Home Ogólnie Zwierza wielka 100 cz.6 czyli na nic miłość skoro wszystko skończy się źle

Zwierza wielka 100 cz.6 czyli na nic miłość skoro wszystko skończy się źle

autor Zwierz

Hej

Dziś w wielkiej 100 filmy które zazwyczaj cieszą się złą sławą. Melo­dra­maty wyma­ją bowiem od widza przyję­cia pewnego punk­tu widzenia, odwoła­nia się do pewnej wrażli­woś­ci i co najważniejsze przyję­cie tej formy z pełnym dobrodziejst­wem inwen­tarza. Nie wszyscy potrafią zrozu­mieć specy­fikę melo­dra­matu gdzie wszys­tkie uczu­cia muszą być o jakieś 75% bardziej inten­sy­wne niż w real­nym życiu stąd też filmy te częs­to są nie doce­ni­ane. Ale nie przez zwierza który lubi te filmy w których bohaterowie dosta­ją wszys­tko albo nic. Warto też dodać że zwierz uzna­je że w zasadzie melo­dra­mat musi się kończyć źle albo przy­na­jm­niej śred­nio. Jeśli pod koniec nie macie ochoty chli­pać to nie oglą­dal­iś­cie melo­dra­matu.
1.) Co się wydarzyło w Madi­son Coun­ty — Pew­na zmęc­zona gospo­dyni domowa wypraw­ia męża z dzieć­mi na wys­tawę rol­niczą a sama zosta­je na 3 dni w domu na pustkow­iu i przeży­wa romans życia z przy­pad­kowo napotkanym fotografem Nation­al Geo­graph­ic. Brz­mi (jak każde streszcze­nie) bez­nadziejnie ale wyko­nanie jest bez porów­na­nia lep­sze. East­wood nakrę­cił film o ludzi­ach w śred­nim wieku którzy nie są już tak wol­ni jak­by chcieli — wręcz prze­ci­wnie mają zobow­iąza­nia tak obce roman­ty­cznym bohaterom więk­szoś­ci filmów. Jed­nocześnie dzię­ki wątkowi dzieci bohater­ki pokazał jak tak naprawdę niewiele wiemy o naszych rodz­i­cach ( może i dobrze:). Co ciekawe ten świet­ny miejs­ca­mi poe­t­y­c­ki film pow­stał na pod­staw­ie strasznie grafo­mańskiej książ­ki którą zwierz przeczy­tał z aut­en­ty­cznym zażenowaniem. Tym więk­sze brawa należą się East­woodowi który pokazu­je że potrafi nakrę­cić wszys­tko. 
2.) Tajem­ni­ca Broke­back Moun­tain — film Anga Lee o dwóch kow­bo­jach którzy zakochu­ją się w sobie wiele osób potrak­towało jako kiep­s­ki żart lub nad­mierne dąże­nie do stworzenia fil­mu poprawnego poli­ty­cznie. Dla zwierza jed­nak ów film zawsze był wspani­ałym rozpisanym na lata melo­dra­matem gdzie nor­malne różnie wieku, wyk­sz­tałce­nia czy majątku zastą­pi­ono ostat­nią trud­ną do przekroczenia granicą — nasi bohaterowie nie mogą być razem ( film dzieje się w lat­ach 60 i 70) z definicji. Film pięknie zagrany i sub­tel­ny — tak jak tylko Ang Lee potrafi krę­cić filmy ( zwierz jest fanką) — bard­zo dale­ki od tego co zazwyczaj pokazu­je nam kino w kwestii związków homosek­su­al­nych — bo tak naprawdę chodzi o niemożność bycia razem a nie o płeć. Choć wszyscy chwalili grę Ledgera to zwier­zowi bez porów­na­nia bardziej podobał się w tym filmie Gyl­len­hall — serio patrzeć na kogoś z taką miłoś­cią jak czyni to w jed­nej ze scen to niek­tórzy nawet w realu nie potrafią.
