Home Góry Pogoda idealna na podgrzanie Zwierza czyli wpis górski piąty

Pogoda idealna na podgrzanie Zwierza czyli wpis górski piąty

autor Zwierz
Pogoda idealna na podgrzanie Zwierza czyli wpis górski piąty

Rano sza­cow­na mat­ka budzi mnie z pona­gle­niem, bo prze­cież spałyśmy dłużej, więc powin­nyśmy się zbier­ać. Mój żywy budzik w postaci nieco zniecier­pli­wionego gło­su sza­cownej rodzi­ciel­ki wskazu­je za dziesięć ósma. W Warsza­w­ie kiedy idę do pra­cy wsta­ję na ósmą. Ale jak wszyscy wiemy, wakac­je to czas lenist­wa i wypoczynku. Okej żar­towałam. Wakac­je to cier­pi­e­nie, brak snu i marzenia o szy­bkiej śmier­ci.

Za oknem zami­ast niebieskiego nie­ba widać szare skłębione chmury. Nor­mal­nie więk­szość osób była­by tym fak­tem zas­mu­cona, ale mat­ka Zwierza poga­ni­a­jąc go przy pakowa­niu rzeczy na basen, radośnie stwierdza, że na całe szczęś­cie pogo­da jest paskud­na bo pojedziemy na basen bez wyrzutów sum­ienia. Co praw­da Zwierz uważa że wyrzu­ty sum­ienia w matce Zwierza powinien bardziej budz­ić fakt, że Zwierz led­wo chodzi. I kiedy mówi że led­wo chodzi, to znaczy, że z tru­dem stoi, sia­da, a schody na pier­wsze piętro urosły do wzniesienia którego poko­nanie wyma­ga założe­nia co najm­niej dwóch obozów po drodze i być może jakiejś ekipy z helikopterem która zwiezie Zwierza na parter.

 

Zdję­cie robione z kole­j­ki kole­jek

Termy cho­chołowskie to miejsce o którym Zwierz słyszał od daw­na. I właś­ci­wie zawsze zaz­droś­cił wszys­tkim, którzy w let­nie miesiące moczyli swo­je ciała w jed­nym z trzy­dzi­es­tu basenów – jak infor­mu­je ulot­ka. Wydawało się to najlep­szym pomysłem na spędze­nie cza­su kiedy pogo­da pod tatra­mi nie pozwala na zapieprzanie po wzniesieni­ach. Najwyraźniej infor­ma­c­ja o tej atrakcji nie dotarła tylko do Zwierza, bo już godz­inę po otwar­ciu obiek­tu przyszło nam stać w kole­jce kole­jek. Czym się charak­teryzu­je kole­j­ka kole­jek? Dłu­goś­cią. Niby wyda­je ci się, że widzisz taki niezbyt wiel­ki ogonek wysuwa­ją­cy się przez główne wejś­cie do budynku term i myślisz „Ej to nie tak daleko do wejś­cia”. Kiedy dosta­niesz się do wejś­cia widzisz kole­jkę ciągnącą się przez cały dłu­gi hol.  Myślisz sobie „E nie no spoko to nie jest takie długie pomieszcze­nie”. Kiedy dochodzisz do koń­ca tej częś­ci kole­j­ki odkry­wasz że ciąg­nie się na schodach. Myślisz sobie, „E to nie są takie długie schody”. Kiedy kole­j­ka zakrę­ca po raz trze­ci myślisz sobie „ Okej ter­az żyję w tej kole­jce, czas zapoz­nać miłych ludzi wokół mnie bo spędz­imy razem długie lata”.

Ostate­cznie jed­nak kole­j­ka posuwa się nieco szy­b­ciej niż starze­nie się galak­tyk i w ten sposób lądu­je­my w wiel­gaśnej szat­ni gdzie kil­ka min­ut zaj­mu­je nam odkrycie jak właś­ci­wie dzi­ała nowa tech­nolo­gia pod­powiada­ją­ca nam który numer szaf­ki mamy. Biorąc pod uwagę, że w szat­ni jest pon­ad trzy tysiące szafek to fakt, że udało nam się znaleźć odpowied­nią szafkę należy poczy­tać za sukces na miarę odkrycia pociągu ze złotem czy czegoś równie wspani­ałego. Potem przy­o­dzi­ałyśmy kostiumy zda­jąc sobie sprawę, że mimo iż zakup mojego kostiu­mu i kostiu­mu mojej mat­ki dzieliło w cza­sie dwadzieś­cia parę lat to są tak na oko takie same (z tym że mamy jest grana­towy). Świad­czy to albo o wielkim kos­micznym związku pomiędzy moją matką a mną, albo o tym że na niskie okrągłe kobi­ety od dwudzi­es­tu lat sprzeda­ją ten sam kostium kąpielowy.

