Home Film O zachowaniu się przy filmie czyli zwierza rozmyślania z kinowej sali

O zachowaniu się przy filmie czyli zwierza rozmyślania z kinowej sali

autor Zwierz

 

Hej!

 

 

Cza­sem zdarza się, że zwierz napisze kil­ka zdań, które jak się okazu­je otwier­a­ją dyskusję, której zwierz nawet się nie spodziewał. Wczo­raj na Face­booku zwierz skry­tykował akcję pole­ga­jącą na Bojko­towa­niu reklam w kinie, która pole­ga na przy­chodze­niu na seans dwadzieś­cia min­ut później, tak by ominąć reklamy. Akc­ja miała­by być wyrazem sprze­ci­wu wobec co raz dłużej trwa­ją­cych reklam kinowych. Zwierz jest prze­ci­wny nie tyle samemu potępi­a­niu wydłuża­ją­cych się reklam w kinie co wiz­ji tłu­mu wpada­jącego na salę w chwili rozpoczę­cia fil­mu. Trochę tak jak­by ktoś uznał, że moment, w którym kur­ty­na idzie w górę jest ide­al­ny na to by zajść swo­je miejsce na wid­owni teatru.

 

 

 A to stare dobre Kino Atlat­ic sto­jące przy Chmiel­nej (jeszcze w dwudziestole­ciu było tam kino Atlantic) ze wspani­ałym neonem i samo­cho­dem mar­ki Renault przed wejś­ciem. Zdję­cie z 1961. Szko­da że na Atlanticu już nie ma Neonu.?

 

Dyskus­ja, szy­bko zamieniła się w roz­mowę nie o rekla­mach ale o kinie jako takim. Zwierz zakła­da że więk­szość  czytel­ników zwierza lubi kino i wyjś­cia do kina, ale jak się okazu­je całkiem sporo ma prob­le­my z pewny­mi zra­chowa­ni­a­mi innych widzów. Przyglą­da­jąc się temu spisowi skarg i zażaleń zwierz doszedł do prostego wniosku. To co uzna­je­my za właś­ci­wie czy nie właś­ci­wie w kinie zależy w dużym stop­niu od pewnych dość pry­wat­nych norm zachowa­nia. Nikt nie uczy nas jak zachować się w kinie — ze szkołą wychodz­imy tylko na wyprawy zbiorowe, które z natu­ry rzeczy są niekul­tur­alne (zwierz ma wraże­nie, że nie ma gorszego bytu niż wyciecz­ka szkol­na w kinie). Rodz­ice przekazu­ją nam własne wzorce (albo i nie), zaś inni wid­zowie — cóż oni mogą znać zupełnie inne zasady zachowa­nia lub uważać, za niekul­tur­alne coś co my uważamy za jak najbardziej w porząd­ku. Zwierz nie wie czy jest dobrym kino­manem, i z całą pewnoś­cią nie ma paten­tu na to jak być widzem ide­al­nym  ale postanow­ił podzielić się z widza­mi swoi­mi prze­myśle­ni­a­mi o tych najbardziej newral­gicznych punk­tach pro­gra­mu pod tytułem “Idziemy do kina”. 

 

 

Spóź­ni­ać się/ Nie spóź­ni­ać się — Zaczęło się od spóź­ni­a­nia się więc trze­ba poświę­cić chwile temu prob­le­mowi. Zwierz wychodzi z założe­nia, że seans, który już się rozpoczął jest rzeczą świętą, więc raczej nie próbu­je np. kupić nań biletów i bard­zo rzad­ko wchodzi na wid­own­ię gdy już zgasło światło. Wie jed­nak, że sporo osób uważa, że sko­ro są reklamy moż­na wejść na salę jeszcze przez dwadzieś­cia min­ut. Zwierz oso­biś­cie skró­cił­by ten czas do dziesię­ciu — dziesięć min­ut reklam w kinie to praw­ie zawsze reklamy pro­duk­tów — niekiedy całkiem ciekawe (np. swego cza­su warto było oglą­dać kinowe reklamy Coca-Coli bo były super) ale moż­na spoko­jnie uznać je za takie, których zasłonie­nie niko­mu nie poczyni szkody. Nato­mi­ast plus minus dziesięć min­ut przed seansem zaczy­na­ją się trail­ery filmów. Tu zwierz jest raczej stanow­czy — jego zdaniem trail­er to już rzecz, której zasła­ni­ać nie wypa­da, rekla­ma stanow­ią­ca część kinowego wyjś­cia, coś co jest pod seans skro­jone (fakt, jak zwró­ciła uwagę Zofia pol­skie kina mają zwyczaj skan­dal­icznego nie zmieni­a­nia zestawu trail­erów przed fil­ma­mi da dzieci), niekiedy najwięk­szy bonus wyjś­cia (zwias­tuny Hob­bit czy Star Tre­ka oglą­dane ze spory­mi emoc­ja­mi). Zwierz uważa, że trze­ba to jed­nak uszanować i  w przy­pad­ku spóźnienia zachowywać się tak jak­by trafiło się na początek fil­mowego sean­su a nie bloku reklam­owego. Poza tym — co powin­ni pamię­tać ci celowo się spóź­ni­a­ją­cy — bard­zo wiele zależy od fil­mu. Przed wielkim seansem (tzn. najnowszego hitu) reklamy są dłuższe niż przed seansem fil­mu, który przy­ciąg­nie mniej widzów. Tak więc rób­cie swo­je sza­cun­ki bard­zo ostrożnie by nie przyjść dziesięć min­ut po rozpoczę­ciu właś­ci­wego fil­mu. Wiele osób pod­nosi jeszcze kwest­ie trwa­nia sean­su jako takiego — to rzeczy­wiś­cie jest prob­lem jeśli chodzi o długie filmy bo siedzi się w kinie strasznie dłu­go, z drugiej strony — zwierz zawsze ma wraże­nie, że zapom­i­na się, że np. idąc do teatru też siedzi się strasznie dłu­go bo trze­ba być wcześniej. Zwierz nie opowia­da się jako zwolen­nik reklam, po pros­tu tak sobie dywagu­je.

 

 

