Home Ogólnie Wspomnienia których nie było czyli zwierz, Kindle i aktorzy

Wspomnienia których nie było czyli zwierz, Kindle i aktorzy

autor Zwierz

Hej

W październiku 2012 roku, (czyli w zwier­zowej pamię­ci blo­gowej – to praw­ie jak wczo­raj) zwierz napisał wpis o tym, że lubi czy­tać auto­bi­ografie ludzi fil­mu i telewiz­ji. Postanow­ił być jed­nak osob­nikiem poważnym i napisać tak ogól­nikowo jak isto­ta, która pod­chodzi do sprawy poważnie i zbior­c­zo. Ter­az jed­nak zwierz doszedł do wniosku, że tak naprawdę chci­ał od samego początku napisać trochę, co innego. Otóż zwierz na skutek swoich dzi­wnych czytel­niczych przyzwycza­jeń stał się posi­adaczem całkiem sporej wiedzy o tym, co warto sobie kupić (w formie ebooka na Ama­zonie) — z dzi­ału biografie/autobiografie aktorów/komików/ogólnie dość znanych ludzi. Jest to wiedza wąs­ka, spec­jal­isty­cz­na, ale może komuś się przy­dać. W sum­ie więk­szość rzeczy, o których zwierz pisze na blogu nie doty­czy tego, co zain­tere­su­je wszys­t­kich. Oczy­wiś­cie zwierz dzieli się tu tylko swoi­mi opini­a­mi i wyłącznie na tem­at książek, które sobie w ten sposób z Ama­zona zakupił. To taki mały przegląd, na co pod koniec lub na początku miesią­ca (wtedy zwierz zawsze robi sobie małe zakupowe sza­leńst­wo) warto wydać (ewen­tu­al­nie nie warto) kil­ka czy kilka­naś­cie dolarów (oczy­wiś­cie, jeśli ma się ochotę). Czyli pow­tarza­my (żeby potem nie było, że zwierz nie określił do koń­ca) to taki prze­wod­nik dla tych, co mają Kin­dle, mają trochę zain­tere­sowa­nia i nie wiedzą, co czy­tać warto, czego nie warto. Zwierz oczy­wiś­cie nie omaw­ia wszys­tkiego, co na Ama­zonie kupić moż­na ani nawet wszys­tkiego, co sam w życiu z tego dzi­ału przeczy­tał. Zwierz wybrał for­mę ebooka nie, dlat­ego, że Ama­zon mu płaci, (bo mu nieste­ty nie płci), ale dlat­ego, ze pode­jrze­wa, że podob­nie jak zwierz nie będziecie sobie zabier­ać przestrzeni życiowej w więk­szoś­ci dość jed­no­ra­zowy­mi książka­mi, jaki­mi są biografie ludzi znanych. A i jeszcze jed­no — kole­jność, w jakiej książ­ki pojaw­ia­ją się na liś­cie to kole­jność, w jakiej pojaw­ia­ją się na kole­jnych stronach kat­a­logu “biografie” “Sztu­ka i Lit­er­atu­ra” w Ama­zonie zwierza. Może u was pojaw­ia­ją się w innej kole­jnoś­ci. Ale jak­by to nie jest od najlep­szej do naj­gorszej czy coś w tym sty­lu :)

Powyżej najbardziej hip­ster­skie zdję­cie jakie zwierz wykon­ał w życiu. Ale praw­da jest taka, że bez czyt­ni­ka z dostępem do Ama­zona zwierz nie przeczy­tał­by żad­nej z wymienionych poniżej książek.  Eboo­ki, nie zabi­ja­ją przy­jem­noś­ci czy­ta­nia. Wręcz prze­ci­wnie, strasznie ułatwia­ją czy­tanie dokład­nie tego co chce się czy­tać.

