Home Ogólnie Wielka improwizacja czyli tego nie było w scenariuszu

Wielka improwizacja czyli tego nie było w scenariuszu

autor Zwierz

 ?

Hej

 

Do nakręce­nia fil­mu jest potrzeb­nych kil­ka osób i kil­ka rzeczy. Pier­wszą, bez której nawet nie ma co zaczy­nać jest kam­era, osobą bez której nie ma sen­su zaczy­nać jest reżyser. Wszys­tkie pozostałe ele­men­ty są w sum­ie opcjon­alne, począwszy od aktorów a na dźwiękow­cu skończy­wszy. Jed­nak ogól­nie zgadza­my się, że im więcej osób pojawi się na planie by zająć się pro­dukcją tym więk­sza szansa, że zami­ast tore­b­ki na wietrze dostaniemy porząd­ną (choć niekoniecznie bard­zo inteligent­ną) pro­dukcję. Ist­nieje jed­nak jeden ele­ment tej układan­ki co do którego cią­gle trwa­ją spory. I to ele­ment teo­re­ty­cznie najważniejszy. Sce­nar­iusz.

 

 

 

 Jed­no z najczęś­ciej cytowanych zdań z Casablan­ki nigdy nie zostało zapisane w jej sce­nar­iuszu.

 

 

Jak wieść gmin­na niesie, sce­nar­iusz fil­mowy to najbardziej zmi­en­ny i kapryśny ele­ment pro­dukcji. Pewne jest tylko to, że na pod­staw­ie złego sce­nar­iusza bard­zo trud­no zro­bić dobry film i że na pod­staw­ie dobrego zaskaku­ją­co  łat­wo moż­na zro­bić film zły. Być może dlat­ego, pode­jś­cie do tego, co teo­re­ty­cznie najważniejsze w każdej pro­dukcji jest dość niekon­sek­wentne. Z jed­nej strony bywa­ją pro­dukc­je, w których nawet najm­niejsze odstępst­wo od sce­nar­iusza wyda­je się być niemożli­we — aktorzy rzad­ko się do tego przyz­na­ją (nikt nie chce być postrze­gany jedynie jako ktoś kto wypowia­da zapisane wcześniej kwest­ie), ale zwierz zas­tanaw­ia się ile jest improw­iz­a­cji w tych pro­dukc­jach w których liczy się każde słowo (zwierz bard­zo chci­ał­by podać wam ich listę, ale jakoś tego nikt nie spisu­je). Z drugiej strony są tacy reży­serzy jak na przykład Mike Leigh którzy wcale nie mają sce­nar­iusza tylko notat­ki i ogól­ny zarys fabuły. Także spo­ra część hitów (choć nie Avenger­si!) krę­cona jest z niedokońc­zonym lub wciąż zmieni­anym sce­nar­iuszem. Ale nie ma wąt­pli­woś­ci, że nieza­leżnie od tego ile sce­nar­iusza mają aktorzy i jakie pode­jś­cie ma reżyser w fil­mach i seri­alach zawsze jest miejsce na improw­iz­a­cję.

 

 

 

Wyda­je się wam że aktor w tle naprawdę dobrze gra? Nie. Jest naprawdę zaskoc­zony tym co widzi.

 

 

Zaczni­jmy od tego, że choć słowo improw­iz­a­c­ja kojarzyć się może przede wszys­tkim z dorzu­caniem do sce­nar­iusza włas­nych kwestii czy dialogów to jed­nak film daje aktorom zde­cy­dowanie szer­sze pole do popisu. Po pier­wsze aktor może zaskoczyć innych aktorów na planie czymś czego nie ma w sce­nar­iuszu, dla niego cała sytu­ac­ja będzie wtedy dość kon­trolowana ale dla innych prze­by­wa­ją­cych w około aktorów będzie ona zaskocze­niem — trochę tak jak w filmie 50/50 gdzie bohater grany przez Gor­dona ‑Levit­ta po tym jak dowiadu­je się, że ma raka decy­du­je zgolić włosy. Sce­ny nie było w sce­nar­iuszu, więc choć Levitt doskonale wie co robi to sto­ją­cy w kadrze Seth Roger (gra­ją­cy jego najlep­szego przy­ja­ciela) jest w total­nym szoku. To co widz­imy na jego twarzy to prawdzi­we emoc­je, co z resztą nie trud­no dostrzec. Z resztą zwierz nie wie do jakiego stop­nia tego typu sce­ny moż­na zal­iczyć do klasy­cznej improw­iz­a­cji — jeśli byśmy jed­nak przyjęli taką klasy­fikację to pier­wsze miejsce z całą pewnoś­cią zaj­mu­je moment z obcego kiedy pod­czas posiłku z brzucha jed­nego z bohaterów wyskaku­je pier­wszy obcy. Siedzą­cy przy stole aktorzy wiedzieli, że coś stanie się w sce­nie ale nie mieli poję­cia co dokład­nie. Szok na ich twarzach jest więc prawdzi­wy. Inne uczu­cia mieli aktorzy w Annie Hall, którzy nie wiedzieli, że próbu­ją­cy kokainy Woody Allen kich­nie i rozsyp­ie biały proszek. Scenę trze­ba było z resztą prz­er­wać bo aktorzy śmi­ali się his­terycznie nie mogąc przes­tać.

