Home Seriale Paryż Amerykanów czyli nie tylko o “Emily in Paris”

Paryż Amerykanów czyli nie tylko o “Emily in Paris”

autor Zwierz
Paryż Amerykanów czyli nie tylko o “Emily in Paris”

Jest Paryż i jest Paryż amerykanów. O ile Paryż to wielokul­tur­owe, niekiedy zach­wyca­jące, niekiedy den­er­wu­jące, tęt­niące życiem, mozaikowe mias­to we Francji, o tyle Paryż amerykanów  stanowi jego specy­ficzną kul­tur­ową desty­lację. Nie jest to Dis­ney­land pod Paryżem, ale Dis­ney­land Paryża. Nie ma tam nowoczes­nych budynków, brzy­d­kiej pogody i ludzi ubranych jak ludzie. Wszys­tko zamknięte jest w bańce kul­tur­owych wyobrażeń i specy­ficznej his­to­rycznej nar­racji. Paryż amerykanów nie ist­nieje, ale odwiedza­my go dość reg­u­larnie. W tym roku wraz z Emi­ly z seri­alu Net­flixa „Emi­ly in Paris”.

 

EMILY IN PARIS (L to R) ASHLEY PARK as MINDY CHEN and LILY COLLINS as EMILY in episode 106 of EMILY IN PARIS. Cr. STEPHANIE BRANCHU/NETFLIX © 2020

 

Emi­ly to spec­jal­ist­ka od mar­ketingu w Chica­go, która w swoim doty­chcza­sowym życiu zaj­mowała się kam­pa­ni­a­mi reklam­owy­mi pro­duk­tów medy­cznych i domów spoko­jnej staroś­ci. Paryż i Europa nigdy się jej nie śniły, ale kiedy jej sze­fowa, ku zaskocze­niu wszys­t­kich okazu­je się być w ciąży, to właśnie Emi­ly zosta­je wysłana do Europy. Nie zna języ­ka, ale ma za to głowę pełną pomysłów, kon­to na Insta­gramie z ros­nącą grupą fanów, i szafę która wskazu­je na to, że niemal wszys­tkie swo­je pieniądze dziew­czy­na wydała na ciuchy. Emi­ly ma pra­cow­ać w wyku­pi­onej przez amerykanów agencji mar­ketingowej, która zaj­mu­je się wyłącznie najbardziej prestiżowy­mi marka­mi. A przy okazji może poz­nać fran­cuzów i uro­ki Paryża. Kto by nie chci­ał? Zwłaszcza że szy­bko się okazu­je, że Paryż jest pełen nie tylko pięknych budynków, ale i przys­to­jnych mężczyzn. Kucharz mieszka­ją­cy piętro niżej? A może właś­ci­ciel firmy sprzeda­jącej per­fumy? Bratanek słyn­nego pro­jek­tan­ta? Pro­fe­sor semi­o­ty­ki? Syn posi­adaczy win­ni­cy? Czy jakakol­wiek kobi­eta mogła­by się oprzeć tylu urodzi­wym zad­banym mężczyznom, którzy mówią o sek­sie zami­ast o wynikach zawodów sportowych?

 

Twór­ca seri­alu Dar­ren Star zabiera nas do Paryża nie po raz pier­wszy. Ostate­cznie jak pamięta­cie – wiele lat temu Car­rie Brad­shaw rzu­ciła swo­je życie w Nowym Jorku, by prze­nieść się do pięknego – amerykańskiego, Paryża. O ile w Sek­sie w Wielkim Mieś­cie okazał się, że mias­to świateł nie ma nic bohater­ce do zaofer­owa­nia, to Emi­ly jest od Car­rie młod­sza i bardziej elasty­cz­na – i lep­iej daje się przeszczepić na Europe­js­ki grunt. Co nie znaczy, że twór­cy nie wyko­rzys­ta­ją każdej okazji by skon­fron­tować amerykankę z fran­cuską men­tal­noś­cią. A właś­ci­wie nie tył z fran­cuską men­tal­noś­cią ale wyobraże­ni­a­mi na jej tem­at. Franc­ja w tym seri­alu to kraj utkany ze stereo­typów, gdzie obsłu­ga jest nie miła, ludzie palą na uli­cach i nikt nie słyszał o molestowa­niu sek­su­al­nym. Och jakże piękny to kraj. Jed­nocześnie sam ser­i­al przy­pom­i­na pod wzglę­dem nar­racji inną pro­dukcję Stara – cud­owne i kochane przeze mnie “Younger”. Nawet jeśli punkt wyjś­cia jest inny (w Younger bohater­ka uda­je młod­szą niż jest żeby powró­cić do pra­cy po roz­wodzie) to relac­je układa­ją się podob­nie. Także sama bohater­ka jest podob­na – pew­na siebie, wyko­rzys­tu­jącą wszys­tkie nadarza­jące okaz­je, nadra­bi­a­ją­ca kreaty­wny­mi pomysła­mi bra­ki w doświad­cze­niu. No i atrak­cyj­na dla niemal wszys­t­kich mężczyzn, których spot­ka. “Emi­ly in Paris” brak jed­nak lekkoś­ci “Younger” i dobrego dobra­nia obsady. Jest też ostate­cznie mniej ciekawa pod wzglę­dem perypetii bohater­ki – o ile osad­zone w świecie wiel­kich wydawnictw  “Younger” umi­ało jakoś sko­men­tować przedzi­wny świat wydawniczych perypetii o tyle mar­ketingowe czy influ­encer­skie prze­bo­je Emi­ly raczej niko­go nie ruszą. NIe trud­no się domyślić, że taką a nie inną pracę dostała bohater­ka głównie po to, żebyśmy mogli oglą­dać to co w Paryżu najpiękniejsze — pokazy mody, pre­miery ele­ganc­kich zegarków i per­fum.  Inne ele­men­ty fabuły też wyda­ją się zna­jome — podob­nie jak w “Younger” bohater­ka ma też skom­p­likowane relac­je ze swo­ją wyma­ga­jącą sze­fową. Choć oglą­da­jąc jeden ser­i­al moż­na się spodziewać, że i w tym drugim po kilku sezonach obie będą najlep­szy­mi przy­jaciółka­mi. Fakt, że w pier­wszym sezonie pojaw­ia się kilku właś­ci­wych mężczyzn spośród których trze­ba wybrać tego najwłaś­ci­wszego też nie jest niczym nowym.

 

EMILY IN PARIS (L to R) LILY COLLINS as EMILY and PHILIPPINE LEROY-BEAULIEU as SYLVIE GRATEAU in episode 107 of EMILY IN PARIS Cr. STEPHANIE BRANCHU/NETFLIX © 2020

 

Wróćmy jed­nak do samego Paryża, który jest tu fas­cynu­ją­cym przetworze­niem ist­nieją­cych moty­wów. Zaczni­jmy od tego, że moż­na odnieść wraże­nie, że dla samej Amery­ki Paryż zawsze będzie sym­bol­em starej Europy. Równie intere­su­jącej i her­me­ty­cznej co odrzu­ca­jącej i zamkniętej.  Pisałam wcześniej o Paryżu amerykanów a nie amerykańskim, bo nie chodzi mi o mias­to jako miejsce spotka­nia amerykanów z europe­jskoś­cią. Choć wiz­ual­nie go kol­o­nizu­ją to jed­nak samo mias­to jest atrak­cyjne tak dłu­go jak jest kul­tur­owo odmi­enne.

 

