Home Film Uciekając od Śnieżki czyli Peter Dinklage przeciera szlaki.

Uciekając od Śnieżki czyli Peter Dinklage przeciera szlaki.

autor Zwierz

 ?

Hej

 

Czy ist­nieje więk­sza trage­dia dla blogera niż zostać doce­nionym? Już nie może ze swo­jej anon­i­mowej pog­a­rdzanej pozy­cji kry­tykować wszys­t­kich i wszys­tkiego. Jego żale na niegodzi­woś­ci świa­ta sta­ją się nagle jakoś tak mniej prawdzi­we. Jak grzmieć potępi­ać i krę­cić nosem kiedy wszyscy wiedzą, że taka postawa była kluczem do sukce­su. Och nieszczęs­ny zwierz!  No dobra, praw­da jest taka, że do zwierza nadal nie do koń­ca dotarł jego sukces w konkur­sie na Blog Roku.  Na pewno w pogodze­niu się  z tym fak­tem poma­ga­ją zwier­zowi czytel­ni­cy, którzy pograt­u­lowali mu już tyle razy, że zwierz  czu­je się bardziej pograt­u­lowany niż kiedykol­wiek w swoim życiu. Zwierz przeprasza, że nie podz­iękował każde­mu odd­ziel­nie ale wczo­raj po Oscarach był nieco nieprzy­tom­ny.  Nie mniej nawet jeśli zwierz rozważa już jaki­mi tona­mi biżu­terii się obwiesi i jak roz­gryzie dzi­ałanie zegarowej tar­czy, to pozostał jeszcze jeden prob­lem. Wypadało­by dziś napisać jak­iś skład­ny wpis, na który zapewne czeka­cie. I rzeczy­wiś­cie wpis będzie. Zwierz przy­go­tował się do tego tem­atu zde­cy­dowanie wcześniej (nawet przeprowadza­jąc odpowied­nie kon­sul­tac­je), więc jeśli wyda­je się wam, że tem­at jakoś nie pasu­je to macie najlep­szy dowód, że zwierz żad­nych wyróżnień się nie spodziewał.

 

 Zwierz postanow­ił zacy­tować wielką Sal­ly Field która odbier­a­jąc chya­ba trzy­dzieś­ci lat temu swo­jego drugiego Oscara znakomi­cie odd­ała wczo­ra­jsze uczu­cia zwierza.

 

A tem­at dzisiejszego wpisu miał być prosty ale pod­czas researchu trochę się skom­p­likował. Oto bowiem zwierz miał napisać po pros­tu wpis pochwal­ny na cześć Petera DIn­klage. Jed­nak czy­ta­ją artykuły doty­czące pozy­cji aktorów cier­pią­cych na karłowa­tość, zwierz zori­en­tował się, że mamy do czynienia z bard­zo ciekawą kwest­ią. Po pier­wsze nie ule­ga wąt­pli­woś­ci, że Hol­ly­wood od samego swo­jego pow­sta­nia zna­j­dowało dla nis­kich ludzi całą gamę ról do zagra­nia. Chci­ało­by się powiedzieć, że z dzisiejszego punk­tu widzenia były to role stereo­ty­powe a niekiedy nawet uwłacza­jące (jak w przy­pad­ku gdy zupełnie dorosłym ludziom kazano grać dzieci i niemowlę­ta).  Najsławniejszą pro­dukcją wyko­rzys­tu­jącą niemal wszys­t­kich pracu­ją­cych wtedy w Hol­ly­wood nis­kich aktorów (ale nie tylko) był  Czarnok­siężnik z Kariny Oz — głów­na bohater­ka naty­ka się tam na plemię, dość stereo­ty­powo napisanych kolorowych munchk­inów. Tłumy nis­kich ludzi w kolorowych ubra­ni­ach i z idio­ty­czny­mi fryzu­ra­mi — to mniej więcej ówczesne postrze­ganie tego typu aktorów w Hol­ly­wood. Zwierz pisze mniej więcej, bo już wtedy zdarza­ły się wyjąt­ki. Przykła­dem jest słyn­ny Hor­ror Dzi­wolą­gi, którego główną osią fab­u­larną jest his­to­ria karłowa­t­ego cyrkow­ca, który zakochu­je się w pięknej akro­batce. Ta uwodzi go chcąc wys­taw­ić na pośmiewisko ale kiedy okazu­je się, że jest on dziedz­icem wielkiej for­tuny, decy­du­je się na ślub. Oczy­wiś­cie po ślu­bie prag­nie go naty­ch­mi­ast zabić z pomocą cyrkowego siłacza. Dzi­wolą­gi stwor­zone tuż przed tym jak w Hol­ly­wood zapanował ostry kodeks oby­cza­jowy przy­woły­wane są częs­to jak przykład Hol­ly­woodzkiej fas­cy­nacji fizy­czną defor­ma­cją. Mało kto jed­nak pamię­ta, że osobą która wpadła na pomysł tej pro­dukcji i wal­czyła o jej zre­al­i­zowanie był Har­ry Ear­les, odtwór­ca roli zamor­dowanego cyrkow­ca. Co ciekawe fakt, że stał za tą pro­dukcją utrud­nił mu potem kari­erę w filmie.

