Home Książki Dawaj Kaśka! czyli kilka uwag do “A ja żem jej powiedziała” Katarzyny Nosowskiej

Dawaj Kaśka! czyli kilka uwag do “A ja żem jej powiedziała” Katarzyny Nosowskiej

autor Zwierz
Dawaj Kaśka! czyli kilka uwag do “A ja żem jej powiedziała” Katarzyny Nosowskiej

Kilku­godzinne jazdy pociąga­mi z mias­ta do mias­ta – czynione tylko po to by wysłuchać jed­nego aktu opery są doskon­ałym momentem na zapoz­nanie się z dzieła­mi lit­er­acki­mi, które pewnie w innym przy­pad­ku leżał­by na stosie „kiedyś zajrzę”. W moim przy­pad­ku była to nowa książ­ka Kasi Nosowskiej „A ja żem jej powiedzi­ała”. Książ­ka co do której mam mieszane uczu­cia.

Zaczni­jmy od czterech różnych infor­ma­cji wstęp­nych. Pier­wsza to w ogóle skąd się książ­ka wzięła. Jak­iś czas temu Kasia Nosows­ka odkryła (za pod­powiedz­ią Agaty Kuleszy – pol­skiej doskon­ałej aktor­ki, a pry­wat­nie przy­jaciół­ki Nosowskiej) aplikację która pozwala zniek­sz­tał­cać twarz i głos. Tak zniek­sz­tał­coną twarz piosenkar­ka szy­bko zaczęła wrzu­cać na Insta­gra­ma. Ta zniek­sz­tał­cona aplikacją wielko usta koleżan­ka, z zawsze dobry­mi rada­mi doty­czą­cy­mi życia, miłoś­ci i diety prze­maw­iała do ros­nącej (w set­ki tysię­cy) grupy fanów przez ostat­nie miesiące.  Owe krótkie filmi­ki, nie miały w sobie wielkiej głębi, raczej sporo sur­re­al­isty­cznego dow­cipu, połąc­zonego z porad­nikowy­mi sposoba­mi na życie i szczyp­tą życiowej mądroś­ci. Nie były to filmi­ki dla każdego, ale połąc­zone z porad­nikiem jak zgrub­nąć, czy z coraz bardziej sur­re­al­isty­czny­mi kur­sa­mi mak­i­jażu, jaki pro­ponowała na swoim kanale Nosows­ka, zaczęły one być swoistym fenomen­em – przy­na­jm­niej w pewnych krę­gach. Sam Zwierz całkiem je pol­u­bił i to chy­ba waż­na infor­ma­c­ja bo widzi­ał już wstęp­ne założe­nie, że mieszane uczu­cia do książ­ki są pokłosiem mieszanych uczuć do tych Inter­ne­towych har­ców autor­ki.

 

Zaczęło się od satyrycznych filmików na Insta­gramie a skończyło na książce która zdaniem Zwierza dopowia­da jed­no zdanie za dużo do sur­re­al­isty­cznych kawałków.

Tu czas na infor­ma­cję drugą, być może ważną jedynie dla tej wąskiej grupy mieszkańców kra­ju którzy nigdy nie zetknęli się z grupą Hey i jej wokalistką. Otóż Zwierz o tym, że Nosows­ka pisać umie wiedzi­ał od daw­na a właś­ci­wie od cza­su kiedy w jakimś z cza­sop­ism (zabi­j­cie mnie czy  to nie była świętej pamię­ci Fil­ipin­ka czy­tana przez Zwierza nało­gowo) miała ona swój feli­eton, z którego teza­mi nie zawsze przy­chodz­iło mi się zgadzać, ale który zawsze był dobrze napisany. Zresztą wystar­czy wspom­ni­anego Hey posłuchać by wykryć, że raczej za tek­sta­mi stoi oso­ba obdar­zona odpowied­nią wrażli­woś­cią, zwłaszcza na słowa. Oso­biś­cie, Zwierz zapałał do piosenkar­ki sym­pa­tii bo w wywiadach zawsze wykazy­wała dys­tans do siebie, mówiła miło i mądrze a do tego ład­nie broniła swo­jego prawa do pogłębi­a­jącej się kulis­toś­ci i noszenia obsz­ernych czarnych ciuchów co zawsze rozmiękcza moje serce, oso­by zbliża­jącej się do kulis­toś­ci w obsz­ernych czarnych ciuchach.