 

Mokry zad­owolony Zwierz

Jak już Zwierz pisał Termy chwalą się tym, że mają 30 basenów ale najwyraźniej trze­ba mieć zdol­noś­ci detek­ty­wisty­czne by znaleźć je wszys­tkie – ewen­tu­al­nie Zwierz nie widzi­ał bo ludzie zasła­niali. Nie mniej to co widzi­ał było bard­zo fajne z tą uwagą, że mimo iż dzień był chłod­niejszy (praw­ie 30 stop­ni) to jed­nak mocze­nie się w gorącej wodzie jest dzi­ałaniem niekiedy trochę jak­by to powiedzieć – prze­ci­wskutecznym jeśli człowiek chce się ochłodz­ić. Nie mniej mają tam też base­ny z wodą chłod­niejszą gdzie moż­na sobie popły­wać (i gromić wzrok­iem młodych ludzi pły­wa­ją­cych w poprzek basenu), takie fajne base­ny w których przy krawędzi są ław­ki spod których doby­wa się woda z bąbelka­mi powi­etrza i trzęsie człowiekiem, miejs­ca gdzie moż­na w ogóle nie pły­wać bo krę­ci tobą prąd wod­ny, miejs­ca gdzie moż­na się poczuć jak na morzu bo woda rozkołysana jest w wielkie fale, miejs­ca gdzie moż­na poczuć się niesamowicie sprawnym bo człowiek może łaz­ić po takiej sieci rozwies­zonej nad basen­em – oczy­wiś­cie przytrzy­mu­jąc się ręka­mi – czy zaczepi­a­jąc noga­mi – co bez pomo­cy wody i towarzyszą­cych jej praw fizy­ki było­by trudne a jest łatwe. Są też base­ny solankowe które mają doskonale dzi­ałać koją­co na ner­wy człowieka, chy­ba że jest w nich mnóst­wo małych dzieci wtedy po pros­tu dzi­ała­ją na ner­wy i takie spec­jalne base­ny siarkowe, do których nie weszłyśmy bo wiecie siar­ka pach­nie siarką.

 

Są też wielkie zjeżdżal­nie na które żad­na z nas się nie wybier­ała i mnóst­wo atrakcji dla dzieci, z których nie sko­rzys­tałyśmy głównie dlat­ego, że nie jesteśmy dzieć­mi. Nieste­ty mimo takiego nagro­madzenia fan­tasty­cznych atrakcji obie odkryłyśmy jeden fakt który zawsze nam trochę umy­ka. Otóż obie posi­adamy taką psy­chikę która spraw­ia, że szy­bko się base­na­mi nudz­imy. Być może dlat­ego, że na base­nie nie moż­na czy­tać, co ze smutkiem skon­sta­towała mat­ka Zwierza, wskazu­jąc, że uza­leżnie­nie to jed­nak strasz­na rzecz. Zwierz miał wiz­ję, jak mat­ka prze­my­ca czyt­nik na basen i próbu­je czy­tać wys­ta­jąc nad poziom wody. Musi­cie bowiem wiedzieć, że mat­ka Zwierza rzad­ko wys­ta­je pon­ad poziom wody. Być może powin­nyśmy jed­nak sko­rzys­tać z tych basenów dla dzieci, bo tam odpoczynek był­by bardziej kom­for­towy.

Ponoć spoży­cie poma­ga na zak­wasy.

A potem Zwierz zgu­bił tele­fon. Piszę o tym bo owa krótkotr­wała zgu­ba tele­fonu przy wychodze­niu z basenu była dla  Zwierza dowo­dem jak bard­zo nasza per­cepc­ja rzeczy­wis­toś­ci może zmienić to jak się w niej czu­je­my. Otóż zgu­biłam tele­fon i zori­en­towałam się kilka­naś­cie min­ut po tym jak zaszła zgu­ba. Mat­ka Zwierza moc­no się zaniepokoiła bo zgu­bi­e­nie tele­fonu, to kosz­ty ale przede wszys­tkim spory prob­lem, zwłaszcza w cza­sie górskiego wyjaz­du. Zwierz nie zaniepokoił się ani trochę. Po pros­tu pod­szedł do obsłu­gi i powiedzi­ał, że zgu­bił tele­fon. Oczy­wiś­cie ktoś go znalazł i odniósł do kasy. Po opisa­niu tele­fonu i jego nowej różowej broka­towej obu­dowy, został mu on zwró­cony. Zwierz nie den­er­wował się bo wiedzi­ał, że sam odniósł­by tele­fon tak by ktoś mógł ode­brać swo­ją zgubę. Założył że inni postąpią tak samo. Jego świat stał się przez to bez­pieczniejszy i bardziej przy­jazny. I wyszło na jego.