 

 

 

 Dziś Dzi­wolą­gi uważa się za abso­lut­ną klasykę hor­roru jed­nak w chwili kiedy pow­stały uznano je za asbo­lut­nie nie dopuszczalne.

 

 

Jed­nak tego typu filmy, w których  nie decy­dowano się na stereo­ty­powe obsadze­nie zawsze było mało w sto­sunku do filmów stereo­ty­powych, gdzie oso­ba niska naty­ch­mi­ast oznacza­ła postać śmieszną, której głównym wyz­nacznikiem był wzrost.  Właś­ci­wie przez lata wyk­sz­tał­cił się pewien dość wąs­ki kanon ról w których nis­cy aktorzy mogli się odnaleźć. Jeden to po pros­tu typowa postać błaz­na — ów nis­ki człowiek, w tle którego jedynym zdaniem jest rozśmieszyć wid­own­ię, głównie swoim wzrostem, zabawną miną czy cyrkowym popisem.  Takie role choć wyda­ją się staroświeck­ie i zupełnie nie pasu­jące do dzisiejszego świa­ta wciąż jeszcze są dość pop­u­larnie wyko­rzysty­wane w Hol­ly­wood i okoli­cach.  Dobrym przykła­dem jest np. Mini Me w Aus­tinie Pow­er­sie (rola grana przez Verne  Troy­era) zgod­nie z zasadą — on jest zabawny bo jest mały. Na podob­nych zasadach dzi­ała­ją boahterowie zbiorowi w fab­ryce Williego Won­ki czy w Czarnok­siężniku z Krainy Oz gdzie mieli przede wszys­tkim wywoły­wać efekt komiczny. 

 

 

 

 Do Czarnok­siężni­ka z Krainy Oz ściąg­nię­to nie tylko wszys­t­kich aktorów ale także wielu ama­torów, którzy byli odpowied­niego wzorstu.

 

 

Dru­gi rodzaj ról, wiązał się z kinem fan­ta­sy — które ofer­owało sze­roką gamę ról i postaci, dla których nis­ki wzrost był nat­u­ral­ny. Z takich ról zasłynął przede wszys­tkim War­wick Davis. Odtwór­ca roli Wil­low (do którego zaan­gażowano właś­ci­wie wszys­t­kich nis­kich aktorów w Ameryce) stworzył  w filmie  bohat­era nieco przy­pom­i­na­jącego Hob­bita.  Spoko­jnego człowieka wyr­wanego z nat­u­ral­nego środowiska by staw­ił czoła przy­godzie. Mówiono (co chy­ba wedle danych zwierza jest prawdą), że Lucas nakrę­cił Wil­low właśnie dlat­ego, że nie mógł nakrę­cić Hob­bita. Film okazał się sukce­sem a War­wick Davis stał się rozpoz­nawal­nym aktorem. Wiele lat później w Har­rym Pot­terze nie tylko zagrał kil­ka ról (od nauczy­ciela magii po gob­li­na) ale także, dzię­ki swo­jej agencji zrzesza­jącej nis­kich aktorów ułatwił pro­du­cen­tom obsadze­nie wielu ról. Jed­nak nawet War­wick cieszą­cy się pop­u­larnoś­cią i sławą musi czuć się zmęc­zony niepoważnym i stereo­ty­powym trak­towaniem nis­kich osób w Hol­ly­wood. Tak przy­na­jm­niej zwierz ode­brał jego wys­tęp w mock­u­men­tary Ricky Ger­vaisa “Life’s too Short”. W seri­alu War­wick zagrał kapryśną podra­sowaną wer­sję samego siebie będąc jed­nocześnie postacią trud­ną do zniesienia i wys­taw­ianą na ciągłe upoko­rzenia. Ger­vais jak zwyk­le w przy­pad­ku swoich pro­dukcji osiągnął  trud­ny do uzyska­nia efekt. Z jed­nej strony mieliśmy śmieszny,  ser­i­al, o kapryśnym trud­nym do wytrzy­ma­nia aktorze i jego agen­tach. Z drugiej real­ną obserwację  sto­sunku ludzi do osób cier­pią­cych na karłowa­tość.  Pod pozorem zwykłej komedii udało się prze­my­cić całkiem sporo kwestii i prob­lemów trzy­ma­jąc się jed­nocześnie jak naj­dalej kome­diowego tonu.

