Home Seriale Bridgertonowie prawdziwi czyli uciekając od histerycznej historyczności

Bridgertonowie prawdziwi czyli uciekając od histerycznej historyczności

autor Zwierz
Bridgertonowie prawdziwi czyli uciekając od histerycznej historyczności

Od lat zmagam się z odpowied­nim wyjaśnie­niem moim zna­jomym, słuchac­zom i czytel­nikom różni­cy pomiędzy seri­ala­mi his­to­ryczny­mi a tymi, które z his­to­rycznoś­ci korzys­ta­ją jako kostiu­mu – potrzeb­ne­go do stworzenia dra­matur­gicznego napię­cia, ale nie skon­cen­trowanego na odt­warza­niu przeszłoś­ci. Zwyk­le podawałam liczne przykłady kostiu­mowych seri­ali krymi­nal­nych, ale od tego roku mam nowy ide­al­ny przykład. Czyli ser­i­al Bridgertonowie od Net­flixa. Ide­al­ny nie tylko do obe­jrzenia z per­spek­ty­wy świątecznej kanapy, ale też do ilus­trowa­nia tego jak wielowarst­wowe jest przed­staw­ian­ie przeszłoś­ci w pro­dukc­jach rozrywkowych.

 

Jeśli chodzi o sam ser­i­al to nie będę ukry­wać, że pochłonęłam go za jed­nym zamachem – dokład­nie tak jak pochła­nia się sezon każdego seri­alu, w którym rządzą mniejsze lub więk­sze skan­dale. Tu mamy his­torię rodziny Bridger­tonów – gdzie jest ośmioro dzieci, każde trze­ba będzie wypuś­cić w świat by straciło dla kogoś serce, rozum i ele­men­ty bielizny. W pier­wszym sezonie poz­na­je­my wszys­t­kich, ale sama roman­sowo-oby­cza­jowa intry­ga roz­gry­wa się głównie pomiędzy śliczną Daphne a pięknym księ­ciem Simonem. Obo­je mają się ku sobie od pier­wszego wspól­nego balu (choć nie są tego świado­mi), ale nie bylibyśmy w świecie kostiu­mowej nar­racji oby­cza­jowej gdy­by na drodze do ich miłoś­ci nie stanęły skan­dale, przysię­gi, meza­lianse i wszys­tko co może się młodym przy­darzyć. Oczy­wiś­cie to nie jedyny wątek – mamy bowiem i prob­le­my finan­sowe, i młodą pan­nę w ciąży, i meza­lianse i konkury – ale wyraźnie nar­rac­ja o tej najs­tarszej z sióstr Bridger­ton spina sezon w całość. Co jest nar­ra­cyjnie dość atrak­cyjne (jeden sezon jeden główny skan­dal) i prze­jęte z książek (których nie czy­tałam bo wyszły w Polsce z kosz­marny­mi okład­ka­mi które mnie odstraszyły). Całość zaś spina postać tajem­niczej Lady Whis­tle­down (która w seri­alu mówi głosem Julie Andrews) która pełni dokład­nie taką rolę jak Plotkara w Plotkarze – wie wszys­tko, o wszys­tkim donosi i spraw­ia, że żad­na tajem­ni­ca nie umknie jej uwadze, co spraw­ia, że ilość skan­dali towarzys­kich rośnie wykładniczo.

 

BRIDGERTON PHOEBE DYNEVOR as DAPHNE BRIDGERTON in episode 102 of BRIDGERTON Cr. LIAM DANIEL/NETFLIX © 2020

 

Pod wzglę­dem fab­u­larnym Bridgertonowie są cud­own­ie odpręża­ją­cym seri­alem oby­cza­jowym, gdzie dzie­limy nasz czas pomiędzy wzdy­chaniem na księ­ciem (który jest naprawdę bosko przys­to­jny) a jed­nym z braci Bridger­ton (oso­biś­cie uważam, że najpiękniejszy jest Antho­ny). Ponieważ ser­i­al jest pisany na zasadzie – ser­i­al kostiu­mowy „z momen­ta­mi”, to momen­tów jest ci panie mno­go, a że wyraźnie jest nastaw­iony na wid­own­ię kobiecą (lub tych urodę męską podzi­wia­ją­cych) to roz­biera swoich bohaterów równie ochoc­zo co bohater­ki. Jed­nocześnie – mamy tu na tyle dużo postaci, że każdy może sobie znaleźć kogoś kogo lubi nieco bardziej niż innych. Ja oso­biś­cie jestem wielką fanką Eloise Bridger­ton – dziew­czyny wygadanej, która chce od życia czegoś więcej niż kole­jnego balu i dobrego zamążpójś­cia. Postać mi się podo­ba, bo jest nieza­leż­na, ale jed­nocześnie – ma dobre kon­tak­ty z rodz­iną i z sios­tra­mi, oraz koleżanka­mi, które mają inne ambic­je. Miłe jest pokazanie nieza­leżnej dziew­czyny, która też się uczy nie patrzeć z góry na oso­by, które wybier­a­ją w życiu inaczej. Plus Eloise jest po pros­tu przesym­pa­ty­cz­na i doskonale zagrana przez Claudie Jessie.

 

Jed­nak poza fabułą – która jest cud­own­ie odpręża­ją­ca i prze­tykana liczny­mi momen­ta­mi – mamy też reprezen­tację przeszłoś­ci. I to moi drodzy jest prawdzi­wy banki­et, szwedz­ki stół i danie podane pros­to do sto­li­ka w jed­nym. Dla oso­by takiej jak ja – zain­tere­sowanej nie tyle przeszłoś­cią, ale obrazem przeszłoś­ci w kul­turze masowej to jak prezent pod choinkę. Zaczni­jmy od tego, że taka reprezen­tac­ja przeszłoś­ci jaką mamy w seri­alu nie jest wynikiem pomył­ki, ale artysty­cznego wyboru. Co więcej śmiem twierdz­ić, że udało się w seri­alu najlepiej odd­ać este­tykę i poe­t­ykę współczes­nego his­to­rycznego roman­su – zbliżonego do Har­le­quina. Twór­cy doskonale rozu­mieją, że przeszłość służy tu jako obow­iązkowa rama pozwala­ją­ca roze­grać wąt­ki na które z wielu powodów nie pozwala współczes­ność. Książę­ta, bale, sezony, arys­tokrac­ja, skan­dale, meza­lian­sy – to wszys­tko pozwala na stworze­nie nar­racji, która zaw­iera wszys­tkie „atrak­cyjne” dla widza przeszkody. Bo tym jest prze­cież odwoły­wanie się w oby­cza­jowych pro­dukc­jach do przeszłoś­ci – przy­woły­waniem starego porząd­ku społecznego, głównie po to by bohaterowie – mimo wza­jem­nego uczu­cia, czy tylko pociągu nie mogli być ze sobą. Co ciekawe, nar­rac­je takie mają skłon­ność do przed­staw­ia­nia oby­cza­jowoś­ci z przeszłoś­ci w sposób abso­lut­ny – tak by każde drob­ne narusze­nie zasad wiąza­ło się z kom­plet­ną ruiną. W isto­cie niemal żadne społeczeńst­wo nie dzi­ałało tak surowo, ale prze­cież nie chodzi o odt­warzanie przeszłoś­ci a wyobraże­nia o niej. Wiz­ja, że dziew­czy­na nie może nawet na chwilę zostać sama z mężczyzną jest pocią­ga­jącą, bo tworzy bari­ery których dziś już nie ma.

 

BRIDGERTON (L to R) REGƒ-JEAN PAGE as SIMON BASSET in episode 108 of BRIDGERTON Cr. LIAM DANIEL/NETFLIX © 2020

Oczy­wiś­cie taka wiz­ja przeszłoś­ci bierze się też z pewnej wiz­ji ter­aźniejs­zoś­ci. Najważniejszą z nich jest przeko­nanie, że podzi­ały kla­sowe i meza­lianse nie ist­nieją obec­nie i każdy może robić wszys­tko co chce nie patrząc na rodz­inę czy społeczeńst­wo. Nie jest to rzecz jas­na praw­da, i podzi­ały kla­sowe, choć nie sankcjonowane na całym świecie tytuła­mi szlachecki­mi, wciąż ist­nieją i choć nikt ofic­jal­nie nie mówi o meza­liansach przekraczanie granic swo­jej klasy społecznej – zwłaszcza w związku, nadal nie jest aż takie proste. Warto tu nad­mienić, że wiele takich wyobrażeń wywodzi się ze Stanów Zjed­noc­zonych, gdzie arys­tokrac­ja – zwłaszcza europe­js­ka nie kojarzy się jako ele­ment włas­nej his­torii (czy nawet rzeczy­wis­toś­ci) ale jako coś dalekiego, egzo­ty­cznego czy baśniowego. Nie bez powodu amerykanie miewa­ją dużo więk­szego świra na punkcie ang­iel­skiej rodziny królewskiej niż Europejczycy.

Zresztą fakt, że jesteśmy w świecie wyobrażeń pod­kreśla w seri­alu wzmi­an­ka, że mamy do czynienia tak naprawdę z alter­naty­wną lin­ią cza­sową – gdzie mamy króla, ale bard­zo niekonkret­nego i królową – która zde­cy­dowanie nie ma swo­jej ist­niejącej odpowied­nicz­ki na kar­tach his­torii. Co praw­da zgadza­ją się imiona wład­ców ale nie należy się dopa­try­wać w zachowa­ni­ach bohaterów odw­zorowa­nia właś­ci­wych his­to­rycznych sytu­acji. Królowa jest postacią napisaną, król — łaskaw­ie chory, jest ide­al­nym rozwiązaniem. Trak­towanie ich jako postaci his­to­rycznych było­by błę­dem bo są prowadzeni jak posta­cie dra­matur­giczne. Nie trak­towałabym tego jako jakiekol­wiek pró­by odw­zorowa­nia his­torii Jerzego i Char­lot­ty.  Twór­cy bard­zo wyraźnie przenoszą nas do „jakieś roman­ty­cznej wiz­ji przeszłoś­ci” a nie do real­nej przeszłoś­ci, bo tego nam potrze­ba, żeby utrzy­mać wiz­ję ter­aźniejs­zoś­ci, gdzie „takie rzeczy nie mogą się już zdarzyć”. Co zresztą jest ciekawe — ta ist­nieją­ca w nas potrze­ba by wciąż i wciąż oglą­dać his­torię arys­tokraty, który zakochu­je się w dziew­czynie z niższego stanu i nie mogą być razem. To jest tak moc­no wpisane w nasze kul­tur­owe DNA, że złapiemy się każdego fortelu by opowiedzieć sobie tą his­torię jeszcze raz.

 

To pod­kreślanie, że mamy do czynienia ze swoistym mik­sem wyobrażeń o przeszłoś­ci bard­zo wyraźnie widać w ubra­ni­ach bohaterów i muzyce. Stro­je bohaterek naw­iązu­ją do cza­sów regencji, ale jed­nocześnie pod wzglę­dem kolorysty­cznym, a niekiedy po wzglę­dem kro­jów pochodzą z zupełnie innych epok. Także fryzury i mak­i­jaż przy­pom­i­na­ją swoisty miks wyobrażeń „jak to drzewiej bywało” i „jak dzisi­aj ład­nie wyglą­da”. Pod tym wzglę­dem ser­i­al jest nieco lep­szy niż puszczana kiedyś przez CW „Nas­to­let­nia Maria Stew­art” – tam też pod wzglę­dem mody była dość luź­na „inspirac­ja epoką” (nawet luźniejsza niż w seri­alu Net­flixa) ale ponieważ mieliśmy do czynienia z posta­ci­a­mi his­to­ryczny­mi to bard­zo to bolało. Tu ponieważ takich postaci nie ma – nie ma prob­le­mu z alter­naty­wną wiz­ją nie tylko his­torii ale też mody. A moda jest tu „taka by wyglą­dała na his­to­ryczną” – twór­cy wybier­a­ją to co im pasu­je tak żeby wyglą­dało ład­nie i kolorowo i „z epo­ki”. Oczy­wiś­cie dopre­cy­zowanie epo­ki – zwłaszcza w przy­pad­ku kobi­et było­by trudne, ale plus minus zakładamy, że chodzi „coś jak cza­sy Jane Austen”. Te bowiem są najbardziej roman­ty­czną i najchęt­niej odt­warzaną wiz­ją przeszłoś­ci, gdy chodzi o nar­rac­je czys­to oby­cza­jowe. Przy czym ser­i­al radośnie doda­je te ele­men­ty, które się kojarzą — jak np. co pewien czas rzu­ci peruką. Dlat­ego też np. nie ma prob­le­mu wynika­jącego z fak­tu, że muzy­ka nie odpowia­da muzyce z epo­ki podob­nie jak tańce są trochę pomieszaniem z poplą­taniem. Nie ma jed­nak co wznosić ręki ku górze wzy­wa­jąc wszel­kich bogów, bo pro­dukc­ja dokład­nie real­izu­je to co planu­je – wyobraże­nie o jakiejś bliżej nieokreślonej his­to­rycznej przestrzeni.

 

BRIDGERTON GOLDA ROSHEUVEL as QUEEN CHARLOTTE in episode 108 of BRIDGERTON Cr. LIAM DANIEL/NETFLIX © 2020

 

Oczy­wiś­cie tu pojaw­ia się ten motyw, który u częś­ci osób wywołał najwięk­sze emoc­je – czyli fakt, że nie mamy do czynienia wyłącznie z białą obsadą. Ser­i­al kró­ci­utko infor­mu­je nas, że mieliśmy do czynienia z jakąś rewolucją, która poz­woliła na taki rozwój wypad­ków, ale w isto­cie moż­na to wyjaśnie­nie spoko­jnie prze­gapić i puś­cić mimo uszu. Nie ma tu bowiem tak naprawdę żad­nego prob­le­mu. I to nie tylko dlat­ego, że współczes­na nar­rac­ja fil­mowa nie ma obow­iązku trzy­mać się real­iów, bo każ­da nar­rac­ja jest wyborem artysty­cznym a co za tym idzie – nie doku­mentem. Chodzi raczej o to, że zna­j­du­je­my się w świecie fan­tazji. Seri­alowi jest bliżej do aktorskiej ekraniza­cji „Kop­ciusz­ka” niż do his­to­rycznego doku­men­tu. Pod tym wzglę­dem obsadzać moż­na aktorów nieza­leżnie od koloru skóry – bo całość nie ma żad­nych obow­iązków wzglę­dem his­torii świa­ta i Europy (choć warto napomknąć, że na całym świecie zdarza­ły się w wielu kra­jach nie białe oso­by, które miały całkiem wysoką pozy­cję społeczną – his­to­ria świa­ta jest nieco bardziej skom­p­likowana niż chcieli­by komen­ta­torzy na forach Filmwe­bu). Jed­nocześnie – co mnie zdzi­wiło – spotkałam się z komen­tarzem, że sko­ro czarnoskóry bohater może być księ­ciem to w tak przed­staw­ionym świecie wszys­tko jest możli­we. Tylko, że to nie jest praw­da – ów świat dzi­ała wciąż zgod­nie z zasada­mi his­to­rycznego melo­dra­matu – najważniejszą nieprzekraczal­ną bari­erą jest wciąż bari­era pochodzenia, najwięk­szym wys­tęp­kiem seks poza­małżeńs­ki (kobi­et, nie mężczyzn), najwięk­szym przek­leńst­wem – dziecko lub jego brak. To klasy­czne ele­men­ty melo­dra­matu które nie zmieni­a­ją się – ponieważ klasy­czny melo­dra­mat jest opar­ty o klasę nie o rasę.

 

Oso­biś­cie jestem zach­wycona kon­wencją seri­alu, bo zde­j­mu­je on z nas wszys­t­kich ciężar godzenia w sobie prag­nienia by pro­dukc­ja zgry­wała się z fak­ta­mi i tego by szła w stronę klasy­cznego melo­dra­matu. Przenosząc nas do świa­ta, gdzie nic się nie zgadza tak naprawdę – daje się nam świat dużo bardziej spójny wewnętrznie niż gdy­by twór­cy próbowali rzeczy­wiś­cie odd­ać na ekranie realia jakiejś epo­ki. Pod tym wzglę­dem ser­i­al idzie w zupełnie innym kierunku niż znacz­na część współczes­nych seri­ali his­to­rycznych – chwalą­cych się doskon­ałym odd­aniem real­iów. Zami­ast gonić niedoś­cignionego (i częs­to zupełnie nie potrzeb­ne­go) królicz­ka his­to­rycznej poprawnoś­ci i wiary­god­noś­ci, ser­i­al tworzy włas­ną rzeczy­wis­tość, i kon­sek­went­nie rozwi­ja w niej swo­ją his­torię. Tym samym widz nie tylko ma świado­mość, że oglą­da fan­tazję, ale też moż­na z zaciekaw­ie­niem obser­wować – jakie ele­men­ty z przeszłoś­ci wybra­no do kon­strukcji świa­ta przed­staw­ionego.  Pod tym wzglę­dem ser­i­al nie jest „aż tak zły że aż dobry”. Jest kon­sek­went­ny co z punk­tu widzenia oce­ny budowa­nia świa­ta przed­staw­ionego jest kluc­zowe. Świat odb­ie­ga­ją­cy od real­iów w sposób spójny i kon­sek­went­ny jest dobrze zarysowany. Jeśli zaś chwali się realia­mi ale odstępu­je od nich tam gdzie nie jest to wygodne – wtedy budzi kontrowersje.

 

BRIDGERTON (L to R) RUBY BARKER as MARINA THOMPSON in episode 103 of BRIDGERTON Cr. LIAM DANIEL/NETFLIX © 2020

 

Co ciekawe Shon­da Rhimes (z której firmy pro­duk­cyjnej dostal­iśmy ten ser­i­al) już kil­ka razy próbowała w fir­mowanych przez siebie pro­dukc­jach podob­ne­go zabiegu niedookreśle­nia. Najpierw w „Off the Map” które dzi­ało się „gdzieś w Ameryce Połud­niowej” (roz­gry­wa­jąc wyobraże­nie bied­nego kra­ju latynoskiego, ale nie poda­jąc dokład­nie o jaki kraj chodzi) i dru­gi raz przy „Still Star-Crossed” – seri­alu, który naw­iązy­wał do Romea i Julii. W obu przy­pad­kach ekspery­men­ty skończyły się szy­bko. Moim zdaniem tym razem tak nie będzie, bo ser­i­al zro­biony dla Net­flixa mniej się krygu­je w swoim pokazy­wa­niu wid­zowi, że ma gdzieś „prawdzi­wą his­torię” i chodzi mu głównie o zaspoko­je­nie potrzeb widzów.

 

Na koniec uwa­ga, która może niek­tórych widzów rozjuszyć. Praw­da jest taka, że pod wielo­ma wzglę­da­mi „Bridgertonowie” nie są aż tak dale­cy od np. „The Crown” jak chcielibyśmy myśleć. Pod pewny­mi wzglę­da­mi są nawet ucz­ci­wsi. „The Crown” też pokazu­je prze­cież jakąś wymyśloną w dużym stop­niu wiz­ję przeszłoś­ci, dopisu­je sobie roz­mowy a niekiedy nawet wydarzenia, które niekoniecznie miały miejsce. Tworzy jakąś wiz­ję tego co było – taką która pasu­je wid­zom, ale przede wszys­tkim – twór­cy opowieś­ci, który na pier­wszym planie ma wymo­gi dra­matur­giczne. On musi opowiedzieć coś co będzie ciekawe dra­matur­gicznie – więc tak inter­pre­tu­je wydarzenia by pasowały do wymogów kon­wencji.  Cały kostium his­to­rycznego real­iz­mu – w „The Crown” real­i­zowany z najwięk­szym pietyzmem nie zmienia fak­tu, że mamy do czynienia w dużym stop­niu z fan­tazją. To celowa kreac­ja. Pod tym wzglę­dem „Bridgertonowie” w których nie zgadza się nic są dużo ucz­ci­wsi w pokazy­wa­niu nam, dlaczego sięgamy do przeszłoś­ci i czego od niej chce­my. Choć oba seri­ale różnią się jak ogień i woda w swo­jej styl­istyce ostate­cznie oba dostar­cza­ją wid­zom tego samego – rozry­w­ki i wzruszenia w otoczce klasy wyższej.

 

BRIDGERTON (L to R) NICOLA COUGHLAN as PENELOPE FEATHERINGTON, RUBY BARKER as MARINA THOMPSON and LUKE NEWTON as COLIN BRIDGERTON in episode 101 of BRIDGERTON Cr. LIAM DANIEL/NETFLIX © 2020

 

To jest oczy­wiś­cie głęb­szy prob­lem anal­izy dzieł odwołu­ją­cych się do real­iów his­to­rycznych. Warto jed­nak zawsze mieć w głowie, że his­to­ria na ekranie najwięcej mówi nie o przeszłoś­ci, ale o nas samych. O tym co chce­my pamię­tać, jak chce­my sobie przeszłość wyobrażać i jak chce­my postrze­gać nas samych na tle tego co było. To wiel­ki paradoks każdej his­to­rycznej nar­racji i jed­na z naj­ciekawszych rzeczy w każdym – nawet głupi­utkim seri­alu kostiu­mowym.  Więc kiedy patrzysz na tego pięknego księ­cia sunącego z ukochaną po parkiecie to na pytanie co robisz możesz odpowiedzieć „Sprawdzam jak współczesne postrze­ganie podzi­ałów kla­sowych odbi­ja się w pop kul­tur­owym postrze­ga­niu meza­lian­su”. I nikt ci nie powie, że zmarnowałaś cały pier­wszy dzień świąt oglą­da­jąc durne roman­sid­ło. Ot co.

 

Ps: Zapew­ni­am was, że jeszcze kil­ka lat temu pewnie by mnie ten ser­i­al den­er­wował, ale właśnie to jest cud­owny wpływ kon­sumowa­nia kul­tu­ry pop­u­larnej na jej postrze­ganie – po pewnym cza­sie dostrze­ga się, że tak naprawdę zupełnie inne ele­men­ty są ważne niż się początkowo wydaje.

 

Ps: Książę najpiękniejszy.

0 komentarz
38

Powiązane wpisy