 

Nieza­leżnie od różnych sprzecznych uczuć jakie mną tar­ga­ją — nowy singiel piosenkar­ki bard­zo szanu­ję.

Sprawa trze­cia dość waż­na to fakt, że książ­ki Nosowskiej nie czy­tał Zwierz ale jej wysłuchał. Dla niek­tórych to spo­ra różni­ca, dla mnie oso­biś­cie, niewiel­ka – może jedy­na taka, że w przy­pad­ku książ­ki która wychodzi z nagra­nia, słuchanie nagra­nia wyda­je się bardziej nat­u­ralne. Zwłaszcza, że Nosows­ka bard­zo ład­nie swo­ją książkę, sama czy­ta. Co nie zmienia fak­tu, że pewne stosowane przez autorkę zabie­gi lit­er­ack­ie, wyglą­da­ją chy­ba ład­niej na papierze, niż kiedy ktoś czy­ta­jąc je nam na głos, wskaże chcąc nie chcąc intonacją gło­su, że owe powtórze­nie czy jakaś klam­ra to chwyt zas­tosowany spec­jal­nie, z pre­m­e­dy­tacją, i nad­er częs­to jak na taki niezbyt dłu­gi tomik. Poza tym – nie czu­jąc zmęczenia mate­ri­ału (słuchać łatwiej niż samemu wodz­ić oczy­ma po literkach) człowiek wchła­nia za jed­nym posiedze­niem całość, co być może nie dzi­ała korzyst­nie na wszys­tkie poje­dyncze ele­men­ty książ­ki.

 

Książ­ki nie przeczy­tałam wysłuchałam jej (czy­tanej przez autorkę) w ramach abona­men­tu Sto­ry­tel. I ter­az uważa­j­cie — jeden miesią­ca abona­men­tu kosz­tu­je taniej niż gdy­bym kupowała książkę osob­no. Ogól­nie jeśli się co pewien czas wkrę­ca­cie w Audio­boo­ki to koniecznie załóż­cie tam kon­to.

Na koniec zwierz chci­ał­by zadeklarować, że ma głębok­ie poczu­cie, że odbiór książ­ki zależy w dużym stop­niu od przeżyć oso­bistych, które w przy­pad­ku autor­ki niezbyt, jeśli praw­ie w ogóle nie pokry­wa­ją się z przeży­ci­a­mi Zwierza. Gdy­by Zwierza rzu­cono, gdy­by płonął on z zaz­droś­ci, gdy­by mu ktoś fac­eta odbi­jał, gdy­by uczu­cie męskie było dla niego przed­miotem cier­pień i dociekań – wtedy pewnie spo­ra część tej książ­ki wybrzmi­ała­by w głowie Zwierza zupełnie inaczej. Jed­nak takich doświad­czeń nie mam – wręcz prze­ci­wnie rodzaj męs­ki nie za bard­zo przys­porzył mi jak na razie w życiu cier­pień, a jeśli już co najwyżej swo­ją nieobec­noś­cią, bo kiedy się pojaw­ił to cier­pień nie spraw­iał. Nie mniej tu warto zauważyć, że zupełnie inne doświad­czenia życiowe mogą spraw­ić, że na książkę spo­jrzy się inaczej.

Po książkę sięgnęłam po tym jak zobaczyłam autorkę w pro­gramie “W roli głównej” (leci na TVN albo na ich­n­im VOD) i pomyślałam że to jed­na z niewielu osób które przy­chodzą do tego pro­gra­mu i mówią tak że jestem ich w stanie słuchać bez zaciska­nia pięś­ci.

 

 

Jak już wspom­ni­ałam – wrzu­cane do sieci filmi­ki miały taki sur­re­al­isty­czny urok, bo były – dzię­ki zniek­sz­tałce­niu twarzy, i tej jed­no- dwuz­dan­iowoś­ci otwarte na inter­pre­tac­je. Taka trochę satyra na dobre rady, złośli­wość, czy po pros­tu porad­nikowa praw­da koleżan­ki która nad kieliszkiem wina radzi odnośnie wszys­tkiego, bo zna się na wszys­tkim. Zwierz oso­biś­cie uważał, że to całkiem dobre kawał­ki, zwłaszcza w świecie który niekoniecznie wytrzy­mu­je wyr­wane z kon­tek­stu niedopowiedze­nie, żart którego puen­tą jest brak puen­ty. Poza tym nawet lubię kiedy ludzie, których się podzi­wia, przy­pom­i­na­ją, że ich życie toczy się w oparach spła­ca­nia kredy­tu i unika­nia lodów­ki. Inna sprawa, że seria o podle­wa­niu kwiatów łza­mi jest tak prze­cu­d­ow­na, że nieje­den pol­s­ki kabaret mógł­by się z niej uczyć jak wywołać uśmiech na twarzy widza, niekoniecznie opowiada­jąc jakikol­wiek dow­cip. Poza tym – jakież to miłe i odświeża­jące wyczu­cie medi­um jakim jest Insta­gram, kiedy świadomie gra się prze­ci­wko jego  zasadom.

 

 

Na fali mojego posz­er­zonego zain­tere­sowa­nia piosenkarką zobaczyłam jej roz­mowę z Wojew­ódzkim i tu po raz kole­jny zro­biła na Zwierzu dobre wraże­nie, ale może dlat­ego, że wydawała się nie za bard­zo porus­zona jakimikol­wiek próba­mi wyprowadzenia jej z równowa­gi.

 

Dlaczego więc książ­ka budzi mieszane uczu­cia? Z kilku powodów. Po pier­wsze – nieste­ty po tych poje­dynczych uwa­gach następu­je ich rozwinię­cie w zupełnie innym tonie. No i mam prob­lem z tym tonem. Z jed­nej strony autor­ka kreu­je się na fajną babkę, pogod­zoną z przemi­janiem, swo­ją fig­urą, z tym że nie wie wszys­tkiego. Jest pogod­zona ze światem w sposób, który wydawać by się mógł – jest szczytem tego do czego może dążyć wrażli­wy człowiek który jakoś próbu­je się ułożyć z życiem. To ta miła strona autor­ki, w którą bard­zo chce­my wierzyć. Jed­nak pomiędzy tymi tek­sta­mi pojaw­ia się oblicze nieco inne. Oblicze, które przy­na­jm­niej mnie oso­biś­cie nie za bard­zo przy­padło do gus­tu. To oso­ba która pod­powia­da gwiaz­dom by nie wypowiadały się na każdy tem­at, jed­nocześnie mając na każdy tem­at opinię (co widać cho­ci­aż­by w tej jed­nej książce). Pogod­zona z włas­nym starze­niem ale nie­pogod­zona za bard­zo z tym, że inne kobi­ety nie chcą się na tych samych warunk­ach starzeć. Przy­pom­i­na­ją­ca że życie dzieci cele­bry­tów nie jest na sprzedaż, ale jed­nak przy­wołu­ją­ca swo­jego syna i swo­ją rodz­inę w książce. Nie podoba­ją się jej kobi­ety które uwodzą innym fac­eta. I nie ma w tym nic strasznego póki nie pada tam stwierdze­nie, o tym że jak „Suka nie da to pies nie weźmie” i w związku z tym „ nie należy przy­jaźnić się z suka­mi”. Bo jakoś nie wiem – nie dla mnie ten język. Podob­nie jak ten tekst o tych młodych dziew­czy­nach co paku­ją się kole­gom z zespołu do łóżek. Ileż  w tych tek­stach jed­nak oce­ny, jed­nak zupełnie niezdys­tan­sowanej pre­ten­sji do świa­ta. Wszys­tko niby lekko niby dow­cip­nie, ale wychodzi z tego pew­na zgryźli­wość, niby nie pog­a­r­da ale blisko tej grani­cy – nigdy nie przekracza­jąc ale też bez takiego dys­tan­su, który by poz­wolił napisać co innego niż prześmiew­czy tekst o Kar­dashi­anach. Odnosi się wraże­nie, że ta iron­icz­na lekkość filmików trochę zosta­je przyg­nieciona gdy nagle autor­ka zaczy­na swój dow­cip tłu­maczyć, i robi się bardziej przykro niż śmiesznie.