 

 

 Prawdę powiedzi­awszy, zwierz dzi­wi się że w komedii Allena jest jeszcze miejsce na improw­iz­a­cję. Z drugiej strony to jed­na z najz­abawniejszych scen jaką zwierz zna

 

Odkłada­jąc na bok tego typu zaskoczenia mamy jeszcze zupełnie klasy­czną improw­iz­a­cję, kiedy w filmie pojaw­ia­ją się sce­ny, dialo­gi czy tek­sty, których próżno szukać w sce­nar­iuszu. Niekiedy improw­iz­a­c­ja jest zaplanowana — jakkol­wiek dzi­wnie by to brzmi­ało, niekiedy reżyser woli dać aktorowi wol­ną rękę — zwłaszcza w sytu­ac­jach w których wie, że ten da sobie radę — jed­nym z najlep­szych przykładów takiej improw­iz­a­cji to słyn­na sce­na przed lus­trem w Tak­sówkarzu — najsławniejsza kwes­t­ia całego fil­mu to improw­iz­a­c­ja De Niro, które­mu ufa­ją­cy mu w 100% Scors­ese kazał po pros­tu gadać do lus­tra. Z kolei w Good Morn­ing Viet­nam wszys­tkie audy­c­je radiowe jakie sły­chać na ekranie to frag­men­ty improw­iz­owane przez Robi­na Williamsa, trud­no się z resztą dzi­wić bo prze­cież aktor znany jest z tego, że potrafi z niczego zro­bić najz­abawniejszy monolog jaki w życiu słyszeliś­cie.  Z kolei w Mechan­icznej Pomarańczy mały taniec do Deszc­zowej Piosen­ki jaki wykonu­je Alex to sug­es­tia Kubric­ka, który poprosił akto­ra czy ten mógł­by coś zatańczyć — ale ponown­ie nie spre­cy­zował co dokład­nie ma na myśli. Dla tych, którzy lubią przykłady z kina pop­u­larnego cieka­wostką powinien być fakt, że w Hulku cała sce­na, w której pojaw­ia się Robert Downey Jr. jako Iron Man była improw­iz­owana — zde­cy­dowano się na nią by zachować ciągłość serii ale ponieważ  nikt nie widzi­ał co dokład­nie będzie dalej zde­cy­dowano się dać aktorom tylko bard­zo ogólne wskazów­ki.

 

 No i ter­az wszyscy cytu­je­my DeNiro. Gdy­by dostawał tantiemy pewnie nie musi­ał­by grać w marnych kome­di­ach.

 

Jed­nak najczęś­ciej aktorzy improw­iz­u­ją sami z siebie. I tu ponown­ie moż­na wyróżnić kil­ka typów improw­iz­a­cji. Jeden to ten, który kojarzy się nam najbardziej czyli dodawanie do ist­niejącego sce­nar­iusza włas­nych ele­men­tów. Aktor może improw­iz­ować samodziel­nie albo w due­cie. Improw­iz­u­jąc samodziel­nie moż­na film wzbo­gacić o drob­ne ale genialne zda­nia czy sce­ny. Przykła­dem jak niewiel­ka zmi­ana, może zmienić bard­zo wiele, to mały dodatek Toma Hard­ego do jego sce­ny w Incepcji. Ta zdaniem zwierza najz­abawniejsza sce­na fil­mu zaw­iera zdanie “You must­n’t be afraid to dream a lit­tle big­ger, dar­ling,” kiedy to bohater Hard­ego pokazu­je swo­je­mu towarzys­zowi, że w świecie snu nie ma co marzyć o pis­tole­cie sko­ro moż­na wyśnić granat­nik. W ory­gi­nal­nym sce­nar­iuszu nie ma słowa “dar­ling”, dodał je sam Hardy — praw­dopodob­nie zgod­nie nie tylko ze swo­ją aktorską intu­icją ale charak­terem — Hardy, znany jest bowiem z pewnej eks­cen­trycznej ang­iel­skoś­ci, która pozwala powiedzieć “kochanie” do innego mężczyzny. Może­cie uznać, że zwierz prze­sadza, ale taki mały ele­ment od razu osadza bohat­era granego przez Hard­ego w dużo szer­szym kon­tekś­cie niż wielu innych, którzy pojaw­ia­ją się na ekranach. 