David Mitchell: Back Sto­ry — David Mitchell to ang­iel­s­ki komik i prezen­ter telewiz­yjny, którego kojarzą luzie w UK i fani dzi­wnych pro­gramów pro­dukowanych przez BBC. Pozostałej sze­rok­iej rzeszy osób nazwisko abso­lut­nie nic nie mówi. Zwierz jed­nak należy do grupy pier­wszej.  Back Sto­ry nie jest książką pory­wa­jącą, ale Mitchell (nie mylić z iden­ty­cznie nazy­wa­ją­cym się pis­arzem) jest tym bry­tyjskim komikiem który wywodzi się z dobrej trady­cji Cam­bridge Foot­lights — kome­diowego klubu przy Cam­bridge w którym wys­tępowali chy­ba najlep­si bry­tyjs­cy komi­cy ostat­nich kilku dekad. Po książce widać dobre wyk­sz­tałce­nie i erudy­cję auto­ra, połąc­zoną z dość specy­ficznym poczu­ciem humoru. Zwier­zowi najbardziej spodobał się jed­nak sam pomysł na książkę. Komik cier­pią­cy jak wiele osób na bóle pleców odkrył, że najlepiej dzi­ała­ją na niego spac­ery. I tak spaceru­jąc z czytel­nikiem po Lon­dynie wspom­i­na swo­je życie. I właś­ci­wie za ten spac­er zwierz książkę lubi. Bo po Lon­dynie zawsze warto się prze­jść

Zwierz pokazu­je wam okład­ki książek, których prawdę powiedzi­awszy w więk­szoś­ci nie widzi­ał. Zupełnie nie wie dlaczego wspom­nienia muszą praw­ie zawsze mieć twarz akto­ra na okład­ce, jak­by nie moż­na było się po nazwisku zori­en­tować kto książkę napisał

Dawn French: Dear Fat­ty — Dawn French to bry­tyjs­ka aktor­ka kome­diowa, która znana jest przede wszys­tkim z seri­alu Vic­ar of Dib­ley który swego cza­su bił w UK wszelkie reko­rdy pop­u­larnoś­ci. Książ­ka jest warta uwa­gi, bo nie jest do koń­ca auto­bi­ografią, a właś­ci­wie jest napisana w niety­powy sposób — jako seria listów do różnych osób ze swo­jego życia. Choć pisa­nia przez osobę, po której człowiek spodziewa się książ­ki bard­zo zabawnej to jed­nak w sum­ie wcale aż tak zabawnie nie jest, za to częs­to jest wzrusza­ją­co (może nawet za bard­zo). Ale sam pomysł jest ciekawy, choć autorce jak wielu piszą­cym aktorom bez porów­na­nia lep­iej przy­chodzi pisanie o cza­sach swo­jego dziecińst­wa i młodoś­ci niż o tym, co w życiu nastąpiło później.

Rus­sell Brand: My Booky Wook — Rus­sel Brand jest komikiem, który dzieli bry­tyjską i świa­tową po pub­liczność mniej więcej na pół. Część go uwiel­bia część ma go całkowicie dość. Od tego czy lubi się jego poczu­cie humoru zależy czy książ­ka się spodo­ba. Zwier­zowi się spodobała właś­ci­wie z jed­nego powodu — to niesły­chanie szcz­era his­to­ria człowieka uza­leżnionego (od sek­su i narko­tyków), który po wyjś­ciu na prostą postanow­ił napisać książkę zabawną. Co ciekawe wyszło całkiem dobrze, bo książ­ka jed­nocześnie jest dow­cip­na a z drugiej- wcale nie jest. Przy czym autor napisał jeszcze część drugą, w której nie miał abso­lut­nie żad­nej his­torii do opowiedzenia i moż­na ją sobie spoko­jnie darować.

