647
Czytałam niedawno żal, że polskie kino słabo oddaje codzienność w relacji do wojny w Ukrainie i napięć w polityce międzynarodowej.
Prawda jest jednak taka, że tok powstawania filmów jest na tyle powolny, że dopiero teraz spływają filmy, które starają się przerobić to co działo się w lutym 2022. Co w sumie jest logiczne. Scenarzyści zapewne zasiedli do pisania koło 2023 i zanim dostali dofinansowania i zebrali ekipę zrobił się 2026.
„Jak wziąć rozwód podczas wojny” to ironiczny film oddający emocje pierwszych tygodni wojny. Wileńska para z klasy średniej postanawia się rozstać. Ona ma go dość, on nie za bardzo wie co ze sobą zrobić. Ale wybucha wojna. Ona chce być szlachetna, rzuca pracę i przyjmuje pod dach uchodźców. On chce być pomocny, bierze udział w happeningach, pomaga w banku żywności. Szybko okazuje się, że wojna jest parze potrzebna by zdać sobie pytanie co jest dla nich ważne ale też – by być może ułożyć sobie relację na nowo.
Reżyser przygląda się tym odruchom serca nie bez dystansu, świadom jak cierpi kreatywna klasa średnia. Jednocześnie przypominając jak niepewne były pierwsze miesiące wojny. Dziś trudno sobie przypomnieć zarówno czas pokoju jak i czas „za trzy dni Kijów”. Dochodzi do tego jeszcze specyficzna Litewska perspektywa, świadomość, że jest się następnym na liście ale też takie elementy, które są dla nas obce – jak pokolenie przyzwyczajone do oglądania rosyjskich filmów i telewizji. Film jednocześnie doskonale zdaje sobie sprawę, że czym innym jest emocjonalnie przeżywać wojnę za granicą, a czym innym – we własnym kraju. Nie ma tu złudzeń, że nawet największe porywy serca są czymś więcej niż tylko narzędziem, które ma pomóc głównie nam samym.
Bardzo to wszystko dobrze rezonuje też w Warszawie więc może nie ma się co skarżyć, że nasza kinematografia jeszcze pewnych rzeczy nie przerobiła – znów jesteśmy w epoce gdy Europa Środkowa czuje podobnie. Bo bez trudu możemy się w tej wileńskiej narracji przejrzeć – od początkowego szoku i zaniepokojenia aż po moment kiedy chcemy tylko wrócić do normalności – jaka by ona nie była.
Film obejrzałam na Warsaw International Film Festival, wszystkie filmy na festiwalu recenzuje wam w ramach współpracy.