 

 

 Jed­no “dar­ling” a bohater Toma Hard­ego nagle jest nam zde­cy­dowanie bliższy.

 

 

Z resztą takie poje­dyncze improw­iz­owane kwest­ie nie są niczym rzad­kim — Jack Nichol­son i jego prz­er­aża­jące “Here is Johnnny” to także improw­iz­a­c­ja noszą­ca na sobie silne pięt­no aktorskiego sza­leńst­wa. Oczy­wiś­cie sce­na była dokład­nie rozpisana ale dodanie tego przy­wi­ta­nia zacz­erp­niętego z telewiz­yjnego pro­gra­mu to ten prze­błysk aktorskiej intu­icji, która spraw­ia, że role Nichol­sona zawsze są odrobinę inne. Słynne zdanie Dusti­na Hoff­mana z “Noc­nego Kow­bo­ja” kiedy o włos jego bohater uniknął śmier­ci pod koła­mi tak­sów­ki “” Hey, I’m walkin’ here”, wielokrot­nie anal­i­zowane przez kry­tyków (którzy widzą w nim nie tylko sym­bol czegoś bard­zo miejskiego ale także pod­kreśle­nie miejs­ca jakie bohater ma w świecie i chęć bycia przez ów świat dostrzeżonym) było czys­tą improw­iz­a­cją Hoffaman.  Z kolei niesamowite szczęś­cie do improw­iz­owa­nia scen lep­szych niż w sce­nar­iuszu ma uznawany dość powszech­nie wyłącznie za sprawnego rzemieśl­ni­ka Har­ri­son Ford. Jed­na z najsławniejszych scen w Indi­ana Jones to ta w której Indy sta­je naprze­ciw uzbro­jonego w miecz arab­skiego mis­trza wal­ki. Sce­nar­iusz zaw­ier­ał wspani­ałą scenę zma­gań naszego bohat­era. Ford na taką scenę abso­lut­nie nie miał ochoty, jak twierdzą niek­tórzy z lenist­wa, jak twierdzą inni dostrzegł, że film nie potrze­bu­je kole­jnej sce­ny wal­ki. W każdym razie pod­szedł do Spiel­ber­ga i spy­tał czy nie mógł­by zbó­ja po pros­tu zas­trzelić. Jak wiemy ta wer­s­ja wylą­dowała w filmie. Ale najwięk­szym wkła­dem For­da w his­torię fil­mowych dialogów to jego drob­na zmi­ana w Imperi­um Kon­trataku­je. Kiedy księżnicz­ka Leia decy­du­je się wyz­nać mu miłość mówi ” I love you” Han Solo grany przez For­da winien wedle sce­nar­iusza odpowiedzieć ” I love you too”. Ale Ford powiedzi­ał ” I know”. To jeden z tych dialogów do których naw­iązu­ją inne filmy i który powiedzmy sobie szcz­erze pozosta­je pewnym ideałem jak napisać nie łza­wo coś co łza­wym być win­no. Ponoć Lucas nien­aw­idz­ił tej wer­sji dia­logu, ale reżyser zostaw­ił improw­iz­owaną lin­ijkę For­da.

 

 

 Serio jak Lucas mógł nien­aw­idz­ić jed­nej z najlep­szych roman­ty­cznych scen w filmie przy­godowym.