Inna sprawa – słucha­jąc książ­ki miałam poczu­cie takiego kom­plet­nego nieprzys­tawa­nia do siebie tem­atów. Są w tej książ­ki ury­w­ki o prze­mo­cy czy alko­holizmie ze strony part­nera. Porusza­jące, pisane na bazie włas­nych doświad­czeń – doskon­ałe, i trudne do prze­jś­cia obok nich obo­jęt­nie. Ale zato­pi­one jest to w takich tek­stach dość banal­nych, które jakoś nie pasu­ją – to wszys­tko wyrzu­cone na jed­nym tchu może zarysować jak­iś obraz psy­chi­ki Nosowskiej ale jed­nocześnie wciąż się ma wraże­nie jakiegoś zabur­zonego deco­rum. O jed­nym niekoniecznie chce się słuchać przy drugim. Inna sprawa, że cza­sem – jak to słuchac­zowi się zdarza – zupełnie  nie mogę się z autorką zgodz­ić. Ot cho­ci­aż­by jej przeko­nanie, że na demon­strac­je to raczej nie,  czy jej rozważa­nia o teorii wahadła, które brzmią jak tak bard­zo uproszc­zony zapis relacji między ludź­mi że aż boli. Nie mam nic prze­ci­wko rozważa­niu autor­ki nad wiarą choć przyz­nam szcz­erze, że założe­nie iż oso­by nie wierzące w Boga nie mają poczu­cia, że zostaną za swo­je czyny oce­nione i się ich nie wsty­dzą (założe­nie nie wyrażone wprost ale nieco domyślne) wprowadza nieco myl­ny obraz tego jak sobie oso­ba niewierzą­ca ustaw­ia kom­pas moral­nych zachowań.

 

Prob­lem z książką jest taki, że to co na Insta­gramie może­my sobie sami inter­pre­tować jako ciepły żart w książce cza­sem pod­szyte jest czymś nieco mniej ciepłym niż się może wydawać.

Jest w tej książce rozdzi­ał w której autor­ka zapew­nia nas że zes­tarze­je się na włas­nych zasadach, w pełni pogod­zona z kli­mak­teri­um i zmarszczka­mi, a jed­nocześnie – jak niemalże mło­da dziew­czy­na, co tańczy, śpiewa, mówi slang­iem, nosi takie ciuchy jak chce i jest taka faj­na. I chci­ało­by się w to wierzyć, ale nieste­ty słucha­jąc tej książ­ki miałam wraże­nie, że jed­nak pewnych rzeczy się nie oszu­ka, że człowiek może i jest pogod­zony ze zmarszczka­mi ale chy­ba niekoniecznie z tym co wiek robi nam w głowach. A nieste­ty czyni nas nastaw­iony­mi do świa­ta nieco mniej otwar­cie i przy­jaźnie, nieco więcej zaczy­na nas uwier­ać, nieco lep­iej niż inni zaczy­namy wiedzieć jak to właś­ci­wie powin­no być. I nie jest to rzecz, która doty­ka tylko autorkę, doty­ka nas to wszys­t­kich, sama prze­cież wiem i czu­ję, że doty­ka też mnie, że jeszcze dziesięć lat temu przeszkadza­ło mi w świecie dużo mniej niż obec­nie. Nie jest to więc samo w sobie nic złego, tak dłu­go jak dłu­go człowiek nie sprzeda­je wiz­ji tego zen i dys­tan­su, który osiągnął, póki nie staw­ia sam siebie na takim nie piedestale ale lekkim pod­wyższe­niu, który niby jest tylko iron­iczne i nieprawdzi­we, a jed­nak spraw­ia, że patrzymy troszkę z góry. Nie wiem – może jeszcze jestem na to za mło­da, może nikt tej książ­ki dla mnie nie pisał.

Serio nie ważne co myślę o książce tej piosen­ki mogę słuchać w kółko.

 

To nie jest książ­ka źle napisana, choć  niekiedy czuć w niej, że autor­ka (co sama przyz­na­je) jest nało­gową czytel­niczką porad­ników. Nie mniej, tal­en­tu lit­er­ack­iego Nosowskiej nie brak i tu jestem gotowa nawet wyczeki­wać kole­jnych pub­likacji autor­ki, być może bardziej spójnych i nieco inaczej pomyślanych. Bo to też jest ten prob­lem z książką. Nosows­ka nagry­wała sobie filmi­ki na Insta­gra­ma a potem pojaw­ił się wydaw­ca. Bo jeśli jesteś nieco bardziej sławny w Internecie to pojaw­ia się wydaw­ca. Wydaw­ca chce książ­ki, ale niekoniecznie tej którą ty nosisz w głowie od kilku­nas­tu lat ale raczej tej, która w jak­iś sposób przełoży na dobre pieniądze twój obec­ny sukces. I piszesz, i choć nie wiado­mo jak dobrze byś pisał, to jed­nak z tej książ­ki wychodzi jej pochodze­nie. Pochodze­nie może nie parszy­we ale niekoniecznie organ­iczne. I tego się nie da ukryć, i to wychodzi z takiej książ­ki boka­mi. Dlat­ego, wbrew swoim wąt­pli­woś­ciom, po kole­jną książkę Nosowskiej sięgnęłabym bard­zo chęt­nie i przeczy­tała co ona ma do powiedzenia, kiedy nie jest to czyjś pomysł ale od początku do koń­ca jej, kiedy to ona puka do wydaw­cy a nie wydaw­ca do niej. Bo to mogło­by być całkiem niezłe.

 

Jeśli macie choć trochę wąt­pli­woś­ci czy audio­boo­ki są dla was to koniecznie zaczni­j­cie od jakiegoś gdzie autor sam czy­ta swo­ją książkę bo z mojego doświad­czenia takie najlepiej wchodzą.

Na koniec muszę stwierdz­ić, że moje mieszane uczu­cia do samej książ­ki w żaden sposób nie wpły­wa­ją na to, że np. ostat­nia piosen­ka Nosowskiej – utrzy­mana w zupełnie innej styl­istyce niż moż­na by się było spodziewać, podobała mi się bard­zo i wyda­je mi się, że ten pomysł na to by sprawdz­ić kim się jest muzy­cznie bez Hey nie był takim całkiem złym pomysłem. Nie mniej może w ogóle w tym jest prob­lem z całą tą książką. Nosows­ka w swoich tek­stach czy to kome­diowych czy tych poważniejszych zostaw­ia zawsze miejsce w którym człowiek może się sam wpa­sować ze swoi­mi emoc­ja­mi. W tym niedopowiedze­niu wszyscy się mieścimy. Kiedy jed­nak autor­ka dopowia­da wszys­tko robi się cias­no. Dla mnie za bard­zo.

Ps: Jako oso­ba oso­biś­cie zbliża­ją­ca się do kulis­toś­ci mam z książką o tyle prob­lem, że potwierdza ona pewną wiz­ję że oso­ba idą­ca ku kulis­toś­ci sportu nie lubi, diet nie upraw­ia i coś ją zawsze ciąg­nie do chle­ba. Och gdy­by to było takie proste, wtedy wystar­czyło­by zmienić te kil­ka drob­nych spraw i świat pros­tokąt­noś­ci stał­by przed nami otworem. Ale nieste­ty to troszkę tak nie dzi­ała.

0 komentarz
1

Powiązane wpisy