Po powro­cie do Zakopanego stały się jasne dwie rzeczy. Pier­wsza – jeśli trag­icznie bolą cię nogi nie pode­j­muj wysiłku fizy­cznego który spraw­ia, że nie czu­jesz bólu bo w ostate­cznym rozra­chunku nogi będą cię boleć jeszcze bardziej. Dru­ga – byłyśmy głodne. Zde­cy­dowałyśmy się zjeść obi­ad w Małej Szwa­j­carii. To doskon­ała kna­j­pa która jako jed­na z nielicznych w okol­i­cy poda­je cokol­wiek innego niż zestaw pię­ciu tych samych dań „góral­s­kich”. Dosłown­ie w chwili w której weszłyśmy do kna­jpy rozpę­tała się burza. Z jed­nej strony – miałyśmy olbrzymią satys­fakcję – że oni mokną a my nie. Z drugiej dowiedzi­ałam się rzeczy strasznej że na moje danie będę musi­ała czekać czter­dzieś­ci min­ut. Siedzi­ałam i czułam że otacza Zwierza ciem­ność że widzę światło pod koniec tunelu. Kiedy już całe moje spoży­w­cze życie zaczęło prze­suwać mi się przed oczy­ma pani przyniosła nam dania, które spraw­ia­ją, że człowiek ma ochotę napisać odę do ziem­ni­a­ka we wszys­t­kich jego wspani­ałych for­ma­ch i ksz­tał­tach. Serio jest ziem­ni­ak najpiękniejszą ze wszys­t­kich rzeczy.

 

Portret pamię­ciowy sadysty

Po tej kon­sumpcji Zwierz odkrył, że ma pewien prob­lem. Otóż na przykład wstawanie z fotela w którym usi­adł w poko­ju hotelowym wyma­ga trzech etapów. Pier­wszy etap to zrozu­mie­nie że czeka nas ból. Etap dru­gi – to moment w którym uświadami­amy sobie, że ból jest nieuchron­ny i musimy się z nim zmierzyć. Etap trze­ci pole­ga na wstawa­niu przy wspar­ciu w postaci słowa „kur­wa”. Mam dzi­wne wraże­nie, że pro­ces wstawa­nia może się w najbliższych dni­ach wydłużyć o etap czwarty w którym po wsta­niu nogi odmaw­ia­ją dal­szej współpra­cy i człowiek pada pros­to na pysk.

Postanow­iłam się podzielić z sza­cowną matką moi­mi bóla­mi i niepoko­ja­mi. Ale mat­ka powiedzi­ała, że mam szy­b­ciej pakować ple­cak bo wychodz­imy popołud­niu na spac­er i może jak się napi­ję piwa będzie mi lep­iej. Musi mi być lep­iej bo plan na jutro uwzględ­nia wycieczkę do Morskiego Oka, która w sum­ie nie jest wycieczką a spac­erem i nawet nie jest pod górę i moż­na iść jak pada. To jest fas­cynu­jące biorąc pod uwagę, że wszys­tkie prze­wod­ni­ki wskazu­ją że do Morskiego Oka jed­nak jest trochę pod górę. No ale najwyraźniej autorzy tych prze­wod­ników nigdy nie chodzili na wyciecz­ki z matką Zwierza. Oczy­wiś­cie jak dojdziemy pod Morskie oko „To się zobaczy co dalej”. Przy­pom­ni­j­cie mi,  gdzie moż­na dzwonić jak się wylą­dowało na wakac­jach z hob­bitem sadys­tą? Pytam dla koleżan­ki.

Ps: Miałyśmy z matką Zwierza pojechać na wycieczkę na Słowację by prze­jść się ścieżką wśród koron drzew, i było­by to nawet fajne, i nawet miałyśmy zarez­er­wowane miejsce kiedy zwierz sobie uświadomił, że prze­cież ma kosz­marny lęk wysokoś­ci i całą wycieczkę po tej ścieżce spędz­ił­by czoł­ga­jąc się po tej ścieżce. Pole­cam nato­mi­ast biur Majer które potrak­towało moje odwołanie rez­erwacji bard­zo miło i jeszcze zapewnili że zwrócą zal­iczkę. Było to bard­zo miłe doświad­cze­nie.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy