Home Seriale Pani Jeziorka czyli o “Przeklętej”

Pani Jeziorka czyli o “Przeklętej”

autor Zwierz
Pani Jeziorka czyli o “Przeklętej”

Jeśli śledzi­cie ten blog od jakiegoś cza­su to może zdążyliś­cie dostrzec, że bliska jest memu ser­cu leg­en­da o Króli Arturze. A właś­ci­wie zbiór leg­end, książek, filmów, podań, komik­sów, wer­sji his­to­rycznych i retellingów. Nie jestem żad­ną naukową spec­jal­istką – po pros­tu zawsze pocią­gała mnie ta his­to­ria, w której może być magia i reli­gia, miecz z kamienia, pani z jezio­ra i świę­ty Graal na dokład­kę. I dlat­ego też wiedzi­ałam od samego początku, że obe­jrzę „Przek­lętą” – kole­jną his­torię, która bierze ele­men­ty znanej his­torii by opowiedzieć ją zupełnie inaczej.

 

CURSED (L to R) CATHERINE WALKER as LENORE and KATHERINE LANGFORD as NIMUE in episode 101 of CURSED Cr. COURTESY OF NETFLIX © 2020

 

Nie będę ukry­wać, że mam bard­zo mieszane uczu­cia wobec seri­alu. Mój pier­wszy prob­lem wyni­ka z fak­tu, że moim zdaniem autorzy książ­ki i sce­nar­iusza wrzu­cili zbyt wiele grzy­bów w barszcz. Sam wyjś­ciowy pomysł – by opowiedzieć his­torię z per­spek­ty­wy Nimue – czyli przyszłej Pani Jezio­ra jest całkiem niezły. Ostate­cznie nigdy dość opowiada­nia his­torii tych dru­go­planowych (choć kluc­zowych) postaci kobiecych. „Mgły Aval­onu” doskonale pokazu­ją, że opowiedze­nie mitu arturi­ańskiego z kobi­eta­mi na pier­wszym planie to nie jest zły pomysł. Nieste­ty twór­cy zami­ast skon­cen­trować się na jed­nej czy dwóch posta­ci­ach znanych z arturi­ańskiego mitu się­ga­ją na pra­wo i lewo po wszys­tkie wąt­ki i bohaterów. Sko­ro jest Nimue pojawi się Mer­lin, Uther Pen­drag­on, Artur, Mor­gana, Lancelot czy Gawain albo Par­si­fal. Ilekroć ktoś się pojawi to zaraz okazu­je się, że to jakaś ze znanych postaci leg­endy arturi­ańskiej. To wszys­tko spraw­ia, że z retelin­gu leg­endy pozosta­je coraz mniej a bardziej robi się takie bin­go – kto jest kim. Co więcej – bohaterowie wys­tępu­ją w kon­fig­u­rac­jach tak dale­kich od tych znanych z podań, że bardziej są to zupełnie nowe posta­cie, które tylko dostały imiona po posta­ci­ach znanych z leg­endy. Była­by to zde­cy­dowanie ciekawsza his­to­ria gdy­by sce­narzyś­ci skon­cen­trowali się na jeden czy dwóch posta­ci­ach znanych z mitu arturi­ańskiego.

 

No dobrze, ale nie wszys­tkim musi to przeszkadzać. Podob­nie jak nie wszys­tkim przeszkadzać będzie zupełne his­to­ryczne, scenograficzne pomieszanie z poplą­taniem jakie mamy na ekranie. Ja wiem, że to ser­i­al fan­ta­sy i ja wiem że to jest wszys­tko umowne, ale patrząc na te chao­ty­cznie wybier­ane stro­je, czy na te rzu­cane zupełnie bez sen­su nazwy miałam poczu­cie, jak­by ktoś nawet się nie starał stworzyć spójnego wiz­ual­nie i geograficznie świa­ta. Nie mam nic prze­ci­wko umownoś­ci o ile jest spój­na. W „Excal­iburze” (moim zdaniem najlep­szym filmie arturi­ańskim) rzeczy też są zupełnie pomieszane, ale widać spójną intencję, podob­nie w niezbyt lubianym przeze mnie „Królu Arturze” z Owen­em. To trochę jak z wstaw­ian­iem przyp­isów do tek­stu – mogę jedne lubić bardziej od drugich ale najważniejsza jest spójność. I w tym seri­alu bard­zo mi tego brakowało. Inna sprawa, że bard­zo widać, że ten ser­i­al fan­ta­sy miał chy­ba dość ogranic­zony budżet, bo tam gdzie trze­ba sięgnąć po CGI zaczy­na się robić tak brzy­d­ko że aż komicznie. Wiel­ka wal­ka naszej bohater­ki z wilka­mi była­by zde­cy­dowanie bardziej porusza­ją­ca gdy­by nie prze kosz­marne efek­ty spec­jalne. Co ciekawe, mam wraże­nie, że dużo więcej dało­by się zro­bić inwes­t­u­jąc w dobry mon­taż i granie pół­cieni­a­mi. Choć tu muszę bard­zo pochwal­ić ani­mowane prze­jś­cia pomiędzy różny­mi wątka­mi seri­alu — są po pros­tu bard­zo ładne i ory­gi­nalne, podob­nie jak naprawdę miła dla oka czołówka.

