Home Seriale Dobre imię czyli o serialu “Halston”

Dobre imię czyli o serialu “Halston”

autor Zwierz
Dobre imię czyli o serialu “Halston”

Tą his­torię znamy zan­im się na dobre rozkrę­ci. Ostate­cznie nie raz się z nią spotkaliśmy. Ktoś ma ambicję i zdol­noś­ci, wspina się na szczyt, niemal się­ga gwiazd, a potem jak to w tego opowieś­ci­ach bywa – zosta­je tylko dro­ga w dół. Nie tak ulokowane uczu­cia, narko­ty­ki, pieniądze, tal­ent, który też ma swo­je ograniczenia. Na koniec już tylko puen­ta, z pytaniem – czy wiedzi­ał ten kto szedł na szczyt czego sobie życzył, może jakaś moral­na prze­stro­ga. Uważaj by nie impre­zować za dużo, nie wcią­gać kokainy w dni powszed­nie i odrzu­cać zna­jomych. Ostate­cznie zosta­niesz sam, i stracisz wszys­tko. Sko­ro więc schemat jest znany a zakończe­nie zapisane przed pier­wszą sceną pozosta­je pytanie – czy ser­i­al „Hal­ston” jest coś z tej przy­powieś­ci o wzlocie i upad­ku wyciągnąć cokol­wiek więcej?

 

Od razu przyjdzie mi napisać – nie wiem.  Początkowo miałam wraże­nie, że twór­cy mają całkiem niezłe poję­cie – jak opowiedzieć to samo ale trochę inaczej. Hal­ston jest aro­ganc­ki od samego początku, pewny siebie aż do granic, czaru­ją­cy i odrzu­ca­ją­cy po równo. Chce wszys­tkiego ale jed­nocześnie – na włas­ny zasadach, nie chce się tylko grzać w blasku sławy – chce wyko­rzys­tać sławę innych dla włas­nych celów. Jest w nim urok manip­u­la­to­ra, i ego rozkaprys­zonego dziec­ka. Pier­wsze odcin­ki seri­alu (jest ich zaled­wie pięć) mają niesamow­itą energię. Ten w którym wszys­tko krę­ci się wokół pokazu w Wer­salu, korzys­ta niemalże z far­sowej struk­tu­ry by ostate­cznie – stworzyć taki poziom napię­cia jakiego trud­no się spodziewać po odcinku o pokazie mody. Nowy świat spo­ty­ka się ze starym w zru­jnowanym pałacu i właśnie rozpoczy­na się nowe roz­danie. Moż­na nigdy nie słyszeć nazwiska Hal­stona czy nie wiedzieć kim jest Oscar de La Renta ale policz­ki same różowieją od napięcia.

 

HALSTON (L to R) THE HALSTONETTES in episode 102 of HALSTON Cr. ATSUSHI NISHIJIMA/NETFLIX © 2021

 

Prob­lem pojaw­ia się później gdy tą początkową energię wspina­nia się na szczyt ma zastąpić najpierw moment bezwładu a potem upadek. I właśnie kiedy pojaw­ia się his­to­ria upad­ku ser­i­al pokazu­je jakąś swo­ją bezrad­ność. Mam wraże­nie, że być może zabrakło cza­su (całość spraw­ia wraże­nie bardziej szkicu do portre­tu niż odro­bionej porząd­nie pra­cy) a może wciąż nie potrafimy wyr­wać się z tego schematu Ikara który podle­ci­ał za blisko do słoń­ca.  Zresztą dopiero dru­ga część seri­alu ujaw­nia prob­lem z jego całoś­cią. Otóż w pewnym momen­cie – widać, że twór­cy wyraźnie tracą zain­tere­sowanie Hal­stonem jako pro­jek­tan­tem mody – sporo miejs­ca poświę­ca­ją jego związkom, impre­zom, czy ori­en­tacji sek­su­al­nej. Tym­cza­sem widz musi raczej wierzyć na słowo twór­com kiedy pow­tarza­ją że Haslton jest wspani­ały i genial­ny, że rewolucjonizu­je modę dla kobi­et. To jest prob­lem nie tylko tej pro­dukcji ale wielu biograficznych nar­racji – życie pry­watne wyda­je się twór­com ciekawsze od zawodowego. Stąd więcej miejs­ca poświęcą uczu­ciu samot­noś­ci czy kłót­niom z kochankiem niż reflek­sji nad zmi­aną kro­ju mary­nar­ki, czy spodni.