Jeść / nie jeść — odwieczny kinowy dylemat. Odpowiedź jest kilku punk­towa — po pier­wsze jedze­nie w kinie nie jest niegrzeczne ani nowe. Wręcz prze­ci­wnie od samego początku stanowi inte­gral­ną część sean­su kinowego. W kinie się je, zawsze się jadło i tępi­e­nie ludzi za jedze­nie w kinie wyda­je się zwier­zowi czymś równie log­icznym co tępi­e­nie ludzi za jedze­nie waty cukrowej w cyrku. Zdaniem zwierza kry­ty­czne pode­jś­cie do jedzenia w kinie ma dwa główne (choć nie jedyne) źródła. Pier­wsze — część narzekań przy­chodzi z zachodu gdzie kina zaczęły sprzedawać np. hot dogi i inne ciepłe posił­ki c jest rzeczy­wiś­cie kuri­ozalne. Drugie — to pew­na aber­rac­ja jaką był u nas min­iony sys­tem gdy w kinach nie podawano jedzenia. Jakoś przyjęliśmy tą aber­rację za nor­mę i gdy jedze­nie wró­ciło do kin wiele osób, potrak­towało je jako szkodli­wą nowinkę. Tym­cza­sem zwierz poza niechę­cią do zapachu pop­cor­nu (dla zwierza to ukochany zapach kina więc jak­by dywagu­je tu nad czymś czego nie jest częś­cią) zwierz nie widzi jak jedze­nie czegoś przez drugą osobę może przeszkadzać w odbiorze zwykłego sean­su fil­mu rozry­wkowego. To powiedzi­awszy prze­jdźmy do kwestii kiedy jeść zdaniem zwierza nie wypa­da — są bowiem takie seanse na które wniesie­nie pop­cor­nu nie jest najlep­szym pomysłem. Po pier­wsze musi­cale i filmy w których ważną rolę odgry­wa muzy­ka — chru­panie w trak­cie czy­je­jś arii niko­go nie zach­wyci nawet zwierza, po drugie trze­ba się kierować jakimś wyczu­ciem — oglą­dasz szwedz­ki dra­mat o prob­lemie ped­ofil­ii? Chy­ba moż­na to zobaczyć bez nachosów. Zresztą z obserwacji zwierza wyni­ka, że ludzie do tej zasady całkiem się sto­su­ją i na poważniejszych fil­mach jest mniej pop­cor­nu i chrupią­cych rzeczy a więcej, bardziej sty­lowych orzeszków w czeko­ladzie. Kole­j­na sprawa to co jeść — zwierz wie, że wielu widzów bojko­tu­je kinowe bary i wchodzi do kina z włas­nym jedze­niem. Zwierz nie będzie pisał co sądzi o łama­niu tych zasad bo ma ambi­wa­lentne uczu­cia (kina z nas zdzier­a­ją, kina głównie na tym zara­bi­a­ją) ale sko­ro już trze­ba to należy pamię­tać, że nie po to kiniarze w dwudziestole­ciu ekspery­men­towali aż dos­zli do mało w sum­ie chrupiącego pop­cor­nu by ktoś ter­az wci­nał na sean­sie super chrupiące chip­sy z sze­leszczącej tore­b­ki. Nato­mi­ast zwierz uważa, że nic się nie stanie jeśli kupimy sobie orzesz­ki bez czeko­la­dy poza kinowym barem bo raczej niko­mu to nie będzie przeszkadzać. Kole­j­na sprawa to picie — wszyscy wiemy, że zdaniem właś­ci­cieli kin wszyscy mamy pęcherze o pojem­noś­ci 20 l. Nie mamy. Sko­ro wszyscy o tym wiemy to warto przed kupi­e­niem napo­ju pod­jąć reflek­sję — czy będę musiał/musiała wyjść z sean­su. Zwierz uważa, że taką wiedzę o samym sobie posi­adamy wszyscy (po ukończe­niu mniej więcej 8 roku życia) więc zaskocze­nie, że coś nam przepad­nie oraz nasze przeszkadzanie innym wid­zom jest wyłącznie naszą winą. 

 

 

 

 Zwierz zawsze czu­je nie miłe ukłu­cie kiedy prze­chodzi obok psutego kina Relax gdzie sprzeda­ją dro­gie ciuchy w brzy­d­kiej sali. A tu proszę, piękne lśniące, z neonem i z dobrym filmem w reper­tu­arze. Ter­az pytanie pod­ch­wytli­we, w którym roku zro­biono to zdję­cie ;)

 

Odbier­ać czy nie odbier­ać — ogól­nie wszyscy powin­niśmy wyłączyć nie tylko dźwięk ale i tele­fony jako takie. Dziś pobłysku­jące w ciem­noś­ci­ach ekrany smart­fonów, na których znud­zony widz przeglą­da Inter­net to zmo­ra kin. Ale jeśli nie wyłączyliśmy dźwięku (Zdarza się skleroza nie wybiera) mamy dwie opc­je. Pier­wsza to wyłączyć tele­fon bez odbiera­nia- najlep­sza i bezprob­le­mowa. Dru­ga — którą zwierz cza­sem rozu­mie to sytu­ac­ja kiedy czu­je­my, że musimy ode­brać tele­fon. Wtedy dopuszczalne jest jed­no zdanie “Jestem w kinie odd­z­wonię”. Każde następ­ne (zwierz spo­ty­ka się z tym co raz częś­ciej) jest abso­lut­nie kary­godne. Nato­mi­ast jeśli nasz tele­fon jest też zegarkiem (co raz częś­ciej) to jeśli chce­my sprawdz­ić która godz­i­na osła­ni­amy ręką ekran ewen­tu­al­nie pochy­lamy się do przo­du by nie świecić tele­fonem w oczy osobom, które siedzą za nami. Ogól­nie zwierz ma wraże­nie, że jeśli czu­je­my, że jest tak nud­no iż zaczy­namy sprawdzać godz­inę na tele­fonie albo przeglą­dać pocztę to jest to (poza rand­ką i wypa­dem z ukochaną ciotką) najlep­szy moment by ewakuować się z sali, ewen­tu­al­nie zacząć układać w głowie złośli­wą recen­zję (zwierz ma zawsze przy sobie papi­er i ołówek i cza­sem już w kinie zaczy­na spisy­wać złośli­woś­ci)