 

CURSED (L to R) DEVON TERRELL as ARTHUR in episode 103 of CURSED Cr. COURTESY OF NETFLIX © 2020

 

Sama his­to­ria bard­zo mnie nie por­wała. Miałam wraże­nie, że oglą­dam ser­i­al wyplu­ty przez algo­rytm Net­flixa. Wiado­mo, że podobał się „Wiedźmin” i wiado­mo, że podoba­ją się seri­ale młodzieżowe, zwłaszcza „13 powodów”. To dajmy młodym ludziom ser­i­al fan­ta­sy, z wątka­mi młodzieżowy­mi i aktorką z 13 powodów. Wiem, że ser­i­al pow­stawał równole­gle z książką, ale po pros­tu na papierze (i cza­sem na ekranie) wyglą­da jak dziecko cud­ownego algo­ryt­mu Net­flixa, który przewidu­je co okaże się hitem. Fab­u­larnie nie ma tu wielu zaskoczeń – to taka typowa his­to­ria młodzieżowa. Dziew­czy­na, która czu­je się inna, i ma tajem­nicze moce. Wiel­ka mis­ja która zmuszą ją do wyruszenia w świat. Roman­ty­czne zau­rocze­nie, tajem­ni­ca która nad nią ciąży no i oczy­wiś­cie naras­ta­jące zagroże­nie. Tym razem ze strony morder­czych czer­wonych pal­a­dynów którzy mor­du­ją zamieszku­jące bry­tyjskie wyspy stworzenia mag­iczne, które były tu zan­im przys­zli ludzie.  Czyli nic nowego, choć może rzeczy­wiś­cie, fanatyzm religi­jny odgry­wa tu kluc­zową rolę, co nie jest częste w innych pro­dukc­jach tego typu. Jed­nocześnie oglą­da­jąc ser­i­al miałam cały czas wraże­nie, że oglą­dam trochę pro­dukcję w sty­lu „Jak Jasio wyobraża sobie inkwiz­y­cję” (nie pada tu ta nazwa).

 

Ser­i­al był­by niewyobrażal­nie nud­ny gdy­by nie kil­ka ciekawych postaci – a właś­ci­wie, nieciekawych ale dobrze zagranych postaci. Nieste­ty nie jest nią Nimue, którą obdar­zono tak żad­nym charak­terem, że powin­no się to zapisać jako zbrod­nię prze­ci­wko nar­racji. Gra­ją­ca ją Kather­ine Lang­ford z odcin­ka na odcinek wyglą­da na coraz bardziej zmęc­zoną tą rolą. Jed­nocześnie dyso­nans może wynikać z fak­tu, że to rola wyraźnie pisana dla kilku­nas­to­lat­ki a oczy­wiś­cie gra ją dwudziestoparo let­nia dziew­czy­na. Artu­ra w tej wer­sji gra Devon Ter­rell i choć jest to chy­ba najprzys­to­jniejszy Artur współczes­nej kine­matografii to jed­nak sama postać jest nasz­ki­cow­ana zgod­nie ze sche­matem „a to jest ten dobry chłopak z kilko­ma wada­mi, w którym kocha się nasza dziew­czy­na”. Serio gdy­by nie fakt, że Artur jeździ kon­no na pewno jeźdz­ił­by na moto­cyk­lu i grał dla miejs­cowej drużyny foot­bal­lu amerykańskiego. Jed­nak obok takich postaci są pereł­ki. Jed­ną z nich na pewno jest Mer­lin grany przez Gustafa Skars­gar­da – ser­i­al oży­wa ilekroć Mer­lin – pijany czy nie – pojaw­ia się na ekranie. Rodz­i­na Skars­gardów znana jest z okrada­nia innych aktorów z ich filmów i seri­ali i mam wraże­nie, ze właśnie to tu obser­wu­je­my. Niby ser­i­al o Nimue a jed­nak czekasz co tam znów Mer­lin wymyśli. Abso­lut­nie cud­ow­na jest Lily New­mark jako Pym najlep­sza przy­jaciół­ka Nimue. Ponown­ie – ilekroć pojaw­ia się jej wątek człowiek ma wraże­nie, że ser­i­al o żywa, a sama Pym ma więcej charak­teru niż tytułowa bohater­ka (i chy­ba będzie bliższa współczes­nym młodym wid­zom oglą­da­ją­cym ser­i­al). Świet­na jest też Emi­ly Coates w roli Iris – dziew­czyny, która jest taka mała, praw­ie nie widocz­na, ale total­nie fanaty­cz­na – ponown­ie bard­zo ciekawa rola, która jest jed­ną z niewielu nie aż tak schematy­cznych w tym seri­alu.