David Wal­liams: Camp David — zwierz pole­cał tą książkę wyp­isu­jąc dla Mias­ta Książek dziesięć najlep­szych pozy­cji przeczy­tanych w zeszłym roku. David Wal­liams to członek kome­diowego due­tu, który stworzył Lit­tle Britain. Jego wspom­nienia są doskonale napisane i zaskaku­jące. Jak wielu komikom, Wal­liamsowi w życiu wcale nie było do śmiechu i im dłużej czy­ta się książkę, w której opowia­da min. o depresji i próbach samobójczych tym lep­iej rozu­mie się jego stu­dencką przy­jaźń z pochodzącą z zupełnie innego kręgu kul­tu­ry Sarah Kane. Jed­nocześnie to książ­ka zabaw­na, po której widać, że autor ma lit­er­ac­ki tal­ent, który zresztą bard­zo akty­wnie spożytkował pisząc książ­ki dla dzieci (BBC dwie z powodze­niem zekrani­zowało). W każdym razie zwierz tak strasznie się niczego nie spodziewał, że był miło zaskoc­zony.

Stephen Fry: Moab is My wash­pot — jeden z tomów biografii Stephena Fry, sku­pi­a­ją­cy się wyłącznie na jego dziecińst­wie i wczes­nej młodoś­ci. Fry korzys­ta z więk­szej iloś­ci słów niż część anglików kiedykol­wiek poz­na i ma taki cud­own­ie gawędziars­ki styl, który spraw­ia, że odnosimy wraże­nie, że w prze­ci­wieńst­wie do nas szaraczków zapamię­tał ze swo­jego życia wszys­tko. Czy­ta się to znakomi­cie, ale warto już na wstępie przy­go­tować się, że to taka książ­ka, w której nie czy­ta się o sław­ie. Ogól­nie równie dobrze mógł­by ją napisać człowiek, którego nigdy na ekranie czy na deskach teatru nie widzieliśmy.

Stephen Fry: The Fry Chron­i­cles — równie kwieciś­cie napisana, biografia, tym razem uwzględ­ni­a­ją­ca kole­jne lata sławy (kończy się pod koniec lat 80) jed­nego z najpop­u­larniejszych bry­tyjs­kich komików (i człowieka, którego właś­ci­wie jest obow­iązek obser­wować, jeśli ma się twit­tera). Styl pozosta­je ten sam, ale wydarzenia następu­ją nieco szy­b­ciej, pojaw­ia się więcej nazwisk, które się kojarzy. Ale  Fry wybi­ja się pon­ad wielu autorów/aktorów tym, że jego książkę naprawdę warto było­by przeczy­tać nawet wtedy gdy­by aktorem nie był. Przy czym nie do koń­ca to dzi­wi, jeśli weźmie się pod uwagę, że Fry jest też właś­ci­wie pis­arzem a poza tym jest sze­roko znana jest jego miłość do słowa. No a poza tym w nud­nego życia nasz bohater nie miał. W sum­ie dla niek­tórych jest to jed­na aktors­ka biografia, którą czy­ta­ją (zwierz spotkał kil­ka taki osób).

Gra­ham Nor­ton: So Me — Gra­ham Nor­ton, choć z wyk­sz­tałce­nia jest aktorem wylą­dował, jako prowadzą­cy talk Show na BBC One. Przy czym zdaniem zwierza jest to jeden z najlep­szych talk show, jakie są w telewiz­ji, właśnie za sprawą prowadzącego, który nie stara się być zabawniejszy od swoich goś­ci, ale jed­nocześnie nie trak­tu­je ich zbyt poważnie i wyda­je się aut­en­ty­cznie zain­tere­sowany i prze­ję­ty tym, co słyszy. Zwierz powie szcz­erze, że kupił książkę na zasadzie, „O jaka tania” i był bard­zo zaskoc­zony, kiedy okaza­ła się dobra. To takie bard­zo sym­pa­ty­czne ciepłe wspom­nienia, z całkiem ciekawego życia, w którym przewi­ja się kil­ka zabawnych moty­wów i całkiem sporo inteligent­nych obserwacji. Ot taka niespodzian­ka, której zwierz się zupełnie nie spodziewał.