 

 

Wychodzić/ nie wychodz­ić — kole­jny prob­lem po tym kiedy przy­chodz­ić do kina to kiedy z niego wychodz­ić. Kiedy film się kończ więk­szość z nas podry­wa się do wyjś­cia, ale część twar­do siedzi by obe­jrzeć napisy (nie tylko na fil­mach Marvela/Disneya gdzie jest to zrozu­mi­ałe). Prob­lem napisowy rozwiązać łat­wo — moment w którym lecą napisy ani­mowane, wyróżnione itp. (najczęś­ciej doty­czące obsady) może­my uznać za część fil­mu — którą win­no się odsiedzieć. Ewen­tu­al­nie te pier­wsze najbardziej intere­su­jące dla innych widzów napisy to doz­nały moment by włączać tele­fon, zdjąć  oku­lary, założyć sza­lik itp. Potem na długie min­u­ty zaczy­na­ją się napisy, które zdaniem zwierza naprawdę niko­go nie intere­su­ją np. kto pchał wózek z kamerą. To dobry moment by wyjść. Kole­jne ważne napisy (dla wielu taki­mi jest muzyka/lokalizacja) pojaw­ia­ją się dopiero pod sam koniec. Zresztą żeby było jasne — napisy są jak stop­ka w książce, nie oglą­danie ich do koń­ca nie jest prze­jawem braku sza­cunku, czy złego wychowa­nia, nie jest też czymś do czego należy kogoś zmuszać siedząc na swoim krześle w sposób abso­lut­nie nieporus­zony. Co praw­da niek­tórzy lubią jeszcze na chwilę zostać w kinie bo nie czu­ją się w mocy by wychodz­ić, nie mniej zwierz, który rozu­mie takie przeży­cia uważa że nawet wtedy należy pamię­tać, że część osób mogła ode­brać film inaczej i mimo wszys­tko chce już wyjść.

 

 

 Co praw­da bile­ty były po 4 i 2 złote ale w 1956 roku kom­fort sta­nia po bilet był nieco mniejszy niż dziś. Ciekawe czy dlat­ego do kole­j­ki zde­cy­dowanie odd­ele­gowano samych panów.


Śmi­ać się / Nie śmi­ać się — nie tak dawno temu zwierz zwi­jał się razem ze swoim bratem ze śmiechu w cza­sie jed­nej ze scen na bard­zo złym filmie i został skar­cony przez siedzącego obok pana za to, że nie dość poważnie przyj­mu­je akc­je fil­mu (pan obok potem pół fil­mu nucił ku prz­er­aże­niu zwierza). Ogól­nie zasady dobrego wychowa­nia są tu chy­ba nieco bezradne — teo­re­ty­cznie na złym filmie czy na filmie nieza­mierze­nie złym nie powin­niśmy się śmi­ać bo są wid­zowie, którzy chcą zobaczyć film w spoko­ju — nie mniej cza­sem pow­strzy­mać się nie moż­na. Zdaniem zwierza, jeśli nie demon­stru­je­my za bard­zo naszych odczuć to nie ma w tym nic złego. Ale sporo zależy też od sean­su — zwierz uważa, że śmi­an­ie się na Zmierzchu czy dajmy na to na Avenger­sach (złośli­we śmi­an­ie się!) jest bardziej dopuszczalne niż to samo na filmie, który nie jest z natu­ry rozry­wkowy. Nato­mi­ast nieza­leżnie od tego jak zły jest film, który się oglą­da wygłaszanie głośno uwag jest możli­we tylko przy bard­zo specy­ficznym nastaw­ie­niu wid­owni. Zwierz ostat­nio był na takim sean­sie Bitwy pod Wied­niem gdzie sol­i­darność  widzów zestaw­ionych ze słaboś­cią fil­mu była tak duża, że komen­tarz rzu­cony z tyl­nych rzędów, spotkał się z powszech­ną apro­batą. Nato­mi­ast nie ma nic bardziej den­er­wu­jącego, niż ktoś kto przez pół sali wykrzyku­je śred­nio dow­cip­ne komen­tarze. Nawet jeśli film jest zły.