 

CURSED (L to R) GUSTAF SKARSGRD as MERLIN in episode 104 of CURSED Cr. COURTESY OF NETFLIX © 2020

 

Choć na początku seri­alu jeszcze akc­ja jakoś posuwa się do przo­du (choć powoli) to pod koniec nieste­ty po pros­tu sta­je. Być może dlat­ego, że bohaterowie, którzy krę­cili się w kółko po sto­sunkowo niewielkiej przestrzeni w końcu wszyscy na siebie wpada­ją. I tak ostat­nie dwa odcin­ki, które powin­ny być najbardziej emocjonu­jące, ciągną się w nieskońc­zoność, każąc się zas­tanaw­iać czy nie za dużo tego seri­alu w sto­sunku do opowieś­ci. Co nie powin­no dzi­wić, o tyle że książ­ka, na pod­staw­ie której pow­stał ser­i­al ma niecałe czterys­ta stron i nie dzieje się w niej aż tyle by wypełnić 10 odcinków. Co ciekawe powieść dużo wyraźniej niż ser­i­al syg­nal­izu­je kole­jny sezon. Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że „Przek­lę­ta” ma raczej ogranic­zony potenc­jał by mnie czymś zaskoczyć. I niby nie powin­no mnie to dzi­wić, ale trochę szko­da, że to kole­jny ser­i­al próbu­ją­cy opowiedzieć coś ze świa­ta Artu­ra na nowo, który wpa­da w pułap­kę bycia śred­nią pro­dukcją fan­ta­sy, która zwyk­le korzys­ta tylko z imion bohaterów (choć nie ukry­wam – ja należałam do tych pię­ciu osób, które nawet lubiły „Camelot” jed­ną z najwięk­szych finan­sowych porażek seri­alowych ostat­nich lat). Jest mi smut­no dlat­ego, że w micie arturi­ańskim jest tyle cud­ownych rzeczy do wyko­rzys­ta­nia – a zwyk­le i tak się je ignoru­je.

 

 

Ogól­nie powiem tak – był już taki ser­i­al, gdzie mieliśmy młodych bohaterów znanych z mitu arturi­ańskiego, którzy w świecie zbu­dowanym z chao­ty­cznych kawałków różnych epok, staw­iali czoła nowym wyzwan­iom. Był bard­zo równoś­ciowy cast­ing, ciekawe posta­cie kobiece, nowe spo­jrze­nie na znanych bohaterów i nau­ki, które w życiu młodym ludziom mogą się przy­dać. Był też nis­ki budżet, który jed­nak jakoś ginął pomiędzy przeu­roczy­mi dialoga­mi. Ser­i­al nazy­wał się „Przy­gody Mer­li­na” emi­towało go BBC i jest w całoś­ci dostęp­ny na Net­flix. Pole­cam całym sercem, tym którzy szuka­ją dobrego seri­alu młodzieżowego wyko­rzys­tu­jącego wąt­ki arturi­ańskiego. Tylko uwa­ga, pod koniec człowiek chlip­ie jak opę­tany.

 

CURSED

 

PS: Wiem że więk­szość z was dziś czeka na Umberel­la Acad­my ale czy wiecie, że dziś na Netlixa wchodzą też ani­mowane Trans­form­er­sy!

0 komentarz
4

Powiązane wpisy