Home Festiwale Pełno, a jakoby nikogo nie było czyli “Orzeł. Ostatni Patrol”

Pełno, a jakoby nikogo nie było czyli “Orzeł. Ostatni Patrol”

autor Zwierz
Pełno, a jakoby nikogo nie było czyli “Orzeł. Ostatni Patrol”

Nie masz ci kina wojen­nego bez okrętów pod­wod­nych. Trud­no się dzi­wić — trud­no o więk­sze, niemal sceniczne wyczu­cie dra­maturgii — niewiel­ka przestrzeń, liczne zagroże­nia, ogranic­zona zało­ga, nikt nie wejdzie, nikt nie wyjdzie. Widza moż­na w tej klatce zamknąć wraz z załogą i roze­grać przed nim wojen­ny dra­mat. O ile się ma na dra­mat pomysł. Nieste­ty „Orzeł. Ostat­ni patrol” pomysłu nie ma.

 

Sama his­to­ria pol­skiego okrę­tu pod­wod­nego jest tak ciekawa, że to już dru­gi film jaki o nim mamy. Mało kto poza pasjonata­mi pamię­ta bowiem film „Orzeł” z 1958 roku, który kon­cen­trował się na his­torii uciecz­ki okrę­tu z inter­nowa­nia w Tallinie.  W nowym filmie o tych wydarzeni­ach nie ma mowy. W ogóle o żad­nej his­torii okrę­tu mowy nie ma — jesteśmy na jego pokład wrzuceni z bard­zo niewielkim zasobem infor­ma­cji. Pewnie nieje­den widz mógł się na sali głow­ić jak to właś­ci­wie się stało, że w czer­w­cu 1940 roku, kiedy Bry­tyjczy­cy ewakuowali się z Dunkier­ki w ich flocie służył pol­s­ki Okręt. Film jed­nak tego nie tłu­maczy, jak­by zupełnie nie zain­tere­sowany tym by widz wiedzi­ał cokol­wiek więcej. Co jest o tyle ciekawe, że choć „Orzeł” to okręt znany to trud­no uznać jego dzieje za abso­lut­ną wiedzę powszech­ną. Rzekłabym nawet, że pewnie więk­szość osób nie ma zielonego poję­cia o „Orła” ist­nie­niu a co dopiero o jego wojen­nych losach.

 

 

Jeśli widz ma się rozez­nać w dynam­ice życia zało­gi, najlep­szym był­by ktoś komu ową załogę się przed­staw­ia. Tu jed­nak ele­ment wyjaśnień, nowe­mu nary­bkowi, jest niewiel­ki, sprowadza się do wymie­nienia kilku danych tech­nicznych, pokaza­nia ważnego wskaźni­ka iloś­ci dwut­lenku węgla w powi­etrzu i przekaza­nia, że to Okręt nowy i sprawny. Tyle. Resztę musi sobie widz doczy­tać sam z serii epi­zodów, które zaj­mu­ją pier­wsze 45 min­ut fil­mu. Teo­re­ty­cznie to wystar­cza­ją­co dużo cza­su by pokazać nam bohaterów, ich motywac­je, his­to­rie, różnice pomiędzy nimi i to, dlaczego na tym statku służą. Teo­re­ty­cznie, bo w isto­cie — ani reżyser, ani sce­narzys­ta nie mają za bard­zo pomysłu jak to zro­bić. Coś tam ktoś rzu­ca, że ma poważne zami­ary wobec jakiejś dziew­czyny, ktoś miał zegarek po dzi­ad­ku co wal­czył w pow­sta­niu sty­czniowym, ktoś je galaretkę we włas­nej kaju­cie. Wciąż jed­nak są to postaci zupełnie nie napisane, stłoc­zone na niewielkiej przestrzeni, ale pozbaw­ione charak­terów. Gdy­by nie fakt, że obsa­da skła­da się ze znanych aktorów to wszyscy mogli­by się wid­zowi zlać w jedno.

