiotkę bo skacze na tram­polin­ie dla dzieci. Ten wątek jest sztam­powy i jeszcze by uszedł. Gorzej z Wandą. Ta bohater­ka jest wykre­owana zgod­nie ze sche­matem „sza­lona przy­jaciół­ka głównej bohater­ki która ma kolorowe ciuchy i wielkie kol­czy­ki”. Serio w świecie komedii roman­ty­cznych duże kol­czy­ki są cechą charak­teru. I to zaraźli­wą. Nasza Wan­da nie ma szczęś­cia w miłoś­ci i choć syp­ia z fac­eta­mi na pra­wo i lewo to nigdy nie miała orgaz­mu. Bo jak wiado­mo jak kobi­ety roz­maw­ia­ją to głównie o orgaz­mach. No jasne że nie miała bo nie spała z wyz­nac­zonym jej z góry jedynym właś­ci­wym facetem. Wan­da robi jed­nak w filmie coś strasznego – wiąże się z Aladárem – pro­fe­sorem, z którym lata wcześniej miała zaję­cia na stu­di­ach. No i to jest przez­abawne, że ona syp­ia z jakimś starym typem. Wszyscy się z tego śmieją a kiedy Wan­da zaczy­na się zas­tanaw­iać czy swo­jego starszego fac­eta nie poślu­bić najlep­sza przy­jaciół­ka mówi jej że tak prze­cież nie może być. Zwierz uświadomił sobie, że dawno nie widzi­ał fil­mu tak okrut­nego dla jakiejś grupy społecznej. Ale nie chlip­cie za Aladarem – schodzi on z tego świa­ta, bo jak się okazu­je (co jest strasznie zabawne) syp­ia on ze stu­den­tka­mi które przy­chodzą do niego na egza­miny z his­torii. No i w cza­sie takiego zal­iczenia schodzi. Serio moż­na umrzeć ze śmiechu. Pro­fe­sor syp­ia ze stu­den­tka­mi w zami­an za ocenę. Śmiech, łzy, tele­fon na policję.

Pytanie które zadawał sobie zwierz — na jaki kolor musi poma­lować swój zamek Krzysztof Tyniec że zde­cy­dował się na tak żenu­jącą rolę w żenu­ją­cym filmie

Dobrze się  baw­icie? To chy­ba czas na ukochany wątek zwierza. Otóż jest to kome­dia postępowa więc mamy tu wątek bohat­era gejowskiego Edo – sym­pa­ty­czny pra­cown­ik księ­gar­ni wiąże się z Leo – jed­nym z klien­tów. Początkowo wyda­je się, że będzie to nawet sym­pa­ty­czne ode­jś­cie do pewnej pol­skiej normy oby­cza­jowej. Szy­bko się jed­nak okazu­je, ze Edo i Leo to taki Filp i Flap tego fil­mu. Ich najwięk­szy kon­flikt – Edo kocha mięsko a Leo jest wege­tar­i­a­n­inem. Edo prze­chodzi więc na wege­tar­i­an­izm. Ale nie godzi się by ktoś nie jadł mięsa (serio pode­jś­cie do wege­tar­i­an­iz­mu jest tam takie, że człowiek patrzy na ten wegańs­ki cater­ing z „Porady na Zdrady” jak na najbardziej postępowy wątek w his­torii kine­matografii pol­skiej)  to wciąż prowadzi to do kon­flik­tów. Bo prze­cież facet żeby był facetem – nawet gejem bez mięs­ka nie może. Edo jest więc dokarmi­any mięskiem a kiedy Leo się dowiadu­je trak­tu­je to jako zdradę i odchodzi. Tu było­by jeszcze trochę źle. Nieste­ty potem mamy żar­ty z pró­by samobójczej Edo, z tego że idzie do psy­chi­a­try i próbu­je się leczyć. W cza­sie sce­ny po napisach widz­imy jak ter­apeu­ta zała­manego Edo mówi mu że ma dość jego płaczu i narzekań które toczą się od trzech miesię­cy i że Edo jest ego­istą i powinien sam szukać szczęś­cia i że to paskudne że boli go szczęś­cie innych ludzi. Po czym wyrzu­ca pac­jen­ta przez okno. Ale to okno było na parterze więc jest kupa śmiechu. Zwierz przyz­na szcz­erze – aż nie jest w stanie uwierzyć że ktoś to uznał za zabawny żart.

Geje są tacy zabawni. A jak mają depresję to już w ogóle są najz­abawniejsi.

