Home Film Co dzisiaj oglądamy? czyli dziesięć rad jak oglądać filmy

Co dzisiaj oglądamy? czyli dziesięć rad jak oglądać filmy

autor Zwierz
Co dzisiaj oglądamy? czyli dziesięć rad jak oglądać filmy

Hej

Zna­jo­ma pisze post na face­booku. Jak zacząć oglą­dać filmy. Zwierz wie o tym ponieważ w kącie ekranu pojaw­ia się mała cyfer­ka 1. Pauzu­je więc chili­js­ki film NO – który okazu­je się jest w całoś­ci na Youtube (co praw­da po hisz­pańsku i z hisz­pański­mi napisa­mi ale komu to przeszkadza) i przenosi się do nieco innego świa­ta. Świa­ta w którym trud­no wybrać film a jeszcze trud­niej zmo­ty­wować się do oglą­da­nia. Bo rzeczy­wiś­cie – o ile wszyscy mniej więcej wiedzą jak w gąszczu lit­er­atu­ry wybrać coś dla siebie, to jak sobie poradz­ić z fil­ma­mi. Jesteśmy tu zostaw­ieni abso­lut­nie sami sobie. Zwłaszcza jeśli zależy nam nie na chodze­niu do kina a oglą­da­niu filmów. Zwierz nigdy nie miał z tym prob­le­mu, ale pomyślał że może ma dla was kil­ka pod­powiedzi.

Zwierz doskonale wie, że sporo stwierdzeń z tego wpisu pojaw­iało się już w innych tek­stach zwierza ale nigdy dość

Nie bój się – to jed­na z pod­sta­wowych rzeczy która pow­strzy­mu­je nas przed spo­jrze­niem na rzeczy których jeszcze nie znamy. Stra­ch. I to nie tak wiel­ki stra­ch, który nas par­al­iżu­je ale taka drob­na obawa. To nie jest tem­at dla nas, to zbyt poważny reżyser, to będzie jak­iś dzi­wny sce­nar­iusz. Znaleźć tego typu wymówkę nie jest trud­no. Sam zwierz obser­wu­je u siebie ten mech­a­nizm nie raz. Ale widzi­cie prob­lem pole­ga na tym, że nic nie wiemy o filmie póki go nie obe­jrzymy. Zwierz lubi przy­woły­wać swo­je pier­wsze spotkanie z Tam gdzie ros­ną poziom­ki. Zwierz był abso­lut­nie przeko­nany, że oto spot­ka się z filmem strasznym. Wiecie czarno biały Bergman. Film sym­bol nud­nego kina. Oczy­wiś­cie zwierza do tego pier­wszego sean­su zmus­zono (pokazano mu film w cza­sie wykładu z his­torii kina) ale to było odkrycie. Film trafił do zwierza, rozbaw­ił go (miejs­ca­mi) poruszył ale nie przygnębił. Za to wbił się w głowę jako jed­na z najbardziej dotyka­ją­cych zwierza his­torii jaką widzi­ał w kinie. Sam nigdy by po niego nie sięgnął ze stra­chu przed kinem poważniejszym (zwierz miał dziewięt­naś­cie lat i bał się pewnych filmów dużo bardziej niż dziś), niechę­cią do spędza­nia wiec­zoru oglą­da­jąc Bergmana. A tak dostał coś zupełnie innego.

Niech kto inny pode­jmie decyzję – to meto­da która zaowocow­ała u zwierza najwięk­szą iloś­cią obe­jrzanych filmów. Zwierz nie pod­jął decyzji co oglą­da. Tą decyzję pod­jął aktor a zwierz podążał tylko za nim pro­dukc­ja za pro­dukcją. Jeśli kiedyś zas­tanaw­ial­iś­cie się dlaczego zwierz- kiedy nagle zakocha się pop­kul­tur­al­nie w aktorze rzu­ca się na całą jego fil­mo­grafię to musi­cie wiedzieć że nie chodzi jedynie o akto­ra. Zwierz świadomie wyko­rzys­tu­je to nagłe własne zain­tere­sowanie osobą by posz­erzyć swo­je hory­zon­ty. Czy zwierz oglą­dał­by chili­jskie No gdy­by nie Gael Gar­cia Bernal? Oczy­wiś­cie, że nie – co praw­da to nomi­nowany do Oscara film z amery­ki połud­niowej ale pewnie w takim zalewie pro­dukcji jaki trafia do zwierza gdzieś by się zaplą­tała i zagu­biła. Ale zwierz nie ma nic do powiedzenia bo prowadzi go aktor. I to prowadzi bezwzględ­nie – przez swo­je dobre i złe wybo­ry, przez swój debi­ut, przez swo­je najwięk­sze osiąg­nię­cia i najm­niejsze pro­dukc­je. Zwierz niczego nie wybiera, jest bez­wol­ny a jed­nocześnie posz­erza swo­je hory­zon­ty. Bo aktorzy wybier­a­ją dzi­wnie a cza­sem bard­zo kon­sek­went­nie. Ale odpada­ją wszys­tkie pyta­nia i wąt­pli­woś­ci związane z fabułą. Jest On (czy Ona) jest zwierz.

Reżyser i pro­du­cent mówią kocham cię – wszyscy doskonale wiemy czego nie lubimy ale warto zdać sobie pytanie co lubimy – zwierz np. bard­zo częs­to łapie się na tym, że lubi konkret­nych reży­serów do tego stop­nia, że nie obchodzi go za bard­zo o czym dokład­nie jest film – byle­by stał za nim ten sam człowiek czy ludzie – zwierz ma tak np. z zespołem Marchant/Ivory – zwierz naprawdę nie oglą­da tych filmów dlat­ego, że pory­wa­jące są ich kole­jne fabuły. Tym co zwierza przy­cią­ga do kole­jnych pro­dukcji jest nas­trój, sposób kręce­nia, pewien styl fil­mowa­nia. Dlat­ego też tak ważne by dobrze pamię­tać kto wyreży­serował nasze ulu­bione filmy – to właśnie te nazwiska pozwala­ją nam przy­na­jm­niej mniej więcej dowidzieć się co w reży­serii lubimy a czego nie. Np. zwierz najbardziej lubi kiedy film ma sto­sunkowo małą obsadę i sto­sunkowo staty­czną akcję, a jak już dzieje się wśród grupy ludzi którzy nic nie robią tylko roz­maw­ia­ją to zwierz jest najszczęśli­wszym ze wszys­t­kich zwierz. Ale nikt się z taką wiedzą nie rodzi. Zwierz sam musi­ał – właśnie oglą­da­jąc filmy – wyno­tować sobie men­tal­nie te momen­ty w kole­jnych pro­dukc­jach kiedy naprawdę czuł związek z his­torią czy bohat­era­mi. W ten sposób pow­sta­je mapa naszych pref­er­encji, która pozwala powiedzieć co tak właś­ci­wie w fil­mach lubimy.  Zwierz ma też swo­je wytwórnie i pro­du­cen­tów którym ufa – tak moi drodzy – to też jest sposób na to by jakoś się w gąszczu filmów odnaleźć. Każ­da więk­sza wytwór­nia ma przy sobie przy­budówkę która pro­duku­je tzw. Filmy nieza­leżne. Filmy nieza­leżne w Stanach to po pros­tu filmy, na które nie wyda­je się setek mil­ionów dolarów. Zwierz oglą­da niemal wszys­tko co wpad­nie mu w ręce z kilku takich wytwórni. Dlaczego? Bo to jest też pew­na for­ma selekcji. Np. takie Sony Pic­tures Clas­sic – doskon­ały sposób na wyse­lekcjonowanie filmów, z jed­nej strony jak najbardziej mieszczą­cych się w kręgu kul­tu­ry pop­u­larnej a z drugiej zwyk­le z nieco lep­szy­mi sce­nar­iusza­mi czy aktorstwem. Albo np. Film4 Pro­duc­tions – zwierz widząc znak tego pro­du­cen­ta zawsze oglą­da film. Wiecie, obe­jrzał już ich dziesiąt­ki i naciął się tylko kil­ka razy. Przy czym to są bard­zo różne pro­dukc­je, a jed­nak trafi­a­ją do zwierza. Dlaczego? Zwierz nie ma poję­cia ale to też jest sposób na to by jakoś oga­r­nąć rzeczy­wis­tość fil­mową. W przy­pad­ku zwierza całkiem skutecznie. I ponown­ie – kiedy nie wiem co oglą­dać – po pros­tu wybier­am kole­jny film z listy wypro­dukowanych przez Film4. I ponown­ie nie ja pode­j­mu­ję decyzję tylko powierzam komuś mój fil­mowy los.

Czas jest najprost­szą z rzeczy — zwierz wie, że jed­ną z najczęst­szych wymówek sto­ją­cych za tym by jed­nak fil­mu nie oglą­dać jest brak cza­su. Ale wiecie, że fil­mu nie trze­ba oglą­dać za jed­nym zamachem? Zwierz Przem­inęło z Wia­trem widzi­ał po raz pier­wszy w czterech częś­ci­ach. No o którym wspom­i­na na początku wpisu poczeka na czas zwierza do jutra. Dziel­nie filmów na mniejsze kawał­ki o ile oglą­da się je dzień w dzień nie jest jakoś bard­zo złe. Oczy­wiś­cie zdaniem zwierza filmy lep­iej sprawdza­ją się gdy oglą­da się je na raz. Ale lep­iej go rozbić na kawał­ki niż nie obe­jrzeć. A i jeszcze jed­no — może­cie — jak niek­tórzy zwierza, należeć do specy­ficznej grupy osób, które mogą coś obe­jrzeć tylko jeśli mają zajęte ręce. Zwierz bard­zo pole­ca dzier­ganie. Serio dobrze dzier­ga­ją­ca oso­ba nie musi patrzeć na robótkę a jed­nocześnie nie męczy się siedząc i patrząc. Ale wraca­jąc jeszcze do cza­su. Jeśli nie macie cza­su na filmy a macie na seri­ale to nie jest to kwes­t­ia cza­su tylko ochoty. Zwierz od początku roku obe­jrzał kilka­naś­cie filmów. Nie dlat­ego, że miał od was wszys­t­kich bez porów­na­nia więcej cza­su ale dlat­ego, że miał więcej ochoty. Oczy­wiś­cie może­cie nie lubić oglą­da­nia filmów ale jeśli naprawdę chce­cie coś obe­jrzeć czas się zna­jdzie. Zwłaszcza że ter­az nie jesteśmy uza­leżnieni od telewiz­ji, mamy DVD, VOD i więk­szość z nas ma mniej lub bardziej legalne dro­gi Inter­ne­towe. Więc zawsze może­my coś obe­jrzeć. Przy czym zwierz jest zda­nia, że należy oglą­dać też filmy które się zna ( mnóst­wo zapom­i­namy), filmy złe (zwierz o tym pisał ale ogól­nie złe filmy wiele uczą) i pro­dukc­je w przy­pad­ku których najwyżej wyłączymy w trak­cie. Co nie jest jakąś szczegól­ną tragedią. Ogól­nie co naj­gorszego może się stać? Bo na pewno nie zmar­nu­je­cie cza­su oglą­da­jąc film. Marnowanie cza­su nigdy nie wiąże się ze spotkaniem z kul­turą. Nawet tą która jest zła czy tą która nam się nie podo­ba. Czas mar­nu­je­my wtedy kiedy nie myślimy, nie wyda­je­my opinii, nie poz­na­je­my świa­ta. A nawet złe filmy poma­ga­ją nam lep­iej zrozu­mieć świat i siebie

Zbiór ogranic­zony —  zwierz ma pewne zasady doty­czące filmów np. stara się oglą­dać wszys­tkie sprowadzane do pol­s­ki fran­cuskie kome­die. To pros­ta zasa­da. Czy wszys­tkie te filmy są dobre? Abso­lut­nie nie, ale stanow­ią pewien zamknię­ty zbiór, który co więcej przy­pom­i­na zwier­zowi czego mu braku­je w fil­mach amerykańs­kich, ang­iel­s­kich czy pol­s­kich a co mu się podo­ba i za czym tęskni. Przy czym fran­cuskie kome­die na rynku pol­skim to zbiór ogranic­zony więc właś­ci­wie nie ma prob­le­mu z oga­r­nię­ciem zagad­nienia. I nie ma poczu­cia wiecznej koniecznoś­ci nadra­bi­a­nia zaległoś­ci. Zresztą w ogóle – zwierz ma też sys­tem eksplorowa­nia kina gatunka­mi. Np. czy wiecie, że jest na Wikipedii strona British Roman­tic Com­e­dy film? A no ist­nieje. Suchy spis tytułów. Wiecie co zwierz robi? Stara się obe­jrzeć wszys­tkie. Jeszcze tego nie zro­bił  ale obe­jrzał ok. 70 filmów z tej kat­e­gorii na Wikipedii. Bo dlaczego by nie? Jedne filmy są lep­sze drugie gorsze ale sko­ro zwierz wie, że lubi ang­iel­skie kome­die roman­ty­czne (a przy­na­jm­niej kilka­naś­cie z nich) to czemu nie iść za ciosem? Takie szukanie zamknię­tych zbiorów filmów w jak­iś sposób podob­nych (od cza­su kiedy Imdb pozwala wid­zom na tworze­nie list jest ich mnóst­wo i są dobier­ane z uwa­gi na najdzi­wniejsze kat­e­gorie) jest bard­zo podob­ne. Takie ogranic­zone zbio­ry częs­to pozwala­ją nam dojść do tego co jest Świę­tym Graalem każdego kino­mana — ustal­e­nia jakie są nasze pref­er­enc­je, fas­cy­nac­je, co nas rusza. A to pozwala dużo bez­piecznej i świadomiej poruszać się w świecie fil­mu.

Nie daj się rozleni­wić seri­alom – tak moi drodzy zwierz pisze te słowa jako wiel­bi­ciel seri­ali i wiel­ki zwolen­nik tezy że bywa­ją one miejs­ca­mi lep­sze od filmów. Seri­ale są rozleni­wia­jące, nie chodzi jedynie o skupi­e­nie uwa­gi tylko przez 45 min (albo przez 30 min).  Seri­ale pozwala­ją odroczyć osąd, zaw­iesza­ją akcję i wypuszcza­jąc nas na tydzień w świat byśmy szli żąd­ni więcej. Jeśli są dobre – opowiada­ją nam his­to­rie przez kil­ka sezonów, niekiedy w pełni świadome naszych sym­pa­tii i anty­patii, naszych snów i marzeń. Filmy są inne. Nie dajmy się zwieść tym samym twar­zom i podob­ne­mu medi­um. Filmy zmusza­ją nas do przeży­wa­nia wszys­tkiego ter­az i już. Dwie godziny i koniec. Potem trze­ba wydać opinię. Jeśli pozostał niedosyt nie zostanie on szy­bko ugas­zony, jeśli chcielibyśmy wpłynąć na twór­ców jest już za późno film pow­stał. Jeśli nie wiemy czegoś o bohat­er­ach – trud­no – jeśli to nie część fil­mowej serii to nie dowiemy się tego nigdy na pewno.  Poza tym filmy jed­nak są nieco mniej przewidy­walne, choć oczy­wiś­cie cala masa z nich jest robiona wedle podob­nych schematów. Ale wtedy różnią się przy­na­jm­niej aktorzy. Sam zwierz zła­pał się na tym, że po kilku tygod­ni­ach w seri­alowym świecie trud­nej mu wró­cić do filmów. Ale jed­nocześnie łapie się na tym, że to co go ksz­tał­tu­je, co nie daje mu intelek­tu­al­nego spoko­ju to jed­nak są filmy. Jasne zdarza się nie móc zas­nąć z powodu seri­alu, ale kiedy zwierz zna­j­du­je się w jakimś stanie dzi­wnego osłupi­enia to zwyk­le dlat­ego, że obe­jrzał film. Co więcej – bard­zo częs­to w złych fil­mach są sce­ny które zosta­ją ze zwierzem na dłu­go. Mimo, że sam zwierz nie wie dlaczego. Przy czym zrozum­cie – zwierz nie żyje  w świecie seri­ale złe/filmy dobre. Ale żyje w świecie gdzie sam sobie narzu­ca obow­iązkowy powrót do filmów.

Otwórz oczy – jed­na z rzeczy, która jakoś zawsze stanowi duży prob­lem w przy­pad­ku filmów jest to jak je tech­nicznie oglą­dać. Nie chodzi czy legal­nie czy nie, z kom­put­era czy na ekranie telewiz­o­ra. Chodzi o poziom zaan­gażowa­nia w seans. Widzi­cie zwierz uważa, że o ile na seri­ale moż­na zerkać okiem (zdarza mu się to w przy­pad­ku wielu pro­dukcji) to oglą­danie filmów wyma­ga pewnego zanurzenia się w świecie przed­staw­ionym. Zwierz co praw­da cza­sem malu­je paznok­cie w cza­sie niek­tórych śred­nich pro­dukcji ale w więk­szoś­ci przy­pad­ków stanowi w cza­sie oglą­da­nia fil­mu nud­ny obraz. Siedzi i patrzy. Bo kiedy wchodz­imy w film głę­biej niż tylko w fabułe to sta­je się on intrygu­ją­cy. Kiedy zadamy sobie kil­ka pytań- dlaczego w tym uję­ciu nie widzę twarzy akto­ra, czy on to ucho pociera bo akto­ra coś zaswędzi­ało, czy to tik ner­wowy bohat­era, czy tego kawał­ka ścież­ki dźwiękowej już nie było? Zwierz uwiel­bia zadawać sobie takie pyta­nia w cza­sie oglą­da­nia fil­mu. To wcale nie musza być najlep­sze sce­ny, ale samo zadawanie sobie tych pytań daje mnóst­wo fra­jdy. Zwłaszcza w sytu­acji kiedy np. wiemy że część dialogów jest improw­iz­owana, albo próbu­je­my wyczuć gdzie jakaś decyz­ja mon­tażowa zade­cy­dowała o takim a nie innym ksz­tał­cie sce­ny. Zwierz wie – to są trochę pyta­nia dla pasjonatów. Ale nie do koń­ca – na pytanie dlaczego oglą­dać filmy zwierz ma zawsze odpowiedź – bo nie da się zrozu­mieć filmów ich nie oglą­da­jąc. To sztu­ka której wszyscy się musimy nauczyć i do per­fekcji doprowadzi nas jedynie wprawa.

Na tyle siebie znamy ile nam pokazano – zwierz nie lubi filmów biograficznych krę­conych za życia osób w nich opisanych. Jed­nym z jego ulu­bionych filmów jest Social Net­work. Zwierz nie przepa­da za pro­dukc­ja­mi wojen­ny­mi dzieją­cy­mi się na pustyni. Jed­nym z jego ukochanych filmów jest Jar­head. Zwierz nien­aw­idzi hor­rorów. Co nie zmienia fak­tu, że kiedy ma przy­wołać jed­ną z najlep­szych scen jaką widzi­ał w kinie to pewnie przy­pom­ni­ał­by konia na promie w Ringu. Zwierz nie lubi kina gang­ster­skiego. Ale nie ma wąt­pli­woś­ci, że jego ukochanym filmem jest Ojciec Chrzes­ny.  Te zda­nia nie są ze sobą sprzeczne. Wręcz prze­ci­wnie. Wszyscy mamy pref­er­enc­je. Gdy­by zwierz miał wskazać swój abso­lut­nie ukochany gatunek fil­mowy, pewnie wyszło­by, że zwierz uwiel­bia stare dobre melo­dra­maty. Im więcej osób umiera po drodze nie zaz­nawszy szczęś­cia w miłoś­ci tym bardziej chlip­ie zwierz. Ale kino to podła bes­tia. Doskon­ałe filmy wymyka­ją się naszym pref­er­encjom. Bo prze­cież Social Net­work to film który doty­ka spraw bard­zo ludz­kich i właś­ci­wie nie opowia­da o Face­booku, bo Jar­head to nie jest film o wojnie tylko o jej braku, Ring może i straszy ale jest też przepięknie nakrę­cony, Ojciec Chrzest­ny to film abso­lut­ny dotyka­ją­cy wszys­t­kich sfer życia, arcy­dzieło bez jed­nej fałszy­wej nuty. Dlat­ego zwierz mimo, ze doskonale zna swo­je pref­er­enc­je na nich nie pole­ga. Nie chodzi o stra­ch który zwierz pisał wcześniej. Tylko o to, że tak naprawdę filmy nie są w stanie zamknąć się w ramach gatunku. Więcej – zwierz jak wszyscy woli by kończyło się dobrze, ale cza­sem kończy się źle i zwierz wie, że to jest jedyny sposób by film był dobry. Ogranicza­jąc się wyłącznie przez własne pref­er­enc­je nie daje­my kinu szan­sy nas poruszyć tam gdzie się tego nie spodziewamy. A prze­cież o to chodzi, o uczu­cia których się nie spodziewamy.

Nie wierz słowom – niekiedy nie ma nic bardziej zniechę­ca­jącego do sean­su niż opis fil­mu. Zwierz radzi dwie rzeczy. Po pier­wsze trzy­mać się z dale­ka od wszel­kich opisów, po drugie im nie wierzyć. Dys­try­b­u­torzy częs­to doskonale ukry­wa­ją o czym film jest naprawdę – częs­to nie chcąc zniechę­cić widza. Poza tym żadne streszcze­nie nie odda nas­tro­ju fil­mu. Tym­cza­sem to jest rzecz abso­lut­nie kluc­zowa jeśli chodzi o to co wyniesiemy z pro­dukcji. Cza­sem bard­zo podob­ne his­to­rie mogą mieć zupełnie inny nas­trój i jedne bard­zo nam się spodobać inne bard­zo nam się nie spodobać. Zwierz spędz­ił mnóst­wo cza­su tłu­macząc rożnym zniechę­conym użytkown­ikom sieci, że nie – ten opis na filmwe­bie, tyle okład­ki czy Imdb nie ma nic wspól­nego z kinem. Czy  opis „11-let­ni Bil­ly Elliot z gór­niczej rodziny marzy wbrew otocze­niu, by zostać tancerzem Królewskiej Akademii Tań­ca”, odd­a­je to jakim super filmem jest Bil­ly Elliot? Jak bard­zo nie jest o marzeni­ach by zostać tancerzem ale o mil­ion­ie innych rzeczy – w tym – przełamy­wa­niu bari­er społecznych, poświęce­niu dla rodziny, oraz tym jak  kul­tura otwiera drzwi do zupełnie nowego świa­ta. Nie ma w tym zda­niu ani słowa o tym jak pięknym zapisem ojcowskiej miłoś­ci jest film, ani jak dobrym społecznym komen­tarzem. A jed­nak wciąż daje­my się zwieść pozorom że te jed­no czy dwa zda­nia w bazie danych powiedzą nam cokol­wiek o filmie. Przy czym zwierz nie jest prze­ci­wny czy­ta­niu o kinie – sam wielokrot­nie to robił. Ale zawsze mając z tył głowy, że czy­tać o filmie a obe­jrzeć film to dwie zupełnie różne nie przys­ta­jące do siebie rzeczy.

Roz­bieżność zez­nań – zwierz uważa że choć filmy powin­no oglą­dać się indy­wid­u­al­nie (by być pewnym co myślimy) to należy porówny­wać doz­na­nia – czy­tać recen­z­je, fora czy wypowiedzi zna­jomych. Nie po to by dos­tosować swo­je zdanie do cud­zego. Chodzi o cud­owną roz­bieżność zez­nań. Widzi­cie kiedy czy­tamy książkę a potem okazu­je się, że nasi zna­jo­mi czy­ta­jąc tą samą książkę widzieli zupełnie co innego, to nie ma się co dzi­wić. Oni i My mamy różną wyobraźnię, mówimy różnym językiem, tworzymy z zapisanych w książce słów różne światy. W przy­pad­ku filmów wszyscy dosta­ją to samo. Te same twarze, miejs­ca, kardy, uję­cia, dialo­gi. A jed­nak nie. Nagle okazu­je się, że twój ukochany film jest szmirą, że ktoś zmienia życie po sean­sie pro­dukcji na której się przys­nęło, że dla ciebie for­maty­wne znacze­nie miała pro­dukc­ja, która kogoś zupełnie nie obeszła itp. To jest najbardziej prze­cu­d­ow­na strona kine­matografii – nawet jeśli opowie się mil­ionom ludzi, tą samą his­torię, z tymi samy­mi aktora­mi, tymi samy­mi środ­ka­mi, to każdy zobaczy trochę co innego. Oczy­wiś­cie zwierz wie, że to tru­izm ale, żeby przekon­ać się jak fas­cynu­jące jest to różne oglą­danie tych samych filmów przez różnych ludzi, trze­ba się zebrać i co nieco samemu obe­jrzeć. Jed­nocześnie dyskus­ja nad tym dlaczego postrzegamy filmy inaczej to jed­na z ciekawszych i przy­jem­niejszych dyskusji o kul­turze w jaką się moż­na wplą­tać

Koleżan­ka pyta jak oglą­dać filmy a zwierz nie wie co powiedzieć. Serio. Mimo, że ten wpis ma już kil­ka stron zwierz wciąż ma wraże­nie, że nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego? Cóż zwierz pode­jrze­wa, że najważniejsze w tym wszys­tkim jest po pros­tu mieć ochotę na kino. Zwierz nie wie jed­nak jak się ochotę na kino traci. Od cza­su kiedy był dzieck­iem obe­jrze­nie fil­mu stanow­iło pewien stały rytu­ał dnia. W domu zwierza nie było seri­ali, ale były filmy – oglą­dane niemalże obow­iązkowo w okoli­cach dwudzi­estej. Do dziś pewien rytm w domu rodzin­nym zwierza wyz­nacza pytanie „Co dziś oglą­damy”. I wiecie co. Może to jest odpowiedź na to pytanie. Nie wiem jak zachę­cić do oglą­da­nia filmów. Jak już zwierz pisał – słowa nie są w stanie wyświad­czyć obra­zom żad­nej przysłu­gi. Jestem jed­nak pew­na że filmy trze­ba oglą­dać. I że najtrud­niejszy jest ten pier­wszy krok. Kiedy świadomie decy­du­je­my się, że dziś obe­jrzymy film. Zwierz jed­nak myśli że trze­ba zacząć od pyta­nia które sam zwierz zada­je sobie co wieczór. „Co dziś oglą­damy”. A potem zanurzyć się w 120 lat ludzkiej wyobraźni.  To naprawdę jest najlep­sza przy­go­da od cza­su kiedy kras­noludy odwiedz­iły pewnego Hob­bita. Tylko nie zapom­ni­j­cie chus­tecz­ki. Bywa wzrusza­ją­co.

Ps: A ter­az dra­maty­cz­na his­to­ria nieu­danego zwier­zowego zamach na prezy­den­ta. Zwierz ład­nie się ubrał i nawet przy­wdzi­ał obow­iązkowe  buty na obcasach (co w przy­pad­ku zwierza nie zdarza się częs­to) i udał się na roz­danie Pasz­portów Poli­ty­ki. Jed­nak jako że jechał z pra­cy miał na ple­cach dość spory ple­cak. W nim zaś pełno dóbr które towarzyszą mu w dniu codzi­en­nym. Zwierz jako że koope­ru­je ze wszys­tki­mi ludź­mi którzy odpowiedzial­ni są za bez­pieczeńst­wo imprez radośnie poz­wolił swój ple­cak prześwi­etlić i… okaza­ło się, że pod zaku­pa­mi i jedze­niem dla świnek (które zwierz zakupił po drodze bo świn­ka też człowiek jeść musi) zna­j­du­je się śmiertel­nie niebez­pieczny korko­ciąg. Którego to korko­ciągu zwierz abso­lut­nie wnieść na teren imprezy nie może. Zwierz już spieszy wyjaśnić że nie nosi ze sobą korko­ciągu celem wydłuby­wa­nia ludziom oczu czy wnętrznoś­ci (na gali miał być prezy­dent stąd  pode­jrzenia niec­nych planów) ale dlat­ego, że ostat­nio korko­ciąg zgu­bił i kupił nowy. Po czym o nim zapom­ni­ał i zabrał go na spac­er po mieś­cie. Nieste­ty korko­ciąg musi­ał skończyć w śmiet­niku a zwierz poszedł na galę nie stanow­iąc już zagroże­nia. Pochylmy się nad morder­czym korko­ciągiem zwierza.

45 komentarzy
0

Powiązane wpisy