 

 

 Gra­jąc w Har­rym Pot­terze Davies trochę ego­isty­cznie zagrał  praw­ie wszys­tkie możli­we role i zagrał­by pewnie ich jeszcze dwa razy tyle bo jak sam wielokrot­nie pow­tarzał spraw­iało mu to olbrzymią przy­jem­ność, nawet mimo wiel­o­godzin­nego siedzenia na krześle w charak­teryz­taori­ni.

 

 

Jed­nak naj­ciekawsze dyskus­je toczą się wokół czwartego  rodza­ju ról — czyli tych, które są z góry przez­nac­zone dla nis­kich osób. Przykła­dem jak waż­na może być to kwes­t­ia był cast­ing do ról kras­nolud­ków w dwóch pow­sta­ją­cych równole­gle ekraniza­cji baśni o królewnie śnieżce. W Mir­ror Mir­ror zde­cy­dowano się obsadz­ić aktorów cier­pią­cych na karłowa­tość. Wybra­no sied­miu aktorów (po sug­es­ti­ach jed­nego z nich — Arman­da Fried­mana zmieniono całkiem sporo sce­nar­iusza na mniej stereo­ty­powy) i po kilku tygod­ni­ach prób uwzględ­ni­a­jąc ich osobowość przyz­nano im role kras­nolud­ków. Które po wspom­ni­anych poprawkach przes­tały być posta­ci­a­mi w tle i zostały prze­sunięte do głównego wątku.  Zwierz musi z resztą przyz­nać, że była to bard­zo dobra decyz­ja bo aktorzy sprawdzili się świet­nie a ich role stanow­iły jeden z moc­niejszych punk­tów tego całkiem niezłego fil­mu.

 

 

 Na potrze­by Mir­ror Mir­ror nie tylko bardziej zróżni­cow­ano charak­tery kras­nolud­ków ale także zrezyg­nowano z trady­cyjnych imion i zabawnych stro­jów.

 

