Home Film 10 horrorów których jeszcze nie nakręcono czyli Zwierz mistrzem straszenia

10 horrorów których jeszcze nie nakręcono czyli Zwierz mistrzem straszenia

autor Zwierz
10 horrorów których jeszcze nie nakręcono czyli Zwierz mistrzem straszenia

Ponieważ dziś jest Hal­loween i dzień stra­chów zwierz prag­nie się z wami podzielić tym co od dłuższego cza­su siedzi­ało w jego głowie. Widzi­cie Zwierz nie lubi oglą­dać hor­rorów ale bard­zo częs­to ma pomysł na jak­iś prz­er­aża­ją­cy film. Ostate­cznie postanow­ił się przeła­mać i podzielić się z wami włas­ny­mi pomysła­mi na 10 najbardziej prz­er­aża­ją­cych hor­rorów jakie jest w stanie wymyślić zwierz.

Pomysł pier­wszy ma tytuł „Poranek”, nasz bohater (albo bohater­ka – to bard­zo elasty­czny sce­nar­iusz!) wsta­je rano i zda­je sobie sprawę, że budzik nie zadz­wonił. Na szczęś­cie godz­i­na nie jest jeszcze bez­nadziejnie póź­na i przy odrobinie szczęś­cia uda się dotrzeć do pra­cy tylko z niewielkim spóźnie­niem. Wszys­tko zapowia­da się wspaniale ale gdy przy­chodzi do zamyka­nia drzwi wejś­ciowych do domu następu­je trage­dia – nasz bohater nie wie gdzie są klucze! Nic nie pamię­ta! Nie leżą tam gdzie powin­ny być! Tu zaczy­na się sza­leńczy wyś­cig z cza­sem i z włas­ną pamię­cią. W rogu ekranu powinien być zegar by spraw­ić że wid­zowie zda­ją sobie sprawę z tego niekom­for­towego i przykrego upły­wu cen­nych min­ut kiedy bohater metody­cznie demolu­je dom w poszuki­wa­niu niewielkiego pęku kluczy. Ostate­cznie mija tyle cza­su że nie ma nawet sen­su iść do pra­cy. Zrezyg­nowany bohater szuka­jąc tele­fonu by zadz­wonić do sze­fa zna­j­du­je w innej kieszeni tor­by klucze. Sfrus­trowany wychodzi na ulicę i dźga pier­wszą lep­szą osobę kluczem do Gerdy w oko.

 

 

Pomysł dru­gi nazy­wa się „Rachunek” nasz bohater jest rados­nym, pełnym życia przed­staw­icielem wol­nego zawodu, który wykon­ał właśnie fajne zlece­nie za które ma otrzy­mać zapłatę. Warunek jest tylko jeden – musi poprawnie wypełnić rachunek a potem odesłać go do insty­tucji która zle­ciła mu pracę. Ponieważ nie może przesłać skanu ani zdję­cia rachunku za każdym razem musi udać się na pocztę. Film ma cztery akty. Pier­wszy w miarę spoko­jny zaczy­na się od entuz­jasty­cznego wypeł­ni­a­nia rachunku i spoko­jnej wyprawy na pocztę (tam jak zwyk­le kole­j­ka itp. ale bohater się tym nie prze­j­mu­je). W drugim akcie dowiadu­je­my się, że pocz­ta zgu­biła list i trze­ba wypełnić rachunek jeszcze raz, napię­cie trochę wzras­ta ale nasz bohater przys­tępu­je ponown­ie do zada­nia, w ostat­nim akcie trzec­im bohater dowiadu­je się że źle wypełnił rachunek. W akcie ostat­nim kiedy rachunek dociera ale okazu­je się, że z powodu opóźnienia wypła­ta zostanie prze­lana dopiero w kole­jnym półroczu, zdes­per­owany bohater pod­ci­na swo­jej żonie gardło przy pomo­cy kop­er­ty pocz­towej.

 

W trzec­im filmie zwierz idzie niemalże tropem Botok­su – film nazy­wał­by się „Stan Zdrowia” blis­ki krewny bohater­ki naszego fil­mu trafia do szpi­ta­la gdzie zosta­je pod­dany serii badań i zabiegów medy­cznych. Nasza bohater­ka w cza­sie odwiedzin w szpi­talu próbu­je się dowiedzieć o stan zdrowia chorego, o to kiedy ewen­tu­al­nie zostanie wyp­isany i jakie jeszcze zabie­gi medy­czne zostaną na nim przeprowad­zone. Po wielu godz­i­nach prób dowiedzenia się o stan zdrowia oso­by bliskiej, bohater­ka przeży­wa małe zała­manie ner­wowe i  sama zosta­je hos­pi­tal­i­zowana. Próbu­je dowiedzieć się jaki jest jej włas­ny stan zdrowia, ale ponown­ie się jej nie uda­je. Zdes­per­owana dźga pielęg­niarkę nożem, który przyniosła wcześniej krewne­mu do szpi­ta­la bo w szpi­ta­lach nie dają noży a dają odd­ziel­nie chleb i masło.

 

Czwarty film pod tytułem „Rodz­i­na” zaczy­na się niczym wesoła kome­dia świątecz­na. Do domu mat­ki zjeżdża­ją się kole­jne dzieci, wraz z małżonka­mi i wnuka­mi. Wiec­zorem przy rodzin­nym stole zasi­a­da kilka­naś­cie osób. Jest gwarnie i przy­jem­nie kiedy nagle najs­tarsze z dzieci – Janusz, który ma własne przed­siębiorstwo trans­portowe, schodzi na tem­at imi­grantów. Magia świąt naty­ch­mi­ast prys­ka, zaczy­na się kłót­nia, rzu­canie pasztetem (to rodz­i­na w której je się mię­so na świę­ta), płacz dzieci i szczekanie psa. Film kończy się rytu­al­nym zamor­dowaniem Janusza przez wszys­t­kich członków rodziny, w każe za zła­manie najświęt­szego tabu – nie roz­maw­ia­nia o drażli­wych sprawach społecznych i poli­ty­cznych przy świątecznym stole. Jak dowiadu­je­my się potem z rozmów, Janusz miał starszą siostrę – Bar­barę która wiele lat wcześniej chci­ała poroz­maw­iać o planie Bal­cerow­icza i też tego nie przeżyła.

 

Pią­ty film ma tytuł „Wniosek grantowy” opowia­da o trzy­dziestoparo­let­niej kobiecie, która ma męża i dwo­je dzieci. Prosi ich żeby dali jej jeden wol­ny wieczór bo musi skończyć wypeł­ni­ać wniosek grantowy. Nieste­ty tego samego dnia wyle­wa pral­ka, co abso­lut­nie prz­eras­ta jej męża. Do tego wyglą­da na to, że jed­no z dzieci zaraz­iło się w przed­szkolu róży­czką. Dziel­na pani dok­tor kończy jed­nak wypeł­ni­an­ie wniosku grantowego. Kiedy po miesią­cach dosta­je opinię, w której obok opinii o wartoś­ci naukowej pro­jek­tu zna­j­du­je się też przy­tyk że autor­ka zro­biła w wypełnionym wniosku trzy literów­ki. Nieste­ty czy­ta­jąc opinię naukową o swoim pro­jek­cie nasza pani dok­tor odkry­wa, że tak naprawdę oso­ba która oce­ni­ała jej pracę zaj­mu­je się tak inny­mi zagad­nieni­a­mi że nie ma poję­cia co właś­ci­wie oceniła.  Tym razem bohater­ka prosi rodz­inę o jeden wol­ny wieczór, zakła­da swój strój nin­ja i rusza na mias­to by odnaleźć i zamor­dować recen­zen­ta pro­jek­tu grantowego.

 

Szósty film widzę jako coś ekspery­men­tal­nego. Hor­ror nazy­wał­by się „Stan kon­ta” nasz bohater dosta­je przelew z pra­cy 10 każdego miesią­ca. Akc­ja hor­roru roz­gry­wała­by się 11 dnia kiedy po opłace­niu czyn­szu, oraz comiesięcznych rachunków bohater wchodzi na stronę swo­jego kon­ta inter­ne­towego celem sprawdzenia ile pieniędzy zostało­by mu do koń­ca miesią­ca. Widząc dwucyfrową sumę zaczy­na krzy­czeć. Resz­ta (jakieś 40 min­ut) fil­mu to jego pan­iczny krzyk który być może prze­chodzi potem w his­teryczny śmiech. Uwa­ga to jedyny pomysł na film w którym zwierz uznał, że bohater nie musi niko­go mor­dować. Ale w domyśle – on przed tym kom­put­erem i tym stanem kon­ta zakończy życie.

 

Siód­my pomysł zwierza naw­iązu­je do hor­rorów klaus­tro­fo­bicznych i ma tytuł „Tak­sówka” bohater­ka wraca bardziej niż lekko pijana z imprezy do domu. Mimo pełno­let­noś­ci wiąż miesz­ka z rodzi­ca­mi (i bab­cią). Jest śro­da a jej rodz­ice w czwartek jako że jest to  dzień powszed­ni wcześnie wsta­ją. Aby wró­cić z imprezy szy­bko i bez­piecznie bohater­ka zamaw­ia tak­sówkę (aku­rat nie korzys­ta z Ubera bo jest osobą świadomą społecznie)  i jedzie do domu. Kiedy jed­nak tak­sówka zatrzy­mu­je się pod blok­iem dziew­czy­na uświadamia sobie, że nie ma przy sobie port­fela (ret­ro­spekc­je pokazu­ją nam że wychodząc do klubu wrzu­ciła do tore­b­ki tylko trochę kasy na drin­ki ale port­fel z doku­men­ta­mi i kartą zostaw­iła w domu). Tak­sówkarz żąda zapłaty a nasza bohater­ka stoi przed najwięk­szym znanym ludzkoś­ci dyle­matem – czy obudz­ić rodz­iców by przynieśli jej port­fel. Napię­cie rośnie przez dobre trzy czwarte fil­mu. Ostate­cznie po doko­na­niu wszys­t­kich kalku­lacji dziew­czy­na dźga kierow­cę kil­ka razy pil­niczkiem do paznok­ci a potem korzys­ta­jąc z ben­zyny i zapal­nicz­ki pod­pala jego samochód.

 

Ósmy pomysł nazy­wa się pros­to „Łazien­ka” opowia­da o dwójce ludzi, która nie mając zbyt dużych fun­duszy decy­du­je się na malut­ki remont łazien­ki. Dokład­nie na wymi­anę częś­ci poszarza­łych kafelków nad umy­walką. Nieste­ty okazu­je się, że w trak­cie tej prostej pra­cy fachow­cy roz­bili niechcą­cy umy­walkę a po zdję­ciu kilku kafelków na pozostałych zaczęły pojaw­iać się rysy, do tego kil­ka kafelków w okol­i­cy pryszni­ca zaczęło dzi­wnie odstawać od ściany co sugeru­je, że dostała się pod nie woda. Bohaterowie stara­ją się zachować dobrą minę do złej gry. Ale kiedy fachowiec zupełnie przy­pad­kowo, w cza­sie naprawy kafelków obok pryszni­ca doprowadza do poła­ma­nia się brodzi­ka, wtedy coś w nich pęka. Ostate­cznie mor­du­ją fachow­ca, kro­ją go na niesły­chanie drob­ne kawałecz­ki a ciało wrzu­ca­ją do odpły­wu pod prysznicem. A potem wyna­j­mu­ją mieszkanie młodym stu­den­tom, którzy cały czas zas­tanaw­ia­ją się dlaczego ten prysznic tak częs­to się zapy­cha, ale boją się tego zgłosić właś­ci­cielom a hydrauli­ka i tak nie wezwą.

 

Dziewią­ty pomysł ma tytuł „Komór­ka” (co praw­da będzie prob­lem bo podob­ny tytuł wymyślił już Stephen King ale prze­cież my twór­cy hor­rorów na pewno się dogadamy). Nasza bohater­ka umówiła się ze zna­jomy­mi na mieś­cie, ale nie podali sobie dokład­nie miejs­ca mówiąc, że się „zdz­wonią”. Wszys­tko idzie dobrze do chwili kiedy bohater­ka zda­je sobie sprawę, że od rana słuchała w komórce muzy­ki i ter­az ma tylko trzy pro­cent baterii i żad­nej ład­owar­ki albo power­banku przy sobie. I właśnie wtedy kiedy trwa sza­leńcza wal­ka z cza­sem – wcześniej uda się ustal­ić miejsce czy też pad­nie tele­fon, dzwoni do niej koleżan­ka z pra­cy poroz­maw­iać o prob­lemie z eksp­re­sem do kawy. Tele­fon rozład­owu­je się w kil­ka sekund. Następ­nego dnia bohater­ka przy­chodzi do pra­cy tylko po to by dowiedzieć się od prz­er­ażonych współpra­cown­ików że jed­na z osób zatrud­nionych w fir­mie została w nocy zamor­dowana przy pomo­cy ekspre­su do kawy.

 

Pomysł dziesią­ty to pomysł na film dość nis­zowy – może taki do dys­try­bucji tylko na kon­fer­enc­jach bloger­s­kich. Miał­by tytuł „Host­ing”. Bohater­ka wchodzi na stronę swo­jego blo­ga i okazu­je się, ze strona nie dzi­ała.  Próbu­je się skon­tak­tować z dzi­ałem tech­nicznym firmy prowadzącej host­ing jej strony ale przez kil­ka godzin się jej nie uda­je. Ostate­cznie dowiadu­je się, że na skutek awarii znacz­na część danych została utra­cona w tym kopie zapa­sowe jej blo­ga. Wtedy następu­je dra­maty­czny zwrot akcji w którym dowiadu­je­my się, że nasza bohater­ka nie archi­wiz­owała treś­ci zawartych na blogu bo była zbyt leni­wa. Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że kiedy strona powraca – a ostat­nia zarchi­wiz­owana not­ka jest sprzed dwóch lat. Bohater­ka porzu­ca kari­erę blo­gową zosta­je hak­erem, przeni­ka do kręgów wta­jem­niczenia, odna­j­du­je ludzi którzy dokon­ali ataku na ser­w­ery firmy hostin­gowej. Potem następu­je coś jak plus minus tek­sańs­ka masakra piłą mechan­iczną.

Jak widzi­cie – zwierz ma doskon­ałe pomysły na hor­ro­ry. Tylko część sce­nar­iuszy została zacz­erp­nię­ta pros­to z życia i doświad­czeń Zwierza. Co każe się z sza­cunkiem i reflek­sją pochylić nad fak­tem że Zwierz jeszcze niko­go niczym nie zadź­gał (choć nie powie cza­sem ma taką chwilową ochotę). Tak więc pamię­ta­j­cie – Hal­loween to nie jest dzień w którym świę­tu­je­my coś obcego, para­nor­mal­nego, dalekiego od rzeczy­wis­toś­ci. To dzień w którym naresz­cie przy­tu­lamy naszą codzi­en­ność i mówimy „Wiem, że wszyscy się ciebie boją ale jakoś prze­jdziemy przez to razem”.

Ps: Zwierz bard­zo chęt­nie poczy­ta wasze sce­nar­iusze na ide­alne hor­ro­ry. Na pewno macie ich kil­ka w zanadrzu.

13 komentarzy
0

Powiązane wpisy