Home Ogólnie Zanim napiszesz 2860 wpisów czyli 10 rzeczy, które zwierz chciałby wiedzieć zakładając bloga

Zanim napiszesz 2860 wpisów czyli 10 rzeczy, które zwierz chciałby wiedzieć zakładając bloga

autor Zwierz
Zanim napiszesz 2860 wpisów czyli 10 rzeczy, które zwierz chciałby wiedzieć zakładając bloga

Zwierz nagrał pod­cast (mamy piątek) po czym nagranie które przesłał do zmon­towa­nia Pawłowi okaza­ło się zupełnie nie do użytku. Pod­cas­tu więc nie ma, jest pier­wsza w nocy a zwierz musi coś napisać i nie ma cza­su robić dokład­nej anal­izy które­mu ang­iel­skiemu aktorowi jest najład­niej w peruce. Dlat­ego, postanow­ił napisać wpis bloger­ską. Bo takie wpisy zawsze ma gdzieś w środ­ku głowy.

Zwierz napisał już – jak każdy bloger wpis o tym co jego zdaniem każdy bloger powinien wiedzieć zaczy­na­jąc pisać. Jed­nak – po kilku lat­ach blo­gowa­nia zwierz stwierdz­ił, że jest kil­ka rzeczy o których sam by kiedyś nigdy nie pomyślał, a które wynika­ją z jego doświad­czeń, który­mi by się chęt­nie podzielił. I tak pow­stał wpis – dziesięć rzeczy które zwierz chci­ał­by wiedzieć gdy­by zakładał blo­ga dziś.

Zain­wes­t­uj w dobry sprzęt – zwierz nigdy nie miał naprawdę dobrego sprzę­tu – kole­jne lap­topy dzi­ałały na zasadzie „odt­warza filmy, łapie Inter­net i jeszcze dzi­ała. Allelu­ja”. Praw­da jest jed­nak taka, że sprzęt tani czy z niższej pół­ki utrud­nia życie a w przy­pad­ku blogera – cza­sem go ogranicza. Gdy­byśmy żyli w ide­al­nym świecie zwierz pole­cał­by rozpoczę­cie blo­gowa­nia od zakupu dobrego laptopa/komputera, tele­fonu z doskon­ałym aparatem fotograficznym, mikro­fonu i urządzenia (tele­fonu czy kamery) pozwala­jącej nagry­wać filmik. Podob­nie z opro­gramowaniem – posi­adanie na kom­put­erze pro­gramów do obrób­ki zdjęć, mon­tażu itp. od razu pozwala na takie nowoczesne blo­gowanie bez ograniczeń. Zwierz tego wszys­tkiego co praw­da nie ma ale to dlat­ego, że zwierz nie żyje w ide­al­nym świecie a poza tym jak sami może zauważyliś­cie – wkracza w erę mediów wiz­ual­nych bard­zo powoli. No ale gdy­by zwierz miał lep­szy sprzęt to może dziś był­by pod­cast.

Ktoś musi się znać na bebechach blo­ga– zwierz przez lata w ogóle nie myślał o tym jak to wszys­tko co robi wyglą­da  i jako mogło­by wyglą­dać lep­iej. Zwierz co praw­da coś przy blogu umie zro­bić i nie jest zupełnie bezrad­ny ale nie ukry­wa­jmy – cza­sem nie ma zielonego poję­cia co należy zro­bić żeby dzi­ałało jak nie dzi­ała. Im więcej wiemy na tem­at tego jak wyglą­da­ją bebechy naszego blo­ga i jak spraw­ić by dzi­ałały lep­iej – tak dłu­go mamy przewagę. Zwierz jak już wspom­ni­ał jest w dużym stop­niu igno­ran­tem, ale zna ludzi do których może napisać kiedy naprawdę nie wie co ma zro­bić. Na całe szczęś­cie ludzie (w oso­bie głównie Pawła, ale nie tylko) mają do zwierza cier­pli­wość. Nie zmienia to fak­tu, że po pros­tu im więcej się wie tym jest łatwiej. Zwłaszcza, że pro­gramy blo­gowe są tak proste w obsłudze, że wyjś­cie poza tą pod­sta­wową funkcjon­al­ność nie jest trudne.

Lubię stock­owe zdję­cia miejsc do pisa­nia bo tworzą takie piękne złudze­nie że moż­na mieć wokół siebie tyle ładu i porząd­ku

Wytr­wałość jest ostate­cznie jedynym co się liczy – kiedy zwierz zaczął pisać blo­ga porówny­wał się z wielo­ma inny­mi blogera­mi, którzy pisali na podob­ne tem­aty. Dziś kiedy się rozglą­da, okazu­je się, że bard­zo wiele z tych blogów albo nie ist­nieje albo znacze­nie ograniczyło dzi­ałal­ność. Nie dlat­ego, że były gorsze. Po pros­tu zwierz był bardziej wytr­wały. W ostate­cznym rozra­chunku nie ma sen­su sprawdzanie co robi nasza konkurenc­ja. Jeśli będziemy pisać, nagry­wać czy co tam jeszcze – dłużej, reg­u­larniej i bez oglą­da­nia się na mniejsze i więk­sze przeszkody to w końcu na placu boju zostaniemy tylko my. Zwierz naprawdę jest przeko­nany, że jakieś 90% jego sukce­su blo­gowego pole­ga na tym, że po pros­tu zawsze coś pisze. I w sum­ie należy się oglą­dać jedynie na tych którzy są równie wytr­wali co my. Tu należało­by napisać jeszcze, że naprawdę nie warto niko­go naślad­ować. Bo ostate­cznie naślad­ować moż­na tylko do pewnego momen­tu a i tak nie będzie się lep­szym od ory­gi­nału. Lep­iej być zapamię­tanym jako pier­wszy — nawet jeśli osiąg­nie się nieco mniej, niż jako dru­gi — z ciągłym dopiskiem że się kogoś naślad­owało.

Blo­gi są jak mięśnie – ogól­nie z blo­giem jest jak z każdym mięśniem. Jeśli ćwiczysz sta­je się sil­niejszy. Z pisaniem jest jak z każdą inną umiejęt­noś­cią. Jeśli się pisze to z cza­sem pisze się coraz lep­iej. Ale nie będzie się pisało coraz lep­iej jeśli na początku nie będzie się pisało gorzej. Brz­mi to pokręt­nie ale zajrzyj­cie na pier­wsze lata mojego blo­ga. Nie tylko wpisy są krót­sze ale są po pros­tu gorsze. To kwes­t­ia wieku, wyro­bi­enia się, innego doświad­czenia, spo­jrzenia na świat, pomysłu na blo­gowanie. Wielu blogerów zachowu­je się tak jak­by przeszłość ich blogów nie ist­ni­ała, zaczy­na­ją od nowa, zamyka­ją stare tek­sty. Nie ma sen­su. Jak dłu­go blog pokazu­je, że się uczymy to nawet starsze i niepo­radne tek­sty mogą być powo­dem do dumy, bo są świadectwem że się uczyliśmy. Co więcej  pisanie z cza­sem przy­chodzi coraz łatwiej też tech­nicznie. Dziś zwierz myśli już zda­ni­a­mi w takiej formie w jakiej chce je zapisać. To znaczy, że dwie trzy strony tek­stu może z miejs­ca napisać w godz­inę. Bo to kwes­t­ia wprawy. Z którą do pisa­nia się nie przyjdzie. Jed­nocześnie jed­nak na samym początku trze­ba mieć sporo pewnoś­ci siebie, żeby pisać tak jak­byśmy mieli najważniejsze rzeczy do napisa­nia. I czekał na nie cały świat.

Kiedy blogu­je się przez kil­ka lat w pewnym momen­cie patrzysz na stół zna­jomych i mówisz im ‘Masz ide­al­ny stół by założyć sobie Insta­gra­ma”

Statysty­ki nie ros­ną od tego że się na nie patrzy – przez pier­wsze trzy –cztery lata ist­nienia blo­ga zwierz był bard­zo świadom co się na jego blogu czy­ta a co nie. Zaglą­dał do statystyk codzi­en­nie – by przekon­ać się czy dany wpis będzie pop­u­larny czy nie. Ostate­cznie jed­nak przyglą­danie się statystykom okaza­ło się czyn­noś­cią trochę pozbaw­ioną sen­su. To znaczy tak – moż­na się mniej więcej dowiedzieć co się czytel­nikom podo­ba. U zwierza były to zawsze tek­sty jak naj­dal­sze od tem­aty­ki blo­ga. Ewen­tu­al­nie tek­sty które niekoniecznie zwier­zowi najbardziej się podobały. I jasne – cza­sem warto przeanal­i­zować statysty­ki – zwłaszcza kiedy czu­je­my, że stra­cil­iśmy poczu­cie kierunku. Ale – patrząc z długiej per­spek­ty­wy – bardziej warto pisać to o czym się lubi pisać. Bo w dłuższym rozlicze­niu – trze­ba tego blo­ga pisać i nie da się go pisać nie mając z tego fra­jdy. Fra­j­da to doskon­ałe słowo – nawet jeśli blog zabiera pół życia – musi być fra­jdą.

Blog jest zabawą, a potem już nie jest – kiedy zakładałam blo­ga moim marze­niem było pra­cow­ać na etat w redakcji kul­tur­al­nej jakiegoś dzi­en­ni­ka albo tygod­ni­ka. Rok temu dostałam propozy­cję pra­cy na etat w dużym dzi­en­niku, którą odrzu­ciłam. Musi­ałabym zrezyg­nować z reg­u­larnego pisa­nia blo­ga – co w tym momen­cie mi się nie opła­cało i nie było­by dla mnie dobrym rozwiązaniem. To coś czego mi nikt nie powiedzi­ał, kiedy zaczy­nałam pisać. Wów­czas blog wydawał się hob­by które będzie prowadz­iło do życiowego celu. Ostate­cznie życiowy cel prze­grał z blo­giem. Kiedy człowiek decy­du­je się na rozpoczę­cie dzi­ałal­noś­ci inter­ne­towej musi wziąć pod uwagę, że może dojść do momen­tu kiedy pisanie czy nagry­wanie będzie cen­tral­nym punk­tem jego życia. Pytanie co z tym chce zro­bić i czy jest gotów np. zmody­fikować swo­je plany zawodowe. Jed­nocześnie – więk­szość z nas nigdy nie zostanie blogera­mi na cały etat (zwierz ma pracę jak każdy inny) ale sam blog może być na tyle ważny że nie pode­jmie się pewnych – być może opła­cal­nych zawodowo decyzji. Dlat­ego warto z góry zadać sobie pytanie – gdzie właś­ci­wie ten blog ma się mieś­cić w naszym życiu.  Bo jeśli pisze się tylko na boczku to spoczko – nie ma prob­le­mu, takie blo­gi też bywa­ją potrzeb­ne. Ale jeśli blog ma stanow­ić jak­iś ele­ment cen­tral­ny naszego życia, to trze­ba go prowadz­ić rozsąd­niej, uważniej, rozważniej, bo to już nie hob­by a nasza kari­era zawodowa. W tym drugim przy­pad­ku warto sobie zdać sprawę, że jeśli to ma być coś więcej, to trze­ba włożyć więcej. W pewnym momen­cie trze­ba posz­erzać swo­je umiejęt­noś­ci, ponosić więk­szą odpowiedzial­ność i przes­tać być nieog­a­r­niętą lamą (zwierz nadal jest)

Pra­ca na mieś­cie jest faj­na ale zwyk­le to najlep­sze miejsce obok kon­tak­tu jest zajęte a ty masz 14% baterii

Nikt nie ma dobrego zda­nia o blogerch – serio – bogerzy nie mają dobrego zda­nia o bloger­ach. Ludzie którzy nigdy nie widzieli blogera mają złe zdanie o bloger­ach. Ludzie którzy dobrze zna­ją blogerów nie mają dobrego zda­nia o bloger­ach. Nieza­leżnie od tego jak bard­zo wszyscy sprzeda­ją ci wiz­ję inspiru­jącej i pewnej siebie grupy która patrzy w przyszłość, praw­da jest taka, że na blogerów patrzy się trochę jak na dzi­en­nikarzy tylko bardziej roz­puszc­zonych, młod­szych i niedouc­zonych. To nie boli jakoś bard­zo ale warto mieć świado­mość, że bloger nie funkcjonu­je w sieci jako najbardziej pozy­ty­wne określanie o jakim słyszał świat. Jeśli więc wyjdziecie z małej inter­ne­towej bań­ki i pójdziecie w świat przyjdzie się wam tłu­maczyć za wszelkie grzechy popełnione kiedykol­wiek w blo­gos­ferze. Na pociesze­nie moż­na dodać, że o vloger­ach jest jeszcze gorsze zdanie na mieś­cie. A wszys­tko to i tak bled­nie wobec tego jak złe zdanie mają ludzie o dzi­en­nikarzach.  Ogól­nie trze­ba się z tym pogodz­ić, reagować spoko­jnie i najważniejsze  — nigdy przenigdy nie przekonu­j­cie ludzi że pisanie blo­ga to cięż­ka pra­ca. Z wielu powodów. Pier­wszy jest taki, że to nie praw­da.

Dużo więcej zys­ka człowiek, który mówi „nie” – ogól­nie mówie­nie Nie w sieci jest dobre. Nie musi­cie brać udzi­ału w każdej kam­panii, którą kiedyś wam zapro­ponu­ją. Nie musi­cie brać udzi­ału w akc­jach – nawet chary­taty­wnych, które was nie przekonu­ją. Nie musi­cie z nikim współpra­cow­ać, nigdzie udzielać wywiadu, decy­dować się na recen­z­je, brać udzi­ał w spotka­niu. W człowieku jest trochę taki lęk że jak odmówi to go nigdy więcej nie zaproszą a jego blog i oso­ba zag­iną w pom­roce dziejów. Tym­cza­sem zgadzanie się na wszys­tko nie tylko was wykończy ale też wykończy waszego blo­ga. Lep­iej mówić nie i mieć poczu­cie, że mamy czas dla siebie, dla naszego pisa­nia i nie robimy rzeczy wbrew sobie. Ponown­ie – w ostate­cznym rozra­chunku to nas to nie tylko bawi, ale też my ponosimy odpowiedzial­ność za to co wysyłamy do sieci.  Trze­ba też umieć mówić takie metaforyczne „nie” kiedy dzieje się coś co nam się nie podo­ba. Czy to w społeczeńst­wie, czy w naszej dzi­ałce zain­tere­sowań czy w środowisku. Nie dlat­ego, by być lep­szym od innych ale dlat­ego, że nic nie daje lep­szego samopoczu­cia niż takie poczu­cie, że postępu­je się zgod­nie z samym sobą.

Blo­gowanie jest frus­tru­jące – nie ma takiego eta­pu blo­gowa­nia przy którym człowiek nie siedzi­ał­by i się czymś nie frus­trował. A to że pisanie mu idzie dobrze ale nie napisał dawno nic przeło­mowego. A to mu pisanie idzie jak po grudzie.  A to kogoś kto pisze mniej zaprosili na pokaz a ciebie nie. A to pra­ca kolidu­je z wyjaz­dem na fajne wydarze­nie. A to znów ktoś cię skry­tykował za coś co nie ma sen­su. A to ktoś cię skry­tykował i miał rację. Ogól­nie jak w każdej pra­cy stre­su i frus­tracji jest sporo. Jest też sporo fra­jdy ale jest też trochę załam­ki nad włas­nym poziomem i nad tym co się robi. Dlat­ego fajnie mieć wokół siebie ludzi robią­cych podob­ne rzeczy by móc w razie czego zapy­tać czy oni też tak mają. Mają. Nie mniej mało kto mówi o tych trzech zała­ma­ni­ach rocznie (albo tygod­niowo) który przeży­wa każdy bloger. No nie pasu­je nam to do lifesty­lu.

Kiedyś kupię sobie lap­topa Apple tylko po to by udawać że moje życie jest równie uporząd­kowane co te stock­owe zdję­cia

No i tyle. To by chci­ał zwierz wiedzieć na początku. Czy by to go odstraszyło? Trud­no powiedzieć. Dla mnie to intrygu­jące jak bard­zo wszys­tko się zmieniło od kiedy sama zakładałam blo­ga. Wtedy to się szło na plat­for­mę, panie dziejku, pisało cztery posty i było git. A ter­az trze­ba się wysi­lać, umieć sporo, wiedzieć sporo a na końcu i tak okazu­je się, że nie ma się najład­niejszych zdjęć na Insta­gramie a ten proszek do pra­nia w pro­mocji dla blogów co by ci się tak przy­dał wysłali do kogoś innego. W każdym razie zwierz ma nadzieję, że tym którzy rozważa­ją pójś­cie w jego śladu coś pod­powiedzi­ał a ci którzy nigdy nie pójdą ale właśnie przeczy­tali tekst o blo­gowa­niu  nie mają do zwierza pre­ten­sji. Ogól­nie to blo­gowanie to zabaw­na rzecz. Człowiek sobie coś na włas­ną rękę robi i cza­sem – z tego co zwierz obser­wu­je, moż­na prze­jść od zwykłego stuka­nia w klaw­iaturę po między­nar­o­dową kari­erę. Fas­cynu­jące. Zupełnie jak życie.

Ps: Opła­ca się też być miłym. Ale to się opła­ca także poza blo­gos­ferą.

ps2: Licz­ba wpisów w tytule nie jest przy­pad­kowa. Dzisiejszy tekst jest  2860 który pojaw­ił się na blogu. Co — przy sza­cunkach że śred­nio wpisy mają 3 strony daje nam ok.  8500 stron. Tego się nie leczy

Ps3: W ten Week­end zwierz jedzie do Krakowa na Whomanikon gdzie ma zami­ar wygłosić prelekcję (Niedziela o 10) o Dok­torze Who i his­torii, a także wziąć udzi­ał w pan­elu o Dok­torze i edukacji. A do tego jak zwyk­le doskonale się baw­ić. Nie mniej oznacza to, że jutro może nie będzie wpisu. Bo jak sami rozu­miecie Kraków.

13 komentarzy
0

Powiązane wpisy