 

 

 A sko­ro przy Fordzie jesteśmy to może warto jeszcze wspom­nieć o koń­cowym mono­logu z Blade Run­nera w wyko­na­niu Rudgera hauera. Otóż w pier­wszej wer­sji sce­nar­iusza, Hauer mówił bard­zo duzo, aktor wziął początkowy monolog i wybrał z niego tylko określone zda­nia — dzię­ki temu wyszedł zdaniem zwierza jeden z  najpiękniejszych monologów jaki kiedykol­wiek wypowiedziano na ekranie (zwierz ma olbrzymią słabość do tej sce­ny i nic go nie jest w stanie przekon­ać, że to nie jest czys­ta poez­ja). A odchodząc od poezji w kierunku kwestii dość ciekawej — jed­ną z ulu­bionych kwestii z cał­eych Piratów z Karaibów jest zdanie Kap­i­tana Jac­ka Spar­rowa wypowiedziane pod koniec pier­wszej częś­ci ” Now bring me that hori­zon” jest w tym coś bard­zo żeglarskiego i bard­zo poe­t­y­ck­iego. Jak przyz­nali z poko­rą sce­narzyś­ci zdanie to dodał John­ny Depp który uznał, że musi coś powiedzieć w sce­nie. Jak widać wiedzi­ał dokład­nie co.

 

I’ve seen things you peo­ple would­n’t believe. Attack ships on fire off the shoul­der of Ori­on. I watched c‑beams glit­ter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like. tears in rain. Time to die.Fakt, że nawet odrobi­na była improw­iz­owana budzi w zwierzu niesamow­ity sza­cunek.

 

 

 

Z resztą sko­ro jesteśmy przy improw­iz­a­cji i his­torii kina to może warto dodać że niek­tóre najbardziej znane kwest­ie — na przykład tą ze Szczęk “You gonna need a big­ger boat”, która jak wieść gmin­na niesie była naw­iązaniem do kwestii budże­tu tego niezwyk­le pop­u­larnego ale wtedy jeszcze  wyglą­da­jącego na niekoniecznie najwięk­szą pro­dukcję roku fil­mu. Z kolei ” He is look­ing at you kid” jed­na z najczęś­ciej pow­tarzanych kwestii z Casablan­ki to improw­iz­a­c­ja Bog­a­r­ta, który ponoć po raz pier­wszy zwró­cił się tak do Ingrid Bergman kiedy uczył ją grać w pok­era poprzed­niego wiec­zoru. W “Kiedy Har­ry poz­nał Sal­ly” słyn­na reakc­ja na udawany przez Meg Rayan orgazm w jadło­da­jni “poproszę to samo co jadła ta pani” jest lin­ijką dodaną przez Bil­lego Crys­ta­la, który wyśnił ponoć takie zakończe­nie sce­ny.  Z kolei słyn­ny kot z Ojca Chrzest­nego wcale nie miał zro­bić kari­ery fil­mowej — Mar­lon Bran­do zaczął się baw­ić z kotem, który pętał się po planie i tak kiedy zaczę­to krę­cić kot radośnie wśl­izgnął się do his­torii kina. Z resztą Bran­do jest dobrym przykła­dem jak osobowość akto­ra może wpłynąć na jego rolę — kiedy po raz pier­wszy pojaw­ił się na planie Cza­su Apokalip­sy- olbrzy­mi, ponury i ogól­nie w równie złym nas­tro­ju co wszyscy jego rola właś­ci­wie została napisana na nowo, ze sporym wkła­dem samego Bran­do.

 

 

 Jak to zwyk­le bywa do his­torii przeszła zaim­prow­iz­owana puen­ta sce­ny, 

 

 