Paryż w amerykańskim kinie kojarzy się z kilko­ma bard­zo różny­mi tropa­mi. Jest to mias­to pamię­ta­jące wojnę (i sami amerykanie pamię­ta­ją powo­jen­ny Paryż, a właś­ci­wie pamię­tali) – tam gdzie armaty grzmią praw­ie jak serce (a może ser­ca jak armaty). Paryż jest też miastem w którym jest więcej przeszłoś­ci niż w całych Stanach Zjed­noc­zonych razem co pięknie sko­men­tował u siebie Woody Allen w „O Półno­cy w Paryżu” doskonale pokazu­jąc jak bard­zo Paryż jest przestrzenią wspom­nień lep­szych cza­sów. Przy czym trochę jak u Allena – jest to wspom­nie­nie o cza­sach, kiedy w stol­i­cy Francji pojaw­iał się Hem­ing­way, czy F. Scott Fitzger­ald. Jeśli Amerykanin naprawdę chce być twór­cą i człowiekiem zada­ją­cym kluc­zowe pyta­nia musi udać się do Paryża. Ten wątek zna­jdziecie i w „Amerykaninie w Paryżu” jak i w dużo nowszym sezonie „Mar­velous Mrs Maisiel” gdzie ojciec głównej bohater­ki sta­je się w Paryżu kimś zupełnie innym niż w Nowym Jorku. Leg­en­da Paryża wypełnionego pamię­cią, Paryża intelek­tu­al­istów nakła­da się na roman­ty­czną wiz­ję mias­ta miłoś­ci. Niemal każdy roman­ty­czny film roz­gry­wa­ją­cy się w Europie a zaw­ier­a­ją­cy amerykańs­kich bohaterów musi ich zaprowadz­ić do Paryża (no może poza Rzymem to jedyne miejsce, w Europie które ma jakąś roman­ty­czną his­torię). Miłość i Paryż stanow­ią oczy­wisty związek i nawet rozsądne bohater­ki jak np. Andrea z „Dia­beł ubiera się u Prady” stracą głowę, gdy tylko dotkną Paryskiego bruku. Oczy­wiś­cie, że w roman­ty­cznej try­logii o zagadanych uczu­ci­ach Lin­kletera (tu mowa o „Przed zacho­dem słoń­ca”) bohaterowie muszą w końcu poroz­maw­iać o swoim roman­ty­cznym związku spaceru­jąc uli­ca­mi Paryża i pły­wa­jąc po Sek­wanie. W kon­tekś­cie naszego seri­alu warto jeszcze pamię­tać o Paryżu jako o mieś­cie trans­for­ma­cji. Tu przy­pom­i­na się Sab­ri­na – film z Audrey Hep­burn (choć jest też mało udany remake) gdzie dziew­czy­na wyjeżdża do  Paryża by powró­cić jako mło­da ciekawa, i wyrafi­nowana kobi­eta, gotowa zjadać na śni­adanie męskie ser­ca. Piszę o tym filmie i tym tropie bo dla Emi­ly wyjazd do Paryża też stanowi takie „ksz­tałce­nie amerykan­ki”. Ostate­cznie, gdzie dziew­czy­na ma się nauczyć manier jak nie w Paryżu (co ponown­ie przy­pom­i­na nam, że ten wątek pojaw­iał się już np. w „Małych kobi­etkach”)

 

EMILY IN PARIS (L to R) LILY COLLINS as EMILY in episode 104 of EMILY IN PARIS Cr. CAROLE BETHUEL/NETFLIX © 2020

 

Niekiedy Paryż jest miastem dla przy­jezd­nych niebez­piecznym – zamknię­tym, obcym, zbyt pokręt­nym by je rozwikłać. Tak jest we „Fran­ticu” Polańskiego. No ale właśnie – tu o Paryżu mówi emi­grant Europe­js­ki – bardziej świadom, wielowymi­arowoś­ci mias­ta. Co nie zmienia fak­tu, że roz­gry­wa swo­ją his­torię korzys­ta­jąc ze swois­tej nai­wnoś­ci i otwartoś­ci fran­cus­kich turys­tów.  Jeśli dla amerykanów Paryż miał­by skry­wać jakąś tajem­nicę to prędzej będzie to tajem­ni­ca do rozwikła­nia w Luwrze – jak w „Kodzie Da Vin­ci”. Oczy­wiś­cie to nie wszys­tkie obrazy Paryża – mias­to częs­to wys­tępu­je w fil­mach katas­troficznych czy sen­sacyjnych (jak np. “Tożsamość Bourne’a”) ale zwyk­le niekoniecznie jest wtedy bohaterem co sym­bol­em tego, że coś roz­gry­wa się w Europie. Jeśli chcesz zasyg­nal­i­zować, że gdzieś w Europie spadała bom­ba zrzu­casz ją na Paryż a nie na Berlin. Berli­na nikt ci tak szy­bko nie rozpoz­na za oceanem.

