2,6K
Wczoraj w nocy rozdano nagrody Emmy za seriale z Primetime. To jest ciekawe, że Emmys to najpewniej najważniejsze nagrody serialowe na świecie a jednocześnie … niekoniecznie budzą wielkie emocje.
Może dlatego, że wiele osób ma problem z rozeznaniem się za jaki dokładnie okres przyznawane są nagrody. Bo też wiele osób ma poczucie, że jeśli serial do nagrody trzeba zgłosić na początku maja a wyróżnienia są przyznawane we wrześniu, to nie trudno czuć nieco mniej emocji gdy np. pomiędzy premierą serialu a wyróżnieniem mija… 11 miesięcy. Tak jest w przypadku „Pluribus” które zadebiutowało 7 listopada ale na statuetkę musiało czekać niemal cały rok do połowy września. W świecie serialowym zdarzało się, że serial dostawał Emmys za poprzedni sezon mimo, że już można było oglądać następny. To wiele osób zniechęca.
Mam też wrażenie, że coraz częściej – widzowie mają wrażenie, że seriale, które sami oglądali znajdują się zupełnie poza zakresem zainteresowań telewizyjnej Akademii. Trochę jak w przypadku Oscarów, ale nawet bardziej bo seriale są jednak z natury dużo bardziej masową rozrywką. O ile łatwo się przyzwyczaić, że Oscary przyznawane są głównie dla niezależnych produkcji, to chyba trudniej pogodzić się z tym jak wiele dobrych produkcji nie dostaje żadnych nominacji.
Na niekorzyść popularności Emmys gra też fakt, że seriale wyprodukowane poza Stanami mają zupełnie inną ceremonię. Więc taka „Gorąca Rywalizacja” która rozpaliła serialowy świat na Emmys się nie pojawi bo to serial kanadyjski.
No dobra co się wydarzyło wczoraj w nocy?
Największym zwycięzcą wieczoru był Matthew Rhys, który wygrał zarówno w kategorii „Najlepszy aktor w serialu komediowym” (oczywiście za cichy przebój zeszłego sezonu „Wdowią Zatokę”, która zgarnęła też nagrodę za najlepszy serial komediowy) jak i za swoją rolę w “The Beast in Me” („Najlepszy aktor w limited series”). Takie rzeczy nigdy wcześniej się nie przydarzyły więc należą mu się gratulacje. Plus Matthew Rhys od dawna budzi moją sympatię i dostał zdecydowanie za mało nagród za „The Americans” więc niech mu teraz dosypują do woreczka.
Z rzeczy które nigdy wcześniej się nie zdarzyły – Jean Smart wygrała swoją kolejną nagrodę za główną rolę w serialu „Hacks” co czyni ją jedyną w historii aktorką, która wygrała Emmy za każdy sezon swojego serialu. Z jednej strony – osiągnięcie godne podziwu, z drugiej – przy całej mojej miłości do Jean Smart – mam poczucie, że nagradzanie przez pięć lat jednej aktorki, to taka niedźwiedzia przysługa dla wszystkich komiczek. Jean Smart w „Hacks” jest świetna ale nie jest tak, że przez ostatnie kilka lat nikt w komedii nie zasłużył na wyróżnienie poza nią.
W kategorii najlepszy serial dramatyczny i najlepszy aktor w serialu dramatycznym oczywiście mieliśmy zwycięstwo „The Pitt” i statuetkę dla Noah Wyle. Przy całej mojej miłości do „The Pitt” jego zwycięstwo jest też podyktowane faktem, że nikt tak pięknie nie walczy o nagrody swoich seriali jak HBO. Co moim zdaniem widać też po kategorii najlepszy limitowany serial gdzie wygrało „Chętni na seks” (DTF St Louis) – produkcja, która moim zdaniem choć porządna jakoś nie zatrzęsła światem i widzami.
Serial, który natomiast zatrząsł widownią czyli „Pluribus” zakończył wieczór z nagrodą dla najlepszej aktorki w serialu dramatycznym – statuetkę zgarnęła Rhea Seehorn oraz za najlepszy scenariusz.
Z ciekawych nagród – Sally Field, dostała statuetkę za rolę w „Remarkably Bright Creatures” co było naprawdę miłe, choć nigdy nie zrozumiem dlaczego limitowane seriale i filmy telewizyjne są w tej samej kategorii. Bo to jednak nieco inny rodzaj aktorskiego wyzwania.
Allison Janney została wyróżniona za drugoplanową rolę w „Dyplomatce” co dało jej 9 nagrodę Emmys czyniąc ją najcześciej nagradzaną aktorką w historii. Co pokazuje, że w kategorii telewizyjnej największą szasnę na zgarnięcie worka wyróżnień mają ci aktorzy, którzy bez trudu przeskakują pomiędzy komedią a dramatem.
Na koniec z ciekawych nagród, za najlepszy program Talk Show uznano oczywiście The Late Show with Stephen Colbert skasowany przez stację parę miesięcy temu. Wciąż uważam, że jeśli CBS chciało uciszyć Colberta to kasowanie jego programu było ostatnią rzeczą, którą należało robić. No ale takie są czasy w mediach. Nie ma się co dziwić.
Przyznam, że kiedyś bardziej się emocjonowałam nagrodami ale przestałam, kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem w stanie wskazać zwycięzców bez zastanowienia jeszcze przed rozdaniem statuetek. To są niezwykle przewidywalne nagrody, nawet bardziej niż Oscary. Także dlatego, że naprawdę wykrawa się do nominacji tylko mały skrawek serialowego świata.