3.) Pożeg­nanie z Afryką - zwierz zas­tanaw­iał się czy ten film pasu­je do tej kat­e­gorii no ale w końcu sam jest panem tej kat­e­gorii więc może decy­dować do woli. Ponieważ z książką nie ma ten film nic wspól­nego ( zwierz czy­tał więc wie) nie pasu­je do kat­e­gorii ekraniza­c­je a ponieważ o życiu autor­ki w sum­ie mówi nie wiele nie pasu­je do biograficznych. Nato­mi­ast świet­nie pasu­je do melo­dra­matów bo mamy tu miłość dość nie możli­wą ( bohater­ka ma męża a bohater nie chce zobow­iązań) ale za to pięknie sportre­towaną. Oczy­wiś­cie Maryl Streep gra świet­nie bo zawsze gra świet­nie, Red­ford jest abso­lut­nie odpowied­nio przys­to­jny, choć cały film krad­nie Klaus Maria Bran­dauer w roli byłego męża. Do tego cud­ow­na ścież­ka dźwiękowa i roman­ty­czny przepis na mycie włosów. I jeszcze jed­no z lep­szych zdań otwier­a­ją­cych film.
4.) Ang­iel­s­ki pac­jent — melo­dra­mat pełną gębą. Mamy więc: tajem­nicę, zakazane uczu­cie, zaz­drość, wielką his­torię w tle i ból ist­nienia. Wszys­tko zaś zagrane bez odrobiny dys­tan­su z pełną powagą. Powin­no odrzu­cać i śmieszyć ale w jak­iś sposób tego nie robi. Wręcz prze­ci­wnie wcią­ga i każe nam choć przez chwilę żyć w świecie gdzie liczą się tylko wielkie uczu­cia. Duża w tym zasłu­ga aktorów. Ralph Fiennes jako niezbyt miły, aro­ganc­ki i opę­tany wielką miłoś­cią bohater jest świet­ny ( ogól­nie granie ludzi którzy są opę­tani czymkol­wiek dobrze mu idzie) podob­nie jak part­neru­ją­ca mu Kristin Scott Thomas. Na drugim planie bard­zo niejed­noz­naczny Coli Firth i wnoszą­ca jak­iś powiew beztros­ki Juli­ett Binoche. Ale uwa­ga! To taki film który się albo kocha albo się go aut­en­ty­cznie nie znosi. 
5.) Pamięt­nik — zwierz wybrał ten film jako reprezen­tan­ta wszys­t­kich ekraniza­cji prozy Nicholasa Spark­sa ( a ile ich było! Co sezon to jed­na) — praw­da jest bowiem taka że jeśli widzi­ało się jeden film na pod­staw­ie jego książek to widzi­ało się wszys­tkie. Ten film o młodych zakochanych rozdzielonych przez różnice społeczne i rodz­iców to typowy wyciskacz łez ale mają­cy jed­ną dużą zaletę — nie uda­je że jest czymś innym. Co więcej dzię­ki dobrej grze ( zwłaszcza Rachel McAdams i Rayana Goslin­ga jako młodych zakochanych) i naprawdę ład­nym zdję­ciom moż­na go oglą­dać abso­lut­nie bezboleśnie. Zwierz lubi ten film bo to reprezen­tant ginącego gatunku filmów które nie uda­ją że są czymś innym
6.) Titan­ic — to się nazy­wa melo­dra­mat- chy­ba najwięk­szy jaki nakrę­cono w drugiej połowie XX wieku. Statek się topi, a młodzi się kocha­ją choć oczy­wiś­cie katas­tro­fa jest niczym w porów­na­niu z różni­ca­mi kla­sowy­mi które sto­ją na przeszkodzie szczęś­ciu. Zwierz niekiedy oglą­da ten film tylko do połowy otrzy­mu­jąc ciekawy i dobrze nakrę­cony film oby­cza­jowy ( no i może udawać że wszys­tko dobrze się skończyło). Niekiedy jed­nak oglą­da tylko drugą część i ma jak mówił Grek Zor­ba ” Taką Piękną katas­trofę” Moż­na zarzu­cać Cameronowi że topi swój statek z nieco zbyt dużą radochą ale jak on to ład­nie robi. Zwierz który nie cier­pi Leonar­do DiCaprio ( człowiek jed­nego wyrazu twarzy i to dodatkowo takiej rozmemłanej) uniósł się tu pon­ad swo­ją niechęć — wszys­tko dla urody fil­mu i nie skrępowanego sen­ty­men­tal­iz­mu samej his­torii. Sukces fil­mu pokazu­je że przepis na sukces to miłość która kończy się dosłowną katas­trofą.
7.) Tacy byliśmy — zwierz należy do tego gatunku kobi­et które ten film oglą­da­ją zawsze z wraże­niem że kino było by ciekawsze gdy­by miało więcej takich bohaterek. A bohater­ka fil­mu ( grana przez Streisand) to kobi­eta myślą­ca, niekiedy nai­w­na, choć ide­owa, która nie ma najm­niejszej ochoty przes­tać myśleć i dzi­ałać jak chce tylko dlat­ego że się zakochała. Jej ukochany ( znów Red­ford — zwierz nie ma poję­cia co on się tak panoszy po tym zestaw­ie­niu) to amerykańs­ki typ ide­al­ny — człowiek które­mu wszys­tko się uda­je. Ich związek trochę nie ma sen­su. Z drugiej strony ciąg­nie ich do siebie. W prze­ci­wieńst­wie do więk­szoś­ci melo­dra­matów ton jest tu nieco łagod­niejszy i trage­dia nieco mniejsza. Ale oglą­da się to świet­nie.
8.) Daleko od nie­ba — I znów prob­lem rasiz­mu tym razem jed­nak uję­ty w zde­cy­dowanie nie prawniczym wyko­na­niu. Na przed­mieś­ci­ach miesz­ka pozornie ide­al­na para. Pozornie bo szy­bko okaże się że mąż wcale żony nie kocha i to w sum­ie nie jest jej wina sko­ro mąż jest gejem. Jed­nak paradok­sal­nie jego skłon­noś­ci są niczym w porów­na­niu z kon­sek­wenc­ja­mi jakie gospo­dyni domowej może przynieść przy­jaźń ( która zde­cy­dowanie była by czymś więcej ) z wyk­sz­tał­conym murzynem. To film piękny wiz­ual­nie, ide­al­ny styl­isty­cznie ale także z cyk­lu zwierza ulu­bionych — to znaczy takich w których bohaterowie nie mówią wszys­tkiego co czu­ją. Wręcz prze­ci­wnie więk­szoś­ci nie mówią. I choć zwierz nie lubi być pouczany ( film jest trochę dydak­ty­czny w swej wymowie) to jed­nak uwiel­bia się wzruszać.
9.) Okruchy dnia — to jeden z tych filmów w które są jak dobry wier­sz — nic w nich nie moż­na zmienić bo będzie tylko gorzej. Bohaterowie fil­mu się kocha­ją i co do tego widz nie ma wąt­pli­woś­ci. Ale to miłość nie wyz­nana i nie wypowiedziana. Wiel­kich wzruszeń może nie ma ale jest niesamowi­ta atmos­fera od pier­wszej do ostat­nie sce­ny. Olbrzymia w tym zasłu­ga aktorów Hop­kins i Thomp­son gra­ją tu bezbłęd­nie — bez ich umiejęt­noś­ci odgry­wa­nia uczuć o których się nie mówi film zupełnie nie miał­by sen­su. A uczuć w filmie jest pełno — i to takich że ma się ochotę potrząs­nąć bohat­era­mi by w końcu je wyz­nali. Czy wyz­na­ją może­cie się domyślić ale z całą pewnoś­cią powin­niś­cie obe­jrzeć ten jeden z najpiękniej nos­tal­gicznych filmów jakie zna zwierz
10.) Dok­tor Żywa­go — może­cie się ze zwierza śmi­ać może­cie się z nim zupełnie nie zgadzać, ale zwierza ma aut­en­ty­czną słabość do tego melo­dra­matu. Cóż z tego że jest śred­nio zagrany, że jest jedynie marnym odbi­ciem książ­ki Paster­na­ka że sce­na w której Omar Sharif dosta­je zawalu powin­na zostać wpisana na listę naj­gorzej zagranych scen XX wieku. To film piękny wiz­ual­nie z cud­owną muzyką i zwierz był­by po pros­tu kłam­cą gdy­by powiedzi­ał że go nie lubi. W końcu zwierz nigdzie nie napisał że ma dobry gust.
A jutro kat­e­go­ria najbardziej niety­powa. Oto filmy które zwierz uwiel­bia ale pode­jrze­wa że niewiele osób je widzi­ało ( nie wy moi nad­miernie obez­nani czytel­ni­cy) ale że się tak wyrażę ogół. Zwierz nie mówi że to filmy genialne ale twierdzi że rzad­ko spo­tykał kogoś z kim mógł­by o nich poroz­maw­iać. Zamysł jest więc taki że wam je pole­ci dowie się czy je widzieliś­cie a jeśli nie widzieliś­cie to będziecie wiedzieli o czym zwierz chce pogadać :P
Ps: Zwierz wie co się ciśnie na usta — Gdzie Jest…? I tu pytanie o film o którym wszyscy wiemy że powinien tu być. Spoko­jnie. Będzie. Ale jeszcze nie tu. 
0 komentarz
0

Powiązane wpisy