Oczy­wiś­cie trze­ba tu nad­mienić, że cały czas mówimy o obra­zie Paryża prze­filtrowanego przez wrażli­wość białych zamożnych amerykanów. Taki Paryż jako ide­alne mias­to Europy jest sprzedawany od lat młodym i mniej zamożnym amerykanom jako mias­to, które trze­ba zobaczyć i umrzeć. Tak jak niejed­na europe­js­ka dziew­czy­na marzy o Nowym Jorku – jako mieś­cie, gdzie dzieje się wszys­tko tak Paryż jest taką ide­al­ną europe­jską przestrzenią dla znud­zonych amerykanów. Kolor skóry jest też bez znaczenia, bo dla wielu czarnoskórych amerykanów Paryż był (i niekiedy wciąż jest) swoistą przestrzenią uciecz­ki przed rasizmem. Dobrze posłuchać co miał do powiedzenia na ten tem­at James Bald­win dla którego nawet obec­ny we Francji rasizm był czymś zupełnie innym niż rasizm amerykańs­ki. Jed­nak ta nar­rac­ja jest jak zwyk­le w amerykańskiej kul­turze pop­u­larnej pobocz­na. Zresztą nawet w “Emi­ly in Paris” mias­to jest niepoko­ją­co homogeniczne — tak jak­by mieszkań­cy Paryża składali się wyłącznie z białych fran­cuzów, urod­zonych naj­dalej w Nor­mandii czy w jakimś pałacu. Nie jest to zróżni­cow­any wielokul­tur­owy Paryż pełen fran­cuzów pochodzą­cych z Afry­ki, Algierii i wielu innych państw świa­ta. To biały Paryż, dla białych ludzi.

 

EMILY IN PARIS (L to R) LILY COLLINS as EMILY and LUCAS BRAVO as GABRIEL in episode 105 of EMILY IN PARIS Cr. STEPHANIE BRANCHU/NETFLIX © 2020

 

 

Jed­nocześnie przez lata ustal­iła się wiz­ual­na reprezen­tac­ja Paryża. O ile we Fran­cus­kich fil­mach zobaczymy blo­ki, metro, tłumy na uli­cach, sieciowe sklepy i kna­jpy, o tyle w kine­matografii amerykańskiej Paryż jest wiz­ual­nie dość zamknię­ty i nieciekawy. Skła­da się z kilku, kilku­nas­tu czystych ulic, widoku wieży Eif­fla, mostów i bul­warów nad Sek­waną. Ewen­tu­al­nie kaw­iar­ni­anego ogród­ka. Jest wyłącznie miastem znanych marek, i ekskluzy­wnych butików. Choć Car­rie mogła wywal­ić się na twarz w butiku Dio­ra w Paryżu to wciąż nie potknęła się na progu sieciów­ki. Bohater­ka „Emi­ly in Paris” wspom­i­na, że w młodoś­ci oglą­dała „Gos­sip Girl”. Tam też bohater­ki udały się do Paryża, by robić zakupy w drogich butikach, jeść maka­roni­ki i o ile pamię­tam – zapoz­nawać przed­staw­icieli europe­jskiej rodziny królewskiej w Musee d’Orsay. Gdy­bym miała wskazać do jakiej wiz­ual­nej reprezen­tacji Paryża najbardziej odwołu­je się „Emi­ly in Paris” to właśnie do tej z „Gos­sip Girl”. Paryża bogat­ego, pocztówkowego, pełnego obcokra­jow­ców i ludzi, którzy przy­jeżdża­ją do Paryża na zakupy. To mias­to bez zabytków i muzeów (sama Emi­ly nigdy nie wybiera się nawet do tych najbardziej foto­genicznych) ale za to z doskon­ały­mi miejs­ca­mi na kam­panie mar­ketingowe. To mias­to jak deko­rac­ja. Konieczne by bohater­ka mogła zaz­nać „fran­cuskoś­ci” ale na tyle bez­piecznie okiełz­nane, by widz amerykańs­ki nigdy nie spotkał się z Paryżem prawdzi­wym, którego obraz był­by nieco zbyt skom­p­likowany. Ostate­cznie jak wspom­ni­ałam – Paryż amerykańs­ki jest pięknym kul­tur­owym symu­lakrum – nie gorszym niż Dis­ney­land.