 

 

Judi Dench: And Futher­more — no dobra może wcześniej niko­go na liś­cie nie kojarzyliś­cie, ale tym razem to już człowiek miał pra­wo spodziewać się czegoś ciekawego. Judi Dench to prze­cież jed­na z najważniejszych bry­tyjs­kich aktorek, związana z Nation­al The­atre, do tego jeszcze z ciekawą kari­erą fil­mową, lau­re­at­ka Oscara, jed­na z tych aktorek, dla których oglą­da się filmy, seri­ale, retrans­mis­je spek­tak­li itd. Nieste­ty jej książ­ka jest prz­er­aźli­wie wręcz nud­na. To taka niekończą­cy się spis kole­jnych ról, przed­staw­ień, filmów, pro­dukcji, między­nar­o­dowych tournée. Książ­ka ma powab mniej więcej książ­ki tele­fon­icznej. Oczy­wiś­cie zwierz nie jest nor­mal­ny i chęt­nie nawet książkę tele­fon­iczną przeczy­ta, ale wam drodzy czytel­ni­cy, którzy być może złaknieni są ciekawych his­torii, raczej nie pole­ca.

 

Jo Brand: Can’t Stand Up For Sit­ting Down — Jo Brand to kole­jne nazwisko, które może wam nic nie mówić. Jo Brand należy do nieste­ty wciąż za wąskiej grupy kobi­et zaj­mu­ją­cych się stand upem plus pojaw­ia się w bry­tyjskiej telewiz­ji. Zwierz pol­u­bił jej sarkasty­czne komen­tarze i bard­zo specy­ficzne poczu­cie humoru. Do tego był całkiem ciekawy his­torii oso­by, która od pra­cy z osoba­mi chory­mi psy­chicznie (była pielęg­niarką) przeszła do kari­ery w świecie komedii. Nieste­ty to, co zwierza najbardziej intere­sowało w książce w ogóle się nie znalazło, zaś całość nie jest nieste­ty nawet odrobinę tak zabaw­na jak monolo­gi aktor­ki. Ogól­nie rzecz biorąc książ­ka może być intere­su­ją­ca dla zagorza­łych fanów stan upu bo moż­na zajrzeć w świat ludzi którzy mają wystar­cza­ją­co dużo odwa­gi by wygłaszać kome­diowe monolo­gi. Ale nawet to spo­jrze­nie nie jest jakieś szczegól­nie ciekawe.

Richard Bur­ton: The Richard Bur­ton Diaries - pewien wyjątek na liś­cie, bo właś­ci­wie nie jest to auto­bi­ografia tylko pamięt­ni­ki. To jest różni­ca, pamięt­ni­ki czy­ta się trochę jak niepros­zony gość, do auto­bi­ografii autor sam grzecznie zaprasza i nawet zachę­ca. Zresztą każ­da auto­bi­ografia pisana jest z pewnym założe­niem, że opowia­da się jakąś spójną his­torię, pod­czas gdy pamięt­ni­ki pozbaw­ione są częs­to tej struk­tu­ry. Co nie oznacza, że mówią prawdę. U Bur­tona wiele jest zapisków nieciekawych albo niekon­cen­tru­ją­cych się na tym, co czytel­ni­ka mogło­by najbardziej intere­sować. Ale jeśli nie czy­ta się ich wyłącznie plotkarsko to dosta­je się obraz człowieka ciekawego, dobrego akto­ra, który jak wiele osób pamię­ta — nigdy nie spełnił pokładanych w nim olbrzymich oczeki­wań.  Przy czym trze­ba mieć pewną cier­pli­wość by znaleźć to, co jest naprawdę intere­su­jące. Ale chy­ba warto. Oczy­wiś­cie o ile czyta­cie dzi­en­ni­ki.