Z kolei w Królewnie Śnieżce i Owcy zde­cy­dowano się na wybór  zwykłych aktorów i ich kom­put­erowe pom­niejsze­nie. Wybra­no z resztą znakomi­tych ang­iel­s­kich aktorów choć nie dano im abso­lut­nie nic do zagra­nia kom­plet­nie mar­nu­jąc potenc­jał postaci. Co ciekawe takie potrak­towanie sprawy skończyło się znaczny­mi protes­ta­mi ze strony nis­kich aktorów, którzy nie tylko sprze­ci­wili się obsadza­niu w trady­cyjnie przyp­isanym im rolom aktorów wyso­kich (jeśli wszędzie będzie się korzys­tać z efek­tów kom­put­erowych to w końcu zabraknie dla nich pra­cy) ale także kom­put­erowym naślad­owa­niu ich schorzenia.  Ci, którym wyda­je się, że to zarzut idio­ty­czny niech przy­pom­ną sobie by kogoś nad­miernie wydłużano do roli  np. koszykarza. Zwierz przy­pom­i­na sobie tylko raz takie pow­ięk­sze­nie — w Trzys­tu (gdzie Kserk­ses miał ze trzy metry). Przy czym — by pow­strzy­mać pier­wszą falę pytań — środowiska te nie mają nic prze­ci­wko np. temu co robiono w przy­pad­ku Wład­cy Pierś­cieni, gdzie jest więk­sze zróżni­cow­anie wzros­tu a poza tym trze­ba się trzy­mać pewnych wyty­cznych auto­ra. Zwierz nigdy o tym tak nie myślał, zawsze uważa­jąc, że aktorzy tego typu chcą uciec od ról kras­nolud­ków, ale najwyraźniej tam gdzie jest mało ról wal­czy się o każdą.  Chy­ba zresztą protesty dotarły do wiel­kich wytwórni bo w nad­chodzą­cym filmie Oz: Great and Pow­er­ful zde­cy­dowano się na zatrud­nie­nie już nis­kich aktorów zami­ast wyko­rzysty­wa­nia efek­tów kom­put­erowych.  Oczy­wiś­cie tego typu spory naty­ch­mi­ast uruchami­a­ją całą falę komen­tarzy typu “niskie oso­by nie chcą być szu­flad­kowane ale doma­ga­ją się stereo­ty­powych ról”. Zdaniem zwierza nie ist­nieje jed­nak taka wiel­ka sprzeczność pomiędzy pos­tu­lowaniem by pisać ciekawe role dla aktorów nieza­leżnie od wzros­tu i jed­nocześnie sprze­ci­wia­n­iu się odbiera­nia im tych ról które obec­nie mogą grać. Takie jest przy­na­jm­niej zdanie zwierza, który rozu­mie prag­ną­cych zaro­bić na swoim dość wąskim polu aktorów.

 

 

 Teo­re­ty­cznie w Królewnie Śnieżce i Owcy mamy bardziej zróżni­cow­ane stro­je i charak­tery ale w ostate­cznym rozra­chunku dosta­je­my bard­zo pałask­ie i malo intere­su­jące role.

 

No właśnie — jeśli chodzi o uciekanie od stereo­ty­powych ról, to warto wró­cić do Petera Din­klage. Niek­tórzy twierdzą, że jego wys­tęp w Dróżniku — znakomi­tym filmie o wiel­bi­cielu pociągów który zaszy­wa się przed światem w bud­ce dróżni­ka stanow­ił swego rodza­ju przełom. Bohater grany przez Din­klage oczy­wiś­cie  cier­pi­ał na karłowa­tość ale nie była to jego głów­na cecha. Był po pros­tu bohaterem.  Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w tym samym roku w filmie “Małe jest piękne” , w dra­maty­cznej roli karłowa­t­ego bohat­era obsad­zono Garego Old­mana to widać, że rzeczy­wiś­cie był konieczny przełom. Od tamtego cza­su  Din­klage udowad­ni­ał, że spoko­jnie może pojaw­iać się na ekranie gra­jąc role, tak dalekie od stereo­ty­pu jak to tylko możli­we .  Oczy­wiś­cie zdarza­ło mu się zagrać zgod­nie z pewnym sche­matem (jak w przy­pad­ku “Zgonu na Pogrze­bie”) ale bywały też role zupełnie nie mieszczące się w tym czego moż­na się spodziewać.  Zwierz nigdy nie zapom­ni  wys­tępu Din­klage w Nip/Tuck gdzie zagrał, Pana Niańkę, który swo­ją  uwodzi żonę głównego bohat­era. Co więcej oglą­da­jąc te odcin­ki trochę trud­no było się bohater­ce dzi­wić, bo nie dość, że Dinka­leg grał bard­zo charyz­maty­czną postać to jeszcze, sam aktor jest bard­zo przys­to­jny.  Dziś Din­klage ma w kieszeni nie tylko Złotego Glo­ba za swo­ją znakomitą rolę Tyri­ona w Grze o Tron ale właś­ci­wie zastępy zastępów fanów. W znakomi­cie obsad­zonym seri­alu HBO, Din­klage właś­ci­wie krad­nie każdą scenę i zwierz ma wraże­nie, że dla bard­zo wielu widzów to właśnie on gra­ją­cy naj­ciekawszą postać ze wszys­t­kich (też w książce)  jest powo­dem dla którego warto oglą­dać ser­i­al. Trze­ba tu z resztą przyz­nać, że HBO ma tal­ent do dobrego obsadza­nia tego typu ról. Część środowisk bard­zo chwali inny ser­i­al stacji Zakazane Imperi­um gdzie Nic Novic­ki gra Car­la Heely. Zwierz nie oglą­da seri­alu, ale zdaniem wielu, to także jed­na z tych dobrze napisanych postaci, które oprócz wzros­tu mają też charak­ter.  Wraca­jąc jed­nak do Din­klage, kiedy kil­ka dni temu pojaw­iła się wiado­mość, że ma zagrać głównego złego w nowych X‑menach zwierz i wielu fanów nie posi­adało się z radoś­ci. Znakomi­ty i lubiany aktor w ekraniza­cji super cyk­lu komik­sowego — o co prosić więcej. Nikt nawet przez chwilę nie zająknął się o kwestii wzros­tu. W przy­pad­ku tego akto­ra, przes­tała być waż­na. Ktoś z resztą słusznie zauważył, że jeśli Din­klage dostanie odpowied­nią rolę, to kto wie czy nie będziemy mu jeszcze grat­u­lować zdoby­cia Oscara.