 

EMILY IN PARIS (L to R) LILY COLLINS as EMILY in episode 106 of EMILY IN PARIS Cr. CAROLE BETHUEL/NETFLIX © 2020

 

Wróćmy jed­nak do samej Emi­ly i jej spotka­nia ze stereo­ty­powy­mi fran­cuza­mi. Nie da się ukryć, że sam ser­i­al bywa w swoim przy­wiąza­niu do kon­fron­towa­nia postaw życiowych nieco den­er­wu­ją­cy. Głównie dlat­ego, że przy spotka­niu dwóch kul­tur miło patrzeć na wymi­anę myśli, poglądów i postaw życiowych. Sama Emi­ly wyda­je się jed­nak na fran­cuskość dość obo­jęt­na i cały ser­i­al właś­ci­wie sta­je się nie tyle pochwałą życia w Paryżu co pochwałą uczenia Europe­jczyków amerykańskiego sty­lu życia. Z jed­ną różnicą – wyda­je się, że obec­ność w Paryżu poza­wala się Emi­ly wiązać z nieco więk­szą grupą mężczyzn. Choć przyz­na­jmy, że wątek kobi­ety, która nieświadomie syp­ia z siedem­nas­to­latkiem powin­niśmy już dawno uznać za mało śmieszny. Nie był śmieszny w lat­ach 90 w „Przy­ja­ciołach” i nie jest śmieszny obec­nie. Tak na mar­gin­e­sie. Emi­ly która jest ślicz­na i entuz­jasty­cz­na, i każdy mężczyz­na naty­ch­mi­ast ją rozu­mie ma w sobie niewiele pro­fesjon­al­iz­mu i moż­na nawet zrozu­mieć, dlaczego jej sze­fowa, kre­owana tu na zołzę, wcale za nią nie przepa­da.  Gdy­by nie boska moc sce­narzys­tów, którzy uczynili z Emi­ly postać nieod­partą dla każdego mężczyzny pewnie doprowadz­iła­by agencję do bankruct­wa.

 

Zresztą tyle miejs­ca co Paryżowi moż­na było­by poświę­cić temu jak ser­i­al próbu­je nam pokazać Europe­jskie pode­jś­cie do sek­su. Moż­na było­by po obe­jrze­niu fil­mu dojść do wniosku, że żad­na z Fran­cuzek nigdy nie była fem­i­nistką, a poję­cie molestowa­nia sek­su­al­nego ist­nieje tylko w Stanach Zjed­noc­zonych. Więcej, ma się wraże­nie, że sami fran­cuzi niczym w słabym paszk­wilu myślą tylko o sek­sie, ewen­tu­al­nie o tym, że należy uświadomić kobiecie, że jest sek­sow­na. Emi­ly oczy­wiś­cie jest kobi­etą nowoczes­ną, więc najpierw poin­for­mu­je wszys­t­kich o tym czym jest sek­sizm i „me too”. Potem zaś będzie syp­i­ać z fac­eta­mi, ile chce, bo jesteśmy w Paryżu. Czego jej nie żału­ję (bo mężczyźni wszyscy urodzi­wi wielce) ale dobrze pokazu­je to pewną ciekawą kon­strukcję men­tal­ną twór­ców. Z jed­nej strony chcieli­by, żeby fran­cuzi byli bardziej pury­tańs­cy i cywili­zowani (ostate­cznie w ich fil­mach dzieją się rzeczy straszne i kobi­ety pokazu­ją biust) z drugiej – chęt­nie korzys­ta­ją z tropu, że co dzieje się na fran­cuskiej zie­mi to zosta­je na fran­cuskiej zie­mi. Fab­u­larnie jest ciekaw­iej, gdy fran­cuskie żony chęt­nie godzą się na kochan­ki swoich mężów – bo to wywołu­je szyb­sze wachlowanie się amerykańskiej wid­owni.

 

EMILY IN PARIS (L to R) LILY COLLINS as EMILY in episode 105 of EMILY IN PARIS Cr. CAROLE BETHUEL/NETFLIX © 2020

 