Rupert Everett: Red Car­pets and Oth­er banana Skins — przeczy­tana przez zwierza, jako dru­ga, ale chrono­log­icznie pier­wsza auto­bi­ografia Everetta jest popisem autokreacji. Everett pisze książkę tak, że od samego początku ma się wraże­nie, że tworzy przed czytel­nikiem raczej świat fikcji niż odt­warza realne wydarzenia. Także on sam na kar­tach książ­ki, to raczej wykre­owany obraz samego siebie, trak­towany zresztą bez sen­ty­men­tu. Everett jest w książce dokład­nie taki jak chce być — zarozu­mi­ały, nieod­powiedzial­ny bezczel­ny, ale mają­cy na tyle szczęś­cia uroku i tal­en­tu by wybrnąć z każdej sytu­acji. Książ­ka jest dow­cip­na, dobrze napisana i czy­ta się ją jak powieść. Całkiem dobrą powieść. Everett, który doskonale zaczął swo­ją kari­erę i nigdy właś­ci­wie tej obiet­ni­cy nie spełnił, okazu­je się być chy­ba w ostate­cznoś­ci lep­szym pis­arzem niż aktorem. A aktorem nigdy nie był złym. W każdym razie czy­ta się to znakomi­cie.

Rupert Everett: Van­ished Years — dru­ga auto­bi­ografia Everetta dopisu­je to, czego nie było w pier­wszej. Mniej tu fak­tów powszech­nie znanych, nieco więcej melan­cholii, ale nie mniej kreacji. Opisy­wane wydarzenia są zde­cy­dowanie mniej znane, ale paradok­sal­nie dzię­ki temu czy­ta się książkę znakomi­cie — przyj­mu­jąc wszys­tko, jako fikcję. I to jest ważne — książek Everetta naprawdę nie warto czy­tać jak biografii, bo wtedy mogą zawodz­ić. Ale jako pier­ws­zoosobową his­torię fik­cyjną — czy­ta się Van­ished Years bard­zo dobrze. Przy czym ponown­ie, jest to dokład­nie ta książ­ka która mogła­by doty­czyć oso­by zupełnie nie znanej nawet nie związanej z show biz­ne­sem. Co w sum­ie spraw­ia, że w wielu aspek­tach jest zde­cy­dowanie ciekawsza.

Derek Jaco­bi: As Luck Would Have It - Derek Jaco­bi to jeden z tych bry­tyjs­kich aktorów, którego wypa­da znać. A jak się nie zna to się zna tylko sobie z tego nie zda­je sprawy. Biografia Jaco­biego różni się już na wstępie jed­nym ele­mentem. Aktor miał szczęśli­we dziecińst­wo. Wszyscy zawsze wspom­i­na­ją dziecińst­wo, jako coś okrop­nego a tu proszę, okazu­je się, że moż­na zro­bić kari­erę po tym jak miało się szczęśli­we dziecińst­wo. Zresztą całą książkę czy­ta się bard­zo miło — zwłaszcza rozdzi­ały poświę­cone pra­cy w Nation­al The­atre. Nie wie zwierz czy wiecie, ale zwierz ma małą obsesję na punkcie Lawrence Oliviera, a wspom­nienia Jaco­biego sporo o tym najsłyn­niejszym bry­tyjskim aktorze mówią.  Zwierz pole­ca, więc książkę i jako miła lek­turę i w celach infor­ma­cyjnych. Do tego ma jeszcze jeden plus – jest świeżut­ka i dochodzi praw­ie do momen­tu, w którym czytel­nik ma ją w rękach.