 

Jest to o tyle ciekawe, że widać tu pomysł na to jak pokazać klaus­tro­fo­biczną przestrzeń i duchotę wnętrz okrę­tu pod­wod­nego. Oczy­wiś­cie — zna­jmy pro­por­c­je — nie jest to „Das Boot” ale wciąż — mamy tu całkiem niezłe oper­owanie przestrzenią. Co pewien czas dosta­je­my uję­cia krę­cone jak­by z zewnątrz okrę­tu, które jed­nak wcale nie doda­ją przestrzeni, wręcz prze­ci­wnie, jeszcze bardziej ją zacieś­ni­a­ją. Do tego niekiedy dzi­wne kadry, przy­pom­i­na­jące najbardziej zdję­cia z kamery prze­mysłowej — jeszcze bardziej odksz­tał­ca­ją tą zamkniętą, duszną i nieprzy­jazną (zwłaszcza gdy nie moż­na się wynurzyć) przestrzeń. Prob­le­mu nie stanowi, też sam pomysł by skupić się na tym ostat­nim nieszczęs­nym patrolu. Jasne, jak wspom­ni­ałam przy­dało­by się więcej kon­tek­stu, ale poza tym — kon­strukc­ja fil­mu nie wychodzi poza trady­cyjne kino wojenne. Ostate­cznie — nawet jeśli nie dzieje się bard­zo wiele, to widz wie jakie są staw­ki. Jest tu zresztą kil­ka scen dobrych jak te, w których trze­ba dźwignąć okręt i wcale nie jest pewne czy to się uda, a wyda­je się wręcz pewne, że to już koniec.

 

 

Na nic jed­nak niezłe zdję­cia, pros­ta kon­strukc­ja i uczu­cie klaus­tro­fo­bii sko­ro w tym wszys­tkim, nie czu­je­my się zaan­gażowani. Na ekranie rzeczy się dzieją, ale dzieją się posta­ciom zupełnie obcym, pozbaw­ionym charak­teru. Słuchamy pole­ceń, patrzymy na zros­zone potem czoła, ale to wszys­tko jest tak bard­zo pozbaw­ione emocji, że w pewnym momen­cie zaczy­na nawet nużyć. Bo ileż moż­na oglą­dać jak coś się dzieje, ale nie za bard­zo nas obchodzi komu się to dzieje. Fakt, że mamy jakąś grupę niez­nanych nam postaci utrud­nia zaan­gażowanie emocjon­alne. Trud­no też je czuć wobec pol­s­kich mary­narzy, bo ich tam nie ma. Są znani aktorzy w mary­nars­kich mundurach. Gdy nie napiszesz komuś postaci, to ostate­cznie — dosta­jesz po pro­su grupę ludzi w kostiu­mach. To najwięk­sza bolącz­ka fil­mu. Ale też do pewnego stop­nia zaskocze­nie. Wydawać by się mogło, że to będzie najprost­sze. Nawet gdy­by motywac­je były bard­zo klasy­czne — patri­o­tyzm, chęć zem­sty, rodzin­na trady­c­ja — było­by to coś co w tych deko­rac­jach by zagrało. A tak po pros­tu mamy film pozbaw­iony kluc­zowego ele­men­tu. Jed­nocześnie moż­na niekiedy dojść do wniosku, że pojaw­ie­nie się niek­tórych moty­wów (jak wspom­i­nanej postaci kobiecej) służy przede wszys­tkim temu żeby uniknąć jakiejś pod­skórnej homo­eroty­cznoś­ci całej sytu­acji. Serio nie trze­ba być wielkim teo­re­tykiem kina by wiedzieć, że wystar­cza­ją­co duże zagęszcze­nie męs­kich postaci w zamkniętej przestrzeni zawsze ostate­cznie ma takie pod­skórne prądy (i zapew­ni­am was że jak­iś kry­tyk o tym za dwadzieś­cia lat esej napisze).

 

Co więcej — jest w tym filmie kil­ka ele­men­tów które są naprawdę dobre. Ot cho­ci­aż­by fakt, że wszys­tko roz­gry­wa się w 1940. Przewa­ga Niem­ców jest miażdżą­ca, infor­ma­c­je podawane przez radio z Pol­s­ki są coraz gorsze. Właś­ci­wie nie ma żad­nego promy­ka nadziei. Jak­by tak pociągnąć ten motyw, jak­by przy­pom­nieć o tej chwili w his­torii, w której zakończe­nie wojny i prze­grana Niem­ców wydawała się właś­ci­wie niemożli­wa — było­by to ciekawe przy­pom­nie­nie nam, że bohaterowie nie maja jeszcze naszej wiedzy i ich sytu­ac­ja jest dużo bardziej dra­maty­cz­na niż może­my to czuć wiedząc co będzie dalej. Ale tego — skąd­inąd ciekawego wątku film nie pode­j­mu­je, a właś­ci­wie nie ma go jak pod­jąć — musi­ał­by bowiem najpierw stworzyć swoich bohaterów a na to nie ma najwyraźniej ochoty albo zabrakło umiejęt­noś­ci. Nie moż­na też mówić o jakimś ciekaw­ie zrysowanym bohaterze zbiorowym — wszys­tko tu jest rozczłonkowane, blade i pozbaw­ione jakiejś życiowej energii.

 

 

Tym bardziej szko­da obsady. Bo rzeczy­wiś­cie moż­na dojść do wniosku, że zebra­no tu młody (wciąż jeszcze, będę się upier­ać, że młody) pol­s­ki kwiat aktors­ki. Tomasz Ziętek kon­tynu­u­je mis­ję pod­bi­ja­nia pol­skiej kine­matografii. Tu ciekaw­ie obsad­zony w roli kap­i­tana — trochę gra na przekór takim wojen­ny schematom, gdzie kap­i­tan musi wyglą­dać najs­tarzej, żuć proch i dusić delfiny goły­mi ręka­mi. Jego kap­i­tan to człowiek spoko­jny, kul­tur­al­ny, myślą­cy, rzekło­by się — przed­wo­jen­ny. Ponown­ie szko­da, że to postać zupełnie nie rozwinię­ta — trochę nie wiemy skąd się wziął i dokąd mógł­by zmierzać. Antoni Pawlic­ki gra naw­iga­to­ra i początkowo wyda­je się, że może ta postać będzie miała jak­iś charak­ter — ale nie, ostate­cznie jest to tylko pomysł na postać a nie postać sama w sobie. Z kolei bohat­era granego przez Mateusza Koś­ciukiewicza poz­nawałam wyłącznie po swetrze. Co uzna­ję za ostate­czną klęskę prowadzenia postaci pier­ws­zo­planowych, kiedy kluc­zowe okazu­ją się różnice w garder­o­bie. Przez chwilę myślałam, że bohater grany przez Zaw­ieruchę będzie miał jak­iś charak­ter, ale jedyne co dostal­iśmy to jakieś szcząt­ki, niedopowiedzianej wyr­wanej z kon­tek­stu opowieś­ci o jakiejś dziew­czynie, dodane chy­ba tylko po to by było wiadomym, że nasi bohaterowie widzieli kobi­etę na oczy. Na koniec Tomasz Schuchardt gra twardego mary­narza i w sum­ie jest w tym najwięcej „czegoś” ale na zbu­dowanie całej postaci za mało. Aż chce się powiedzieć, że najwięcej emocji przekazu­je w tym filmie Woronow­icz, którego bohater po pros­tu cały czas siedzi i nasłuchu­je. To nasłuchi­wanie przy­na­jm­niej jest ciekawe.

 

Przyz­nam — dawno już nie widzi­ałam takiego przy­pad­ku jak „Orzeł. Ostat­ni Patrol”. To nie jest film złożony z dobrych ele­men­tów (sam pomysł by skupić się na tych nie do koń­ca znanych losach ostat­niego patrolu), budowanie napię­cia, budowanie atmos­fery zamknię­cia, ale po pros­tu braku­je mu tego co kluc­zowe. Świado­moś­ci, że film musi być o czymś. Tu zaś braku­je i bohaterów jed­nos­tek, i bohat­era zbiorowego i nawet sam okręt nie zosta­je na bohat­era wykre­owany.  Mamy więc film, który jest tak zaskaku­ją­co pusty, że po jego sean­sie, aż chce się wzruszyć ramion­a­mi. I pod tym wzglę­dem jest to pro­dukc­ja, która w fas­cynu­ją­cy sposób przy­pom­i­na, co w his­to­ri­ach jest najważniejsze. Muszą być o kimś. Inaczej mamy tylko reflek­sję, że okrę­ty albo pły­wa­ją, albo toną i nie jest to tak porusza­jące jak się twór­com wydaje.

 

0 komentarz
2

Powiązane wpisy

Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik.

Situs slot terbaru terpercaya

slot hoki terpercaya

game slot online
Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

Kunjungi Situs bandar bola online terpercaya dan terbesar se-Indonesia.

liga228 agen bola terbesar dan terpercaya yang menyediakan transaksi via deposit pulsa tanpa potongan.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik. Daftar Nama Situs Judi Bola Resmi QQCuan
situs domino99 Indonesia https://probola.club/ Menyajikan live skor liga inggris
agen bola terpercaya bandar bola terbesar Slot online game slot terbaik agen slot online situs BandarQQ Online Agen judi bola terpercaya poker online