W tym trwa­ją­cym mil­ion lat filmie wszys­tkie dow­cip­ne wąt­ki się nie za bard­zo kle­ją. Ot np. przez cały film krę­ci się gdzieś w tle grany przez Pawła Delą­ga „jedyny słuszny kandy­dat do ręki bohater­ki”. To lekarz, uoso­bi­e­nie cnót wszel­kich. Który jed­nak przez trzy czwarte fil­mu nie ma nic do robo­ty poza kręce­niem się w tle. Liczne naw­iąza­nia w filmie (zresztą miejs­ca­mi błędne) do „Przem­inęło z Wia­trem” mogło­by jakoś sug­erować że autorzy odwołu­ją się do układu z powieś­ci, prob­lem w tym że układ w którym jest bohater­ka nic nie ma z tym wspól­nego. Błą­ka się ten Deląg po filmie bez sen­su i widz wie, że pad­nie na niego bo inaczej po kiego grzy­ba oglą­damy jak czy­ta książkę bohater­ki. A sko­ro o książce mowa. W pewnym momen­cie bohater­ka pisze książkę. To jest jej wielkie marze­nie. Widz­imy jak poświę­ca na to miesiące, jak bohaterowie wzrusza­ją się pod­czas lek­tu­ry. Niby hit, ważne wydarze­nie – ale jak­by film naty­ch­mi­ast o tym zapom­i­na. Bohater­ka nie pisze dalej, nie zmienia zawodu. Sama książ­ka też nie wpły­wa na fabułę. Ogól­nie trud­no powiedzieć po co jest. Chy­ba tylko po to by rozbaw­ić zwierza sceną w której bohater­ka  dostrze­ga przy wejś­ciu na wieczór pro­mo­cyjny książ­ki — kry­ty­ka lit­er­ack­iego. Kry­tyk lit­er­ac­ki ma sweterek, oku­lary i notat­nik. I wszyscy się boją. Zwierz zas­tanaw­ia się co takiego miał­by zro­bić kry­tyk lit­er­ac­ki? Napisać recen­zję na żywo. Przeczy­tać książkę jeszcze na wiec­zorku? Rodzi się całkiem sporo pytań.

Tak to jest jeden z tych filmów gdzie bohater­ka pisze książkę która jest jed­nocześnie tytułem całego fil­mu.

Inna sprawa – zwierz próbował wyła­pać czy w filmie jest coś  innego niż w komedii która nie pow­stała w kopro­dukcji. Pier­wsze co rzu­ca się w oczy to język. W Pol­s­kich kome­di­ach tak nie klną. Tu klną bard­zo i niezbyt ład­nie. Dru­ga sprawa – wszyscy palą. To jed­na z tych rzeczy, że dopiero widząc na ekranie trójkę palą­cych bohaterów zwierz zdał sobie sprawę, że w Pol­s­kich kome­di­ach główne bohater­ki palą zde­cy­dowanie mniej. Po trze­cie – w filmie bohater­ka prze­biera córkę (tak z pięć lat) i przez chwilkę mamy na ekranie nagie dziecko. Zdaniem zwierza od daw­na czegoś takiego w pol­s­kich kome­di­ach nie było. Po czwarte – z jed­nej strony mamy chy­ba nieco bardziej postępowe społeczeńst­wo (bohaterowie homosek­su­al­ni są zabawni ale wciąż obec­ni i akcep­towani) z drugiej – w filmie pojaw­ie­nie się dziec­ka oznacza jakąś konieczność pojaw­ienia się mężczyzny. W filmie zła postać rzu­ca uwagę odnośnie wychowa­nia dziec­ka przez samot­ną matkę, ale zami­ast zostać wypros­zona, dosta­je odpowiedź że dziecku zostanie przed­staw­iony dopiero właś­ci­wy mężczyz­na.  Co ciekawe – zwierz pamię­ta roz­gry­wa­jące się w Polsce filmy gdzie dziew­czy­na która wpadła z nieod­powied­nim facetem zas­tanaw­iała się czy nie usunąć ciąży. Tu nie ma o tym ani słowa. Na koniec – kil­ka razy w filmie pada sug­es­tia, że być może bohater­ki chcąc uniknąć prob­lemów z wyna­jmem księ­gar­ni powin­ny komuś zapłacić łapówkę. Zwierz ponown­ie ma wraże­nie, że to w Pol­s­kich kome­di­ach już się raczej nie pojaw­ia. W sum­ie to jedyny ciekawy frag­ment opowieś­ci – pró­ba zaob­ser­wowa­nia tego co w pro­dukcji tylko pol­skiej wyglą­dało­by inaczej.