 

 

  Prawdę powiedzi­awszy zwierz nie za bard­zo by się dzi­wił gdy­by Din­klage odbier­ał za kil­ka lat Oscara. Załużonego. 

 

Oczy­wiś­cie wszyscy, którzy przyglą­da­ją się kari­erze akto­ra zada­ją sobie to samo pytanie. Czy mamy do czynienia ze zmi­aną w Hol­ly­wood czy z jed­nym naprawdę znakomi­tym aktorem, który jest w stanie wywal­czyć dla siebie nie stereo­ty­powe role. Din­klage ze swoim wielo­let­nim doświad­cze­niem akto­ra scenicznego, prze­bi­ja tal­en­tem wielu aktorów bez wzglę­du na wygląd i wzrost. Nic więc dzi­wnego, że nie jest mu trud­no dostać dobre role.  Z drugiej jed­nak strony wszys­tko jest kwes­t­ia przyzwycza­je­nia. Jeśli reży­serzy  i pro­du­cen­ci dopuszczą do siebie myśl, że wzrost akto­ra nie musi koniecznie być przeszkodą w  obsadza­niu roli to i innym aktorom będzie łatwiej. Zwłaszcza, że chy­ba kwes­t­ia zosta­je powoli oswa­jana przez społeczeńst­wo.  Nadawany na TCL pro­gram “Lit­tle Peo­ple, Big Word” opowiada­ją­cy o codzi­en­nym życiu rodziny składa­jącej się z samych nisko­rosłych osób, cieszy się sporą pop­u­larnoś­cią i jest pozy­ty­wnie odbier­any przez kry­tykę. Zwłaszcza, że wyda­je się iż nie jest krę­cony by wzbudz­ić sen­sację czy dla żądzy oglą­da­nia czegoś dzi­wnego ale raczej by oswoić ludzi z codzi­en­nym życiem takich osób. A prze­cież tak naprawdę wszys­tko zależy od widzów. Hol­ly­wood pokazu­je wid­zom tylko to co chcą zobaczyć. I ukry­wa to czego wolą nie widzieć.

 

 

Dobra zwierz odchodzi od kom­put­era. Trze­ba będzie prze­cież kupić sukienkę. I przy­go­tować mowę. I postarać się nie potknąć i podz­iękować wszys­tkim. W Tym Akademii i fryz­jerowi.

 

 

Ps: Zwierz nie starał się w tym wpisie abso­lut­nie wymienić wszys­t­kich genial­nych i niestereo­ty­powych ról jakie przez lata zagrali nis­cy aktorzy- ale wie, że trochę ich było choć raczej nigdy nie stanow­iło to tren­du.  Nie mniej zwierz pamię­ta Michela J Ander­sona jako człowieka z Innego miejs­ca w Miasteczku Twin Peaks, który był aut­en­ty­cznie prz­er­aża­ją­cy (czy wiecie, że nagrał wszys­tkie swo­je kwest­ie a potem nauczył się ich fone­ty­cznie w brzmie­niu od tył by mówić w ten prz­er­aża­ją­cy sposób).

 

Ps2: Zwierz skon­sul­tował wcześniej odpowied­nie słown­ict­wo w tym wpisie jeśli jed­nak coś pomieszał i ktoś z czytel­ników czu­je, że coś jest nie tak to zwierz prosi o syg­nał i zas­tanowi się jak popraw­ić.

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy