Home Ogólnie Zaczyna się od fascynatora czyli zwierz kontra prasa ślubna

Zaczyna się od fascynatora czyli zwierz kontra prasa ślubna

autor Zwierz
Zaczyna się od fascynatora czyli zwierz kontra prasa ślubna

Zan­im zaczniemy małe oświad­cze­nie bez którego nie wol­no czy­tać dalej. Zwierz uważa że każdy ma pra­wo mieć taki ślub jaki chce. Jak chce­cie mieć mil­ion łabędzie i pińcet goś­ci – nie ma sprawy, chce­cie iść we wtorek do urzę­du – nadal nie ma sprawy. Zwierz pisze wpis zda­jąc sobie doskonale sprawę, że potrze­by ludzi są bard­zo różne. Ale nie są to jego potrze­by. Z tej per­spek­ty­wy pisze. Oraz dlat­ego, że ma wraże­nie iż nieco nam odbiło.

Zaczęło się od fas­cy­na­to­ra. Okej zwierz wiedzi­ał co to fas­cy­na­tor ale nigdy nie przy­puszczał, że zobaczy to słowo na piśmie w tylu odmi­anach. Więcej, zawsze wydawało mu się, że ist­nieje inne określe­nie na to coś dzi­wnego co przyp­ina się do głowy żeby fas­cynować. Stroik. Ale mamy XXI wiek więc stroi­ki są na stołach a na głowach panien młodych rządzą fas­cy­na­to­ry. Jeden przy­pom­i­na­ją­cy welon które­mu stało się coś bard­zo niedo­brego spoczął na głowie pan­ny młodej która zafas­cynowała zwierza. Przy­pom­ni­ała mu się recen­z­ja Pulp Fic­tion gdzie recen­zent sug­erował, że Samuel L. Jack­son nie ma w tym filmie fryzury tylko jakieś zwierzątko mu umarło na głowie. Tu fas­cy­na­tor wyglą­dał jak smut­ny pogrzeb welonu. Zwierz zrozu­mi­ał, że musi czy­tać dalej i więcej bo mało wie.

Musicie wiedzieć że zwierz naprawdę włożył sporo pracy w przygotowania wpisu. Nikt mu tych godzin nie zwróci.

Musi­cie wiedzieć że zwierz naprawdę włożył sporo pra­cy w przy­go­towa­nia wpisu. Nikt mu tych godzin nie zwró­ci.

Ale w ogóle jak to się stało, że w łapach zwierza wylą­dował cały przegląd tegorocznej prasy ślub­nej? Otóż okaza­ło się, że zwierz stoi przed dość niety­powym prob­le­mem otóż nie ma poję­cia właś­ci­wie jaką sukienkę ślub­ną by chci­ał. Okazu­je się, że jeśli będąc jeszcze dziecię­ciem bądź kobi­etą wol­ną się nie wymyśli jaką by się chci­ało to jest spory prob­lem. Ponieważ zwierz był jakoś dzi­wnie przeko­nany, że nigdy żad­nego narzec­zonego nie zna­jdzie to zapom­ni­ał sobie sukienkę wymarzyć. Stąd konieczność tworzenia marzeń na poczeka­niu. Jak na razie wszys­tkie spraw­iały ten sam prob­lem – wydawały się mniejszą lub więk­szą wari­acją na tem­at firan­ki. Zwierz bard­zo firan­ki szanu­je, zwłaszcza od cza­su kiedy miesz­ka na parterze, ale to jeszcze nie powód by robić z nich tak ważny motyw prze­wod­ni swo­jego ślubu. Zwier­zowi przyszło więc do głowy żeby prze­jrzeć prasę ślub­ną bo tam prze­cież – jak uczy pop­kul­tura – zna­jdzie dziesiąt­ki mod­eli sukienek.  Pomysł wydawał się sto­sunkowo prosty, ale jego wyko­nanie – już nieco trud­niejsze. Oto bowiem zwierz wkroczył w świat ślub­nych przy­go­towań zupełnie bezbron­ny i nieświadomy ilu rzeczy jeszcze nie wie i ilu nigdy nie powinien się dowiedzieć.

Zwierz niestety nie dostał "Katalogu florysty" może dostępny tylko w prenumeracie

Zwierz nieste­ty nie dostał “Kat­a­logu flo­rysty” może dostęp­ny tylko w prenu­mera­cie

Po pier­wsze okaza­ło się, że wszys­tko może współ­grać z osobowoś­cią i charak­terem pan­ny młodej. O ile jeszcze w przy­pad­ku sukien­ki zwierz  ma pode­jrzenia że może to być praw­da to już kiedy okazu­je się że z twoim charak­terem współ­gra też buki­et, deko­rac­ja stołu czy oświ­etle­nie. Zwierz zaczął się poważnie zas­tanaw­iać czy w ogóle ma tyle charak­teru, żeby wszys­tko z nim współ­grało, po czym poważnie rozmyślał czy jego charak­ter na pewno współ­gra z naj­mod­niejszy­mi w tym roku piwo­ni­a­mi i czy zaproszenia z moty­wem truskaw­ki na pewno dobrze odzwier­cied­la­ją jego osobowość. Co więcej kiedy zwier­zowi nie dawały spać te wąt­pli­woś­ci zori­en­tował się, że w artykule o zmartwieni­ach pan­ny młodej nie ma abso­lut­nie nic o tym, że może jej osobowość nie pasować do kwiatków ale jest dużo tym że ludziom nie będzie się podobało rozsadze­nie przy sto­likach. Celem redukcji stre­su zwierz postanow­ił nie rozsadzać ludzi w ogóle nigdy, żeby jeszcze poz­nać kiedyś słod­ki smak snu.

Podstawą każdego blogera jest lans. Zwierz sam nie lubi lansować swojej twarzy zbyt nachalnie więc w tym wpisie Mateusz (vel narzeczony) odgrywa podstawowe reakcje zwierza w czasie czytania prasy ślubnej

Pod­stawą każdego blogera jest lans. Zwierz sam nie lubi lan­sować swo­jej twarzy zbyt nachal­nie więc w tym wpisie Mateusz (vel narzec­zony) odgry­wa pod­sta­wowe reakc­je zwierza w cza­sie czy­ta­nia prasy ślub­nej

Dobra ale prze­cież zwierz o sukience. Otóż ogól­nie pomysł z kupi­e­niem mag­a­zynów był tylko pozornie świet­ny bo okaza­ło się, że ses­je zdję­ciowe w takich mag­a­zy­nach są jak wszys­tkie współczesne ses­je zdję­ciowe – pełne pasji i pomysłów. Wiem więc jak część kolekcji sukni ślub­nych sprawdza się gdy postaw­imy mod­elkę na dra­binie w kotłowni, albo kiedy położymy ją wśród leśnego runa, albo poz­wolimy bie­gać po sadach i polach. Ogól­nie wyglą­da na to, że ludzkość błądzi bo wszys­tko od kom­bine­zonów roboczych po zwykłe port­ki da się zastąpić suknią ślub­ną. Prob­lem w tym, że o ile cza­sopis­ma doskonale rekla­mu­ją wielo­funkcyjność białego stro­ju to ni w ząb nie da się z nic wywnioskować czy jak się w nich stanie na zie­mi i będzie chci­ało prze­jść jakąś lin­ię prostą, niekoniecznie po sadach i fab­rykach to wszys­tko będzie ład­nie wyglą­dać. Najwyraźniej twór­cy sesji założyli, że przyszłym pan­nom młodym koniecz­na jest infor­ma­c­ja jak wyglą­da ich suk­nia kiedy mod­elkę postawi się na dra­binie. To spraw­iło, ze zwierz zaczął się poważnie zas­tanaw­iać czy czegoś o cer­e­mo­ni­ach ślub­nych nie wie i dra­bi­na stała się w ostat­nich lat­ach ele­mentem obow­iązkowym.

Być może będzie quiz gdzie trzeba przypisać odpowiednią reakcję do odpowiedniego zdjęcia.

Być może będzie quiz gdzie trze­ba przyp­isać odpowied­nią reakcję do odpowied­niego zdję­cia.

Pop­kul­tur­alne oko zwierza wypa­trzyło dwie ses­je ślub­ne inspirowane fil­ma­mi i książka­mi. Wese­le inspirowane Har­rym Pot­terem wyglą­dało doskonale ale kiedy zwierz przyjrzał się dokład­niej okaza­ło się, że ten super budynek zna­j­du­je się w Man­ches­terze. To nas­tręcza pewnych prob­lemów bo gdzie zwierz gdzie Man­ches­ter. Poza tym zwierz i narzec­zony musieli­by siedzieć przy osob­nych sto­likach bo zwierz to zde­cy­dowanie Huf­flepuff a narzec­zony Slytherin. Ale przy­na­jm­niej siedzi­ał­by obok mat­ki zwierza, i braci zwierza. Tak moi drodzy zwierz ma wrażeni że w jego życiu jest zbyt wielu śliz­gonów. Jed­nak to nic w porów­na­niu z sesją naw­iązu­jącą do Gry o Tron. Zwierz spodziewał się, że ses­ja ślub­na naw­iązu­ją­ca do powieś­ci gdzie niemal każde zaślu­biny kończą się krwawą jatką przyniesie mu jakąś radochę z oglą­da­nia obcię­tych głów i flaków. Okaza­ło się, że zwierz mało wie o życiu  — ses­ja przed­staw­iała dwójkę ludzi bie­ga­ją­cych pod wyd­mach z szarym psem. Nawet smo­ka nie było. Najwyraźniej zwierz się nie zna. Choć przyz­na – sam by nie poszedł na wese­le inspirowanego Grą o Tron, bał­by się że północ pamię­ta i nikt nie wró­ci do domu w jed­nym kawałku.

Zaznaczmy że Mateusz nie przeczytał żadnego pisma. Nie musi. Jest mężczyzną

Zaz­naczmy że Mateusz nie przeczy­tał żad­nego pis­ma. Nie musi. Jest mężczyzną

Ogól­nie zwierz wielu rzeczy nie wie, ale na całe szczęś­cie mag­a­zyny zakłada­ją że pan­ny młode są w spraw­ie nowe. Właśnie bo zwierz zapom­ni­ał wam powiedzieć, że w tym świecie właś­ci­wie ist­nieją tylko pan­ny młode. Do tego stop­nia, że zwierz ma wraże­nie iż co pewien czas ktoś wpa­da ze zwichrzonym włosem do redakcji krzy­cząc „Tam jest jeszcze facet!” i wtedy pow­sta­je natch­niony tekst pod tytułem „Koszu­la w roli głównej” czy coś równie pięknego. Zwierz zawsze się zas­tanaw­ia jak wyglą­da wymyśle­nie błyskotli­wych tytułów do takich cza­sop­ism i jak częs­to robi się recyk­ling. Nie mniej jeśli jakiejkol­wiek kobiecie wyda­je się, że bierze ślub z kimś to nie jest to do koń­ca praw­da bo bierze ślub właś­ci­wie sama. Ale wróćmy do niezbęd­nej wiedzy – bo tą twór­cy mag­a­zynów dzielą się chęt­nie. Np. moż­na przeczy­tać rozpiskę rzeczy które należy zro­bić przed ślubem. Jed­na z nich zain­try­gowała zwierza bo pojaw­iła się w dwóch cza­sopis­mach. Otóż okaza­ło się, ze do ślubu trze­ba wybrać papeter­ię i ta papete­ria to nie to samo co zaproszenia. Tu na zwierza padł bla­dy stra­ch bo nie dość że nie ma poję­cia co z tą papeter­ią zro­bić to jeszcze nie ma poję­cia po co ją wybier­ać. Na całe szczęś­cie trze­ba ją wybrać w tym samym miesiącu w którym wypada­ją drugie przesłucha­nia zespołów wesel­nych i oglą­danie osiąg­nięć wybranego kamerzysty. Ponieważ zwierz zrezyg­nował z tych pod­punk­tów to postanow­ił udać że nikt nic nie mówił o papeterii. Może nikt nie zauważy.

Dla zainteresowanych - żaden narzeczony nie został skrzywdzony podczas pisania tego wpisu

Dla zain­tere­sowanych — żaden narzec­zony nie został skrzy­wd­zony pod­czas pisa­nia tego wpisu

W ogóle mnóst­wo rzeczy zwierz od razu wye­lim­i­nował – na liś­cie potenc­jal­nych zmartwień pan­ny młodej zna­j­du­je się wiz­ja że te kursy tań­ca nie zaowocow­ały doskon­ały­mi umiejęt­noś­ci­a­mi i pier­wszy taniec wyszedł szty­wno. Ponown­ie aby pozbaw­ić się tego zmartwienia zwierz doszedł do wniosku, że pier­wszy taniec się nie odbędzie, więcej aby z całą mocą upewnić się, że pier­wszego tań­ca w ogóle na tym weselu nie będzie zrezyg­nował z tańców w ogóle. Być może miał na to wpływ fakt, że jedyną muzyką jaka wnosi radość w serce zwierza i jego narzec­zonego jest poez­ja śpiewana, niek­tóre frag­men­ty z muzy­ki klasy­cznej, nordy­ck­ie sagi śpiewane przez zespół met­alowy i Orki z Major­ki. Narzec­zony usłysza­wszy że tańców nie będzie co praw­da odtańczył taniec radoś­ci ale tylko utwierdz­ił zwierza w tym, że nikt żad­nej muzy­ki na tym weselu nie uświad­czy. Jed­nocześnie zwierz musi­ał uspokoić skołatane ner­wy swo­jego ukochanego zapew­ni­a­jąc go że potenc­jalne plany ślub­ne w mag­a­zy­nach mogą mówić co chcą ale na pewno nie on będzie odpowiedzial­ny za załatwie­nie trans­portu kołowego. Zresztą chy­ba i tak pojedziemy tramwa­jem bo Mateusz źle znosi samo­chody. To znaczy przy­biera zielony kolor i zaczy­na się przekonu­ją­co żeg­nać ze światem. Zami­ana narzec­zonego w Zom­bie może (choć nie musi !) nieco zep­suć nas­trój uroczys­toś­ci.

Zwierz musi powiedzieć że jeśli chodzi o tytuły to zwierz jest zawiedziony - myślał że będzie więcej

Zwierz musi powiedzieć że jeśli chodzi o tytuły to zwierz jest zaw­iedziony — myślał że będzie więcej

Zwierz już miał pode­jść poważnie do następ­nych punk­tów – zwłaszcza do tego który nakazu­je mu już ter­az zapisać się na siłown­ię i schud­nąć do tej sukien­ki co jej jeszcze nie ma (za to ma dra­binę więc chy­ba jest już w połowie kom­ple­towa­nia obow­iązkowego zestawu ślub­ne­go) kiedy okaza­ło się, że w jedynym anglo­języ­cznym cza­sopiśmie jaki zwierz kupił pięć stron jest poświę­cona tor­tom. Jeśli nie wiecie w tym roku modne jest naked cake. To znaczy, że masz tort bez polewy. Zwierz właśnie rozważał czy woli tort w ksz­tał­cie  tęczy czy w ksz­tał­cie jed­noroż­ca kiedy oko skierował ku cenom i wyszło mu, że taki tort choć piękny ma cenę która zaowocow­ała by stanem naked zwierz ponieważ zwierz musi­ał­by wydać cały posi­adany majątek i jeszcze odsprzedać komuś swo­ją garder­obę by go na taki tort było stać. Jed­nocześnie zwierz rzu­cił okiem na opis dwóch sesji gdzie dowiedzi­ał się gdzie należy szukać inspiracji do moty­wu prze­wod­niego ślubu. Wśród pro­ponowanych było miejsce i moment pier­wszego spotka­nia albo zaręczyn. Zwierz przez chwilę zas­tanaw­iał się czy wesela już i tak za bard­zo nie przy­pom­i­na­ją kon­fer­encji naukowych (ludzie liczą na dar­mowe jedze­nie  i trochę przysyp­i­a­ją) zaś zaręczyny odbyły się obok pół­ki a najbliższą rośliną była domowa hodowla bazylii. Najwyraźniej zwierz nie prze­myślał ważnych punk­tów swo­jego życia.

Mateusz nie jest fanem pomysłu wydania wszystkich naszych oszczędności na tort. Czuję się zawiedziona

Mateusz nie jest fanem pomysłu wyda­nia wszys­t­kich naszych oszczęd­noś­ci na tort. Czu­ję się zaw­iedziona

 

W tym momen­cie zwierz znalazł punkt w którym infor­mu­je się, że już za miesiąc będzie mógł przed­staw­ić budżet ślub­ny płacą­cym za wszys­tko rodz­i­com. Tu uśmiech­nął się sze­roko i zaczął nieco przy­chyl­niejszym okiem przeglą­dać artykuł o dworkach w których moż­na zor­ga­ni­zować ślub. Wybrał trzy które najbardziej mu się podobały. Odrzu­cił też  wszelkie wąt­pli­woś­ci doty­czące wyboru sukni, butów i dodatków. Już praw­ie zamaw­iał bile­ty na podróż poślub­ną w Meksyku i zamaw­iał tort w ksz­tał­cie tęczy kiedy doszedł do wniosku, że może należy rodz­iców jed­nak zapy­tać czy zapłacą. Nie zapłacą. A nawet nie są z Por­tu­galii. To kaza­ło zrezyg­nować z sali na 200 osób i uroczego pomostu nad jeziorem oraz z zak­wa­terowa­nia w dobrym hotelu dla ludzi których zwierz nawet dobrze nie zna.

Mateusz tak się zestresował tym czytaniem że pewnie umyje podłogę

Mateusz tak się zestre­sował tym czy­taniem że pewnie umy­je podłogę

W tej drob­nej chwili słaboś­ci zwierz zaczął przy­chyl­niejszym okiem przyglą­dać się tym wszys­tkim ozdobom które powin­ny towarzyszyć stołom i dowiedzi­ał się, że w sum­ie wszys­tko może człowieka uwieść. Serio – ludzi uwodzą nawet numer­ki na stołach nie mówiąc o uwodzą­cych stroikach czy ozdobach z kwiatów. Zwierz jest pod wraże­niem że ludzie zosta­ją w związkach sko­ro wszys­tko ich uwodzi. Jed­nocześnie zwierz dowiedzi­ał się, że obec­nie na weselach koniecz­na jest już nie tylko foto­bud­ka i słod­ki sto­lik ale też stre­fa chill-out. Z tego co zwierz zrozu­mi­ał to miejsce gdzie ludzie mogą odpocząć od zabawy i naresz­cie się wylu­zować. Obec­nie zwierz jest na poziomie sprawdza­nia czy moż­na by zor­ga­ni­zować tylko stre­fę chill-out i dać sobie spokój z całą resztą. Zwłaszcza że prob­lemów przy­by­wa bo np. okazu­je się, że pod­sta­wowym prezen­tem ślub­nym są meble w sty­lu Hamp­tons i porce­lana od Rosen­tha­la. Co prowadzi do wielu prob­lemów kiedy nie ma się domu w sty­lu Hamp­tons i ma się całkow­itą pewność że jeszcze jeden talerz w domu może oznaczać początek katas­tro­fy bo już te które są się nie mieszczą. Zresztą zwierz prze­jrzał pro­ponowane zakupy prezen­tów ślub­nych i wyni­ka z nich że zaślu­biny to najlep­szy czas by uzu­pełnić bra­ki  w posi­adanych pat­er­ach, dzi­wnych ceram­icznych naczy­ni­ach których przez­naczenia nikt do koń­ca nie zna i chy­ba rzeźbach ale trud­no powiedzieć. To zain­spirowało zwierza by zapy­tać narzec­zonego co by chci­ał. Ten z roz­marze­niem zaczął opowiadać o tym mopie który zmienił­by jego życie, bo nie musi­ał­by już myć podług na kolanach. Biorąc pod uwagę, że rzec­zony narzec­zony myje podło­gi tylko pod wpły­wem stre­su, to chy­ba tego mopa zwierz powinien mu kupić sam – coś pomiędzy wyrazem miłoś­ci a przeprosi­na­mi.

bridal-636018_640-1

Jed­nocześnie zwierz zori­en­tował się, że właś­ci­wie nie ma się za bard­zo czym prze­j­mować bo w sum­ie żyje w kra­ju gdzie wszyscy biorą ślub katolic­ki i koś­ciel­ny.  Jed­na z rad przy­pom­i­na, że najlepiej żeby świad­kowie byli kato­lika­mi. Po przeczy­ta­niu tej rady zwierz zadz­wonił do obu świad­kowych. Jed­na zadeklarowała że jej miłość do mnie jest nieprze­brana i przestąpiła­by dla mnie próg koś­cioła choć jeśli mogła­by nie przestępować to jej miłość do mnie znacznie by wzrosła. W przy­pad­ku drugiej pojaw­iły się poważne wąt­pli­woś­ci że samo postaw­ie­nie stopy w koś­ciele doprowadz­iło­by do naty­ch­mi­as­towego spopie­le­nia jej albo księdza, jeszcze nie ustalono ale kogoś na pewno trafił­by szlag. Zwierz postanow­ił więc  nie pytać co sądzą o pomyśle pojecha­nia do Rzy­mu po bło­gosław­ieńst­wo papieża (bard­zo dokładne infor­ma­c­je jak tego dokon­ać zna­jdą się w cza­sopiśmie)  i nie czy­tał im natch­nionego wstęp­ni­a­ka w jed­nym z cza­sop­ism gdzie nau­ki papieskie miały zachę­cić do podąża­nia drogą małżeńst­wa.  Jed­nocześnie kusiło zwierza by zadz­wonić do rodz­iców i poin­for­mować ich że w planie dnia na dzień ślubu zna­j­du­je się obow­iązkowe bło­gosław­ieńst­wo. Ostate­cznie się pow­strzy­mał bo ist­ni­ała możli­wość, że jego mat­ka rzu­ci nań zupełnie prawdzi­wą klątwę a zwierz nie jest jeszcze do koń­ca pewny czy nie jest wiedźmą więc postanow­ił nie ryzykować.

marriage-168831_640

Trze­ba przyz­nać, że twór­cy cza­sop­ism stara­ją się uspokoić zwierza jak tylko mogą. Zapewnili go, że kolor kwiatów w bukiecie nie musi się zgadzać z kolorem butów, co zwierza uspokoiło o tyle, że nikt mu nigdy nie powiedzi­ał że taki obow­iązek ist­nieje. Uspoko­jono też zwierza że na pewno nikt nie pomyśli sobie o nim źle jeśli część deko­racji na stole wykona sam. To daleko idące stwierdze­nie świad­czące o drasty­cznej niez­na­jo­moś­ci możli­woś­ci tech­nicznych zwierza. Nie mniej po przeczy­ta­niu czterech artykułów o tym, że wcale się nie należy stre­sować, jed­nego o tym, że wąt­pli­woś­ci przed ślubem są uza­sad­nione i trzech kalen­darzy ślub­nych z których połowa punk­tów wiąże się z wydawaniem pieniędzy na prz­eróżne rzeczy zwierz czu­je się mniej więcej uspoko­jony. Choć nadal nie jest pewny czy cza­sopis­mo „Kat­a­log Flo­rysty” rzeczy­wiś­cie jest tak niezbędne dla narzec­zonych wszak wystar­czy to poświę­cone w całoś­ci ślub­nym wiązankom.

banquet-453799_640

Jed­nak śmiechy na bok. Lek­tu­ra okaza­ła się przy­dat­na. Udało się poroz­maw­iać z narzec­zonym o ważnych sprawach i z listy wydatków wye­lim­i­nować połowę, jeśli nie więcej. Zresztą jest to konieczne bo choć cza­sopis­mo twierdz­iło, że 60 tys zł zupełnie wystar­czy to budżet zwierza jest jak­by nieco mniejszy. Przez nieco rozu­miemy, że kiedy zwierz będzie miał 60 tys. to na wszelkie ślu­by może być za późno. Ostate­cznie okaza­ło się, że robimy wese­le skład­kowe, gdzie goś­cie- głównie nasi zna­jo­mi przyniosą jedze­nie zami­ast prezen­tów i będziemy grać w plan­szów­ki, gadać i pić wino. Wiz­ja wydała się niesamowicie pocią­ga­ją­ca tak że zwierz zaczął się nawet trochę cieszyć na ten włas­ny ślub i wese­le. Prob­le­mem wciąż pozosta­je suk­nia ślub­na bo zwierz odkrył, że jeśli człowiek zapom­ni­ał sobie czegokol­wiek w tej materii wymarzyć to może mieć prob­lem. Zwłaszcza, że zwierz w białym wyglą­da jak­by jego IQ nagle spadło a ciało zbliża się coraz bardziej do per­fek­cyjnej kul­ki.

couple-260899_640

Prz­erzu­ca­ją kole­jny artykuł o przedślub­nym stre­sie związanym z deko­rac­ja­mi, zespołem czy rozsadze­niem przy stole zwierz pomyślał że wszys­tkim nam odbiło. Jasne każdy może mieć taki ślub jaki chce i niko­mu nic do tego. Ale jed­nocześnie dal­iśmy się wkrę­cić po pros­tu w olbrzym prze­mysł który zro­bi wszys­tko byśmy wydali jak najwięcej pieniędzy. To żad­na nowość – rynek ślub­ny jest jed­nym z najszy­b­ciej ros­ną­cych na świecie. Biznes rośnie a wyma­gania wobec młodych się zwięk­sza­ją. Trze­ba sprostać wymogom trady­cji pol­skiej, amerykańskiej czy ang­iel­skiej – bo ślub sprzeda­je się w wiz­ji wyide­al­i­zowanej, posz­erzanej o coraz nowe kluc­zowe ele­men­ty. Jeśli ktoś tak chce – nie ma prob­le­mu. Ale widać, że nacisk społeczny robi się coraz więk­szy. Zwierz roz­maw­iał z ludź­mi którzy ślub by wzięli ale nie mają pieniędzy, a olanie rodziny – cóż okazu­je się, że kuzyni mogą się więcej nie odezwać jeśli okaże się że ślub nie wglą­da tak jak zaplanowali. To przykre, zwłaszcza że młodych mają­cych do wyda­nia kilka­naś­cie tysię­cy zło­tych (co najm­niej) na jed­ną imprezę nie ma zbyt wielu, ich rodz­ice – mogą zapłacić ale też tak zamożnych rodzin nie ma wiele. Sko­ro wyz­wo­lil­iśmy się z ogranicza­ją­cych nas posagów i  innych finan­sowych zobow­iązań związanych ze śluba­mi czy konieczne jest wydawanie takich pieniędzy. Zwłaszcza że cza­sopis­ma sugeru­ją, że pan­ny młode tylko się stre­su­ją a panów młodych nie ma.  Zwierz nie chce niko­mu mówić co ma robić, ani niko­go oce­ni­ać – jak pisał, jeśli kogoś stać może się baw­ić jak dusza zaprag­nie. Ale jed­nocześnie jest mu po pros­tu przykro, że prze­mysł ślub­ny wyglą­da – bo wyda­je się, że jak tak dalej pójdzie to w tren­dach ślub­nych na 2020 pojawi się konieczność przylece­nia do ślubu na smoku ( do zarez­er­wowa­nia rok wcześniej).

arielle-1543832_640

Zaczęło się od fas­cy­na­to­ra.  Zwierz obe­jrzał ich nie­zlic­zoną ilość na głowach mod­elek w obow­iązkowym ślub­nym mak­i­jażu. Więk­szość z nich miała minę jak­by chci­ała zamor­dować spóź­ni­a­jącego się pana młodego. Zwierz wybrał jeden który najm­niej wyglą­dał na martwe zwierzątko „Myślisz że będzie mi ład­nie?” zapy­tał zwierz narzec­zonego „Oczy­wiś­cie kochanie że będzie ci ład­nie” odparł narzec­zony nie odry­wa­jąc wzroku od Dia­blo. Zwierz postanow­ił przyjąć to hasło w cza­sie poszuki­wa­nia sukien­ki. Będzie mu ład­nie i będzie się dobrze baw­ił. Pod­mieni narzec­zonego na męża. Postara niczym nie zach­la­pać sukien­ki. Przypil­nu­je by żad­na ze świad­kowych nie stanęła w płomieni­ach. Pewnie się wzruszy.  I tyle.

PS: Jeszcze raz na koniec bo komuś mogło umknąć – zwierz doskonale rozu­mie dlaczego ludzie urządza­ją trady­cyjne wesela i niko­go za zor­ga­ni­zowanie takiego wesela nie potępia ani nie oce­nia. Sam tylko bard­zo nie chce. A tekst w ogóle nie jest niesamowicie poważny (np. zwierz naprawdę wie, że wiele rzeczy jest niepotrzeb­nych czy da się je zro­bić tanej).

85 komentarzy
0

Powiązane wpisy