Jedyną radochę zwierz czer­pał ze śledzenia wątków które zwyk­le w pol­s­kich seri­alach się nie pojaw­ia­ją

Warto też wspom­nieć o dub­bin­gu. Reży­serem dub­bin­gu jest Paweł Deląg. Tru Sto­ry. Otóż dub­bing jest fas­cynu­ją­cy. Na początku się nie zgry­wa. Tzn. dźwięk z tym co się dzieje. Potem bohaterowie mówią cały czas pod­nie­sionym wysokim głosem. Tak jak­by ktoś próbował mówić po pol­sku ale zachować ton i głośność wypowiedzi czeskiej. Nie jest to szczegól­nie wiary­godne. Co ciekawe – Żebrows­ki i Deląg którzy dub­bin­gu­ją sami siebie też brzmią sztucznie. Do tego tak bard­zo czuć, że tam mnóst­wo w dialo­gach pozmieni­ano by jeszcze bardziej utwierdz­ić unię środ­kowo europe­jską. Do tego stop­nia że cza­sem zwierz miał wraże­nie że bohaterowie mówią zupełnie co innego. Ogól­nie zwierz zas­tanaw­ia się kto wpadł na pomysł fil­mu z taką para­no­ją językową. Wystar­czyło­by tylko trochę popra­cow­ać głową i moż­na było­by z tego wybrnąć dużo łatwiej. Bez skazy­wa­nia wid­owni na coś na ksz­tałt ludzko brzmią­cych dialogów. Choć w sum­ie – zwierz nie jest w stanie sobie wyobraz­ić dialogów ratu­ją­cych sytu­ację. Być może brak dialogów by ją trochę ura­tował.

Żad­na porząd­na kome­dia roman­ty­cz­na nie może się obyć bez ide­al­nego fac­eta który pęta się w tle i nic nie robi.

Co do gry aktorskiej to w sum­ie trud­no powiedzieć coś dobrego. Żebrows­ki gra tak jak­by był  w pełni świadomy jak zły to jest sce­nar­iusz i zami­ast usiąść i płakać postanow­ił całą tą złość, rozczarowanie światem i poczu­cie zażenowa­nia włożyć w swo­ją postać. Z kolei Deląg błą­ka się po planie z miną „Łażę sobie w płaszczyku i mi jeszcze za to płacą”. Poza tym jego bohater jest tak pozbaw­iony charak­teru, że zwierz zaczął się zas­tanaw­iać czy nie miesz­ka on w swoim ambu­la­to­ri­um w szpi­talu bo bohater­ka zna­j­du­je go tam bez trudu  o każdej porze dnia i nocy. Tatiana Pauho­fová która gra główną rolę ma piękne rude włosy i ślicznie wyglą­da we wszys­tkim w co przy­o­dzieją ją twór­cy fil­mu. Nieste­ty jej  bohater­ka jest klasy­czną bohaterką komedii roman­ty­cznych – czyli jest dotk­li­wie pozbaw­iona charak­teru poza jed­ną wyjątkową cechą (tu – umiłowanie do książek) które z jakiegoś powodu mają ją czynić ważną. Poza tym ma się zakochać. Klára Issová gra jej przy­jaciółkę w dzi­wnych kol­czykach i jest charak­terysty­czną dziew­czyną w dużych kol­czykach. Ogól­nie w całym filmie ludzie robią miny i są tacy zabawni że moż­na umrzeć z zażenowa­nia w połowie sean­su.

Wszys­tko się dobrze kończy, wszyscy są szczęśli­wi i tylko gej trze­ci miesiąc ma depresję (ha ha ha)

Jako że to recen­z­ja spoilerowa to zwierz powie wam że wszys­tko się dobrze skończyło. Bohater­ka wybrała lekarza zami­ast psy­chopaty, zdjęła po niemal roku met­alową bran­so­letkę z ręki, jej przy­jaciół­ka zeszła się z jedynym odpowied­nim facetem, kumpel gej przes­tał się liczyć a prob­le­my z księ­gar­nią rozwiąza­ły się same. Ale przede wszys­tkim – zwierz dożył koń­ca sean­su i może wam opowiadać. I ter­az będzie już twierdz­ił, że są rzeczy od kra­jowej pro­dukcji roman­ty­cznej. To kopro­dukowana kome­dia roman­ty­cz­na. Najwyraźniej zapisane jest w gwiaz­dach, że w tym krańcu Europy ludzie powin­ni zakochi­wać się tylko nieszczęśli­wie i dra­maty­cznie.   A przede wszys­tkim – każdy w swoim kra­ju.

Ps: Zwierz musi się wam pochwal­ić. Otóż młod­szy brat zwierza jest tak niesamowicie zdol­ny, że zdobył pier­wszą nagrodę w konkur­sie Warsza­wa w 100 słowach. Takiego zdol­nego zwierz ma bra­ta że zaraz pęknie z dumy.

26 komentarzy
0

Powiązane wpisy