Podane przykłady to kwes­t­ia indy­wid­u­al­nej inwencji aktorów, ale aktor by dobrze improw­iz­ować musi mieć z kim  szukać ekra­nowej prawdy. Stąd tak wiele w his­torii kina improw­iz­owanych dialogów, aktorów którzy nieźle się zna­ją. W Chłop­cach z fer­a­jny słyn­na roz­mowa między bohaterem granym przez Raya Liot­tę  i  Joe Pescim zaczy­na­ją­ca się od That’s fun­ny, you’re a fun­ny guy” to improw­iz­a­c­ja która wynikła z his­torii Pesciego o gang­sterze, którego zde­cy­dowanie nie należało nazy­wać zabawnym człowiekiem. Podob­nie spore częś­ci dia­logu pomiędzy Georgem Clooneyem a Bra­dem Pit­tem w drugiej i trze­ciej częś­ci Ocean’s Eleven było improw­iz­owanych — aktorzy dobrze się znali więc jeden spoko­jnie mógł ode­jść od sce­nar­iusza wiedząc że dru­gi za nim podąży. Cza­sem improw­iz­a­c­ja zamienia się w coś więcej — Ethan Hawke i Julie Deply tak dużo improw­iz­owali na planie ” Before Suner­ise”,  ze nie tylko zostali dopisa­nia do autorów sce­nar­iusza ale także napisali włas­ny sce­nar­iusz do drugiej częś­ci fil­mu — wychodząc z założe­nia, ze nikt nie wie więcej o ich bohat­er­ach niż oni sami”.  Z kolei w “Wysyp­ie Żywych Trupów” roz­mowa w barze kiedy grany przez Nic­ka Fros­ta Ed opowia­da śmieszne his­to­ryj­ki by pocieszyć granego przez Simona Peg­ga kumpla jest całkowicie improw­iz­owana. Wypa­da dobrze ponieważ Frost i Pegg przy­jaźnią się od daw­na więc jeden wie co może powiedzieć by drugiego aut­en­ty­cznie rozśmieszyć. Z improw­iz­a­cji skła­da się też w dużym stop­niu bry­tyjs­ki ser­i­al The Office — zwłaszcza sce­ny pomiędzy Rickimy Gar­vaisem  a Stephen Mer­chantem co nie dzi­wi bo obu panów łączy dłu­go­let­nia przy­jaźń i współpra­ca. Z kolei niewiel­ka sce­na w Pret­ty Woman kiedy bohater pokazu­je ślicznej i dobrej dziew­czynie do towarzyst­wa dro­gi naszyjnik by zamknąć jej tuż przed nosem pudełko to improw­iz­a­c­ja Richar­da Gere, który chci­ał rozśmieszyć Julię Roberts. Jej reakc­ja (dużo nat­u­ral­nego chi­chotu) była tak udana, że reżyser zostaw­ił scenę w filmie. A sko­ro przy roman­ty­cznych improw­iz­a­c­jach jesteśmy to sce­na z Crazy Stu­pid Love kiedy po powro­cie do domu uroczy bohater Goslin­ga uwodzi bohaterkę Emmy Stone pokazu­jąc jej pod­nosze­nie z Dity Danc­ing to też ich wspól­na improw­iz­a­c­ja. Wpadł na nią Gosling który twierdzi, że on sam zachowu­je się tak po pijane­mu ze zna­jomy­mi. A sko­ro przy Goslin­gu jesteśmy to ponown­ie wieść niesie, że słyn­ny pocałunek w windzie z Dri­ve nie był w sce­nar­iuszu, tylko aktor uznał, że jego bohater powinien pocałować dziew­czynę, do której zale­ca się przez więk­szość fil­mu.

 

 To ciekawe jak cza­sem coś co brz­mi zupełnie od cza­py i wyda­je się być bard­zo prze­myślanym frag­mentem sce­nar­iusza okazu­je się częś­cią improw­iz­a­cji.

 

 

