Home Ogólnie Wszyscy na ekrany! czyli o problemie reprezentacji

Wszyscy na ekrany! czyli o problemie reprezentacji

autor Zwierz

Hej

Zwierz od skra­jnoś­ci w skra­jność po kilku tygod­ni­ach nie pisa­nia praw­ie recen­zji zwierz zachowu­je się jak­by nic innego nie robił tylko roz­dawał na pra­wo i lewo oce­ny filmów i seri­ali. Prawdę powiedzi­awszy zwierz musi się wam przyz­nać, że to z lenist­wa. Recen­z­je pisze się o tyle łatwiej niż cokol­wiek innego. Tak, więc by staw­iać przed sobą kole­jne cele i nie zanied­bać postaw­ionych sobie celów (zwierz zawsze chci­ał jed­nak by blog był o czymś więcej) zwierz postanow­ił dziś pod­jąć tem­at niezwyk­le skom­p­likowany? O co chodzi. O kwest­ię reprezen­tacji. Reprezen­tac­ja stała się niemal słowem kluczem w prowad­zonych ostat­nio roz­mowach na tem­at kul­tu­ry pop­u­larnej. Pozornie kwes­t­ia wyda­je się być pros­ta – społeczeńst­wo jest niesły­chanie zróżni­cow­ane i jego odbi­cie w fikcji powin­no być równie zróżni­cow­ane. Zwłaszcza, że przez lata mieliśmy odchyle­nie w drugą stronę i kon­cen­trowal­iśmy się jedynie na bard­zo wąskim wycinku społeczeńst­wa. Teo­re­ty­cznie brz­mi to pros­to i nie tak trud­no do załatwienia. W isto­cie jed­nak z reprezen­tacją jest więcej prob­lemów niż mogło­by się wydawać. Zwierz postanow­ił wybrać kil­ka z nich i je zaprezen­tować. Przy czym żeby było jasne – zwierz omaw­ia tu różne kwest­ie wysuwane, przez różne środowiska nie koniecznie się z nimi zgadza­jąc. Ale postanow­ił pokazać jak coś co jest ważne i słuszne, nas­tręcza prob­lemów o których częs­to (przy­na­jm­niej u nas w kra­ju) się nie myśli. Zresztą sami zobaczy­cie.

  Teo­re­ty­cznie wyda­je się, że nie ma nic prost­szego niż zad­ban­ie o odpowied­nią reprezen­tację mniejs­zoś­ci na ekranie. Dlaczego więc spraw­ia to tyle prob­lemów? 

Zbierz ich wszys­t­kich – pier­wszy pod­sta­wowy prob­lem z reprezen­tacją na ekranie wyni­ka z fak­tu, że nie do koń­ca wiado­mo gdzie postaw­ić granice. Z jed­nej strony sły­chać głosy kobi­et, które wskazu­ją, że jest ich na ekranach śmiesznie mało – biorąc pod uwagę, że stanow­ią połowę pop­u­lacji na świecie. Drugie głosy doma­ga­ją się uwzględ­nienia mniejs­zoś­ci etnicznych – i to ucz­ci­wego a nie takiego, które zakła­da, że pojaw­ie­nie się jed­nego bohat­era o innym niż biały kolorze skóry załatwia wszys­tko. Do tego dochodzą głosy osób o innej ori­en­tacji sek­su­al­nej, które także chci­ał­by się widzieć w fil­mach. A to nie koniec, – bo prze­cież reprezen­tac­ja w fil­mach należy się też przed­staw­icielom wielu innych mniejs­zoś­ci – cho­ci­aż­by osobom z niepełnosprawnoś­cią fizy­czną czy umysłową. Może­cie powiedzieć, że nic prost­szego, – że bohater­ka Azjat­ka porusza­ją­ca się na wózku i będą­ca jed­nocześnie les­bijką może zad­owolić wszys­tkie te grupy.  Ale chy­ba zwierz nie musi niko­go przekony­wać, że w więk­szoś­ci przy­pad­ków taka postać służyła­by, jako pewnego rodza­ju sym­bol czy wymówka nie koniecznie rzeczy­wiś­cie odbi­ja­jąc sytu­ację w społeczeńst­wie.  Z drugiej strony pró­ba uwzględ­nienia wszys­t­kich wari­antów na przestrzeni jed­nego dzieła wyda­je się abso­lut­nie nie możli­wa. Ta niemożność odd­a­nia w pełni zróżni­cow­a­nia w społeczeńst­wie, przy jed­noczes­nej głośnej kry­tyce jeśli próbu­je się wszys­tko załatwić zbyt szy­bko i pros­to paradok­sal­nie spraw­ia, że część twór­ców nie decy­du­je się, na umieszcze­nie żad­nej postaci reprezen­tu­jącej mniejs­zoś­ci zami­ast pod­jąć próbę wprowadzenia ich w sub­tel­niejszy sposób.