 

Przy czym owo życie pry­watne, które ser­i­al też pokazu­je nam wyry­wkowo potrak­towane jest w sposób dość sztam­powy. Wiem, że wśród pro­du­cen­tów był Ryan Mur­phy ale nawet gdy­bym tego nie wiedzi­ała – rozpoz­nałabym ten schemat. To ten świat który z jed­nej strony wskazu­je nam bard­zo wyraźnie na znacze­nie ori­en­tacji i tożsamoś­ci, z drugiej – zamy­ka ja w takich utar­tych fil­mowych i melo­dra­maty­cznych ramach, że nic nam prawdzi­wego nie mówi. Hal­ston w tym filmie ma kochanków, i jest otwarty w tym tema­cie, ale to świat zupełnie przezroczysty niemal pozbaw­iony społecznego kon­tek­stu. Jedynym ele­mentem który się tu pojaw­ia się pod koniec AIDS (które w fil­mach tego typu jest też zupełnie wyjęte z jakichkol­wiek kon­tek­stów). Trochę na tej samej zasadzie potrak­towana jest prze­moc jakiej Hal­ston miał zaz­nać w dziecińst­wie. Sam wątek jest znany, ale tu te kil­ka scen wrzu­cone jest w nar­rację tak by tworzyć jak­iś schemat inter­pre­ta­cyjny, który niby ma pogłębić nasze spo­jrze­nie na postać a strasznie je spłaszcza. Spraw­ia, że zas­tanaw­iamy się – czy umiemy sobie opowiadać o twór­cach w jakikol­wiek inny sposób.

 

HALSTON (L to R) HALSTONETTE, DAVID PITTU as JOE EULA, EWAN MCGREGOR as HALSTON, REBECCA DAYAN as ELSA PERETTI, KRYSTA RODRIGUEZ as LIZA MINNELLI, and SHAWNA HAMIC as PAT AST in episode 102 of HALSTON Cr. ATSUSHI NISHIJIMA/NETFLIX © 2021

 

Jed­nocześnie przy wszys­t­kich swoich niedostatkach – ser­i­al wygry­wa obsadą. A właś­ci­wie Evanem McGre­gorem w cen­trum seri­alu. McGre­gor który jest aktorem doskon­ałym, ale nie zawsze chce mu się to pokazy­wać, zagra­nia dla siebie cały ser­i­al, wypeł­nia go swoim urok­iem, pewnoś­cią siebie, i wrażli­woś­cią skry­waną tuż pod skórą. Widać jak doskonale się bawi mówiąc bard­zo charak­terysty­cznym akcen­tem w bard­zo łat­wo rozpoz­nawal­ny sposób. Widać, że rozu­mie każdy gest swo­jego bohat­era, każdy dobór koloru, swe­tra czy każde spo­jrze­nie w lus­tro. Twór­cy seri­alu zro­bili słusznie nie stara­jąc się zbyt postarzać akto­ra mak­i­jażem – dzię­ki temu dają McGre­gorowi szan­sę zagrać wszys­tkie te przemi­any bohat­era jakie zachodzą na przestrzeni lat. To rola doskon­ała wokół cały ser­i­al orbitu­je. Bez niej trud­no by się „Hal­stona” oglą­dało, zwłaszcza, że poza wcześniejszy­mi uwaga­mi – sce­nar­iusz ma mnóst­wo bard­zo papierowej ekspozy­cji – która wręcz szeleś­ci w uchu. Ale wystar­czy by McGre­gor tanecznym krok­iem wszedł na ekran i rzu­cił bon mot o orchideach i już zapom­i­namy wszys­tko co złe.

 

Ponieważ jest to pro­dukc­ja przy której pra­cow­ał Mur­phy to niko­go chy­ba nie zaskoczy, że postaw­iono tu przede wszys­tkim na porusza­jącą stronę wiz­ual­ną. Choć w tym seri­alu o modzie jest moim zdaniem odrobinkę za mało mody (zwłaszcza w drugiej częś­ci) to jed­nak sporo jest tu kadrów przepięknych i ciekaw­ie pomyślanych. Naj­ciekawsza jest chy­ba gra kolora­mi – czernią, bielą i czer­wienią. Te kolorysty­czne zna­ki pojaw­ia­ją się przez cały film – także w garder­o­bie głównego bohat­era. Moż­na snuć domysły co syg­nal­izu­ją nam tu twór­cy – ja sama oglą­da­jąc miałam wraże­nie, że czerń pokazu­je nam Hal­stona najbardziej kreaty­wnego – artys­tę, czer­wień pojaw­ia się tam gdzie zaczy­na wygry­wać żądza – czy to fizy­cz­na czy żądza pieniądza, a biel pojaw­ia się wtedy kiedy Hal­ston jest ze sobą pogod­zony, gdy pojaw­ia się ten ele­ment spoko­ju, być może – jakieś ekwilib­ri­um. Bo jest to też ser­i­al który chce odpowiedzieć na pytanie – czy moż­na być artys­tą zara­bi­a­ją­cym mil­iard dolarów. Szko­da tylko, że tak naprawdę dosta­je­my tylko kil­ka scen gdzie może­my poz­nać Hal­stona jako artys­tę (doskon­ała sce­na jest w ostat­nim odcinku i wtedy robi się naprawdę ciekaw­ie) – jak­by ta część jego dzi­ałal­noś­ci intere­su­je twór­ców dużo mniej niż kwest­ie biz­ne­sowe, które prawdę powiedzi­awszy – chy­ba są mniej ciekawe (przy­na­jm­niej bez dobrego kontrapunktu).

 

HALSTON (L to R) EWAN MCGREGOR as HALSTON in episode 103 of HALSTON Cr. ATSUSHI NISHIJIMA/NETFLIX © 2021

 

Wyda­je się też — że pro­dukc­ja ma pewien prob­lem z ele­mentem abso­lut­nie dla nar­racji kluc­zowym. Hal­ston to tak naprawdę opowieść o budowa­niu i stra­cie dobrego imienia. Pro­jek­tant budu­je markę w opar­ciu o pewną wiz­ję, kim jest zarówno on jak i oso­ba która chodzi w jego pro­jek­tach, a potem przeży­wa jeden z najwięk­szych — druz­gocą­cych kryzysów, gdy otwier­a­jąc się na nowe możli­woś­ci — traci swo­je dobre imię — dosłown­ie i w przenośni. Ta utra­ta rep­utacji zawodowej łączy się też z utratą rep­utacji pry­wat­nej. Całość powin­na wybrzmieć — pozostaw­ia­jąc widza ze świado­moś­cią, że owo imię — które tu zosta­je prze­jęte, jest czymś więcej niż tylko marką — jest tym co budu­je­my wszyscy przez całe życie — tworząc jasne sko­jarzenia z tym kim jesteśmy, co reprezen­tu­je­my i jakie wartoś­ci wyz­na­je­my. Ser­i­al trochę żonglu­je tym tem­atem ale nigdy nie potrafi go do koń­ca przyszpil­ić. Szko­da bo to jest jeden z tych ele­men­tów który wyda­je się w całej opowieś­ci naj­ciekawszy. Zwłaszcza w przy­pad­ku kogoś kto z włas­nego imienia zro­bił markę. Co więcej — ten schemat się przyjął i dziś ta syn­er­gia jest coraz więk­sza. To jest właśnie kwin­tes­enc­ja moich prob­lemów z pro­dukcją — niby porusza sporo ważnych kwestii ale jak­by w żad­nej nie ma nic spec­jal­nie ciekawego do powiedzenia.

 

Nie moż­na zarzu­cić seri­alowi, że źle się go oglą­da. Wręcz prze­ci­wnie kole­jne odcin­ki i lata dzi­ałal­noś­ci pro­jek­tan­ta lecą jak sza­lone, i nim się zdążymy przyzwycza­ić, że nasz bohater dopiero rozwi­ja skrzy­dła, już oglą­damy jego upadek z ekskluzy­wnego ate­lier góru­jącego nad miastem. Zresztą ta dynami­ka seri­alu jest jego plusem i minusem, bo trud­niej nam poczuć – jak bard­zo zmieni­ały się cza­sy, w których przyszło tworzyć autorowi, ile zmieni­ało się wokół niego, jak sama Amery­ka prze­chodz­iła przemi­any. Niekiedy może­my się poczuć zamknię­ci w tej wysok­iej wieży – niemal pozbaw­ieni kon­tek­stu. I choć jasne, że to ma pewne znacze­nie to jed­nak – moda jak mało co jest osad­zona w kon­tekś­cie swoich cza­sów, przemi­an, kul­tu­ry, sty­lu życia i poli­ty­ki. Wyję­cie Hal­stona z tego wszys­tkiego spraw­ia, że pode­jrze­wam, iż wielu widzów po obejrzeniu

HALSTON (L to R) THE HALSTONETTES, KRYSTA RODRIGUEZ as LIZA MINNELLI, and REBECCA DAYAN as ELSA PERETTI in episode 102 of HALSTON Cr. ATSUSHI NISHIJIMA/NETFLIX © 2021

seri­alu nie umi­ało­by odpowiedzieć – dlaczego aku­rat ten pro­jek­tant otworzył drzwi amerykańskiej modzie.

 

 

 

Czy więc jest ostate­cznie ten mini ser­i­al czymś więcej niż przy­powieś­cią o tym, że ten kto wspina się wysoko z wyso­ka spa­da? Trochę tak. Mam wraże­nie, że w tej fas­cynu­jącej his­torii czegoś zabrakło, jakiegoś ele­men­tu, który zuni­w­er­sal­i­zował­by opowieść jed­nocześnie pozosta­jąc wiernym bard­zo konkret­nym realiom,  w których pro­jek­tant zbu­dował i stracił swo­je dobre imię. Nie mniej – tak dłu­go jak dłu­go Evan McGre­gor jest na ekranie – tak dłu­go ser­i­al oglą­dać warto. Bo jest to popis jed­nego człowieka. Choć w tym przy­pad­ku nie jest to Halston.

0 komentarz
1

Powiązane wpisy

situs domino99 Indonesia https://probola.club/ Menyajikan live skor liga inggris
agen bola terpercaya bandar bola terbesar Slot online game slot terbaik agen slot online situs BandarQQ Online Agen judi bola terpercaya poker online