Na sam koniec warto się zas­tanow­ić dlaczego aktorzy improw­iz­u­ją. Jest kil­ka powodów — cza­sa­mi czu­ją, że napisana kwes­t­ia im nie leży — czu­ją, że nie zadzi­ała, nie będzie śmiesz­na czy na tyle dobrze zna­ją już swo­jego bohat­era, że widzą iż nigdy by tego nie powiedzi­ał. To część stawa­nia się bohaterem na ekranie — część o której częs­to się zapom­i­na żyjąc w przeko­na­niu, że rolą akto­ra jest tylko powiedzieć to co napisał ktoś inny. Dru­gi powód, to chęć zmi­any inter­akcji z drugim aktorem — bywa tak, że  aktorzy nie mogą się dogadać — wtedy ode­jś­cie od kwestii zapisanych w sce­nar­iuszu pozwala się rozruszać, wyma­ga bycia sku­pi­onym i jak to częs­to mówią aktorzy  obec­nym — czyli zawsze czu­jnym.  Zwierz nigdy nie zapom­ni aneg­do­ty, którą słyszał o dobrze znanym wiel­bi­cielom Dok­to­ra Who John­nie Bor­row­manie. Ten gra­jąc w wybit­nym filmie Shark Attack 3 chci­ał rozśmieszyć gra­jącą z nim, nieobec­ną duchem aktorkę. Stąd też zami­ast powiedzieć swo­ją kwest­ię wypowiedzi­ał to oto zdanie: ” I’m a lit­tle wired. what do you say I take you  home and eat your pussy?”. Aktor był świę­cie przeko­nany, że zdanie nie zna­jdzie się w ostate­cznej wer­sji fil­mu — jakie więc było jego zdu­mie­nie gdy okaza­ło się, że reżyser je zostaw­ił. Co ciekawsze — biorąc pod uwagę nieprzys­to­jność tej propozy­cji zde­cy­dowano się że na potrze­by telewiz­ji zdanie musi kończyć się inaczej — zdub­bin­gowano je więc na “.and watch I Love Lucy” co czyni ta aneg­dotę abso­lut­nie przepyszną. Cza­sem aktorzy wcale nie chcą improw­iz­ować ale zmusza ich do tego sytu­ac­ja jak w Mrocznym Ryc­erzu kiedy opóźnie­nie w efek­tach spec­jal­nych doprowadz­iło do najśmieszniejszej sce­ny z Jok­erem, który przyglą­da się niewielkiemu wybu­chowi w miejsce spodziewanej olbrzymiej eksplozji. W końcu aktorzy improw­iz­u­ją bo niek­tórym uda­je się w pewnych sce­nach podążyć za swoi­mi napisanym bohat­era­mi i ich emoc­ja­mi. Trochę jak w Thorze gdzie wyrzu­ca­ją­cy Tho­ra z Asgar­du Odyn (grany przez Anthonego Hop­kin­sa) na próbę wtrące­nia się do roz­mowy Lok­iego reagu­je warkotem. W sce­nar­iuszu warknię­cia nie było ale w chwili kiedy krę­cono scenę na planie nie było Hop­kin­sa ale wściekły Odyn, które­mu nikt nie będzie prz­ery­wał.  Niekiedy z takiego właśnie przekroczenia grani­cy między aktorem a postacią biorą się najlep­sze improw­iz­a­c­je — zwłaszcza gdy mamy do czynienia z sce­na­mi gdzie pokazu­je się inter­akc­je między dwójką bohaterów, którzy zaczy­na­ją żyć włas­nym życiem. Niekiedy improw­iz­a­c­ja bierze się z tego, że właś­ci­wie nikt nie mówi aktorowi co ma robić w danej sce­nie — trochę jak w Sher­locku (serio jest powód by do tego naw­iązać to nie tylko czyste sza­leńst­wo) gdzie w świątecznej sce­nie z Skan­dalu w Bel­gravii Rupert Graves odgry­wa w tle swo­je własne komiczne przed­staw­ie­nie bez słów. Dlaczego? Cóż jego bohater nie miał w tej sce­nie więcej do zro­bi­enia niż tylko stać i brać udzi­ał w przyję­ciu. A sko­ro aktor (zwłaszcza tak utal­en­towany jest w kadrze) to nie będzie tylko stał.

 

 

 Jak widać pod koniec Gifu w oczach gra­jącego Toma Hid­del­stona moż­na dostrzec prawdzi­we prz­er­aże­nie.

 

Jed­nak co ważne improw­iz­a­cji nie należy przece­ni­ać. Zwierz widzi­ał kil­ka całkowicie improw­iz­owanych pro­dukcji i nieste­ty brak sce­nar­iusza to raczej minus fil­mu. Dlaczego? Bo sce­narzyś­ci spraw­ia­ją, że bohaterowie mówią ład­niej, lep­iej i ciekaw­iej niż zwyk­li ludzie. Z kolei aktorzy choć niekiedy wpad­ną na świet­ną lin­ijkę czy dia­log najczęś­ciej odnoszą się do sfor­mułowań i stwierdzeń zde­cy­dowanie bliższych ludziom nie para­ją­cym się słowem. Wiele dialogów jest wtedy mało błyskotli­wych czy płas­kich. Co praw­da wyczuwamy w nich coś prawdzi­wego i bliskiego nasze­mu sposobowi wysław­ia­nia się, ale daleko scenom, które ktoś napisał drąc przy tym kole­jne kart­ki. Tak więc jeśli ktoś zwierza pyta to improw­iz­a­c­ja jest naprawdę ciekawa i nie da się bez niej krę­cić filmów (zwierz ma wraże­nie, ze improw­iz­owanie jest przyk­le­jone do aktorstwa bo w sum­ie nie da się zapisać wszys­tkiego w sce­nar­iuszu) ale mimo wszys­tko nie moż­na prze­sadz­ić w drugą stronę i odrobi­na sce­nar­iusza — zwłaszcza bystrego — zawsze się przy­da. Bądź co bądź nawet najlep­sze­mu improw­iz­a­torowi potrzeb­ny jest punkt wyjś­cia.

 

 

 Jeszcze filmik dla tych co nie mają dość.

 

Ps: Dziś zwierz znów bieg­nie na pokaz pra­sowy więc jutro dru­ga w tym tygod­niu recen­z­ja.

Ps2: ktoś prosił o ten wpis. Zwierz ma nadzieję, że spełnił zapotrze­bowanie.

 

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy