Home Ogólnie Więcej niż cztery kółka czyli 10 fantastycznych samochodów filmowych.

Więcej niż cztery kółka czyli 10 fantastycznych samochodów filmowych.

autor Zwierz

Hej

Zwierz nie tak dawno temu zapy­tał was, o czym chcielibyś­cie poczy­tać. Niek­tóre proś­by brzmi­ały jak możli­we i łatwe do spełnienia, inne wyma­gały (i wciąż wyma­ga­ją) sporego researchu. Ponieważ dzień wybit­nie nie nas­tra­jał zwierza do pisa­nia (nawet zwierz ma takie dni, kiedy klaw­iatu­ra spraw­ia wraże­nie, że ma zbyt wiele liter) postanow­ił wybrać tem­at, który wydawał się bard­zo sym­pa­ty­czny i nie aż tak straszny do napisa­nia a poza tym zwierz, (który o wszys­t­kich tem­at­ach myśli nieco wcześniej) znalazł ide­alne ilus­trac­je do wpisu. O czym więc będzie? O samo­chodach. W Stanach Zjed­noc­zonych samochód to z jed­nej strony coś niesły­chanie codzi­en­nego (i niemal obow­iązkowy prezent na 16 urodziny wśród zamożniejszych rodzin) a z drugiej strony przed­miot swois­tego kul­tu, jakim nie cieszą się chy­ba pod żad­ną inną sze­rokoś­cią geograficzną. Nic, więc dzi­wnego, że ów samo­chodowy kult przesy­ca całe Hol­ly­wood, (choć nie udawa­jmy inne kine­matografie też mają swo­je kul­towe pojazdy czterokołowe) i co za tym idzie całą naszą zbiorową wyobraźnię. Zwierz nie będzie przed wami udawał znaw­cy moto­ryza­cji. Zwierz jest wybit­nie niez­mo­to­ry­zowany, nigdy nie siedzi­ał za kierown­icą. Stąd wybór tych samo­chodów opiera się na ich subiek­ty­wnie oce­ni­anej „fajnoś­ci” w fil­mach a nie na real­nych możli­woś­ci­ach samo­chodów. A i zwierz wybrał tylko dziesięć. Choć doskonale zda­je sobie sprawę, że cud­ów moto­ryza­cji na ekranach kin było zde­cy­dowanie więcej.

Wszys­tkie cud­owne (niekoniecznie dopa­sowane do wymienionych samo­chodów) ilus­trac­je pochodzą ze strony Cars And Films.  Ich autorem jest  Jesús Pru­den­cio, hisz­pańs­ki rysown­ik i miłośnik samo­chodów i filmów.

De Lore­an (Powrót do przyszłoś­ci) – po pier­wsze chy­ba nie ma dzieci­a­ka na świecie, który nie uznał­by, że samochód, którego drzwi unoszą się po bokach ku górze nie są najws­panial­szym pomysłem w his­torii myśli tech­nicznej. Nie było­by takiego widza, który nie spo­jrza­ł­by z roz­marze­niem na samochód, dzię­ki które­mu moż­na podróżować w cza­sie. I to z odcin­ka na odcinek, co raz łatwiej znaleźć odpowied­ni napęd (w pewnym momen­cie mamy już do czynienia z naprawdę eko­log­icznym pojaz­dem). Zdaniem zwierza naprawdę trud­no o samochód bardziej ciekawy i łatwiej rozpoz­nawal­ny niż De Lore­an  No i poza tym zwierz nadal zada­je sobie pytanie, dlaczego nie robi się więcej samo­chodów z taki­mi fajny­mi drzwia­mi. Jak mamy wymyślić porząd­ny wehikuł cza­su, kiedy wszys­tkie samo­chody maja takie nudne drzwi. Plus – jeszcze trzy lata do lata­ją­cych desko­rolek!

Czy moż­na sobie wyobraz­ić jakikol­wiek film o Nowym Jorku bez żółtej tak­sów­ki

Bat­mo­bile (Powrót Bat­mana) – zwierz nie uzna­je Bat­mo­bilu z najnowszego Bat­mana – ten kan­ci­asty pozbaw­iony sty­lu pojazd nie speł­nia warunk­ów, jakie zwierz staw­ia Bat­mo­bilowi. Jakie to warun­ki? Poza posi­adaniem niesamow­itych gadżetów, umiejęt­noś­ci pojaw­ia­nia się tam gdzie jest potrzeb­ny Bat­manowi, oraz skuteczną blokadą anty­wła­man­iową, Bat­mo­bile powinien być przede wszys­tkim sty­lowy. Nie może­my w końcu zapom­i­nać, że Bat­man to nie pier­wszy lep­szy obroń­ca spraw­iedli­woś­ci w obcisłym tryko­cie. To przede wszys­tkim niesły­chanie bogaty eks­cen­tryczny gen­tel­man z zamiłowaniem do wszys­tkiego, co mroczne i goty­ck­ie. Taki obroń­ca spraw­iedli­woś­ci jeźdz­ił­by tylko niedorzecznie wręcz długim niesły­chanie wystyl­i­zowanym samo­cho­dem, który doskonale pasował­by do jego stro­ju. Bo jeśli już bronić spraw­iedli­woś­ci to sty­lowo. Dlat­ego mówimy nie kwadra­towym klo­com skaczą­cym po budynkach i przy­pom­i­namy sobie jak prze­cu­d­own­ie piękny był Bat­mo­bile w Powro­cie Bat­mana.

Wspaniale, sty­lowo, bon­dowsko.

Ford Grand Tori­no  z 1972 (Gran Tori­no) –  tym razem film, w którym samochód odgry­wa główną rolę jed­nocześnie gra­jąc rolę zupełnie poboczną.  Bo prze­cież nie o pucow­any pom­nik najlep­szych cza­sów amerykańskiej moto­ryza­cji chodzi. Nasz główny bohater nie przepa­da za nowy­mi cza­sa­mi i za nową Ameryką, samochód sta­je się sym­bol­em tego wszys­tkiego, co minęło. Piękne nieeko­nom­iczne spala­jące mnóst­wo ben­zyny samo­chody na dobre cza­sy, nie pasu­ją do kra­ju gdzie tuż obok roz­gry­wa­ją się pora­chun­ki Azjaty­c­kich emi­grantów. Ale Clint East­wood nakrę­cił film wybit­ny, bo zan­im skończymy oglą­dać ten niesamowicie męs­ki film, złapiemy się na tym, że jesteśmy bard­zo wzruszeni, poruszeni i zaskoczeni, jaki to jest cholernie dobry film. Zwłaszcza pod koniec. A samochód? Cóż dobry samochód jest dobry abso­lut­nie dla każdego kierow­cy. Choć­by miał tylko stać na trawniku i przy­pom­i­nać o cza­sach i ludzi­ach, których już nie ma.

Jes­li wal­czyć z ducha­mi to tylko w odpowied­nim i dos­tosowanym samo­chodzie. Inaczej może być niebez­piecznie

Impala z ’67 –(Super­nat­ur­al) – zwierz wie, że naw­iązy­wanie do seri­ali, których się nie oglą­da nie jest w jego sty­lu, ale nawet nie oglą­da­jąc Super­nat­ur­al i zna­jąc tylko kil­ka jego odcinków zwierz nie ma wąt­pli­woś­ci, ze związek Deana z jego samo­cho­dem jest sil­niejszy niż niek­tóre fil­mowe romanse. Jak opowiadał twór­ca seri­alu bohaterowie mieli początkowo jeźdz­ić Mus­tang­iem, ale Impala ma więk­szy bagażnik, do którego moż­na zmieś­cić ciało (sporo to mówi o charak­terze seri­alu). Pon­ad­to dla Deana samochód, który dostał od swo­jego ojca to nośnik wielu wspom­nień i po pros­tu obiekt uczuć. Do tego na skutek zawirowań, których w seri­alu pełno Dean sam namówił swego ojca by kupił samochód (podróże w cza­sie i samo­chody — widać tu moc­ny związek). Impala to także samochód kochany przez fanów, co pokazu­je, jak łat­wo zamienić pojazd na czterech kółkach w bohat­era.

Nie waż­na wielkość samo­chodu, waż­na miłość jaką otacza ją właś­ci­ciel.

Aston Mar­tin DB5 (James Bond) – zwierz wybrał najpiękniejszy i najbardziej sty­lowy samochód, jaki Bond kiedykol­wiek posi­adał – cóż z tego, że inne mod­ele potrafiły znikać, latać, nurkować i wys­trzeli­wać raki­ety i pewnie jeszcze stepować. Pier­wszy Aston Mar­tin był abso­lut­nie prze­cu­d­own­ie piękny, sty­lowy i ide­al­nie pasu­ją­cy do Bon­da, jako postaci. Choć twór­cy serii popełnili błąd wsadza­jąc naszego wybit­nie ang­iel­skiego bohat­era do BMW to w odpowied­nim momen­cie się zori­en­towali się, że Bond może jeźdz­ić tylko Astonem Mar­tinem. Zwierza zawsze to zas­tanaw­iało – Aston Mar­tin to taki niewiel­ki, śliczny samochód, którym tak łat­wo się zach­wycać, ale właś­ci­wie, co w nim jest takiego, że jest taki fajny. Zwierz, który nie jest fanem moto­ryza­cji nie jest w stanie powiedzieć, co takiego wspani­ałego jest w tym samo­chodzie, ale gdy­by ktoś kazał mu wybier­ać, jaki samochód fil­mowy chci­ał­by mieć wybrał­by właśnie ten.

Dru­gi najpiękniejszy w his­torii wechikuł cza­su.

Blues­mo­bile (Blues Broth­ers) – widzi­cie, aby samochód stal się kul­towy nie musi być piękny, nie musi mieć wspani­ałych osiągów, nie musi być nawet nowy. Najwięk­szą zaletą kul­towego samo­chodu są jego kierow­cy oraz trasa, jaką potrafi prze­być. Zniszc­zony samochód pol­i­cyjny, którzy prowadzą to Blues­mo­bile (a właś­ci­wie Doge Mona­co wybrany przez sce­narzys­tów, ponieważ jak twierdzili był naj­fa­jniejszym samo­cho­dem pol­i­cyjnym z lat 70) a Bluse­mo­bile potrafi skakać tam gdzie inne samo­chody spada­ją, praw­ie latać, obra­cać się w powi­etrzu i przetr­wać naj­gorszą krak­sę, a poza tym moż­na nim wyprzedz­ić więk­szość samo­chodów podąża­ją­cych tropem naszej dwój­ki. Jak zapewne wiecie Blues Broth­ers to film, do którego zniszc­zono chy­ba najwięcej samo­chodów (potem ten reko­rd na pewno pobili Blues Broth­ers, 2000) ale tak naprawdę to film, w którym miłość do Blue­sa i do Moto­ryza­cji łączą się znakomi­cie.  W ogóle to znakomi­ty film (nigdy nie dość pow­tarza­nia).

Niekiedy samochód — nawet najszyb­szy nie uchroni przed z daw­na pisanym losem, oraz bard­zo dużą iloś­cią kul.

Knight Indus­tries Two Thou­sand (KITT) — (Knight Rid­er) – ponown­ie – zwierz pisze o seri­alu, którego tylko kil­ka odcinków przyszło mu obe­jrzeć (czy wiecie, jaki zwierz był z tego powodu nieszczęśli­wy dziecię­ciem będąc) a którego głównym bohaterem był inteligent­ny samochód, z niesamow­itą iloś­cią gadżetów. Główny bohater rozwiązy­wał zagad­ki krymi­nalne z pomocą samo­chodu, który wyglą­dał (wów­czas) jak coś niesamowicie zaawan­sowanego tech­nicznie. Zwierz, co praw­da nigdy nie zała­pał, co jest ciekawego w mądrzą­cym się samo­chodzie, ale pomysł podobał się na tyle by dość niedawno nie próbowano wskrze­sić seri­alu – z dość umi­arkowanym skutkiem. Zwierz oglą­dał nato­mi­ast inny ser­i­al z samo­cho­dem- Viper gdzie bohaterowie mieli super samochód i wal­czyli z przestępc­zoś­cią, zwierz nigdy nie zrozu­mi­ał, dlaczego do wal­czenia z przestępc­zoś­cią potrzeb­ne są bajer­anck­ie samo­chody. Ale ser­i­al wiernie oglą­dał.

A cza­sem człowiek nie pyta o osią­gi tylko o to jak najszy­b­ciej wydostać się z zasy­paneg hotelu.

The Mys­tery Van  (Scoo­by Doo) – super samo­chody to jed­no  — ale fajne hip­isowskie vany to zupełnie co innego. Prawdę powiedzi­awszy, kiedy zwierz wyobraża sobie hip­pisowskiego vana, pełnego dzieci­aków które zde­cy­dowanie za dużo się nać­pały (inaczej pies na pewno by nie mówił) myśli właśnie o samo­chodzie z Scoo­by Doo. Doskon­ały dobór kolorów, niesamowite ile ten samochód przetr­wał i gdzie bohaterów zaw­iózł. Biorąc pod uwagę gdzie były te wszys­tkie miejs­ca, w których nasi bohaterowie zna­j­dowali tych prze­bier­ańców to musi być najm­niej zawod­ny van na świecie, który jest w stanie dojechać abso­lut­nie wszędzie. Do tego jeszcze jest wspaniale poma­lowany i narysowany. No po pros­tu samochód marze­nie. I mieś­ci się w nim Czworo osób plus Dog.

To jest bus który wszędzie zaw­iezie two­ją rodz­inę i two­je traumy.

Mini Coop­er (Ital­ian Job) – powiedzmy sobie szcz­erze Mini to jedyny samochód, który ma reklamę w formie pełnome­trażowego fil­mu. O ile w pier­wszej Włoskiej Robo­cie Mini Coop­er po pros­tu odgry­wał rolę bard­zo sym­pa­ty­cznego i mod­nego samo­chodu, po którym nikt by się nie spodziewał, ze moż­na go użyć do napadu. Ale to nic w porów­na­niu z bard­zo nieu­daną powtór­ka z rozry­w­ki gdzie nowe Mini Coop­ery wys­tępu­ją w iloś­ci­ach hur­towych i na dodatek są tak niesamowite, że właś­ci­wie może­my założyć, że tylko dla nich warto obe­jrzeć ten film. W każdym razie jak na taki mały, niepo­zorny samochód to Mini coop­er wywal­czył sobie więcej miejs­ca w kul­turze pop­u­larnej niż nie jeden wiel­ki, piękny super design­er­s­ki samochód.

Tu ponown­ie bardziej od samo­chodu liczy się kierow­ca, nic nie mówi, nie za wiele robi (poza zabi­janiem) ale jak jeździ

Chris­tine – piękny czer­wony Play­mouth to marze­nie każdego auto­mo­bilisty. Wystar­czy taki samochód kupić, wyre­mon­tować, pol­u­bić, pokochać. A potem zwiewać jak naj­dalej, bo prze­cież to samochód zabójczy, wam­piryczny i po pros­tu sza­lony. Chris­tine jest po pros­tu pięk­na zaś książ­ka jest abso­lut­nie świet­na. Nieste­ty jej najwięk­szą wadą jest fakt, że Chris­tine pasu­je do tej znakomitej powieś­ci o nas­to­latkach jak pięść do nosa. Nie mniej ilekroć spo­jrzy się na piękny czer­wony samochód trze­ba się kil­ka razy zas­tanow­ić czy na pewno jesteśmy gotowi na ryzyko.

Przyszłość może będzie strasz­na, ale sty­lowe samo­chody nigdy nie wyjdą  z mody.

Jak widzi­cie ilus­trac­je dodały jeszcze kil­ka mod­eli samo­chodów. Ale tak naprawdę ten post mógł­by być naprawdę dużo dłuższy. Zwierza zawsze zas­tanaw­ia to oży­wian­ie samo­chodów nadawanie im cech ludz­kich. Czy może ludzie potrze­bu­ją jakiegoś związku z samo­cho­dem, którym jeżdżą tak jak… z koniem? Nie chodzi o to, że związek z koniem i samo­cho­dem jest taki sam, ale wyda­je się, że jest w nas jakaś potrze­ba by uczłowieczać to, czym się porusza­my. Dlaczego? Cóż niek­tórzy spędza­ją w samo­chodach pół życia, trud­no się dzi­wić, że prag­ną czuć, że samochód to ich przy­ja­ciel. Choć z drugiej strony w ogóle mamy chy­ba skłon­noś­ci do szuka­nia duszy w maszynie? Pomyśl­cie – czy wasze kom­put­ery są wam obo­jętne? Zwierz nazy­wa swój lap­top imie­niem i cza­sem ma wraże­nie, że ma on swój rozum. Być może im więcej przed­miotów nieoży­wionych w naszym otocze­niu tym więk­sza jest nasza potrze­ba by szukać w nich czegoś, choć odrobinę ludzkiego.

Chcesz obrabować banl? KUp sobie Mini na dobry początek

Ps: naprawdę mamy gwiazd­kę w sierp­niu – zwias­tun Sher­loc­ka, nowy Dok­tor a wczo­raj nowy cud­owny zwias­tun Tho­ra. Prob­lem pole­ga na tym, że dziś się cieszymy a czeka­nia zostało aż do gwiazd­ki.

Ps2: Oso­by czeka­jące na nagrody za poprawne wyty­powanie Dok­to­ra powin­ny się ujawnić. Bo inaczej zwierz nie jest w stanie wywnioskować z charak­teru pis­ma gdzie wam podesłać nagrody (jak już je wymyśli)

Smochód przy­jazny dla kierow­cy — nieco gorzej ma się sprawa pasażera

18 komentarzy
0

Powiązane wpisy