No właśnie – kiedy oglą­damy amerykańs­ki Paryż pada pytanie – gdzie w tym wszys­tkim jesteśmy my. Z jed­nej strony Europe­jczy­cy – choć innego niż fran­cuzi sor­tu, z drugiej – dzieci amerykańskiej nar­racji. Więk­szość z nas odwiedz­iła tylko ten amerykańs­ki Paryż, nigdy nie czu­jąc specy­ficznego zapachu fran­cuskiej uli­cy i nie zas­tanaw­ia­jąc się – czy w tym mieś­cie są jakiekol­wiek kosze na śmieci. Widz taki jak my czu­je jakąś wewnętrzną sprzeczność. Z jed­nej strony budzi się prag­nie­nie obrony Europy przed amerykańskim najeźdźcą, z drugiej – roman­ty­cz­na wiz­ja mias­ta, do którego prze­cież my też chce­my jakoś uciec z tej naszej ponurej Europy. Co ciekawe, wiz­ja Francji przed­staw­iona w „Emi­ly in Paris” skutecznie omi­ja amerykańs­ki wpływ na kul­turę fran­cuską. W jed­nej z bardziej niedorzecznych scen, dwóch zna­jomych z pra­cy Emi­ly tłu­maczy jej że fran­cuzi gardzą amerykański­mi kome­di­a­mi roman­ty­czny­mi i dobry­mi zakończeni­a­mi. Wszak wszys­tko musi się kończyć źle i pokazy­wać cier­pi­e­nie. Tu każdy obser­wa­tor fran­cuskiego kina pop­u­larnego radośnie się roześmieje, bo fran­cuskie kome­die roman­ty­czne – choć pod wielo­ma wzglę­da­mi bardziej kreaty­wne i wyz­wolone, stara­ją się prze­cież odt­warzać głównie schematy kine­matografii amerykańskiej. Amerykanie domin­u­ją więc kul­tur­owo, ale na potrze­by włas­nej rozry­w­ki uda­ją, że cały świat nie jest pod­dany ich kul­turze. Nie mieli­by bowiem z kogo się wtedy śmi­ać i komu się dzi­wować. Paryż amerykanów nie może być amerykańs­ki. Zresztą w ogóle ten ser­i­al jest ciekawy pod tym wzglę­dem, że potrafi zahaczyć o pewne fenome­ny, ale nigdy się nad nimi głę­biej nie pochy­la. Najlep­szą przy­jaciółką Emi­ly w Paryżu okazu­je się zamoż­na Chin­ka ucieka­ją­ca przed planem na życie swoich rodz­iców. Postać Mindy była­by ide­al­nym punk­tem wyjś­cia do jakiejś reflek­sji nad tym jak Paryż stał się nieco innym, ale też miastem ze snów dla Chińczyków. No ale nieste­ty – to jest ser­i­al, który na taką reflek­sję nie zna­jdzie miejs­ca między kole­jny­mi sukienka­mi.

 

Nie ukry­wam – obe­jrze­nie seri­alu nie było dla mnie nieprzy­jemne, choć kil­ka raz skrzy­wiłam się jak typowa europe­js­ka zmus­zona do słucha­nia amerykanów. Jed­nocześnie – jak sami widzi­cie zafas­cynowało mnie w seri­alu niemal wszys­tko o czym on nie jest. Jed­nak nawet bez tej reflek­sji – którą mogłabym snuć jeszcze dłu­go – moż­na się przy seri­alu dobrze baw­ić. Ten kul­tur­owy eskapizm w najwyższej formie wyda­je się nieza­mierze­nie skro­jony pod świat, gdzie lot­niska są zamknięte. Emi­ly, grana przez uroczą Lily Collins, ubiera się pięknie, kroczy przez pocztówkowy Paryż pewnie i jest otoc­zona przez przys­to­jnych mężczyzn, którzy chcą jej pokazać świat, suknie, klu­by i wnętrza swoich aparta­men­tów. A Emi­ly na wszys­tko się zgadza nie tracąc przy tym pewnoś­ci siebie, poczu­cia humoru i ide­al­nej fryzury. I im szy­b­ciej się godz­imy się na to, że to wszys­tko nie ist­nieje tym lep­iej się baw­imy.  Ostate­cznie jesteśmy w Paryżu amerykanów. Najpiękniejszym mieś­cie na świecie, które nie ist­nieje.

 

EMILY IN PARIS (L to R) WILLIAM ABADIE as ANTOINE LAMBERT and LILY COLLINS as EMILY in episode 102 of EMILY IN PARIS Cr. CAROLE BETHUEL/NETFLIX © 2020

 

Ps: Nadal uważam że naj­ciekawsze było­by wysłanie Emi­ly do Berli­na, gdzie musi­ała­by się spotkać z wiz­ją uporząd­kowanych Niem­ców, mogła­by spotkać lokalnych anty­faszys­tów, pójść do lekarza i nie zapłacić za to ani grosza, i dowiedzieć się jak naw­igować życiem i uczu­ci­a­mi w tak cud­own­ie dzi­wnym i kolorowym mieś­cie jakim jest współczes­ny Berlin. Och o ile ciekawsze był­by jej przy­gody.

0 komentarz
8

Powiązane wpisy