Nowa ekraniza­c­ja Annie zmienia kolor skóry bohaterów. Część osób to oburzyło, cześć wzruszyło, część ma wraże­nie, że to zabieg niewystar­cza­ją­cy (obrazek stąd )

Kogo reprezen­tu­je­my – jed­nym z najwięk­szych prob­lemów z reprezen­tacją w telewiz­ji czy filmie jest przeko­nanie, że wszys­tko moż­na wrzu­cić do jed­nego wor­ka. W filmie gra Halle Berry? Mamy reprezen­tację osób o innym niż biały kolorze skóry. Prob­lem pole­ga na tym, że jas­ny odcień skóry Berry spraw­ia, ze wiele czarnoskórych dziew­czyn, które są ciem­niejsze czu­je się niereprezen­towanych w medi­ach (stąd zupełnie nieobec­ny w Polsce zach­wyt nad bard­zo ciem­ną skórą Lupi­ty Nyong’o, pod­kreślaną przed odpowied­ni dobór sukienek na kole­jnych roz­da­ni­ach nagród). Jeśli w filmie jest oso­ba na wózku inwalidzkim to nie reprezen­tu­je ona wszys­t­kich niepełnosprawnych fizy­cznie – także tych, których niepełnosprawność nie prezen­tu­je się spec­jal­nie foto­genicznie. Z kolei w przy­pad­ku mniejs­zoś­ci sek­su­al­nych wciąż prob­le­mem pozosta­je fakt, że zde­cy­dowanie częś­ciej reprezen­tu­je się homosek­su­al­istów niż oso­by bisek­su­alne (o transsek­su­al­nych nie wspom­i­na­jąc). To jest prob­lem, bo częs­to sama kwes­t­ia reprezen­tacji zosta­je sprowad­zona do kilku schematów (jed­ną Azjatkę, jed­ną osobę na wózku, jed­nego przy­ja­ciela geja), które tworzą pozór, że mamy pełen przekrój społeczny na ekranie. Plus nawet, jeśli twór­cy wykazu­ją się kreaty­wnoś­cią to wciąż są pewne ele­men­ty, które pojaw­ia­ją się na ekranie niezwyk­le rzad­ko – np. o ile pamię­tamy o reprezen­tacji doty­czącej rzeczy bard­zo wyraźnych jak kolor skóry czy ori­en­tac­ja sek­su­al­na to już np. ist­nieje całkiem sporo klas społecznych, których na ekranie nigdy w pewnym kon­tekś­cie nie zobaczymy (np. mamy ubóst­wo tylko w for­ma­ch pato­log­icznych albo ekstremal­nych, ewen­tu­al­nie w toposie dobrego bieda­ka).  Zwierz musi tu też koniecznie dodać, że bard­zo istot­ny wyda­je się kraj pochodzenia oso­by oglą­da­jącej, – bo kwest­ie reprezen­tacji osób ciem­noskórych inaczej będzie widzi­ał Polak, inaczej Anglik jeszcze inaczej Amerykanin.

  Para­nor­man to jeden z niewielu filmów ani­mowanych który wprowadz­ił postać homosek­su­al­nego bohat­era. Ale jeszcze ciekawsze jest to, że uczynił to abso­lut­nie wbrew stereo­ty­pom i  spraw­ił, że wid­ow­n­ia najpierw poz­nała postać a dopiero potem dowiedzi­ała się o jej ori­en­tacji sek­su­al­nej. Zwierz do dziś jest pod wraże­niem.

Najpierw charak­ter potem reprezen­tac­ja – jed­nym z najwięk­szych prob­lemów z posta­ci­a­mi, które reprezen­tu­ją na ekranie mniejs­zoś­ci jest fakt, że bard­zo rzad­ko sce­narzyś­ci potrafią je dobrze napisać. Zdaniem zwierza jed­ną z lep­iej napisanych postaci będą­cych w jakimś stop­niu reprezen­tan­ta­mi mniejs­zoś­ci na ekranie jest Tyri­on z Gry o Tron.  Grany przez Petera Din­klage bohater jest karłem. Musi borykać się z egzys­tencją w świecie gdzie mu się to będzie wypom­i­nało i będzie miało wpływ na jego postrze­ganie przez społeczeńst­wo. Ale nie jest to jego jedy­na cecha, nie jest to nawet jego pier­wsza cecha. Prawdę powiedzi­awszy im dalej w las tym mniej widz to dostrze­ga. Tyri­on jest przede wszys­tkim postacią z włas­ny­mi dąże­ni­a­mi, plana­mi i uczu­ci­a­mi. I do tego jest reprezen­tan­tem pewnej mniejs­zoś­ci, ale nie defini­u­je to jego charak­teru. Nieste­ty w wielu pro­dukc­jach fakt, że bohater stanowi reprezen­tan­ta mniejs­zoś­ci wystar­cza sce­narzys­tom za napisanie mu charak­teru, – przy czym zwierz ma wraże­nie, że szczegól­nie częs­to zdarza się to w przy­pad­ku postaci homosek­su­al­nych – tak jak­by te pref­er­enc­je wystar­czyły za opis postaci. Przy czym to nie jest proste, bo z drugiej strony, jeśli kom­plet­nie ignoru­je się kolor skóry czy płeć (to aku­rat w przy­pad­ku filmów roz­gry­wa­ją­cych się tu i ter­az) moż­na zostać posąd­zonym o to, że tworzy się sztuczny obraz społeczeńst­wa gdzie przy­należność do mniejs­zoś­ci nie ma znaczenia – w pewien sposób ucieka­jąc od prob­le­mu czy tworząc fan­tasty­czny świat.

Z jed­nej strony Girls odpowiada­ją na pewną potrze­bę reprezen­tacji bo to ser­i­al staw­ia­ją­cy kobi­ety na pier­wszym planie, z drugiej — ze wszys­t­kich stron sły­chać głosy, że dzi­wnym jest iż w wieloet­nicznym Nowym Jorku w towarzys­t­wie bohaterek wszyscy są biali jak śnieg

Obraz obra­zowi nierówny – no właśnie, prob­lem jest też taki, że umieszcze­nie postaci, która reprezen­tu­je jakąś mniejs­zość czy nawet osnu­cie całej his­torii wokół przy­pad­ków mniejs­zoś­ci wale nie czyni pro­dukcji dobrą. Ta roz­bieżność częs­to umy­ka wielu ide­owo nastaw­ionym jed­nos­tkom, które są gotowe uznać, że wszys­tko, co opowia­da o mniejs­zoś­ci­ach musi być dobre. Ewen­tu­alne, że należy się cieszyć z każdej pro­dukcji, która ma dużą reprezen­tację mniejs­zoś­ci. Zwierz ma z tym spory prob­lem, bo choć zawsze doce­nia dobre intenc­je autorów to np. Ele­men­tary nie robi się lep­sze, dlat­ego, że jest w nim spo­ra reprezen­tac­ja różnych mniejs­zoś­ci. A właś­ci­wie nie robi się lep­szym seri­alem detek­ty­wisty­cznym.  O ile zwierz uważa, że odpowied­nie przed­staw­ie­nie grup społeczny, etnicznych i sek­su­al­nych na ekranie jest ważne o tyle jest strasznym prze­ci­wnikiem przesądza­nia o artysty­cznej czy rozry­wkowej, jakoś­ci czegoś biorąc to jedynie pod uwagę. Może się nato­mi­ast ewen­tu­al­nie zgodz­ić, że całkow­ity brak reprezen­tacji jest powo­dem do pewnej kry­ty­ki nawet czegoś, co nam się bard­zo podo­ba (odwołu­jąc się do zarzutów staw­ianych Sher­lock­owi, że tam wszyscy są biali nawet wtedy, kiedy nie muszą) w innym wymi­arze.

  Okład­ka Holl­wyoodzkiego wyda­nia Van­i­ty Fair na ten rok może spraw­iać wraże­nie, że wszys­tko jest w porząd­ku — zachowano ide­al­ną równowagę płci i koloru skóry. Prob­lem jed­nak w tym, że jeśli weźmiemy Amer­i­can Hus­tle, Wika z Wall Street, Her, Nebraskę, Filomenę, Graw­itację czy Dal­las Buy­ers Club to równowa­ga nie będzie już taka ład­nie wyglą­dać.

Kto ważniejszy – to kwes­t­ia, o której właś­ci­wie głośno się nie mówi, ale wciąż jest ona dość istot­na. Reprezen­tac­ja ma swój wymi­ar poli­ty­czny (trud­no, żeby taki tem­at nie miał), co przekła­da się na niechęt­nie wspom­i­naną hier­ar­chię reprezen­towanych grup. I tak zwłaszcza w Stanach Zjed­noc­zonych, co raz częś­ciej mówi się, że wszys­tko bard­zo pięknie, ale wciąż w pro­dukc­jach amerykańs­kich praw­ie nie ma Latynosów, którzy stanow­ią obec­nie jed­ną z najwięk­szych, jeśli nie najwięk­szą grupę etniczną w USA. Podob­nie z Azjata­mi i Hin­dusa­mi, którzy doma­ga­ją się miejs­ca na ekranie sko­ro stanow­ią dwie najwięk­sze pop­u­lac­je na świecie. Z kolei kobi­ety powoli wychodzą od hasła – pokaż­cie kobi­ety do hasła „pokaż­cie kobi­ety, które nie będą ide­al­nie wyglą­dać i będą odpowiadać temu jak wyglą­da­ją kobi­ety na uli­cy”. Jed­nocześnie są grupy, które z pocałowaniem ręki przyjęły­by, choć jed­nego reprezen­tan­ta na ekranie (jak np. oso­by z poraże­niem móz­gowym, których reprezen­tan­tów właś­ci­wie nie ma na ekranie, a jeśli są to tylko w łza­wych fil­mach o radze­niu sobie z niepełnosprawnoś­cią). Przy czym wszyscy wiemy, że pominię­cie jed­nych grup wywoła burzę, pominię­cie innych niko­go nie obe­jdzie a niek­tóre grupy, choć sil­nie reprezen­towane (np. oso­by z choroba­mi psy­chiczny­mi) praw­ie nigdy nie dostrzegą swo­jego prawdzi­wego obrazu na ekranie.

To zaskaku­jące ile dyskusji wywołał fakt, że w ekraniza­cji Hob­bita Petera Jack­sona w mieś­cie na wodze pojaw­iły się czarnoskóre oso­by w tle. Trochę jak z Idrisem Elbą w Thorze — może­my uwierzyć w smo­ki i tęc­zowe mosty ale nie w czarnoskórych mieszkańców fan­tasty­cznych światów.

Reprezen­tac­ja prawdzi­wa czy deklarowana – wyobraź­cie sobie, że macie film gdzie nasz dziel­ny biały polic­jant z klasy śred­niej ści­ga złego czarnoskórego gang­stera z marnej dziel­ni­cy, poma­ga mu ślicz­na blon­dyn­ka now­icjusz­ka, dodatkowych danych dostar­cza jeżdżą­cy na wózku ekstra naukowiec z Chin, zaś szem­ranym infor­ma­torem z półświat­ka jest gład­ko przy­czesany Latynos. Wszyscy zaś oni wiedzą, że czarnoskóry gang­ster pracu­je dla fran­cuskiego obśl­izgłego biz­nes­me­na, który jest homosek­su­al­istą. Teo­re­ty­cznie odhaczyliśmy praw­ie wszys­tkie ele­men­ty. Prob­lem pole­ga na tym, że nawet na krok nie ruszyliśmy się z reprezen­tacją, bo nasi bohaterowie, choć potenc­jal­nie zróżni­cow­ani tak naprawdę wpada­ją w stereo­typy obec­ne w pop­kul­turze od wielu lat, zaś cała akc­ja wciąż wyróż­nia, jako głównego bohat­era przed­staw­iciela najbardziej reprezen­towanej grupy.  Ten prob­lem jest o tyle kłopotli­wy, że jeśli zacznie się o tym za dużo mówić od razu pojaw­ia się ktoś, kto stwierdzi, że tak być musi i należy się cieszyć, że w ogóle przed­staw­iciele mniejs­zoś­ci są na ekranie.

W Call The Mid­wife zde­cy­dowano się ostat­nio nie tylko pokazać związek dwóch niepełnosprawnych osób (mężczyzn z poraże­niem móz­gowym i kobi­ety z zespołem Dow­na) ale także — co chy­ba ważniejsze — zde­cy­dowano się że zagra­ją je oso­by o takich samych prob­lemach w real­nym życiu.

A co z his­torią?– his­to­ria stanowi prob­lem, z co najm­niej kilku powodów. Po pier­wsze w fil­mach his­to­rycznych decyz­ja o obsadze­niu aktorów innego koloru skóry niż biały zawsze jest uważana za decyzję w jakimś stop­niu poli­ty­czną. Wybo­ry są dwa – pier­wszy to taki, że obsadza­my wszys­t­kich aktora­mi zgod­nie z pewną wiz­ją czy być może prawdą his­to­ryczną, więc np. w filmie dzieją­cym się w śred­niowiecznej Francji nie będziemy mieli żad­nego czarnoskórego czy Azjaty zgod­nie z przeko­naniem, że ich tam po pros­tu nie było, więc nie ma prob­le­mu. Może­my mieć ewen­tu­al­nie przed­staw­icieli mniejs­zoś­ci sek­su­al­nych, ale wtedy najczęś­ciej przed­staw­iamy ich w sytu­acji opresyjnej. Ist­nieje też inne wyjś­cie prak­tykowane przez telewiz­je bry­tyjską (przez kino też) gdzie uważa się, że pew­na potrze­ba reprezen­tacji przewyższa konieczność odd­a­nia prawdy his­to­rycznej i czarnoskórych aktorów obsadza się w his­to­ri­ach, które dzieją się np. w mag­icznej śred­niowiecznej Anglii. Oba pode­jś­cia mają swo­je wady, ale zwier­zowi chy­ba zde­cy­dowanie bliżej do tego drugiego, bo w sum­ie to wszys­tko i tak jest fikc­ja i nie ma zwierz prob­le­mu z tym by była to fikc­ja, z której mogą na równi cieszyć się wszyscy. Gorzej z reprezen­tacją kobi­et, bo mamy jed­nak skłon­ność do ekrani­zowa­nia his­torii z męskiego punk­tu widzenia (tak ją pisano), więc więk­szość wydarzeń his­to­rycznych opowiadana jest z męskiej per­spek­ty­wy. I tak np. w drugich 300 oczy­wiś­cie będziemy mieli nawet dwie posta­cie kobiece, ale nadal jest to his­to­ria wojny opowiadana z per­spek­ty­wy mężczyzn zaciąg­nię­tych do wojs­ka a nie kobi­et, które zostały w domu. Przy czym zwierz zda­je sobie sprawę, że morskie poty­cz­ki wyglą­da­ją atrak­cyjniej, ale wciąż jest to pewien prob­lem, że przyj­mu­je­my jedynie pewien nurt w his­torii za ciekawy do zekrani­zowa­nia.

  Z his­torią zawsze jest pewien prob­lem, ale jest też sporo dróg na skró­ty. Nikt nie przekona zwierza, że Mojżesz miał rysy Wal­i­jskiego akto­ra. O ile przy Noem jeszcze zwierz wybaczy Aus­tral­i­jczy­ka to w przy­pad­ku postaci, której pochodze­nie etniczne odgry­wa jed­nak w his­torii dość istot­ną rolę moż­na było­by się postarać  o bohat­era nieco bardziej dopa­sowanego. Inaczej wychodzi na to, że roz­gry­wa­ją­ca się w Afryce his­to­ria kon­flik­tu między dwoma luda­mi dzi­wnie uwzględ­nia głównie białych anglosasów.

A co z fikcją? – kole­jnym prob­le­mem jest fikc­ja. Nie tak dawno temu przez Inter­net prze­tacza­ły się dyskus­je odnośnie koloru skóry Kat­niss z Igrzysk Śmier­ci, sporo mówiło się o czarnoskórych posta­ci­ach widzianych w Hob­bi­cie podob­nie jak od wielu lat trwa dyskus­ja czy moż­na dopisy­wać kobi­ety do Wład­cy Pierś­cieni czy zmieni­ać płeć np. Dok­to­ra Wat­sona w nowych ekraniza­c­jach Sher­loc­ka. Tu prob­lem wyda­je się o tyle bardziej skom­p­likowany, że dokonu­jąc tych wszys­t­kich zmi­an popraw­iamy nie tyle rzeczy­wis­tość, co czyjąś wyobraźnie. O ile do popraw­ia­nia obrazu rzeczy­wis­toś­ci mamy jak najbardziej pra­wo (zwłaszcza, że czyn­imy go bliższym temu jak naprawdę wyglą­da świat) o tyle coś, co pow­stało w czy­je­jś głowie nie do koń­ca należy do nas. Zwierz musi powiedzieć, że ma tu zawsze mieszane uczu­cia, choć jest bard­zo dale­ki od potępi­a­nia wszys­tkiego w czam­buł. Zwłaszcza, że popraw­iamy w obie strony – nie tak dawno zwierz czy­tał dość dłu­gi wywód mówią­cy, że nikt jeszcze nie zre­al­i­zował Trzech Muszki­eterów gdzie pojaw­iła­by się czarnoskóra postać, (co było­by zapewne zgodne z intencją Dumasa, który jak wiado­mo był mieszanego pochodzenia). Ter­az jed­nak dość luźno trak­tu­ją­cy ory­gi­nał ser­i­al The Mus­keeters nadawany przez BBC uczynił z Por­tosa mula­ta praw­dopodob­nie zbliża­jąc his­to­rie do tego, co zamierzył autor. Tak, więc zwierz nie jest tu ortodoksyjny wręcz prze­ci­wnie ma wraże­nie, że cza­sem lep­iej coś zmienić. Choć wtedy trze­ba sobie zadać pytanie czy nadal powin­niśmy to pod­pisy­wać nazwiskiem auto­ra.

W Mer­lin­ie Ginewra nie była biała ale były też smo­ki więc właś­ci­wie może­my spoko­jnie przyjąć, że sce­narzyś­ci wybrali dobrze, przyj­mu­jąc, że sko­ro to tylko fikc­ja moż­na spoko­jnie zwró­cić się w kierunku rzeczy­wis­toś­ci.

Prob­lemów jak widać, co nie miara a wpis i tak robi się dość dłu­gi. Jed­no jest pewne – reprezen­tac­ja mniejs­zoś­ci (czy cza­sem nawet więk­szoś­ci) jest waż­na. Z drugiej strony – jasne jest, że po pros­tu nie da się wszys­t­kich zmieś­cić w fil­mowym czy pop­kul­tur­al­nym świecie, – który prze­cież i tak nie jest doskon­ałym odbi­ciem rzeczy­wis­toś­ci (wyda­je się zresztą, że nikt nie chce by pop­kul­tura była ide­al­nym odbi­ciem rzeczy­wis­toś­ci).  Jed­nocześnie zwierz ma wraże­nie, że dyskus­ja o reprezen­tacji ma jeszcze jeden niebez­pieczny aspekt. Oczy­wiś­cie każdy powinien móc zobaczyć na ekranie osobę podob­ną do siebie. Nieza­leżnie czy chodzi o kolor skóry, płeć, ori­en­tację sek­su­al­ną czy prob­le­my, z jaki­mi się bory­ka. Ale zwier­zowi nie podo­ba się myśl, że to podobieńst­wo jest konieczne by móc się z postacią iden­ty­fikować. Zwierz, co praw­da nie wyróż­nia się kolorem skóry ani ori­en­tacją sek­su­al­ną, ale nigdy nie widzi­ał na ekranie niskiej, pul­chnej dziew­czyny żydowskiego pochodzenia, która cier­pi na dysor­tografię i ma chore nadgarst­ki, co wiąże z brakiem możli­woś­ci pod­noszenia czegokol­wiek, co jest tylko trochę cięższe. Zwierz nie ma do niko­go pre­ten­sji, że na taką postać nie wpadł i nie chci­ał­by, aby ktoś sug­erował mu, że dopiero, kiedy taka postać się pojawi zwierz będzie się mógł z nią iden­ty­fikować. Zwierz iden­ty­fikował się w swoim życiu z bohat­era­mi i bohaterka­mi, które różniły się od niego wszys­tkim, i uważa, że tak właśnie powin­no być. Reprezen­tac­ja jest waż­na by każdy mógł zobaczyć na ekranie kogoś podob­ne­go do siebie (najlepiej w pozy­ty­wnej roli), ale równie ważne jest to by wychodz­ić poza podobieńst­wa i szukać tego, co w nas wszys­t­kich wychodzi poza różnice. Wtedy być może okaże się, że tak naprawdę to, jakiego kto jest koloru, płci czy ori­en­tacji jest sprawą abso­lut­nie dru­gorzęd­ną. Co właś­ci­wie jest zdaniem zwierza stanem ide­al­nym. Którego jak zwierz mniema za swo­jego życia raczej nie doczeka.

Ps: Inspiracją do wpisu był kar z Han­ni­bala gdzie Jack roz­maw­ia z Bev­er­ly. Zwierz uświadomił sobie, że strasznie rzad­ko widu­je się w seri­alach sce­ny gdzie w poko­ju jest więcej niż jed­na oso­ba i nikt nie jest biały. Zresztą Fuller doskonale zdaniem zwierza pokazu­je, jak moż­na bez łama­nia ser­ca wiel­bi­cieli ory­gi­nału jed­nak nieco zdy­w­er­sy­fikować cud­zą fikcję tak by dostać nieco ciekawszy obraz świa­ta. Ogól­nie zdaniem zwierza Fuller radzi sobie z tym dużo lep­iej niż wych­walany pod niebiosa Whe­don (choć obu ich zwierz bard­zo lubi)

Ps2: Zwierz jest abso­lut­nie pewny, że nie przed­staw­ił we wpisie wszys­t­kich prob­lemów i że skupił się tylko na niek­tórych wątkach, ale wpis jest i tak dość dłu­gi poza tym praw­da jest taka, że w przy­pad­ku każdej fabuły i każdej postaci w fab­ule, zdaniem zwierza należy prob­lem rozważać osob­no.

126 komentarzy
0

Powiązane wpisy