 

 

 

Milczeć/nie mil­czeć — no właśnie a sko­ro jesteśmy przy tym punkcie to pow­sta­je pytanie jak zwracać uwagę w kinie. Zdaniem zwierza to jest trud­na sprawa. Ogól­nie uwagę w kinie moż­na zwracać gdy ktoś jest za głośno, rozpy­cha się, zaj­mu­je nasze miejsce, strasznie szeleś­ci, bawi się tele­fonem itp. Szy­b­ka reakc­ja przyniesie ulgę nie tylko nam ale i innym wid­zom. Niem­niej zdaniem zwierza nasz uwa­ga powin­na doty­czyć wyłącznie niepożą­danego zachowa­nia i powin­na być grzecz­na. “Czy mógł­by pan wyłączyć tele­fon”, “Czy mogła­by pani jeść ciszej bo nie słyszę dialogów”, “Czy mógł­by pan nie trzy­mać nóg na opar­ciu mojego krzesła” wypowiedziane spoko­jnym tonem zostawi nas wszys­t­kich w lep­szej sytu­acji. Zdanie “W kinie się teflonu nie uży­wa, co to za cza­sy” czy “Czy mogła­by pani przes­tać tak strasznie mlaskać to nie bar” wprowadza­ją strasznie nie miłą atmos­ferę i zami­ast kul­tur­al­nego popraw­ienia jakoś­ci sean­su najczęś­ciej kończą się głośną pyskówką. Zwierz nigdy nie zapom­ni jak pew­na pani po pro­jekcji Jane Eyre podeszła do mojego prycha­jącego raz na jak­iś czas bra­ta z uwagą ‘Na przyszłość może się zas­tanow­isz nad wyborem sean­su”. W jej głosie brzmi­ała paskud­na wyżs­zość. Brat zwierza parsknął gdy treść fil­mu odeszła znacznie od treś­ci książ­ki, którą brat doskonale zna i lubi. Zwierz zapamię­tał tą sytu­ację właśnie dlat­ego, że była to niepotrzeb­na pró­ba ksz­tałce­nia kogoś na wid­owni. Nie jesteśmy po to by wychowywać innych widzów.  Zwierz, który w kinie zawsze zwraca uwagę, krótko rzec­zowo i mało per­son­al­nie (nie wiemy dlaczego, ktoś zachowu­je się tak jak się zachowu­je, zachodzi dom­nie­manie niewin­noś­ci) i nigdy nic przykrego go nie spotkało, nato­mi­ast szy­bko kończyło sytu­ację. Dzię­ki temu nikt nie poczu­je się źle. A prze­cież sko­ro jesteśmy w kinie to pewnie wszyscy chcą się dobrze baw­ić.

 

 

 Kino Słońce w Lublin­ie gdzieś między 1921 a 1939. Zdję­cie dla tych wszys­t­kich, którzy narzeka­ją na słabe miejs­ca. Zwierz nie wie czy z tego z boku dało się cokol­wiek zobaczyć. Wniosku­jąc po czymś co wyglą­da jak kanał na orkiestrę zwierz staw­iał­by, że to jeszcze przed wprowadze­niem dźwięku.