Michael Caine: The Ele­phant to Hol­ly­wood — chy­ba pier­wsza auto­bi­ografia aktors­ka, jaką zwierz kiedykol­wiek przeczy­tał. MIchel Caine wychował się w bard­zo ubo­giej rodzinie i te wspom­nienia początkowego ubóst­wa są zde­cy­dowanie ciekawsze od tego, co ma do powiedzenia o swo­jej kari­erze aktorskiej. Co nie zmienia fak­tu, że czy­ta się to całkiem miło i bezboleśnie, zwłaszcza, że całość jest napisana bard­zo sprawnie (zwierz wyczuwa jakiegoś wyna­jętego pis­arza, co wysłuchał) no i ma ciekawy plot twist pole­ga­ją­cy na tym, że Caine swo­je wspom­nienia już raz napisał pewny, że nic się więcej w jego życiu nie stanie, a potem okaza­ło się, że jeszcze czeka­ją na niego Oscary i Bat­many.

Simon Pegg: Nerd do Well - zwierz wiązał swego cza­su wielkie nadzieje z tą książką. Lubił akto­ra, bard­zo lubił filmy na pod­staw­ie sce­nar­iuszy których Pegg  był współau­torem, więc właś­ci­wie co mogło pójść źle? Zdaniem zwierza poszło praw­ie wszys­tko, bo książ­ka nie jest szczegól­nie ciekawa. Pegg ewident­nie nie ma za wiele do opowiedzenia a namówiony przez wydaw­cę zde­cy­dował się jed­nak coś napisać. I tak wyszła książ­ka, która właś­ci­wie spoko­jnie mogła­by się nie ukazać. Zwierz był swego cza­su bard­zo zaw­iedziony.

Miran­da Hart: Is it Just me? — Właś­ci­wie nie do koń­ca są to wspom­nienia, bardziej połąc­zone ze wspom­nieni­a­mi uwa­gi na tem­at życia. Utrzy­mane w bard­zo podob­nym tonie, co sit­com Miran­da. Nieste­ty częs­to uwa­go z seri­alu pokry­wa­ją się z tymi z książ­ki, co w przy­pad­ku, kiedy sit­com zna się ja zwierz na pamięć spraw­ia, że książ­ka jest miejs­ca­mi nieco wtór­na. Ale jeśli czeka­cie na zbiór takich całkiem sym­pa­ty­cznych obserwacji związanych z życiem, a w więk­szoś­ci związanych z niechę­cią autor­ki do zachowań poważnych i dorosłych to dostaniecie bard­zo przy­jem­ną książkę. Choć powiedzmy sobie szcz­erze, nie należy czy­tać wszys­tkiego na raz bo jest trochę jak dow­cip, który pow­tarzany zbyt wiele razy zaczy­na powoli iry­tować zami­ast baw­ić.

Mindy Kaling: Is Every­one Hang­ing out with­out me? — na koniec coś nie bry­tyjskiego tylko amerykańskiego. Zwierz zajrzał do książ­ki, bo Fab­u­li­tas, którą zwierz ceni niezwyk­le w sprawach książkowych wspom­ni­ała, że to zabaw­na pozy­c­ja. I rzeczy­wiś­cie, czy­ta się to znakomi­cie, choć nie jest to klasy­czny rodzaj wspom­nień. Raczej dow­cip­na książ­ka, połąc­zona z pewny­mi wspom­nieni­a­mi z włas­nego życia. Zwierz cieszy się że zajrzał do książ­ki zwłaszcza, że ostat­nio z bard­zo mieszany­mi uczu­ci­a­mi obe­jrzał 1,5 sezonu Mindy Project i był całkiem ciekawy jaka jest autor­ka w życiu poza seri­alowym. Co ciekawe — zro­biła na nim bez porów­na­nia lep­sze wraże­nie, że, niż jako twór­czyni i bohater­ka seri­alu. Miła lek­tu­ra, dow­cip­na i nieźle napisana. Zwierz pole­ca.

Dobra zwierz tu skończy. Pom­inął dla was kil­ka rzeczy kom­plet­nie nieu­danych, i jeszcze więcej rzeczy, na które nikt poza wiel­bi­ciela­mi już naprawdę bard­zo nis­zowych bry­tyjs­kich pro­gramów nie spo­jrzy. Trochę jeszcze zwier­zowi do przeczy­ta­nia zostało, więc kto wie może zna­jdziecie jeszcze kiedyś jak­iś odcinek aktorów na Kin­dle. Przy czym zwierz ma taką zasadę, że nie czy­ta właś­ci­wie żad­nych biografii aktorów żyją­cych napisanych przez kogokol­wiek nawet auto­ry­zowanych), zaś z książ­ki o aktorach nieżyją­cych czy­ta zwierz bard­zo rzad­ko wybier­a­jąc właś­ci­wie tylko te o aktorach na punkcie, których ma obsesję, (więc kupił sobie najnowszą biografię Oliviera, która w księ­gar­ni ważyła z pół tony). Zwierz stara się także nie czy­tać tych auto­bi­ografii, które mają ofic­jal­nych pis­arzy wspo­ma­ga­ją­cych. Zwierz wie, że wielu aktorów z nich korzys­ta, ale zwierz paradok­sal­nie woli złudze­nie od ofic­jal­nego przed­staw­ia­nia mi oso­by, która nie pod­pisała się swoim nazwiskiem pod swoim tek­stem. Zwierz wie, że to para­no­ja, ale tak właśnie ma. Poza tym zwierz ma dla was jed­ną radę doty­czącą czy­ta­nia wszel­kich auto­bi­ografii. Należy je czy­tać jak abso­lut­ną fikcję. Tylko wtedy nie wpa­da się na ten absurdal­ny pomysł by wierzyć, że ktokol­wiek opowia­da prawdę o swoim życiu. Wszys­tko w auto­bi­ografi­ach jest kreacją i oce­ni­amy tylko, komu ta kreac­ja wyszła lep­iej a komu gorzej, kto wydarzenia lep­iej zaaranżował, a nieliczne pewne fak­ty ład­niej opisał. Przy czym to jest niesły­chanie ciekawe, bo na pewnym poziome bohaterowie naszych fik­cyjnych książek zaczy­na­ją się przenikać i cza­sem może się okazać, że piszą o tym samym, ale zupełnie inaczej. I tu zaczy­na się prawdzi­wa zabawa

Ps: Do ponownego pod­ję­cia tem­atu zachę­ciła zwierza Joan­na, która wyz­nała, że nie chce się jej prze­bi­jać przez recen­z­je na Ama­zonie by wiedzieć, co ewen­tu­al­nie moż­na sobie przeczy­tać. Zwierz najchęt­niej opisał­by wszys­tko, ale wtedy też pewnie przez jego tekst nie dało­by się prze­drzeć. Poza tym wszys­tkiego zwierz jeszcze nie przeczy­tał, choć co raz mniej jest tego, co mu jeszcze zostało.

Ps2: Uprzedza­jąc pyta­nia o wpisy doty­czące książek. Zwierz pisze na tem­at książek rzad­ko nie, dlat­ego, że książek nie czy­ta, ale dlat­ego, że blogów książkowych jest mnóst­wo. Nie mniej o książkach około fil­mowych mało, kto pisze, stąd wyciecz­ki zwierza w tym kierunku. Nieste­ty zwierz nie czy­tał żad­nej z powyższych książek po pol­sku i jest właś­ci­wie pewien, że żad­na się po pol­sku nie ukaza­ła. Zwierz nie czy­ta po ang­iel­sku ze sno­biz­mu, tylko właśnie z tego powodu — że książ­ki, które go intere­su­ją nie ukazu­ją się w tłu­maczeni­ach.  W tłu­macze­niu z naprawdę ciekawych rzeczy ukaza­ło się ostat­nio nie wiado­mo które wznowie­nie auto­bi­ografii Chap­lina, do której zajrzeć warto, choć jak zwyk­le ciekaw­iej jest na początku niż później

7 komentarzy
0

Powiązane wpisy