 

Szukać/ nie szukać — wchodz­imy na salę — mamy bilet na miejsce 16 i 17 w rzędzie 5 ale sala pus­ta. Zan­im usiądziemy na najlep­szym ide­al­nym miejs­cu warto poczekać — praw­da jest taka, że każde miejsce na którym nie siedz­imy wyda­je się lep­sze ale najczęś­ciej w dużych kinach prak­ty­cznie ze wszys­t­kich miejsc widać równie dobrze. W mul­ti­plek­sach jeśli dosta­je­my marny bilet (najczęś­ciej mogąc wcześniej rzu­cić okiem na salę) to może­my spoko­jnie przyjąć, że ktoś będzie miał miejsce obok nas. Ogól­nie wybieranie sobie miejs­ca na sali wbrew temu co jest na bile­cie jest dobrym pomysłem tylko wtedy kiedy na sali są trzy oso­by a seans właśnie się zaczy­na. Kiedyś zwier­zowi zdarzyło się na Tron­ie być wyłącznie ze swoim przy­ja­cielem. Bie­gal­iśmy po całej sali (olbrzymiej na jakieś 400 miejsc) i szukaliśmy najlep­szego miejs­ca do oglą­da­nia 3D. Super sprawa. No ale wtedy była nas dosłown­ie dwój­ka na sali. Na pop­u­larnych seansach raczej się to nie zdarza i zazwyczaj w chwili rozpoczę­cia fil­mu zaczy­na się bie­ganie ludzi po całej sali w poszuki­wa­niu swo­jego miejs­ca. Zwierz tego nie rozu­mie, bo dla niego usiąść na miejs­cu, o którym wie, że nie będzie musi­ał się z niego ruszać to wartość sama w sobie.

 

 

Skarżyć się/nie skarżyć się- więk­szość z  nas wychodzi z założe­nia że drob­ne nieprzy­jem­noś­ci związane z seansem — nieod­powied­nie trail­ery, za długie reklamy, fatalne nagłośnie­nie itp. — są naszym prob­le­mem. Tym­cza­sem powin­no być tak, że każdą taką sytu­ację zgłasza­my kierown­ikowi kina. I to jest ważne — nie jed­na oso­ba, od cza­su do cza­su — bo to łat­wo zig­norować, ale wszyscy. Jako oso­by płacące mamy prawa wyma­gać dobrego sean­su. Zami­ast wściekać się w skry­toś­ci ducha trze­ba iść i oso­biś­cie się poskarżyć, albo wysłać maila. Stracimy trochę cza­su ale zdaniem zwierza to jest najlep­szy sposób by pod­nieść jakość sean­sów kinowych. I tak to praw­da, kino zig­noru­je jed­ną skargę. Bo będzie tylko jed­na. Jeśli jed­nak zro­bi się z tego zwyczaj, trady­cję czy po pros­tu coś co robimy automaty­cznie, wtedy będzie bard­zo trud­no zig­norować nasze skar­gi. A są rzeczy (jak wspom­ni­ane nieod­powied­nie trail­ery przed fil­ma­mi dla dzieci), które trze­ba pięt­nować z całą siłą.

 

 

 Zwierz uwiel­bia to zdję­cie bo doskonale pokazu­je ono jak wyglą­dały kina nieco mniej prestiżowe (to kino Czaty na Woli), warto też przyjrzeć się gablotce z foto­sa­mi. Zwierz nie wie, który to z filmów o Tarzanie — może ten z 1934 na które datowane jest zdję­cie ale pode­jrze­wa, że może to byc ten nakrę­cony rok wcześniej, bo do marnego kina trafił­by z opóźnie­niem.


Chodzić/ nie chodz­ić — no właśnie tyle prob­lemów. Chodz­ić do kina czy nie chodz­ić? Przede wszys­tkim chodz­ić świadomie. Jeśli idziesz do mul­ti­plek­su nie den­er­wuj się na mul­ti­pleks że sprzeda­je jedze­nie i daje ci paczkę owsa w ramach bonusu przed seansem. Moż­na mul­ti­plek­su nie lubić, ludziom się nawet częs­to zdarza, ale nie moż­na mieć do niego pre­ten­sji że dzi­ała wedle takich a nie innych zasad. Tak więc nie patrzymy z wyrzutem na oso­by z Nachosa­mi i Colą, którzy spędza­ją w kinie czas po zaku­pach. Część czytel­ników zwierza jest wielki­mi zwolen­nika­mi kin studyjnych. Aku­rat zwierz ma do kin studyjnych pode­jś­cie ambi­wa­lentne. Podo­ba mu się idea i podo­ba mu się reper­tu­ar oraz oczy­wiś­cie nas­trój. Co się nie podo­ba? Najczęś­ciej jakość odbioru — dźwięk nie jest aż tak dobry, ekran nie był aż tak dobry no i nieste­ty więk­szość z nich ma taką wid­own­ię na której cały czas się boję że ktoś wyso­ki przede mną usiądzie. Z resztą jak zwierz częs­to pow­tarza — nie ma zasady doty­czącej jakoś­ci wid­owni na takich pokazach. Zwierz odsuwał od siebie pijanych towarzyszy sean­sów wyłącznie w kinach studyjnych. Nie mniej niczego nie demo­nizu­je bo prze­cież są kina w których nie da się obe­jrzeć pewnych filmów. Część osób uważa, że w ogóle wyjś­cie do kina nie ma sen­su. Powiedzmy sobie szcz­erze — to praw­da więk­szość filmów najlepiej oglą­da się w domu z kocykiem na kolanach i herbatką w ręku. Ale prze­cież chodze­nie do kina nie jest wyłącznie chodze­niem na film. Jest do pewnego stop­nia przeży­ciem, wyprawą, poży­wką kul­tur­al­ną czy rozry­wkową, prz­ery­wnikiem w codzi­en­nej egzys­tencji. Prawdą jest że gdy­by chodz­iło wyłącznie o film moż­na było­by sobie wiele wyjść do kina darować. Stąd też wszyscy powin­niśmy dbać o to by inni mogli cieszyć się nie tylko filmem ale także samym wyjś­ciem do kina.

 

Zwierz przyjrzał się swoim rozważan­iom i przeprasza jeśli w jakichś punk­tach są one stanow­cze- najwyraźniej w zwierzu obudz­iła się jakaś porad­nikowa bes­tia. W każdym razie zwierz uważa, że to jest jed­na z tych rzeczy, o których nie mówimy. To znaczy narzekamy na to jak inni się zachowu­ją w kinie, ale właś­ci­wie nie staramy się jas­no spre­cy­zować, czego oczeku­je­my od siebie i od innych widzów. A prze­cież np. w teatra­ch gdzie zasady są zde­cy­dowanie bardziej sfor­mal­i­zowane i wklepy­wane nam do głów od daw­na, rzad­ko wychodz­imy narzeka­jąc na wid­own­ię. Być może więc czas poroz­maw­iać nie tylko o tym co nas den­er­wu­je, ale także o tym jakie są naszym zdaniem pozy­ty­wne wzo­ry zachowań. Zwierz spisał swo­je ale oczy­wiś­cie nie jest to pewnie też tylko jego per­spek­ty­wa.

  

A i jeszcze jed­no. Zwierz położył tu ten spis rozmyślań nie dlat­ego, że wychodzi z założe­nia, że jego czytel­ni­cy naprawdę go potrze­bu­ją ale dlat­ego, że uważa iż takie proste przed­staw­ie­nie pożą­danych zasad jest dobrym punk­tem wyjś­cia do dyskusji. Nie koniecznie pełnej narzekań ale także pomysłów czy wzorów. Zwierz, który jest widzem za wczes­nym, jedzą­cym, chi­choczą­cym i wychodzą­cym przed końcem napisów jest ciekaw jak te sprawy widzą ci, którzy np. spóź­ni­a­ją się, nie jedzą i zosta­ją do koń­ca napisów. Kom­bi­nacji jest wiele, ale może da się do czegoś dojść? 

 

Ps: A jutro w dowód że zwierz nie jest bry­tyjskim szpiegiem o seri­alu pro­dukcji UK, który się zwier­zowi nie podobał.??

0 komentarz
0

Powiązane wpisy